dzisiaj: 2 września 2010
w Esensjopedii w Esensji w Google
Zobacz koniecznie: ENH, czyli ponad pół setki filmów (1)  – Ewa Drab, Karol Kućmierz, Urszula Lipińska, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Niemcy biją dresa!

To się dopiero nazywa brak finezji. Film o dość enigmatycznym oryginalnym tytule „Outpost” („Posterunek”) w polskim wydaniu nosi dumną, walącą między oczy nazwę „Eksperyment SS”. W tej sytuacji można było sobie wręcz odpuścić zamieszczanie na pudełku notki o treści filmu – i tak wszyscy będą wiedzieli, o co w nim chodzi.

Film nadesłał portal o kinie domowym FILMOPOLIS.pl - recenzje filmów na DVD, Blu-ray. Testy wszystkich elementów kina domowego. Premiery, zapowiedzi i listy hitów.

Steve Barker
‹Eksperyment SS›

EKSTRAKT:30%
TytułEksperyment SS
Tytuł oryginalnyOutpost
ReżyseriaSteve Barker
ZdjęciaGavin Struthers
Scenariusz (film)Rae Brunton
ObsadaRay Stevenson, Richard Brake, Julian Wadham, Paul Blair, Brett Fancy
MuzykaJames Seymour Brett
Rok produkcji2008
Kraj produkcjiWielka Brytania
Czas projekcji90 min.
ParametryDolby Digital 5.1; format: 1,85:1
Gatunekhorror, wojenny
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Popularny w latach 70. temat hitlerowskich eksperymentów medycznych oraz tajemniczej Wunderwaffe, który obrodził całkiem pokaźną liczbą przeważnie lichej jakości filmów, ostatnimi czasy znów wraca do łask. Jest to o tyle dziwne, że większość nowych filmów to niskobudżetowe horrory lub tak zwane science fiction („science” jest w tych obrazach bardzo „fiction”). Czemu akurat ta tematyka zainteresowała twórców? Być może ma to związek ze sporą popularnością rozmaitych gier komputerowych, w których można dowodzić niemiecką jednostką bądź budować większą i bardziej zaborczą Rzeszę, niż to się udało w rzeczywistości. Wiadomo jedno – filmy te służą wyłącznie rozrywce i próżno w nich szukać refleksji na temat ludzkiego okrucieństwa i odhumanizowania wojaków spod znaku trupiej czaszki. W końcu świat ma nowsze, lepiej rozpropagowane potwory w rodzaju zamachów bombowych, czystek etnicznych i ogólnoświatowego terroryzmu. To, co straszyło kiedyś, powoli staje się folklorem i bajeczkami dla niegrzecznych dzieci.
Taką bajeczkę opowiada właśnie „Eksperyment SS”, przekonując widzów, że „gdzieś w Europie Wschodniej”, czyli – sądząc po stacjonujących siłach ONZ, partyzantach i walczącej z nimi armii – pewnie na terenach byłej Jugosławii – stoi, pochodzący z czasów II wojny światowej, niemiecki bunkier, kryjący tajemnicę nazistowskich prac nad stworzeniem superżołnierza. Sercem nierozszabrowanego (!), praktycznie nietkniętego zębem czasu kompleksu jest pomieszczenie z urządzeniem w kształcie mostu napędowego dużej ciężarówki. Mechanizm ten miał – wzorem eksperymentu filadelfijskiego – „odkształcać jednolite pole” i kumulować powstającą podczas tego procesu energię w położonym wyżej betonowym pokoiku. Energia ta zaś miała posłużyć do przemiany żołnierzy w niepokonanych wojowników, niemożliwych do zabicia, potrafiących stawać się niewidzialnymi i wręcz rozpływać się w powietrzu. Jakim sposobem? Wedle słów jednego z bohaterów: „Ciało ludzkie może zniknąć, spleść się z polem magnetycznym”. Więcej sensu miałoby chyba w tym momencie umieszczenie w fabule szamana, który osiągnąłby ten sam efekt bez używania energii elektrycznej, a jedynie potrząsając nanizanymi na sznurek chrząstkami zjedzonego właśnie kurczaka. Przynajmniej ci, co znają fizykę, nie traciliby szkliwa na zębach podczas seansu.
Czegóż jednak innego można się było spodziewać po niskobudżetowym brytyjskim horrorze? Bełkot naukowy to nie jedyna wada scenariusza. Druga, znacznie poważniejsza, to brak zdecydowania, do czego mają w fabule służyć niemieccy nadżołnierze. Mają bronić bunkra? Chronić tajemnicę? Lubować się w mordowaniu kogokolwiek, kto nawinie się pod rękę? Szukać godnych przeciwników? Wyrażać „niezadowolenie” za los, jaki ich spotkał? Wszystko naraz? Wiadomo tylko tyle, że lubią zabijać, i to w jak najbardziej okrutny i widowiskowy sposób. Doświadczają tego na własnej skórze najemnicy, którzy towarzyszą naukowcowi próbującemu zgłębić tajniki niemieckiego eksperymentu. Übersoldaten pojawiają się jednak w absolutnie dowolnych momentach, niekiedy tylko strasząc widza chwilowym zmaterializowaniem się za plecami któregoś z bohaterów (na zasadzie „pojawiam się i znikam”), innym razem nagle rzucając się jakiemuś najemnikowi do gardła. Poza tym panuje błogi spokój, przerywany od czasu do czasu nocnymi spektaklami, podczas których w lasku otaczającym bunkier (dlaczego akurat tam?) pojawiają się sylwetki esesmańskich żołnierzy, oświetlone od tyłu jakimiś reflektorami (!). Nic się tutaj po prostu kupy nie trzyma, włącznie z absurdalną sceną, kiedy jeden z najemników próbuje przemocą wydusić zeznania od znalezionego w bunkrze, pogrążonego w katatonii nagiego mężczyzny, wrzeszcząc na niego po angielsku, czyli w języku, którego tamten najpewniej nie rozumie.
Zresztą sportretowani w filmie najemnicy to po prostu kpina. Nienawykli do widoku zwłok (a podobno dziesiątki ludzi mają na koncie), przejmujący się losem potrzebujących, umiarkowanie klnący i olewający rozkazy panowie z brzuszkami, snują się bez celu w tę i nazad, starając się unikać przemęczenia. Popełniają kardynalne jak na najemników błędy, każące widzowi zastanawiać się, jakimż to cudem dożyli tak „sędziwego” wieku bez najmniejszego uszczerbku na zdrowiu. Najlepiej widać to po WIELOGODZINNYM rozstawianiu zapory minowej i potykaczy, a także podczas strzelaniny, kiedy to wiara wybiega z bunkra jak przedszkolaki na przerwę, a dopiero OSTATNI przed wyjściem na powierzchnię przygotowuje do strzału broń. Wszyscy zachowują się jak turyści, którym ktoś dla hecy włożył karabiny do ręki. I nawet jeśli jeden czy dwóch aktorów stara się jeszcze jakoś ratować twarz (jak choćby Ray Stevenson, pamiętny Tytus Pullo z serialu „Rzym”), to reszta odwala fuszerkę. Wystarczy wspomnieć scenę, kiedy jeden z nieudaczników chce wywołać w widzach wrażenie, że na widok zwłok zbiera mu się na mdłości, albo scenę zadumy nad zabitym kolegą, podczas której odnosi się nieprzeparte wrażenie, że paru piknikujących mieszczuchów stoi sobie w grupie i co pewien czas któryś z nich przypomina sobie, że musi się skrzywić, warknąć, albo przestąpić z nogi na nogę. A już salwy śmiechu wzbudza burkliwy, odziany w dres Wojtek – niechybnie przybysz z Polski.
Realizacyjnie „Eksperyment SS” też stoi pod psem. Zdjęcia są wypłowiałe i praktycznie pozbawione kolorów. Przypominają starą sepię, na którą od czasu do czasu ktoś dla efektu napaciał sugestię koloru – zielonego i czerwonego najczęściej. Miałoby to sens, gdyby rzecz działa się w czasach II wojny światowej, jednak akcja rozgrywa się współcześnie, a na ekranie widać najnowsze komórki i laptopa. Co więcej, po zejściu do bunkra nasycenie obrazu barwą ulega znacznej poprawie, co by oznaczało, że plan filmowy był notorycznie niedoświetlony i sprawę rozwiązałoby dorzucenie ledwie kilku reflektorów. Kłopot sprawia również towarzysząca perypetiom bohaterów muzyka, która częściej roztkliwia swoim delikatnym brzęczeniem, niż potęguje atmosferę zagrożenia. Także część efektów specjalnych jest kiepskiej jakości, co dokucza zwłaszcza podczas oglądania strzelaniny w korytarzach bunkra, kiedy gęsto latające pociski „cudownym” zrządzeniem losu omijają klosze wyjątkowo licznych lamp. Śmieszą także „stare” fotografie, wyglądające, jak by były postarzone w MS Paint i wydrukowane na leciwej drukarce atramentowej (kto widział zdjęcia z okresu wojny z taką szalejącą ziarnicą?), a także „pochodzące z epoki” animacje ilustrujące proces podboju świata przez udoskonalonych żołnierzy.
Być może gdyby na rynku było dostępnych więcej nakręconych w ostatnich latach filmów o II wojnie światowej, z porządnymi efektami i lubianymi przez widzów aktorami, nikt by nie powiedział cieplejszego słowa o „Eksperymencie SS”. A tak, mimo bardzo słabej realizacji, film potrafi wzbudzić zachwyt fanów Wehrmachtu i komputerowych gier w rodzaju „Return to Castle Wolfenstein”. A przecież to nie pierwsza produkcja o tej tematyce, jaka powstała w XXI wieku. Wystarczy wspomnieć inny brytyjski, niemal bliźniaczy horror, znacznie lepiej zrealizowany i posiadający wyraźniej zarysowanych bohaterów – „Bunkier SS” (recenzja DVD tutaj), podobną fabularnie do „Bunkra...”, choć rozgrywającą się w okopach I wojny światowej „Dolinę cieni” (tu także palce maczali Brytyjczycy), czy katastrofalne jakościowo, idące w kino przygodowe amerykański „SS Doomtrooper” (hitlerowcy o aparycji Hulka) i rosyjski „Chronika ‹Ada›” (hitlerowcy na dopalaczach). Nie ma się więc czym zachwycać.
A tak zupełnie na marginesie – notorycznie bawi mnie wypisywanie przez dystrybutora w dodatkach bzdur w rodzaju „sylwetki aktorów i twórców”. Bo rzeczywiście, w „Eksperymencie SS” sylwetki są w liczbie mnogiej – konkretnie dwie. Nad wyraz skąpe. I tylko aktorów. Może lepiej było sobie w ogóle darować te sylwetki? Kolejny raz również szwankuje tłumaczenie. Jednym z większych kuriozów jest nazwa okrętu biorącego udział w eksperymencie filadelfijskim – Elfridge. Wystarczyło zajrzeć do sieci, żeby się przekonać, że prawidłowa nazwa brzmi „Aldridge”. Co ciekawsze, nie jest to pomyłka lektora, bo zapis „Elfridge” figuruje również w napisach. Ale czegóż innego można się było spodziewać po Vision, skoro znacząca część kina grozy, które firma ma w ofercie, to niskobudżetowe knoty...
koniec
12 marca 2009
dodajdo

Komentarze

W chwili obecnej nie ma żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Duchota na kolei
Jarosław Loretz

24 VIII 2010

„Tunel” to bodaj jeden z najsłabszych japońskich horrorów ostatnich lat. Owszem, znam kilka jeszcze gorszych, zresztą także wydanych u nas na DVD, ale mimo wszystko marna to pociecha.

więcej »

Przyjemności nurkowania na dno Rowu Mariańskiego
Jarosław Loretz

18 VIII 2010

Niestety, niska cena licencji na rozpowszechnianie filmów wytwórni The Asylum ciągnie za sobą katastrofalne skutki – prędzej czy później prawdopodobnie wszystkie z ich produkcji trafią na rodzimy rynek DVD. Ostatnio na przykład pojawiło się u nas „30 000 mil podmorskiej żeglugi”.

więcej »

Zemsta gumowych uszek
Jarosław Loretz

10 VIII 2010

Dlaczego horror Briana Yuzny nosi tytuł „Faust”, skoro po ekranie hasa demon ze świńskimi uszkami, a gdzieś w tle chutliwa kobieta transformuje w krzyżówkę monstrualnych pośladków z monstrualnymi cycami? Tego pewnie nie wie nikt.

więcej »

Polecamy

Jestem legendą

Mroczny Rycerz:

Jestem legendą
— Piotr Dobry

Inne światy
— Jakub Gałka

Co się zdarzyło Lois Lane?
— Piotr Dobry

A ty?
— Michał R. Wiśniewski

Mroczny Rycerz i jego Mroczek, czyli Batman po polsku
— Konrad Wągrowski

Poradnik: Jak wygryźć Batmana
— Paweł Sasko

Wampiry grasują w Gotham
— Piotr Dobry

Czarno na czarnym
— Urszula Lipińska

Nietoperze, które nie ujrzały światła dziennego
— Konrad Wągrowski

Bywają takie dni, że po prostu nie możesz pozbyć się bomby!
— Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Prezenty świąteczne: 50 wydań DVD, których nie możesz przegapić
— Esensja

Tegoż autora

Duchota na kolei
— Jarosław Loretz

Przyjemności nurkowania na dno Rowu Mariańskiego
— Jarosław Loretz

Zemsta gumowych uszek
— Jarosław Loretz

Suita z lekka nieprzyzwoita
— Jarosław Loretz

Gdy „Blade Runner” spotyka „Ghost in the Shell”
— Jarosław Loretz

Kiedy górskie powietrze wychodzi bokiem
— Jarosław Loretz

Mam kombajn i nie zawaham się go użyć!
— Jarosław Loretz

Piecowy morderczyk
— Jarosław Loretz

Niedowizja
— Jarosław Loretz

Żarliwe uściski
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000-2010 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.