Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 października 2017
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXX

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »

Zapowiedzi

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Great Scott!

Esensja.pl
Esensja.pl
[1] 2 3 »
To prawda, Tony Scott nie nakręcił żadnego niekwestionowanego arcydzieła. W swej karierze reżyserskiej miał wahania formy, a na koncie ewidentne wpadki. Ale przecież jego filmy dały nam także naprawdę dużo satysfakcji, kinowej przyjemności. Wypada więc oddać hołd temu twórcy, poświęcając nieco miejsca jego filmografii. Spójrzmy jeszcze raz na kino Tony′ego Scotta.
Zagadka nieśmiertelności (1983)
Wbrew panującemu przekonaniu, „Zagadka nieśmiertelności” (której oryginalny tytuł brzmiał dużo mniej tajemniczo – „Głód”) wcale nie była reżyserskim debiutem Tony’ego Scotta. W 1971 roku przytrafił mu się średniometrażowy dramat „Loving Memory”, pięć lat później natomiast w ramach szerszego projektu przeniósł na ekran jedno z opowiadań Henry’ego Jamesa („The Author of Beltraffio”). W kontekście wcześniejszych dokonań kinematograficznych – nie licząc oczywiście reklam – mogło się więc wydawać, że „Zagadka…” to film dla Scotta nietypowy, w końcu klasyfikowany powszechnie jako horror. Nic bardziej mylnego! Anglik wykorzystał jedynie kostium filmu grozy, aby stworzyć uniwersalną opowieść o odwiecznym pragnieniu człowieka (obecnym w literaturze od czasów „Eposu o Gilgameszu”) – dążeniu do życia wiecznego. Posłużył się w tym celu wydaną za Oceanem zaledwie dwa lata wcześniej powieścią nieznanego praktycznie w Polsce prozaika Whitleya Striebera. I nakręcił film o wampirach, jakże inny jednak od tego, co w tej tematyce kino ma do zaproponowania dzisiaj. Magnesem, który miał przyciągnąć widzów do kin, była wyśmienita międzynarodowa obsada: Amerykanka Susan Sarandon wcieliła się w rolę doktor Roberts, naukowca badającego zegar biologiczny istot żywych; brytyjski gwiazdor rocka David Bowie obdarzył swym emploi Johna Blaylocka, wampira oszukanego przez swoją kochankę, który pragnie powstrzymać szybki proces starzenia się, z kolei Francuzka Catherine Denevue zagrała piękną i niebezpieczną Miriam, wciąż młodą, choć liczącą już sobie… tysiące lat. „Zagadka nieśmiertelności” nie przeraża, jak nakręcony kilka lat wcześniej przez starszego brata Tony’ego „Obcy – ósmy pasażer Nostromo”, ale ma dużą siłę oddziaływania, wprawia w niepokój. Ma bowiem urok dziewiętnastowiecznych powieści gotyckich, których głównym atutem była niekoniecznie ekscytująca fabuła, lecz niepowtarzalny nastrój. Dla wielbicieli rocka dodatkową atrakcją był „Bela Lugosi is Dead” – wykorzystany w ścieżce dźwiękowej utwór, pojawiającego się także na ekranie, zespołu Bauhaus.
Sebastian Chosiński
Top Gun (1986)
Tom Cruise – de facto 2,5 cm za niski by być pilotem – w roli Pete′a „Mavericka” Mitchella zawojował serca damskiej części widowni, zarówno tej młodszej, jak i dojrzalszej. Nagle okazało się, że film o myśliwcach, wojsku i napędzanej testosteronem rywalizacji może – i potrafi – podobać się również kobietom. Nie wiadomo, na ile to zasługa uroku młodego Cruise′a w skórzanej kurtce G-1 (obecnie zdegradowanej w rankingu najseksowniejszej, męskiej części garderoby przez połyskujący nabytek Ryana Goslinga w „Drive”), który przesiada się z odrzutowca na Kawasaki GPZ 900 R, by powieść Kelly McGillis w rytm piosenki Berlin „Take My Breath Away”. Ścieżka dźwiękowa do „Top Gun”, zawierająca prócz wspomnianego, nagrodzonego Oskarem utworu, stała się zresztą osobnym produktem marketingowym, zyskując w Stanach status dziewięciokrotnej platyny… Sam film natomiast zarobił ponad 350 milionów dolarów, podczas gdy jego budżet wynosił zaledwie 15. Nieźle, prawda? Kilka lat temu pojawiły się plotki, że „Top Gun” ma doczekać się sequelu, ale szczerze mówiąc powątpiewam w jego sukces. Tak samo, jak w to, że mógłby się spodobać współczesnemu, młodemu widzowi. Nie oszukujmy się. „Top Gun” to produkcja dla tych, którzy mają do niej duży sentyment.
Joanna Pienio
Gliniarz z Beverly Hills II (1987)
Po ogromnym sukcesie „Top Gun” Tony Scott otrzymał propozycję wyreżyserowania kontynuacji innego wielkiego przeboju, filmu, który nakręcił karierę Eddiego Murphy′ego, czyli „Gliniarza z Beverly Hills 2”. Niestety, sequel został skrojony według najbardziej oczywistej formuły – to samo co w pierwszej części, ale w większym natężeniu. W filmie mamy więc dokładnie tych samych bohaterów w zbliżonych sytuacjach, Eddie Murphy więcej gada i więcej używa słów uważanych za nieprzywoite, policjanci Rosewood i Taggart są bardziej niezależni i biorą większy przykład z kolegi z Detroit, jest więcej akcji i strzelanin, ale film nie ma iskry, lekkości, humoru i świeżości części pierwszej. Scott nakręcił tu dzieło oglądalne, które znakomicie wypadło w Box Office (głównie oczywiście ze względu na powinowactwo z częścią pierwszą), ale z pewnością nie pomogło w postrzeganiu go jako interesującego reżysera. Choć oczywiście sukces finansowy filmu karierze Scotta z pewnością nie zaszkodził.
Konrad Wągrowski
Odwet (1990)
Takiej obsady mógłby pozazdrościć Tony’emu Scottowi niejeden reżyser. Kevin Costner w roli emerytowanego kapitana amerykańskich sił lotniczych Michaela Cochrana, który po odejściu ze służby wyjeżdża do Meksyku, by odwiedzić tam starego przyjaciela. Anthony Quinn – jedna z niekwestionowanych legend Hollywoodu – jako Tiburon Mendez, starzec wiodący spokojne (no, może nie do końca) życie w swojej hacjendzie, u boku pięknej i dużo młodszej żony Miryei, w którą wcieliła się startująca wówczas do wielkiej kariery Madeleine Stowe (jeszcze przed „Ostatnim Mohikaninem” i „Dwunastoma małpami”). Reszta jest już do bólu przewidywalna. Cochran, nie bacząc na łączące go więzi przyjaźni z Mendezem, ulega urokowi czarownej kobiety, czym naraża się… bossowi lokalnej mafii, którym – tak się akurat składa – jest Tiburon. I choć, chociażby z racji wieku, trudno podejrzewać go o należyte wypełnianie małżeńskich obowiązków, nie może przecież pozwolić na to, aby Miryea była erotyczną zabawką innego. Straciłby tym samym autorytet. Bo kto chciałby podporządkować się ojcu chrzestnemu mającemu rogi dłuższe niż szerokość Jukatanu? Między niedawnymi jeszcze kompanami dochodzi więc do śmiertelnej rozgrywki… Fabułę wymyślił mało znany nad Wisłą amerykański pisarz Jim Harrison; zawarł ją w opowiadaniu, które ujrzało światło dzienne w wydanym pod koniec lat 70. ubiegłego wieku tomie „Legends of the Fall”. Scott uczynił z „Odwetu” melodramat ubrany w szaty thrillera, do końca chyba nie mogąc się zdecydować, co chce pokazać na ekranie – tragiczną, niespełnioną miłość czy rozgrywkę dwóch twardzieli? W efekcie wyszedł mu koszmarek, który dziś nie posiada nawet uroku zapomnianej ramotki. Aktorzy miotają się po ekranie, nie wiedząc za bardzo, co i jak grać. Costner, chyba z szacunku dla Quinna, przez długi czas nie jest w stanie wyrządzić mu większej krzywdy, a Stowe wyraźnie źle czuje się w „konwencji” femme fatale – to po prostu nigdy nie był, nie jest i tym bardziej już nie będzie jej styl. „Odwet” powinien powstać w latach 50. lub 60. jako naznaczony piętnem melodramatu western, w 1990 roku był już anachronizmem. A dzisiaj? – szkoda słów.
Sebastian Chosiński
Szybki jak błyskawica (1990)
Po wspólnym „Top Gun” Tony Scott zrobił kolejny film z Tomem Cruise′em. Mam wrażenie, że film przeszedł głównie do historii, jako film, na planie którego rozpoczęła się wielka miłość między Tomem a Nicole Kidman, mimo to, jest to bardzo sprawnie zrealizowany film o wyścigach samochodowych, ambicji, porażkach, zmaganiu się z samym sobą i zwyciężaniu. Tom Cruise wciela się w rolę młodego ambitnego kierowcy Cole′a Trickle′a, który marzy o starcie w NASCAR, a Michael Rooker gra jego bardziej doświadczonego przeciwnika Rowdy′ego. Taka rywalizacja kończy się dramatycznie, bardzo poważnym wypadkiem obydwu kierowców. Wypadek to przełom w życiu Cole′a, dowiaduje się, że Rowdy nie będzie już mógł wrócić na tor, sam ma problemy z prowadzeniem samochodu, poznaje uroczą panią doktor, która stawia go na nogi. Wkrótce Cole′a, mając wsparcie ze strony Rowdy′ego, pani doktor oraz swojego trenera (jak zwykle doskonały Robert Duval), staje do decydującej walki z najgroźniejszym rywalem Russem Wheelerem (Cary Elwes). Jak to się wszystko kończy można łatwo przewidzieć, ale przyznam, że nawet po latach film ogląda się z dużą przyjemnością i emocjami.
Alicja Kuciel
[1] 2 3 »
dodajdo

Komentarze

12 IX 2012   11:48:04

Szkoda. Dla mnie największa strata kina w tym roku. Kręcił mało i nierówno ale zawsze czekałem z nadzieją że będzie kolejny "ostatni skaut". A "Niepowstrzymany" był zaskakująco dobrym finałem kariery.

12 IX 2012   14:18:04

Jedna drobna uwaga. Wesley Snipes w "Strefie zrzutu" był pozytywnym, a nie czarnym charakterem.

12 IX 2012   14:41:47

Podobnie w "Pasażer 57" - był agentem ochrony, próbującym powstrzymać psychopatę przejmującego samolot.

12 IX 2012   15:31:23

"Prawdziwy romans" pierwszy raz widziałem w "złotych czasach" VHS - wersja co prawda "nieco" odbiegała jakością od jakiegokolwiek standardu (z racji którejś tam z kolei kopii) ale wrażenie jakie wywarł na mnie ten film było ogromne. W dodatku, jako że wersja była tłumaczona amatorsko nikt się nie oglądał na to, co wypada a co nie wypada przetłumaczyć więc słychać było wszystko bez "motylonogiego" filtru - znakomicie wpasowane w klimat filmu mięsko bryzgało aż miło ;) Poza tym w filmie jest taka obsada że podobnej w jednym obrazie już nie dałby rady dziś chyba nikt zebrać... Gwiazdy (albo wschodzące gwiazdy ;) ) grają nawet w krótkich epizodach. Ech, cały ten film to cudeńko i katalog pamiętnych scen - jak choćby ta cudowna riposta jaką Floyd rzuca ze swej ulubionej kanapy za morderczym zimnym mafijnym cynglem ;)

"Ostatni skaut" jest zaś w moim osobistym rankingu najlepszym filmem z Brucem WiIlisem i kropka :)

Szkoda, że przedwcześnie odszedł ktoś, kto potrafił tak czarować na rozrywkowym srebrnym ekranie...

12 IX 2012   15:34:52

Ale tam jest napisane:

coraz częściej w tamtym czasie pojawiał się jako czarny – dosłownie i w przenośni – charakter w kinie akcji,

co nie znaczy, że zawsze.

12 IX 2012   15:36:16

Z tym "czarnym" charakterem to się poniekąd zgadza. :D

16 IX 2012   15:17:12

Spy Game najlepszy. Uwielbiam.

27 V 2017   16:51:23

Szkoda, że podsumowanie dokonań Tony'ego Scotta to jedynie zlepek krótkich recenzyjek, które w kilku przypadkach rażą wręcz ignorancją. Pan Chosiński nazwaniem "Odwetu" koszmarkiem odwalił nieprawdopodobną kompromitację, a jego argumentacja przypomina wypociny z cyklu "ta płyta producenta muzyki techno jest fatalna, bo nie ma w niej gitar". Nie lepiej mu poszło z podsumowaniem "Ostatniego skauta", który jest filmem może mniej znanym od "Szklanej pułapki", ale ikonicznym w swoim gatunku. No i tekst o tym, że w "Domino" Tony nie przypilnował montażysty woła o pomstę do nieba. Robicie podsumowanie działalności reżysera, a nie wiecie, że gość uczestniczył przy montażu każdego swojego filmu, a często go sam przemontowywał? Mało tego - rozstawiał kamery, ustawiał oświetlenie, przygotowywał plan zdjęciowy na wiele godzin przed przybyciem reszty ekipy. Nazwaliście tekst "Great Scott!", a nie potraficie nawet w jednym zdaniu ukazać tej "wielkości". Więc po cholerę ten tekst? Chyba tylko na potrzeby pozycjonowania w Google.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Dobry i Niebrzydki: #MeToo według Kinga
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

20 X 2017

Idziemy z duchem czasów i zauważamy różne formy dystrybucji, dziś więc opuszczamy kina i rozmawiamy na temat filmu, który niedawno miał premierę na Netflix – a chodzi o „Grę Geralda”, kolejny w tym roku film na podstawie powieści Stephena Kinga.

więcej »

15 najlepszych filmów George'a Romero i Tobe Hoopera
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

17 X 2017

W te wakacje świat kina grozy dotknęły dwie niepowetowane straty – 16 lipca zmarł George Romero, a 26 sierpnia Tobe Hooper. Reżyserzy, których zaliczyłbym do Wielkiej Czwórki Mistrzów Horroru (obok Wesa Cravena i Johna Carpentera). Z tej okazji pozwoliłem sobie na zbiorcze epitafium i wybrałem 15 najlepszych filmów obu twórców.

więcej »

Dobry i Niebrzydki: Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

13 X 2017

Czy androidy śnią o drewnianych koniach? Czy Deckard nadal jest (albo nie jest) replikantem? Czy K replikantem nie jest? Czy bez duszy można sobie nieźle radzić? I czy w ogóle film Denisa Villeneuve’a ma duszę i jak sobie radzi w porównaniu do kultowego klasyka? W kinach sequel słynnego „Blade Runnera” Ridleya Scotta i oczywiście tego tytułu pominąć w naszych dyskusjach nie możemy.

więcej »

Polecamy

#MeToo według Kinga

Dobry i Niebrzydki:

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Homonarodowiec czyta Konstytucję
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Szekspir na Pacyfiku
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ferris Bueller kontra Władysław Frasyniuk
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Cezar - szympans, który został Mojżeszem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.