Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Dobry i Niebrzydki: „Wstręt” w baletkach, czyli prawdziwa sztuka rodzi się w bólach

Esensja.pl
Esensja.pl
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski
Niczym czarny i biały łabędź ścierają się Dobry i Niebrzydki w wielkim powrocie do swego dyskusyjnego cyklu. A tematem oczywiście nowy film Darrena Aronofsky’ego i – jakżeby inaczej – scena erotyczna między Milą Kunis i Natalie Portman.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Konrad Wągrowski: Piotrze, postawmy sprawę jasno. O seks chodzi, prawda? Znając cię nie od dziś, jestem przekonany, że twoja wysoka ocena „Czarnego Łabędzia” Darrena Aronofsky’ego wynika z faktu, że mamy tam do czynienia z namiętną i gorącą sceną erotyczną między Milą Kunis i Natalie Portman. Nie mylę się, prawda?
Piotr Dobry: Otóż mylisz i to bardzo! Sam jestem zdziwiony, ale zrobiwszy naprędce rachunek sumienia, dochodzę do wniosku, że wykastrowany z tej sceny film oceniłbym najprawdopodobniej równie wysoko.
KW: Nie przeczę, „Czarny Łabędź” ma swoje zalety i zapewne je wymienimy w trakcie naszej dyskusji. Ale nie powiem, żebym został rzucony na kolana. Ot, pięknie stylizowana, znakomicie zagrana historia pewnej rywalizacji (o tym kogo z kim pogadamy też później), oscylująca w kierunku kina grozy, ale jednak miałem wrażenie, że podobnych wiwisekcji szaleństwa widziałem w kinie już kilka.
PD: Ach, więc ty jesteś z grupy „Avatar to Pocahontas w kosmosie"?
KW: O, nie. Uwierzysz, czy nie, nigdy nie widziałem „Pocahontas”. „Avatar” to „Tańczący z wilkami” w kosmosie.
PD: Okej, wiwisekcja szaleństwa to w kinie temat nie nowy, sam Aronofsky przyznaje się do inspiracji między innymi Polańskim, ale ja podobnej, choćby w takim sensie, w jakim podobne są do siebie kolejne komedie romantyczne, nie widziałem ani jednej.
KW: Jasne! „Wstręt”! Zastanawiałem się, z czym mi się film kojarzył… Krótko mówiąc, „Czarny Łabędź” to „Wstręt” w baletkach i bez zepsutego królika. Albo – „Zapaśnik” z ładniejszymi zawodnikami i szaleństwem zamiast staczania się. Albo…
PD: „Titanic”, tyle że bez statku i z krwią zamiast wody…
KW: „Wejście smoka”, tylko z tańcem zamiast lania po mordzie… No dobra, żartuję. Ale coś w tym jest, że „Czarnego Łabędzia” obejrzałem z zainteresowaniem, ale z niejasnym poczuciem, że widziałem tę historię w różnych wersjach już wiele razy. Co więc według ciebie jest w niej wyjątkowego?
PD: Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Wyjątkowa jest na przykład sprawność, z jaką Aronofsky zamknął tyle tematów w jednej fabule. Nie potrafiłbym, tak jak ty, skwitować „Łabędzia” etykietką „wiwisekcji szaleństwa”. Dla mnie to film również o tym, że „prawdziwa sztuka rodzi się w bólach”, o niespełnieniu, o cenie, jaką się płaci za zaprzedanie duszy pasji/pracy (brak życia prywatnego), o toksycznej relacji córki z matką, o konkretnym środowisku i szerzej – o środowisku artystycznym. Zaś w najszerszej perspektywie – o iluzoryczności ładu, który nas zewsząd otacza, o podziale świata na „scenę”, gdzie wszystko prezentuje się pięknie, i „zaplecze”, gdzie tak naprawdę wszystko się rozgrywa, często w bardzo dramatycznych okolicznościach. Niezależnie, czy mówimy o operze, sejmie, kościele, osiedlowym sklepiku spożywczym czy prywatnym mieszkaniu.
KW: A nie o tym, że w dążeniu do perfekcji trzeba unicestwić wszystko na drodze? Nawet jeśli tym czymś jesteś ty sam?
PD: Też, oczywiście. Sam więc widzisz, że kluczy interpretacyjnych wystarczyłoby na ładny pęk. Tym bardziej nie rozumiem twojego zarzutu z cyklu „już to gdzieś widziałem”. Wyjątkowa jest też kreacja Natalie Portman, słusznie nagrodzona Złotym Globem. To chyba jej pierwsza wybitna dorosła rola, najlepsza od czasu Mathildy w „Leonie”.
KW: Z tym się zgodzę bez wahania. Przy całej swojej wieloletniej ogromnej sympatii dla Natalie Portman (a kto jej nie lubi?) nigdy nie widziałem jej w lepszej formie aktorskiej. Niepewność, rozedrganie były w każdym jej ruchu, gdy było trzeba, a gdy miały następować przemiany, zagrane także były koncertowo.
PD: No i – last but not least – sposób, w jaki Aronofsky zrobił film na wskroś „swój”, a zarazem będący esencją, wyciągiem z twórczości moich (i jego pewnie też) ulubionych reżyserów. Jest w „Łabędziu” klimat i psychotyczne obsesje Polańskiego, są transformacje i fascynacja ciałem Cronenberga, tematyka i stylistyka typowe dla Daria Argenty (kobiety, horror, środowisko artystyczne, operowanie bielą i czerwienią). Fascynujące, po prostu fascynujące.
KW: Hmmm… A nie miałeś wrażenia przesady w tych środkach wyrazu? Chodzi mi konkretnie o sceny fizycznych przemian Niny – nie tych Cronenbergowskich, z rozpadem ciała, które były jak najbardziej na miejscu, ale tych z innej bajki – z wyrastaniem piór, zmianą koloru oczu na czerwień w scenach opętania. Od filmu opisującego szaleństwo oczekuję jednak tylko lekko wykoślawionej rzeczywistości, tak bym nie miał nigdy pewności, co jest realne, co nie (do dziś nie jestem pewien, czy Catherine Deneuve zabiła tych gości), a nie czerwonych, nomen omen, lampek, włączających się jak sygnalizatory. No i te pióra – w innym momencie, w innym filmie pewnie uznałbym scenę za genialną (miała swój klimat, to fakt), ale tu wydała mi się zbyt dosłowna.
PD: A mnie to się właśnie wpisuje w estetykę filmów Argenty, którego uwielbiam, więc byłem zachwycony. I nie odniosłem wrażenia, że te odrealnione sceny są z innej bajki. W moim odczuciu wzmacniają jeszcze tę „wiwisekcję szaleństwa” Niny i przydają filmowi aury tajemniczości. pchając go w rejony hipnotyzującego horroru i oddalając tym samym od dość standardowego thrillera, którym mógłby być w rękach jakiegoś rzemieślnika bez fantazji Aronofsky’ego.
KW: Pogadajmy więc chwilę o samym Aronofskym i jego karierze. „Źródło”, zdaje się, uznałeś za rzecz kompletnie nietrafioną?
PD: Muszę sobie odświeżyć „Źródło” (zawsze tak robię, gdy uznam film danego reżysera za arcydzieło i zaczynam nie dowierzać, że wcześniej mógł coś tak spieprzyć), ale tak, racja, za pierwszym razem wydało mi się do bólu pretensjonalne i przesadnie patetyczne. Ale mnie zupełnie nie kręci buddyzm i natchnione filozofowanie. Zaraz, zaraz, przeszkadzają ci czerwone oczy (które przy odrobinie dobrej woli można by przecież uznać za szkła kontaktowe pasujące do roli Łabędzia), a czymże są przy estetycznym przegięciu „Źródła”, któremu przyznałeś tetryczną ósemkę? Jak to możliwe?
KW: Wyjaśnienie w gruncie rzeczy jest proste. „Źródło” zadziałało na mnie bardzo mocno emocjonalnie – po prostu temat radzenia sobie z odejściem najbliższych od lat zaprząta moją głowę (może dlatego, że od wielu, wielu lat tego nie przeżywałem, ale oczywiście zdaję sobie sprawę, że to tylko kwestia czasu) i rozdarcie Hugh Jackmana było dla mnie w pełni zrozumiałe. Dodałbym do tego kwestię wątku „konkwistadorskiego” – akurat wróciłem wówczas z Meksyku i cała ta estetyka była mi w gruncie rzeczy bardzo bliska (wątek „futurystyczno-buddyjski” najmniej do mnie przemawiał). Powód trzeci – lubię filmy, po obejrzeniu których czuję potrzebę poszperania w różnych źródłach, by w pełni pojąć ukryte przesłania, a tego „Źródło” dostarczało mi w nadmiarze. A wreszcie powód czwarty i ostatni – w dzieciństwie czytywałem o poszukiwaniu „źródła życia” i był to jakiś powrót do dawnych fascynacji. Co nie zmienia faktu, że nadal nie wiem do końca, co myśleć o „Źródle”. Są tam sceny, które mnie chwytają mocno za serce i gardło, są takie, które najchętniej bym przewinął.
I choć więc „Czarnego Łabędzia” uważam obiektywnie z lepszy, spójniejszy film, to emocjonalnie pozostał dla mnie letni. Ani obsesyjne dążenie do perfekcjonizmu, ani balet sam w sobie, ani rywalizacja do mnie tak nie przemówiły, a osobiste niespełnienie przeżywam jednak w zupełnie inny sposób. :) Wiesz, ja i tak wytaczam lekkie armaty. Andrzej Kołodyński w „Kinie” napisał, że „Czarny Łabędź” to przykład, jak z zacnych elementów można wykreować kicz. Michał Oleszczyk, którego po abdykacji Michała Chacińskiego uważam osobiście za najciekawszego współczesnego polskiego krytyka filmowego z kolei na filmie nie zostawił suchej nitki, doceniając warsztat, ale nazywając „bzdurą roku”. Chcemy się do tego odnieść?
PD: Ja mogę się odnieść tylko tak, że choć cenię obu panów za niewątpliwą wiedzę i erudycję, opinie dwóch osób nie robią na mnie specjalnego wrażenia. Wytoczę „swoje” armaty – 190 pozytywnych recenzji na 215 na RottenTomatoes (88%), 8.6/10 na IMDb i na dzień dzisiejszy 52 miejsce na liście 250 najlepszych filmów wszech czasów. Tadaaaam! Bitwa wygrana, wywieszaj białą flagę.
KW: Wiem, ale jednak nad opiniami dwóch krytyków, z których żaden nie jest Januszem Wróblewskim, a obu ich szanujemy, warto się chwilę pochylić. Wydaje mi się, że problem z „Czarnym Łabędziem” może nieraz wynikać z nastawienia. Michał pisze, że film nie powiedział nic ciekawego o balecie i tu tkwi chyba problem Michała – nastawił się na inne dzieło. Dla mnie balet w „Czarnym Łabędziu” to jednak sceneria, a nie temat. Absolutnie nie oczekiwałem, że się dowiem o nim czegoś nowego, absolutnie nie oczekiwałem prawdziwej wizji. A skoro „Czarny Łabędź” wymyka się gatunkowym ograniczeniom, trzeba do niego podejść z otwartym umysłem. I w taki oto magiczny sposób nagle zmieniłem się w obrońcę filmu… Powiedzmy więc, że moje oczekiwania brzmiały „zobaczę arcydzieło, które wgniecie mnie w fotel”, no i jednak tym razem się nie udało…
PD: Ja z kolei w ogóle nie nastawiałem się na arcydzieło, bo nigdy nie byłem wielkim fanem Aronofsky’ego, a tu proszę…
KW: Wróćmy jeszcze do Aronofsky’ego. Lubię „Pi”, ale nie na tyle, by mi się chciało do niego wracać (podoba mi się koncepcja i estetyka). „Requiem dla snu” chyba najbardziej pogodziło wszystkich – z jednej strony tą niesamowitą formą, a z drugiej podejściem do przecież tak powszechnego tematu jak mniejsze lub większe życiowe uzależnienia. „Zapaśnik” to jak „Prosta historia” dla Lyncha, wyjście w inną, normalna estetykę, mądry i dobry film, ale z bohaterem, z którym trudno się utożsamiać. „Czarny Łabędź” to powrót jednak w rejony „Requiem…”. Cokolwiek by o gościu nie mówić, chyba mamy reżysera, co do którego wszyscy są zainteresowani kolejnym projektem.
PD: Którym ma być, jak wiadomo, kolejny „Wolverine”. I mogę ci już dzisiaj powiedzieć, że Kołodyński i Oleszczyk ocenią go jeszcze gorzej niż „Łabędzia”. Aronofsky’emu pewnie będzie bardzo przykro z tego powodu.
KW: Nie sądzę. Nie, że Aronofsky’emu nie będzie przykro (bo na pewno będzie), ale że ocenią go gorzej. Wobec „Wolverine’a” każdy szanujący się krytyk nie stroniący od kultury popularnej (a Kołodyński i Oleszczyk tacy są) oczekuje, by film był odkrywczy i oryginalny, jednocześnie z szacunkiem dla komiksowego pierwowzoru. A wierzę, że właśnie takie spojrzenie da nam Aronofsky. Swoją drogą ciekawe i ważne, że wreszcie ten twórca dochrapał się komiksowego tematu. Przecież mówiono o nim przy „Batmanie”, przy „Strażnikach” i nic z tego nie wychodziło. A będzie genialnie, gdy coraz ciekawsi artyści będą kręcić filmy na podstawie komiksów… Nowego Supermana niech zrobi Michael Haneke, Wonder-woman Lars von Trier, a Kajka i Kokosza Feliks Falk…
Ale nie odpuszczę Ci tej Mili Kunis, bo przecież musimy dbać o oglądalność naszej rozmowy. I muszę powiedzieć, że co ciekawe, znów była piękna i namiętna (nominacja w „Seksownych 2011” murowana), to pierwszy raz dojrzałem w niej aktorkę…
PD: Ja widziałem w niej aktorkę już za czasów „Różowych lat 70”, ale mogę się zgodzić, że tu zabłysnęła po raz pierwszy na taką skalę w niekomediowej roli.
KW: I chyba rzeczywiście w tej chwili z zainteresowaniem czekamy na to, co se swoimi karierami poczną dalej Darren Aronofsky, Natalie Portman i Mila Kunis. Niezależnie od wszystkiego, „Czarny Łabędź” z pewnością im w tym pomoże.
• • •
Czytaj również recenzję filmu.
koniec
21 stycznia 2011
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Mózgi, świeże mózgi
Jarosław Loretz

20 XI 2017

Otóż nie. Dzisiejszy odcinek wcale nie będzie o zombie.

więcej »

Dobry i Niebrzydki: Czeska babcia w roli Kaja
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

17 XI 2017

Tydzień temu rozmawialiśmy o włoskim kandydacie do Oscara, dziś czas na czeską propozycję do tej nagrody. Zostało nam więc do omówienia jeszcze około 90 filmów zgłoszonych jako krajowe propozycje do nagrody Akademii Filmowej. A na dziś – „Kobieta z lodu” Bohdana Slamy.

więcej »

Z filmu wyjęte: Przenośny karmnik
Jarosław Loretz

13 XI 2017

Ponoć najlepszym zabezpieczeniem przed uczuciem głodu jest noszenie wałówki ze sobą. Ale jak to robić, gdy się jest truposzem?

więcej »

Polecamy

Czeska babcia w roli Kaja

Dobry i Niebrzydki:

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Porażki i sukcesy A.D. 2011
— Piotr Dobry, Łukasz Gręda, Mateusz Kowalski, Karol Kućmierz, Joanna Pienio, Patrycja Rojek, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Styl i wykonanie, czyli „Czarny łabędź”
— Piotr Dobry, Jakub Gałka, Karol Kućmierz, Klara Łabacz, Joanna Pienio, Konrad Wągrowski, Zuzanna Witulska

„Szpieg” filmem roku 2011 według Stopklatki i „Esensji”!
— Esensja

„Prawdziwe męstwo” filmem pierwszego kwartału 2011
— Esensja

Czarny łabędź, biały łabędź
— Krzysztof Czapiga

Do kina marsz: Styczeń 2011
— Esensja

Z tego cyklu

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

NajAmerican Film Festival 2017
— Jarosław Robak, Kamil Witek

Esensja ogląda: Październik 2014 (1)
— Kamil Witek, Konrad Wągrowski, Jarosław Loretz, Piotr Dobry

Esensja ogląda: Czerwiec 2014 (2)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Źródła
— Grzegorz Fortuna

Padłeś? Powstań!
— Jakub Gałka

Pokłon dla zawodnika
— Przemysław Pieniążek

Aronofsky’ego sposób na śmierć
— Konrad Wągrowski

Nowości: Grudzień 2003 – Fantastyka na DVD
— Konrad Wągrowski

DVD: Pi
— Konrad Wągrowski

Pogrzeb marzeń
— Mateusz Droba

Tegoż autora

Nie tak ładnie pachniesz
— Konrad Wągrowski

Kadr, który…: Eskadra Stefanottiego rusza do akcji!
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Październik 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Mała Esensja: Detektywi z Karaibów
— Konrad Wągrowski

Bogowie w kolorowych kosmolotach
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Październik 2017 (2)
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Pierwszy milion trzeba ukraść
— Konrad Wągrowski

Komiksy i klozety, czyli jedna z najmądrzejszych bajek roku
— Piotr Dobry

Esensja ogląda: Wrzesień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.