Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 26 marca 2017
w Esensji w Google

Jubileusz: Here’s… Esensja!

[1] 2 3 9 »
Postanowiliśmy się Wam zaprezentować. Poznajcie nas – oto redaktorzy „Esensji” mówią o sobie. Czasami w bardzo nietypowy sposób… Poznajcie tę wybuchową mieszankę młodości i doświadczenia, urody i intelektu… Kolejność – oczywiście jak najbardziej demokratycznie – alfabetyczna.
Kliknij na nazwisko osoby, której autoprezentację chcesz przeczytać:

Ula Baluta
Ula Baluta
Urszula Baluta
Jeszcze studentka filologii angielskiej i już magister filologii polskiej. Pracowniczka edukacji państwowej, którą, zamiast wskazywać drogę do pokoju nauczycielskiego, gonią za niezmienione obuwie do szatni… Bystra blondynka.
Jak to większość Wodników, dusza ekscentryczna i zainteresowana wszystkim, czym tylko się da. Nie trawi młodej gwiazdy polskiej prozy, panny Masłowskiej, do kanonu obrazów przedstawiających Polskę danego czasu, gdzieś za „Lalką” wstawiłaby „Wilqa”. Uwielbia filmy. Na jednym biegunie (tym minusowym) ustawiłaby von Triera, na drugim Ingmara Bergmana.

Piotr ‘cct’ Bielatowicz
Piotr ‘cct’ Bielatowicz
Piotr ‘cct’ Bielatowicz
Jestem fanem konsolowym, dostającym piany, gdy ktoś używa wobec gier wideo przymiotnika „komputerowe”. Moje gorące orędownictwo na rzecz systemów wyspecjalizowanych do grania często kończy się wielogodzinnymi kłótniami na temat zalet i wad obu systemów. Zasadniczo jednak przepadam za wszystkim i wszystkimi. Sztukę, niczym Pelikan łykam jak leci – książkę o hodowli szarotki alpejskiej przeczytam z równym zainteresowaniem, co słownik wyrazów obcych. Okay, nie brzmi to jak zbyt dobry przykład, ale ta ostatnia pozycja to akurat jedna z moich ulubionych pozycji beltrytystycznych. Zresztą, szerokie zainteresowania nie tylko na gatunki, ale i na rodzaje sztuki się rozciągają – poza kinem, teatrem, grami czy książkami lubię np. trailery wszelkiej maści, teledyski (oficjalne, jak i te zmontowane przez fanów różnych rzeczy), wiejską retorykę Pana Przewodniczącego który odpadł w wyborach, i inne.
Poza tym, średnio co parę miesięcy rozpoczynam jakiś nowy, z reguły niekomercyjny projekt, którego celem jest z grubsza przejęcie władzy nad światem – w ten czy inny sposób. Niestety (a może na szczęście?) jak na razie w 90% wypadków nic z nich nie wychodzi – co nie przeszkadza mi odgrażać się, że „ja Wam wszystkim jeszcze pokażę”…
Jeśli idzie o edukację, to powinienem teraz, promieniejąc dumą 642-letniej tradycji, napisać, że jestem studentem prestiżowego kierunku i wydziału Uniwersytetu Jagiellońskiego (Informatyka na wydziale matematyczno-informatycznym), ale niestety po dzisiejszym wykładzie z algebry liniowej mam uzasadnione wątpliwości, czy owa duma przetrwa najbliższą sesję.
Co nie zmienia faktu, że nie martwię się na zapas – w końcu czymś sobie trzeba zapracować na bycie niepoprawnym i niereformowalnym optymistą. Wracam więc do donkiszotowskich planów zmieniania i zdobywania świata (a po drodze sławy, masy kobiet i pieniędzy). Tylko nie wspominajcie naczelnemu, że przejęcie władzy zamierzam zacząć od „Esensji” i polskiego Internetu, dobrze?
Co mnie właściwie kręci w tej (pop)kulturze? Jakie dzieła, zjawiska, trendy?
Cytując Oksanę ze sławetnego filmiku (kto nie zna, niech wygugla koniecznie) – „moje interesowa… eee, zainteresowania to chłopaki, imprezy i takie-takie… ale najbardziej, to kręci mnie nauka… i w ogóle, mam nadzieję na przyszłość”. Trendy też mnie ruszają – nie ważne jakie, były tylko były aktualnie „dżezji” lub „trendi” („cool” już wyszło z mody).
A na poważnie – to popkulturę kocham, ponieważ kocham poznawać ludzi. Wierzę głęboko, że to właśnie komunikacja jest podstawą funkcjonowania tej branży. Autor za pomocą swoich dzieł – obojętnie jakiego typu – prowadzi dialog z widzem, recenzent – z czytelnikiem, wreszcie: wszyscy odbiorcy między sobą. Jak ładnie kiedyś Kazimiera Szczuka powiedziała w jednym z wywiadów: dobrze, że książki (i przenosi się to na każdą inną gałąź kultury) się pisze, dobrze, że się je czyta, ale najważniejsze – aby o nich rozmawiać. Często do kina chodzę nawet nie dla samego filmu, ale dla dyskusji, która może się po jego premierze wywiązać lub nawet już jest w trakcie. Internet w połączeniu z kulturą popularną umożliwił nam łatwą komunikację i wolną wymianę swoich poglądów na niespotykaną dotąd skalę. Cieszę się, że dzięki temu mogą powstawać przedsięwzięcia takie jak „Esensja”, i że mogę być jego częścią.
Jakie dzieło (film, komiks, książka, gra) podoba mi się, choć według powszechnej opinii powinienem się tego wstydzić i dlaczego mi się podoba?
„Bardzo Dzikie Żądze 69” (a co, miało być o kulturze popularnej). Wg powszechnej opinii wszelkie upodobania seksualne uważa się w końcu za wstydliwe. A czemu akurat tenże wyrafinowany tytuł mi się podoba? To chyba pytanie do mojego seksuologa, nie do mnie.
Znów na chwilkę poważniejąc – to od niedawna wstydliwym stało się np. słuchanie nieśmiertelnego Michaela Jacksona. Mam też słabość do jpopu – Ayumi Hamasaki rządzi (no i ma śliczne teledyski) oraz różnych dziwnych, często egzotycznych rzeczy.
Jakie dzieło (film, komiks, książka, gra) według powszechnej opinii będące arcydziełem, uważam za kichę i dlaczego?
Jest masa przecenianych według mnie pozycji, szczególnie wśród gier, gdzie rynek jest jeszcze bardzo młody, dynamicznie się rozwijający, i w związku z czym akcje marketingowe często mogą, wyolbrzymiając niektóre aspekty, skutecznie wypromować na mega-hit jakiegoś przeciętniaka. Ale żaden wyjątkowo jaskrawy przykład nie przychodzi mi do głowy – może za wyjątkiem szczególnie dla mnie niestrawnych książek Stefana Żeromskiego, bodaj jedynych lektur jeszcze z czasów LO, których nie zdzierżyłem. Strasznie przereklamowane są też kieprawe powieści Harlana Cobena (gdzie mu tam do branża), czy chyba najgorszy z serii całkiem znośnych książek Dana Browna „Kod Leonarda da Vinci” (aha, nikt ich do arcydzieł nie zalicza, ale rozumiem, że chodzi tutaj o zdanie odmienne od aktualnych trendów).
Z filmów nie do końca trawię „Shreków” i innych Pixarowsko-Dreamworksowych animacji – przy Miyazakim (animowany spadkobierca starego Disneya, po którym zostały popłuczyny) czy Bagińskim wypadają nudno i wręcz nieefektownie. Aha, „Titanic” ssie – obejrzałem niedawno, i nawet mimo raczej pozytywnego nastawienia i małych oczekiwań, mocno się rozczarowałem.

Egzorcysta i dwa demony (Michał Chaciński)
Egzorcysta i dwa demony (Michał Chaciński)
Michał Chaciński
Gdyby moja esensyjna autoprezentacja miała składać się wyłącznie z dialogów z filmów, sięgnąłbym do kina niemego i w ten sposób wykręcił się od pisania. Tak to jest, jak się ma dwójkę małych dzieci, z których pierwsze absorbuje średnio na pół dnia, a drugie średnio na drugie pół. Średnio, bo bywa, że oba absorbują na cały dzień i wówczas zmuszony jestem zaciągać kredyt czasowy na serwisowanie i konserwację maluchów (o zwykłej robocie nie wspominając). Do spłaty z wolnych dni w przyszłości. Do dzisiaj zaciągnąłem go już na tyle czasu, że dokładnie wiem, co będę robić przez następnych kilka lat. Jak zawsze w trudnych sytuacjach istnieje tu jednak pewien plus („z tym ‘zawsze’ to nie jest do końca tak pięknie” mawia znajomy kaskader przed numerem z krokodylem). Taki mianowicie, że ma się w pewnym sensie nadzieję na gwarancję od losu, że pożyje się ten kawałek czasu do spłacenia długu, albo przynajmniej umrze, nie oddając tego, co się pożyczyło. Zawsze to jakieś pocieszenie. Choć chyba nie na długo – „to zależy ile się umiera”, jak mógłby powiedzieć Bogart, gdyby mu się chciało gadać.
W tej pozytywnej atmosferze dodam więc, co kręci mnie w tej popkulturze. Otóż najbardziej ostatnio bajki, w których różni tacy zjadają dzieci. „Czerwony kapturek” na przykład to piękna historia, chociaż spieprzona w zakończeniu. Ale to się zdarza w bajkach bardzo często – że wspomnę tylko jeszcze o „Jasiu i Małgosi”.
Jako że piszę w środku nocy i za moment któreś z nieletnich mieszkańców posesji zbudzi się z krzykiem, że śnią im się „klokodyle” (widziały w zoo takie tam kurduplowate okazy i do dzisiaj co pewien czas w nocy czują potrzebę informowania rodziców o miłych wspomnieniach). No więc, jako że kruca bomba mało casu, połączę dwa ostatnie pytania w jedno, czyli powiem jakie arcydzieło mi się nie podoba i jaka kicha to dla mnie arcydzieło. Odpowiedź na wszystkie te pytania brzmi: „Mysia”. Arcydzielnie absorbuje nieletnich, mimo że to kicha. Można by powiedzieć: Mysia-kisia. Tylko po co.
[1] 2 3 9 »
dodajdo

Komentarze

07 VI 2014   09:01:12

Nieodpowiedzialny zespół redakcyjny, który pozwala, żeby w prowadzonym przez nich magazynie "kulturalnym" pomawiano ludzi.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Piąty konkurs na recenzję filmową
Esensja

20 III 2017

Już po raz piąty zapraszamy do nadsyłania tekstów w konkursie na recenzję filmową. Zapoznajcie się ze szczegółami – w tym listą filmów do recenzji.

więcej »

Najlepsze teksty 15-lecia Esensji!
Esensja

31 X 2015

Po raz trzeci pomóżcie nam wybrać najlepsze teksty w historii Esensji – zrobimy z nich specjalnego e-booka!

więcej »

Esensjomania – księgarnia Esensji!
Esensja

6 V 2013

Chcielibyśmy zaprosić Was dziś do nowo otwartej księgarni – Esensjomania.pl.

więcej »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.