Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 26 kwietnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Ruchomy zamek Hauru (Hauru no ugoku shiro)

Hayao Miyazaki
‹Ruchomy zamek Hauru›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRuchomy zamek Hauru
Tytuł oryginalnyHauru no ugoku shiro
Dystrybutor Monolith, Monolith Plus
Data premiery16 września 2005
ReżyseriaHayao Miyazaki
Scenariusz
MuzykaJoe Hisaishi
Rok produkcji2004
Kraj produkcjiJaponia
CyklKolekcja Studia Ghibli
Czas trwania119 min
ParametryDolby Digital 5.1; format: 1,85:1
WWW
Gatunekanimacja, fantasy
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Opis dystrybutora
Sophie ma 18 lat i całe dnie spędza w sklepie z kapeluszami, który wcześniej należał do jej zmarłego ojca. W trakcie jednej z nieczęstych wizyt w mieście, poznaje czarodzieja o imieniu Hauru. Hauru jest niezwykle przystojny, ale także dość skryty. Zazdrosna o ich zażyłość czarodziejka, rzuca czar na Sophie, przez który dziewczyna zmienia się w 90-letnią staruszkę.
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje      
Agnieszka ‘Achika’ Szady ‹Zamek na kurzych nóżkach›

Filmy – Publicystyka      


Utwory powiązane
Filmy (15)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [8.00]

MC – Michał Chaciński [8]
Jak po każdym filmie Miyazakiego, pozostaję właściwie oniemiały. Znowu mistrzowskie pomysły fabularne, opowiadanie przyjaznym tonem o strasznych życiowych tragediach i wrażenie obcowania ze starym mistrzem, któremu mądrość pozwala na cichy, spokojny ton, zamiast krzyku. Ale w odróżnieniu od Spirited Away i Księżniczki Mononoke miałem w drugiej części filmu wrażenie lekkiego wyobcowania przy przejściu na abstrakcyjny poziom starcia wrogich sił. Trudno mi nawet powiedzieć dlaczego. Choć scenograficznie to jeden z bardziej europejskich znanych mi filmów Miyazakiego, rozwiązania w końcówce wydały mi się po prostu bardziej abstrakcyjne niż poprzednio.

PD – Piotr Dobry [8]
Szedłem do kina z nastawieniem na powtórkę ze „Spirited Away”, a tymczasem zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony europejskością tego filmu. Zarówno w formie jak i treści – całość jest urzekającą w swej prostocie przygodowo-miłosną historią, będącą czymś na kształt połączenia „Pięknej i Bestii” z „Czarnoksiężnikiem z Oz”, ze znikomą ilością orientalnych motywów. Żadnych pagód, bambusowych chatek, tylko przepiękne południowoeuropejskie pejzaże, zamek jak od braci Grimm, Wiedźma z Pustkowia jak od Chometa, cała galeria już nie tylko cudacznych, ale i cudownych postaci. Ponadto komplet ładnych morałów – zwycięstwo miłości, starość jako błogosławieństwo, krytyka wojny, egoizmu etc. Takie bajki to ja lubię.

WO – Wojciech Orliński [10]
Zajebioza. Muszę się jeszcze chwilę zastanowić, czy nie uważam tego filmu za najwspanialsze anime ever, ale tak czy siak, to arcydzieło gatunku.

KS – Kamila Sławińska [9]
Może nie jest to aż taki cios prosto w metafizyczny splot słoneczny jak Chichiro – ale uroda „Howl’s Moving Castle” od pierwszej chwili oczarowuje i trudno jej się oprzeć. Nie będę rozwodzić się nad łatwa do przewidzenia w filmie Miyazakiego uroda formalną: pięknem zamku na kurzych nóżkach, różnorodnością fantastycznych istot, zaludniających magiczny świat, który jest jakby ładniejsza, idealną wersją sielskiej, południowej Europy. Najbardziej urzekł mnie, zupełnie niespotykany w dzisiejszych czasach – w których każdy musi wyglądać jak młody bóg i zachowywać się jak nastolatek – wątek starości jako swoistego błogosławieństwa: główna bohaterka dzięki zaklęciu, które robi z niej staruszkę, staje się dojrzalszą i mądrzejszą osobą. No ale jak to u mistrza Miyazakiego – historia pozwala interpretować się na wiele sposobów, i każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Naprawdę szkoda by było, gdyby miał to być już ostatni Miyazaki, zwłaszcza, ze dorównujących mu artyzmem i wyobraźnia następców jakoś nie widać.

BS – Bartosz Sztybor [6]
Cały czas miałem wrażenie, że Miyazaki zrealizował wyłącznie fragmenty wewnątrz tytułowego zamku. W domostwie Hauru czuć było magię, poza nim tylko znużenie. Dla jednych celowy zamysł, dla mnie fabularny niedostatek. Dlatego zauroczył mnie ten film, ale i pozostawił obojętnym. Piękny wizualnie, zaskakuje oryginalnym wykorzystaniem środków wyrazu z kina aktorskiego. Porusza też aktualne tematy, nie pomijając tych z lekko zakurzonego strychu socjologii. Niestety, robi to na jednym biegu, co nie przeszkadza podczas niszczenia kultu piękności, ale krytyka wojny wymaga już ostrzejszego tonu. Zabrakło mi tego "krzyku".

KW – Konrad Wągrowski [7]
Nie można powiedzieć, że film nie jest piękny, bo po prostu jest. Tytułowy zamek zachwyca, steampunkowa w formie scenografia alternatywnej magicznej rzeczywistości inspiruje, sceny wojenne poruszają, a wpływającego uszkodzonego okrętu nie zapomnę długo. Ale od strony fabularnej całość wydała mi się zbyt mało angażująca, zbyt słabo rysująca bohaterów i pozwalająca na przejmowanie się nimi, abyt prosto zakończona. Choć mam - jak zwykle u Miyazakiego - niejasne przeczucie istnienia drugiego dna, ukrytych znaczeń. Może kolejne seanse pomogą.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Copyright © 2000-2017 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.