Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Esensja ogląda: Styczeń 2016 (1)

Esensja.pl
Esensja.pl
W pierwszej tegorocznej edycji Esensja ogląda prezentujemy recenzje trzech pozycji kinowych i jednej – od wczoraj zaszczyconej gradem nominacji do Złotych Malin – propozycji DVD.
Kino
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Córki dancingu
(2015, reż. Agnieszka Smoczyńska)
Jarosław Robak [70%]
Plakat i zwiastun promujące pełnometrażowy debiut Agnieszki Smoczyńskiej są bardzo mylące – jeśli spodziewacie się radosnego, wyzutego z ironii i dwuznaczności „lekkiego” kina (jak choćby „Disco polo” Macieja Bochniaka), z seansu możecie wyjść zawiedzeni. Po „Córkach dancingu” nie należy również oczekiwać klasycznej narracji: scenariusz jest tu pretekstowy, gatunkowe formy (horror, musical, melodramat i komedia) swobodnie zmieszane, estetyka filmu rozpięta między onirycznością, turpizmem a przaśnością peerelowskiego klubu. Ten „miks” różnych poetyk oraz mniej lub bardziej odjechanych pomysłów okazuje się jednak bardzo zmysłowy, a przy jego pomocy reżyserce udaje się opowiedzieć współczesną baśń (tyle że taką dla dorosłych), w której syreny wprawdzie są piękne i uwodzą głosem, ale jednocześnie śmierdzą rybą, w ogonie mają waginy, a w naturze żądzę krwi. Niewiele tu z Disnejowskiej Arielki (niestety, próżno też szukać księcia Eryka). Również feministyczna perspektywa filmu, w którym kobieta, z jej ambicjami i pożądaniem zostaje postawiona w kontrze wobec patriarchalnej kultury, sprawia, że „Córki dancingu” wyróżniają się na tle polskiego kina. Obraz Smoczyńskiej traktuje o radykalnej obcości, która – aby wpasować się do przewidywalnego świata o tradycyjnych regułach – musi zostać „przycięta” (i to dosłownie, jak w jednej z najlepszych scen). A i to może nie wystarczyć. W spojrzeniach nie-syrenich bohaterek, na czele z wspaniałą Kingą Preis w roli gwiazdy zespołu Figi i Daktyle, ale też w ukradkowych pocałunkach pary homoseksualistów, kryje się jednak tęsknota za tym, by pozmieniać raczej te reguły.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Swobodne opadanie
(2014, reż. György Pálfi, Gergely Pohárnok, Zsófia Ruttkay)
Konrad Wągrowski [60%]
Bardzo dobrze, że film György’ego Pálfiego trafił na nasze ekrany, bo dzieło to naprawdę oryginalne. „Swobodne opadanie” to zbiór kilku nowel filmowych, utrzymanych w klimacie absurdu i groteski przez niektórych – choć chyba nie do końca słusznie – porównywanych do dzieł Monty Pythona (w przeciwieństwie do Pythonów skecze mają pointy i bardziej idą w kierunku szokowania niż rozśmieszania) . Elementem spajającym tę historię jest pewien siedmiopiętrowy blok, w którym odbędą się wszystkie scenki. Ów blok jest jedynym spoiwem, nie ma tu jakiegoś motywu przewodniego, jak w przypadku zeszłorocznych „Dzikich historii”, każda opowiastka jest swego rodzaju skeczem. Skeczem zaskakującym, odważnym, nierzadko zabawnym, a czasem nawet nieco obrzydliwym. Skecze nie są równiej jakości, mnie osobiście najbardziej do gustu przypadł ten o rodzinie żyjącej w (ultra)higienicznych warunkach, choć widzowie, którzy oglądali dzieło Pálfiego, najczęściej wspominali „odwrotne narodziny”. W sumie dzieło oryginalnego twórcy, kreatywnie posługującego się różnymi wariacjami gatunku w filmowego (mamy tu sitcom, horror, opowieść obyczajową), do obejrzenia z zaciekawieniem i zapomnienia.
WASZ EKSTRAKT:
70,0 (0,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
Most szpiegów
(2015, reż. Steven Spielberg)
Marcin Mroziuk [80%]
Wprawdzie „Most szpiegów” jest świetnym filmem, ale mogłoby to być jeszcze lepsze dzieło, gdyby twórcy nie zdecydowali się na nakręcenie istnego panegiryku na cześć amerykańskiego prawnika Jamesa B. Donovana. Niewątpliwie z równie wielkim zainteresowaniem śledzimy wszak zarówno historię ujęcia i osądzenia radzieckiego szpiega Rudolfa Abla, jak i opowieść o tym, w jaki sposób doprowadzono do jego wymiany za amerykańskiego pilota z zestrzelono U-2. Nie do podważenia jest również kluczowa rola, jaką w tych wydarzeniach odegrał główny bohater filmu, ale mimo doskonałej gry aktorskiej Toma Hanksa trudno uwierzyć, że James B. Donovan naprawdę był takim chodzącym ideałem. Jest on bowiem przedstawiony jako pozbawiony jakichkolwiek wad szanowany prawnik i przykładny ojciec rodziny, który z równym przekonaniem starał się zapewnić uczciwy proces radzieckiemu szpiegowi (i to wbrew zimnowojennym nastrojom własnego narodu!) oraz odważnie negocjować w Berlinie Wschodnim warunki wymiany z przedstawicielami NRD i ZSRR. Piękny, budujący obrazek, ale mimo wszystko nie sposób uznać go za w pełni realistyczny, abstrahując nawet od pytań o rzeczywisty zakres powiązań głównego bohatera z CIA.
Trzeba jednak przyznać, że Steven Spielberg w tym filmie nie tylko po mistrzowsku buduje napięcie, ale przede wszystkim cały czas gra na emocjach widzów i czyni to w dodatku na wiele sposobów. Z jednej strony, po pełnej odwołań do wartości konstytucyjnych mowie obrończej Jamesa B. Donovana z niecierpliwością oczekujemy więc na werdykt sądu w prawie Rudolfa Abla, a także z wypiekami na twarzy obserwujemy pełną nerwów finałową rozgrywkę służb wywiadowczych na moście Glienicke. Z drugiej strony istotną rolę odgrywają sceny, w których możemy zobaczyć bohatera w analogicznych sytuacjach, którym jednak towarzyszy zupełnie odmienny nastrój – czego najdobitniejszym przykładem są spojrzenia przypadkowych współtowarzyszy dojazdów Jamesa B. Donovana do pracy – raz pełne pogardy i nienawiści, kiedy indziej prawdziwego zachwytu. W każdym razie istnieją spore szanse, że właśnie to ostatnie uczucie będzie towarzyszyć widzom po zakończonym seansie.
DVD / BD
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Jupiter: Intronizacja
(2014, reż. Andy Wachowski, Lana Wachowski)
Jarosław Loretz [40%]
Kuriozalnie pokraczna mieszanka klisz, bzdurstw wszelakich, młodzieżowego romansu i space opery. A wszystko posunięte do jaskrawego absurdu.
Zazwyczaj Hollywood serwowało nam nastolatka płci obojętnej, niespodzianie odkrywającego posiadanie jakiegoś rodzaju nadprzyrodzonych mocy, dzięki którym można widzieć zmarłych, ziutać zygzakami po niebie czy – w cięższych przypadkach – ocalić Ziemię. A tutaj? Nieee… Tu bohaterka nie ma żadnych mocy, ale od razu jest królewną WSZECHŚWIATA. No bo po co się ograniczać… A żeby było bardziej z przytupem, dziewczę jest z najniższej dopuszczalnej (dla amerykańskiego widza) kasty – chicagowskich czyścicieli toalet. Naturalnie na życie nieszczęsnej dybią brzydkie typy (na przykład skrzydlate jaszczury w… czarnych, skórzanych kurtkach), a z pomocą podążają… eee… powiedzmy, że upadłe anioły. Sztuk dwie.
Film kosztował prawie 180 milionów dolarów, i faktycznie widać ten budżet – w zbędnie rozbuchanej kreacji tła. Statki są super, masa gadżetów też potrafi przykuć uwagę, a i rozwałka idzie na maksa, tyle że większość scen, które pochłonęły tak gigantyczne pieniądze, najczęściej bardzo szybko zaczyna nużyć. Walki – tak jak w obu późniejszych „Matriksach” – są wyraźnie przeciągnięte i szybko nudzą. Zniszczenia są natomiast tak ogromne, że aż oko przestaje rejestrować detale. Ten film należy oglądać w kinie, bo na małym ekranie 3/4 kreacji zlewa się gdzieś w tle. Na małym ekranie pozostaje widzowi głównie kontemplacja sztampowych, do bólu ckliwych, naiwnych i zwyczajnie głupich dialogów oraz zaduma nad nieudanymi próbami podrobienia stylu Gilliama (drętwa, zupełnie nieśmieszna sekwencja biurokratyczna), Tarsema Singha (sekwencja ślubu jest tylko ładna) czy Tima Burtona (niektóre stwory i dekoracje są ciekawe, ale jednak od sasa do lasa). Ot, kolorowy kleks wypluty przez kameleona i zdeptany przez logikę.
Kodeks raz jest, innym razem jakby nie istniał. Niekiedy jest „Wasza wysokość”, a niekiedy „Ty”. Powietrzne ewolucje tak na zdrowy rozsądek powinny bohaterce pourywać ręce i namieszać w bebechach, że już o finalnej walce, kiedy jaskrawo nadużywane są wszelkie „w ostatniej chwili”, „cudowne ocalenie” i „mam ręce ze stali, a prąd się mnie nie ima”, nie wspomnę. A pustawe lokacje w ponoć przeludnionych światach? A „latające” buty, zdające się być jedynym, wręcz legendarnym egzemplarzem w całym kosmosie, i to na stałe przyśrubowanym do stóp delikwenta (nawet w celi je posiada)? A co z ludźmi zabitymi w walce nad Chicago? Ich też się „odbuduje”, jak budynki? No i dlaczego w pewnym momencie znika w ogóle opcja zamachów na bohaterkę? A to tylko czubek góry lodowej.
Z całą tą żonglerką miliardami lat i milionami planet, z wszystkimi tymi złymi dialogami („Chciałbym ci pokazać swoje cztery planety”), mdlącymi wątkami „romantycznymi” i mrowiem bzdur, „Jupiter…” ogląda się jednak znośnie – głównie dzięki dopracowanym plenerom i wspomnianym na początku statkom i gadżetom. Trzeba mieć tylko pod jakieś znieczulenie, które pozwoli gładko przedryfować przez co durniejsze momenty.
koniec
14 stycznia 2016
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Esensja ogląda: Listopad 2017 (3)
Jarosław Loretz, Kamil Witek

16 XI 2017

Dziś w naszym cyklu trzy recenzje: „HHhH”, „Obcy: Przymierze” i „Hel”.

więcej »

Rezydencjonalna duchota
Jarosław Loretz

14 XI 2017

Koty może i mają 9 żywotów, widz jednak dysponuje tylko jednym i dlatego powinien trzy razy się zastanowić, czy warto sięgać po „9 żyć”…

więcej »

Brzdąkany dramat grozy
Jarosław Loretz

7 XI 2017

Horror z emocjami rodem z melodramatu? Ależ proszę bardzo – „Osiem”.

więcej »

Polecamy

Czeska babcia w roli Kaja

Dobry i Niebrzydki:

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Najlepszego sortu Amerykanin
— Jarosław Robak

Z tego cyklu

Listopad 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Kamil Witek

Listopad 2017 (2)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Listopad 2017 (1)
— Jarosław Loretz, Anna Nieznaj

Październik 2017 (3)
— Jarosław Loretz

Październik 2017 (2)
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Październik 2017 (1)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Wrzesień 2017 (3)
— Jarosław Loretz

Wrzesień 2017 (2)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Wrzesień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Sierpień 2017 (1)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry

Tegoż twórcy

Dymy i światła
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Połączeni na wieczność
— Ewa Drab

Człowiek pogryzł konia
— Łukasz Gręda

Zabili go i uciekł
— Agnieszka Szady

Przygoda, przygoda każdej chwili szkoda!
— Łukasz Gręda

Przygoda w niebieskim sweterku
— Agata Malinowska

Prędkość to nie wszystko
— Kamil Witek

Indiana Jones i wszystko, co tylko możecie sobie wyobrazić
— Agnieszka Szady

Czacha dymi, mózg paruje, czyli bliskie spotkania czwartego stopnia z Indianą Jonesem
— Jakub Gałka

Dramat w trzech aktach
— Urszula Lipińska

Tegoż autora

Esensja czyta dymki: Listopad 2017 (3)
— Marcin Mroziuk, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Z filmu wyjęte: Mózgi, świeże mózgi
— Jarosław Loretz

Mała Esensja: Więcej czarów
— Marcin Mroziuk

Nie tak ładnie pachniesz
— Konrad Wągrowski

Dobry i Niebrzydki: Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Rezydencjonalna duchota
— Jarosław Loretz

Z filmu wyjęte: Przenośny karmnik
— Jarosław Loretz

Rozmowy z morderczynią
— Marcin Mroziuk

NajAmerican Film Festival 2017
— Jarosław Robak, Kamil Witek

Dobry i Niebrzydki: Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.