Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 stycznia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (2)

Esensja.pl
Esensja.pl
Koniec roku to czas nadrabiania zaległości z ostatnich miesięcy na małym ekranie. Zobaczcie, co obejrzał i jak ocenił Sebastian Chosiński.
DVD / BD
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wonder Woman
(2017, reż. Patty Jenkins)
Sebastian Chosiński [70%]
Jestem jednym z tych, prawdopodobnie nielicznych recenzentów (przynajmniej w Esensji), którym podobał się „Batman v Superman: Świt sprawiedliwości”. Tym bardziej powinna więc spodobać mi się „Wonder Woman”, prawda? Niekoniecznie. Spośród komiksowych bohaterów / bohaterek z uniwersum DC Diana irytowała mnie zawsze, obok pochodzącego z konkurencyjnej stajni Thora, najmocniej. Z trudem wyobrażałem sobie, aby udało się stworzyć logiczną i intrygującą opowieść o mitologicznej postaci, którą przekorny los rzuca na front pierwszej wojny światowej. Bo jak to, tonące w błocku okopy, budzące przerażenie brytyjskie czołgi, podstępni Niemcy rozpylający trujący gaz, a pomiędzy nimi paradująca w skromnym, seksownym wdzianku starożytna wojowniczka? Eee… głupszy wydawał się chyba tylko koncept debiutanckiego filmu Arnolda Schwarzeneggera „Herkules w Nowym Jorku” (1969). Tymczasem obraz Patty Jenkins (twórczyni Oscarowego dramatu kryminalnego „Monster”) prezentuje się nadzwyczaj interesująco. Owszem, nie brakuje irytujących niedopowiedzeń bądź przemilczeń (zwłaszcza dotyczących życia Amazonek na Temiskirze) czy scen, które trzeba – nawet jak na film o superbohaterce – przyjmować z przymrużeniem oka (większość pojedynków, z których nie dość, że Diana wychodzi zwycięsko, to na dodatek nawet bez poszarpanego bądź choćby przybrudzonego stroju). Ale to i tak niewielka cena za monumentalną, urzekającą efektami specjalnymi, ponad dwugodzinną mroczno-ponurą opowieść o szalonym świecie opanowanym przez okrutnego boga wojny. Jakby tego było mało, jest jeszcze piękna Gal Gadot, która – i to już w drugiej odsłonie – tak zespoliła się z postacią Wonder Woman, że trudno będzie wyobrazić sobie w tej roli inną aktorkę (trzecim podejściem była „Liga Sprawiedliwości”, czwartym będzie zapowiadana na 2019 rok „Wonder Woman 2”). Podsumowując: jest widowiskowo, odpowiednio patetycznie i przejmująco, nie brakuje też – co dla wielu osób powinno być ważne – pozytywnego przesłania.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Obcy: Przymierze
(2017, reż. Ridley Scott)
Sebastian Chosiński [50%]
Powrót Ridleya Scotta do serii o Obcym przyjąłem przed paroma laty z wielkimi nadziejami. Tym większym rozczarowaniem był dla mnie fatalny pod prawie każdym – poza, oczywiście, wizualnym – względem „Prometeusz”. W efekcie po „Przymierzu” nie spodziewałem się niczego pozytywnego i być może właśnie dlatego kolejny prequel do „8 pasażera Nostromo” wydał mi się całkiem znośny. Nie od razu „rewelacyjny” czy „zapierający dech w piersiach”, ale zwyczajnie przyjemny w odbiorze i radujący kolejną świetną kreacją Michaela Fassbendera (w roli androida, a w zasadzie dwóch androidów), który przydał filmowi tyleż tajemniczości, co psychologicznej głębi. Fabularnie Scott niczym nie zaskoczył, bo zwyczajnie zaskoczyć nie mógł, chcąc utrzymać się w poetyce zarówno swego wcześniejszego, jak i późniejszego – w kontekście chronologii wydarzeń przedstawionych na ekranie – filmów. Popełnił tradycyjnie kilka nielogiczności (spośród których najboleśniejszą jest wysłanie kolonistów z Przymierza na obcą planetę, Origae-6, bez ochraniających ich skafandrów), ale zrekompensował to fantastycznymi zdjęciami (za które odpowiadał nasz rodak Dariusz Wolski), przeszywającą muzyką (autorstwa Jeda Kurzela), w końcu kapitalnie przedstawioną ewolucją tytułowego ksenomorfa. Atrakcyjnie wizualnie wypadła także (przed)finałowa scena walki z potworami, która tym większą sprawia radość, że następuje po wyjątkowo długiej introdukcji i nie mniej rozwlekłym, choć trzymającym w napięciu, rozwinięciu. Za dwa lata należy spodziewać się trzeciej części nowej trylogii. Czy będzie ona jeszcze lepsza od „Przymierza” – wydaje się mało wątpliwe (Scott musiałby sporo zaryzykować, co wydaje się mało prawdopodobne w przypadku reżysera, który przekroczył już osiemdziesiątkę). Oby jednak nie była gorsza od „Prometeusza”.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wojna o Planetę Małp
(2017, reż. Matt Reeves)
Sebastian Chosiński [80%]
Dziewiąty pełnometrażowy fabularny film cyklu i jednocześnie zwieńczenie prequelowej trylogii, którą otworzył Rupert Wyatt „Genezą…” (2011), a zwieńczył Matt Reeves „Ewolucją…” (2014) i „Wojną o Planetę Małp” właśnie. To zarazem chyba najciekawsza odsłona serii – z jednej strony niezwykle mroczna, z drugiej niosąca jednak (w finale) sporą nadzieję. Tyle że nie dla ludzi, ale małp. Trudno jednak mieć z tego powodu żal do autorów, wszak ludzie, jak mało kto, zasłużyli sobie na los, jaki spotyka ich w filmie. „Wojna…” bardzo zgrabnie wykorzystuje elementy znane z innych produkcji. Są tu odniesienia i do klasycznych westernów, i do kina fantastycznego czy biblijnego, wreszcie – co oczywiste – do wojennych arcydzieł hollywoodzkich. Widzimy więc prowadzoną przez Cezara (znakomity Andy Serkis) drużynę, która ma do wypełnienia zadanie i podejmuje się tego, nie bacząc na niebezpieczeństwa związane z drogą i niepewność tego, co czeka ją na finiszu, co z miejsca kojarzy się z „Władcą Pierścieni”. Widzimy tajemniczego i okrutnego Pułkownika (odpowiednio złowrogi Woody Harrelson), którego nienawiść do małp przeradza się w szaleństwo i obłęd, w czym przywodzi na myśl Waltera Kurtza z „Czasu apokalipsy” (identyczna szarża obu oficerów też zapewne nie jest przypadkowa) czy Amona Götha z „Listy Schindlera”. Z tym ostatnim „Wojnę…” wiąże jeszcze jeden wątek – obozowy. Pułkownik, podobnie jak Göth, lubi popatrzeć na swoich niewolników z wysokości, nie waha się też przed ich zabijaniem dla czystej przyjemności. Postacią pierwszoplanową jest jednak Cezar, który z biegiem czasu z przywódcy politycznego i wojskowego urasta do rangi proroka i patriarchy. Co najważniejsze, ta ewolucja pokazana jest bardzo wiarygodnie, w efekcie czego film nabiera głębi psychologicznej. Jest nie tylko pełnym emocji blockbusterem, lecz także skłaniającym do refleksji dramatem. Będzie część czwarta? Super! Bez Cezara? Hmm…
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
SS-GB. Sezon 1
(reż. Philipp Kadelbach)
Sebastian Chosiński [70%]
Len Deighton (rocznik 1929), ceniony brytyjski autor powieści szpiegowskich, choć niegdyś wydawany w Polsce, nie jest dzisiaj nad Wisłą tak popularny, jak chociażby jego koledzy po fachu Frederick Forsyth czy nieżyjący już, ale wciąż funkcjonujący w powszechnej świadomości, Robert Ludlum. Choć może zmieni się to po wydaniu w naszym kraju na DVD serialowej ekranizacji jednej z najsłynniejszych powieści Anglika „SS-GB” (pierwotnie opublikowanej w 1978 roku). Powieści prawdopodobnie zainspirowanej „Człowiekiem z wysokiego zamku” (1962) Philipa K. Dicka, który też zresztą nie tak dawno został przeniesiony na mały ekran. Inna sprawa, że z literackim pierwowzorem, jak to często w przypadku adaptacji dzieł amerykańskiego klasyka science fiction bywa, dwuczęściowy serial nie ma za wiele wspólnego. W przypadku „SS-GB” rzecz ma się inaczej.
Jest jesień 1941 roku; Wielka Brytania – po sukcesie niemieckiej operacji Lew Morski – została podbita przez nazistów, Winstona Churchilla skazano i rozstrzelano, natomiast króla Jerzego VI zamknięto w Tower. Scotland Yard działa dalej, ale podporządkowany jest SS, któremu w Londynie przewodzi niemiecki generał Fritz Kellermann (w tej roli Rainer Bock, znany między innymi z „Dwóch żyć” oraz „Barbary”). Jego najważniejszym i najzdolniejszym detektywem pozostaje nadinspektor Douglas Archer (Sam Riley, „Mroczna dolina”), Brytyjczyk, który, mimo okupacji, zdecydował się nie porzucać służby. Swą decyzję tłumaczy faktem, że policja zajmuje się jedynie sprawami kryminalnymi, a zwykłych przestępców łapać należy w każdym ustroju i pod każdym panowaniem. Jest szanowany zarówno przez swoich niemieckich przełożonych, jak i współpracowników-rodaków, choć działacze ruchu oporu mają na ten temat nieco inne zdanie, o czym Archer przekonuje się, kiedy zaczyna prowadzić sprawę zabójstwa pewnego naukowca.
Scenariusz wyprodukowanego przez BBC serialu wyszedł spod ręki Neala Purvisa i Roberta Wade’a (duetu odpowiedzialnego za cztery ostatnie filmy o Bondzie), a wyreżyserował go Niemiec Philipp Kadelbach (autor głośnego w Polsce miniserialu wojennego „Nasze matki, nasi ojcowie”). Autorom udało się stworzyć bardzo sugestywny obraz rządzonego przez nazistów Londynu, nieźle poradzili sobie również z wielowątkową opowieścią wymyśloną przez Deightona, którą na dodatek wzbogacili kilkoma efektownymi zabiegami fabularnymi. Powolna narracja też w niczym nie przeszkadza; przeciwnie, pozwala – jak w klasycznych skandynawskich kryminałach – budować nastrój niepewności i osaczenia. Na pochwałę zasługują również aktorzy; poza już wspomnianymi także James Cosmo jako Harry Woods, niegdyś mentor, a obecnie podwładny Archera, Australijka Maeve Dermody w roli powiązanej z ruchem oporu kochanki Douglasa, Amerykanka Kate Bosworth jako waszyngtońska dziennikarka Barbara Barga oraz Niemiec Lars Eidinger („Wszyscy inni”, „Dom na weekend”), który wcielił się w przysłanego do stolicy Anglii z Berlina esesmana Oskara Hutha.
koniec
11 grudnia 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Jamochłon na niebiesiech
Jarosław Loretz

16 I 2018

Z pozoru „Zaginiony lot” wygląda na znośną rozrywkę przeciętnej jakości. Wszyscy jednak wiemy, jak to jest z pozorami…

więcej »

Esensja ogląda: Styczeń 2018 (1)
Jarosław Loretz

9 I 2018

Zapraszamy do pierwszej tegorocznej edycji „Esensja ogląda”.

więcej »

Dobra mina do złej gry
Sebastian Chosiński

27 XII 2017

Nawet jeśli nie oglądaliście, to na pewno wiecie, że w drugiej połowie lat 60. ubiegłego wieku powstał telewizyjny serial (i przy okazji film kinowy) o Batmanie. W (mało) Mrocznego Rycerza wcielił się w nim Adam West, natomiast Robina zagrał Burt Ward. Pół wieku później obaj aktorzy zostali zaproszeni do udziału w animowanej dylogii „Powrót Zamaskowanego Krzyżowca” oraz „Batman kontra Dwie Twarze”, w której ponownie wcielili się w swoje role sprzed lat.

więcej »

Polecamy

Partia na party w czasach Brexitu

Dobry i Niebrzydki:

Partia na party w czasach Brexitu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Jak smakują Porgi?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Chwała na wysokości?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Podręczne z Kairu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Atak paniki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (4)
— Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Listopad 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Kamil Witek

Esensja ogląda: Październik 2017 (2)
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Wunderwaffe z nader skromnym wunder
— Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Czerwiec 2017 (2)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Kamil Witek

Bo najlepszy sposób na kobietę, znaleźć sobie skażoną planetę
— Przemysław Ciura

Z tego cyklu

Styczeń 2018 (1)
— Jarosław Loretz

Grudzień 2017 (4)
— Konrad Wągrowski

Grudzień 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Grudzień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Listopad 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Kamil Witek

Listopad 2017 (2)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Listopad 2017 (1)
— Jarosław Loretz, Anna Nieznaj

Październik 2017 (3)
— Jarosław Loretz

Październik 2017 (2)
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Październik 2017 (1)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Tegoż twórcy

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Wunderwaffe z nader skromnym wunder
— Jarosław Loretz

Bo najlepszy sposób na kobietę, znaleźć sobie skażoną planetę
— Przemysław Ciura

Verne XXI wieku
— Gabriel Krawczyk

Nawiązując do klasyków science fiction
— Jakub Gałka

O lwie zabitym przez mrówkę i nie tylko…
— Marcin T.P. Łuczyński

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (16)
— Jakub Gałka

Dlaczego Robin Hood?
— Agnieszka Szady

Co nam w kinie gra: Robin Hood, Samotny mężczyzna
— Piotr Dobry, Urszula Lipińska, Konrad Wągrowski

W sidłach propagandy
— Piotr Czerkawski

Tegoż autora

East Side Story: Współczesny western górniczy
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Bardzo starzy oboje i ich wnuczka
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: W poszukiwaniu własnego języka
— Sebastian Chosiński

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Wulkaniczny wehikuł czasu
— Sebastian Chosiński

Kto z Ligą wojuje…
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Awangardowa potańcówka
— Sebastian Chosiński

Napalona doktor Quinn
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Na bezdrożach, z nożem w ręku
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Pre-Embryo w epoce niewinności
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.