Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 26 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Między „Dybukiem” a „Weselem”

Esensja.pl
Esensja.pl
Po obejrzeniu „Demona” już nie dziwi tak bardzo decyzja, jaką podjął 19 września 2015 roku reżyser filmu. Myśl o samobójstwie podobno dojrzewała w nim już od jakiegoś czasu. Opowiedziana na ekranie historia Piotra i Żydówki Hany mogła stać się jej katalizatorem. Szkoda jednak, że Marcin Wrona wybrał na swoje opus magnum obraz tak nierówny. Powinien wciąż żyć. Powinien nakręcić jeszcze przynajmniej kilka lepszych dzieł.

Marcin Wrona
‹Demon›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDemon
Dystrybutor Kino Świat
Data premiery25 lutego 2016
ReżyseriaMarcin Wrona
ZdjęciaPaweł Flis
Scenariusz
ObsadaItay Tiran, Agnieszka Żulewska, Andrzej Grabowski, Tomasz Schuchardt, Katarzyna Herman, Adam Woronowicz, Włodzimierz Press, Tomasz Ziętek
MuzykaMarcin Macuk, Krzysztof Penderecki
Rok produkcji2015
Kraj produkcjiIzrael, Polska
Czas trwania93 min
Napisyangielskie
ParametryDolby Digital 5.1
Gatunekdramat, thriller
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Kto oglądał „Demona” krótko po kinowej premierze (nie licząc pokazu na festiwalu w Gdyni) i tym samym mniej więcej miesiąc po samobójczej śmierci reżysera, powinien po kilkunastu miesiącach wrócić do tego filmu. Oglądając go z perspektywy czasu, patrzy się bowiem na niego już trochę inaczej. Bez emocji. Na chłodno. Co niestety samemu obrazowi nie wychodzi na dobre. Było to trzecie pełnometrażowe dzieło Marcina Wrony (rocznik 1973) – po „Mojej krwi” (2009) i „Chrzcie” (2010). Między premierami drugiego z wymienionych a „Demona” minęło pięć lat. Nie był to jednak dla autora czas stracony. Wręcz przeciwnie. Wypełniony był pracą nad spektaklami teatralnymi na podstawie sztuk Gabrieli Zapolskiej („Moralność pani Dulskiej”, 2013; „Ich czworo”, 2015) oraz „chałturkami” na planie seriali „Ratownicy” i „Lekarze”. Być może właśnie to zaangażowanie w adaptacje tragikomedii młodopolskiej pisarki sprawiło, że przygotowując się do kolejnego filmu kinowego, Wrona postanowił sięgnąć po tekst dramatyczny. Oparł się na sztuce „Przylgnięcie” (2008) autorstwa Piotra Rowickiego. I to „oparł się” jest w pewnym sensie kluczowe do zrozumienia, dlaczego „Demon” nie stał się dziełem na miarę nakręconego trzy lata wcześniej „Pokłosia” Władysława Pasikowskiego, chociaż miał zadatki.
Dramat Rowickiego wypada lepiej niż scenariusz „Demona”, który napisali Paweł Maślona (w tej roli był to jego wielkoekranowy debiut) i Marcin Wrona. Zupełnie niepotrzebnie postanowili oni uwspółcześnić i tak przecież współczesny tekst. Na czym zaś to „uwspółcześnienie” polegało? Literacki „Pyton” (Piotr) to małomiasteczkowy gangster, który postanowił ustabilizować się, biorąc ślub i otwierając – za szemrane pieniądze – legalny biznes (komis samochodowy). W filmie przerobiono go na przybysza z zagranicy (konkretnie z Anglii), którego do Polski sprowadza miłość do Żanety, siostry poznanego w Londynie Polaka, „Jasnego”. Filmowy „Pyton” nie ma więc nic wspólnego z półświatkiem; ziemię i stary dom (do remontu) dostaje od swego przyszłego teścia. W ślad za zmianą narodowości głównego bohatera poszła jeszcze jedna kontrowersyjna decyzja – o obsadzie tej roli. Wrona zdecydował się na izraelskiego aktora Itaya Tirana (syna Żydów pochodzących z Węgier i ze Szwecji), który nie znając języka polskiego, nauczył się swoich kwestii na pamięć. Można go za to podziwiać, ale tak naprawdę cała para poszła w gwizdek. W efekcie bowiem lekko kaleczy język, na dodatek można odnieść wrażenie, że dość często jego mimika i „mowa ciała” rozjeżdżają się z wypowiadanymi kwestiami. Ale tak już bywa, gdy nie rozumie się tego, co się mówi.
Można zastanawiać się także, czy zasadne były postmodernistyczne zabiegi podejmowane przez reżysera. „Demon” – koniec końców – okazuje się bowiem zlepkiem dwóch innych dzieł filmowych, które same w sobie były już przeróbkami. Chodzi oczywiście o przedwojenny obraz Michała Waszyńskiego „Dybuk” (1937), oparty na napisanym w 1914 roku dramacie Szymona An-skiego (w rzeczywistości Szlojmego Zajnwela Rapoporta), oraz o „Wesele” (2004) Wojciecha Smarzowskiego, będące wariacją na temat tekstu Stanisława Wyspiańskiego (z 1901 roku). Efekt jest taki, że widz – zwłaszcza mający w pamięci obraz Smarzowskiego – skupia się na tropieniu podobieństw (stary Wojnar i Zygmunt Jasiński, ojciec Żanety, są zdjęci praktycznie z jednej matrycy), w efekcie czego umyka to, co przyświecało autorowi pierwowzoru literackiego, czyli refleksja nad odpowiedzialnością za zbrodnie popełniane przez Polaków na ich żydowskich sąsiadach (dokładnie tak, jak to miało miejsce w „Pokłosiu”). Dla „Pytona”-Polaka nie była to rzecz obca, choć całkowicie zapomniana, „Pyton”-obcokrajowiec kompletnie nie rozumie kontekstu wydarzeń, nie pojmuje, jak zresztą większość gości weselnych, co się z nim dzieje.
Odarłszy głównego bohatera z jego przeszłości i (nie)pamięci, co mu pozostawił Wrona? Głównie bezrozumne zdziwienie. Pozbawiając film żydowskiego mistycyzmu, reżyser poszedł w stronę horroru. I trzeba przyznać, że początek jest pod tym względem jeszcze całkiem udany. Moment kiedy „Pyton” znajduje w ogrodzie szczątki ludzkie, które potem znikają – robi wrażenie, trzyma w napięciu. Ale później jest już tylko gorzej. Epileptyczny taniec głównego bohatera ociera się o karykaturalność, nie ma w nim tej groteskowej surrealistyczności, jaka cechowała dziwaczne pląsy granego przez Zbigniewa Cybulskiego bohatera „Salta” (1965) Tadeusza Konwickiego, który w swym dziele również odwoływał się do Wyspiańskiego. Nastrój wraca jeszcze tylko raz – gdy stary nauczyciel rozpoznaje w słowach wypowiadanych przez pogrążonego w letargu „Pytona” język jidysz i myślami wraca do dramatycznych zdarzeń sprzed kilkudziesięciu lat. Mimo ewidentnych minusów „Demona”, należy pochwalić aktorów, których trudno przecież winić za to, że wizja reżysera okazała się nie do końca trafiona. A są to przede wszystkim: Agnieszka Żulewska w roli Żanety, Tomasz Schuchardt („Miasto 44”, „Karbala”) jako jej brat czy Andrzej Grabowski („Pod Mocnym Aniołem”) jako ojciec. Wyróżnić należy także Włodzimierza Pressa, który wcielił się w będącego archetypem „starego Żyda” nauczyciela Szymona Wentza, oraz Adama Woronowicza („Czerwony pająk”, „Sługi Boże”), który użyczył swej twarzy lekarzowi.
koniec
8 maja 2017
dodajdo

Komentarze

08 V 2017   21:23:49

A jak ktoś się chce pośmiać, to zapraszam tu:
http://poliszmuwi.blogspot.com/2017/02/demon-2015.html

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Esensja ogląda: Czerwiec 2017
Jarosław Loretz, Marcin Osuch, Jarosław Robak

6 VI 2017

Zapraszamy do pierwszej czerwcowej edycji zbioru krótkich recenzji filmowych.

więcej »

Esensja ogląda: Maj 2017
Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

24 V 2017

Zapraszamy do pierwszej majowej edycji cyklu krótkich recenzji filmowych.

więcej »

Byli sobie gliniarze…
Sebastian Chosiński

4 V 2017

Doprawdy trudno zrozumieć, po co zmieniać świetnie brzmiący – i idealnie pasujący do treści – oryginalny tytuł filmu „Mea culpa” na pozbawionego cech charakterystycznych i wykorzystywanego przez reżyserów już wielokrotnie „Świadka” (w różnych wariantach). Francuz Fred Cavayé mógłby się za to obrazić. Widzowie natomiast, przeszedłszy nad tym „tłumaczeniem” do porządku dziennego, powinni przed „odpaleniem” płyty DVD wygodnie zasiąść w fotelach. Bo dzieje się dużo…

więcej »

Polecamy

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce

Dobry i Niebrzydki:

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Superheroina nie z „Playboya”
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oliver Twist i wybuchające siusiaki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Jessica Chastain lobbuje u króla ciepłokluchowego kina
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Denzel jak wino
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ksenomorfy pod prysznicem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

W Galaktyce jak w Opolu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Uciec, ale dokąd?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Co ludzie powiedzą?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

One woman show
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

31. Warszawski Festiwal Filmowy: Dzień trzeci
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Tegoż twórcy

31. Warszawski Festiwal Filmowy: Dzień trzeci
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Podwójny świat, podwójne życie
— Patrycja Rojek

Wytrzymać pięć minut
— Patrycja Rojek

Tegoż autora

Zbrodniarz i panna
— Sebastian Chosiński

Okazja czyni tchórza
— Sebastian Chosiński

Sypiając z szefem
— Sebastian Chosiński

Ciszej nad trumną Batmana!
— Sebastian Chosiński

Koniec jest blisko. Coraz bliżej…
— Sebastian Chosiński

Byli sobie gliniarze…
— Sebastian Chosiński

W sercu Iraku
— Sebastian Chosiński

Nie tylko Temida jest ślepa
— Sebastian Chosiński

Okrutny seks komisarza Warskiego
— Sebastian Chosiński

Zemsta za „potop”?
— Sebastian Chosiński

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.