Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 października 2017
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXX

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

Hollywoodzkie emerytury

Esensja.pl
Esensja.pl
Czasami, oglądając starszy film i widząc na ekranie znaną twarz, uświadamiamy sobie, że od dawna nie widzieliśmy jego albo jej w nowości. Szybko nasuwa się posępny wniosek o śmierci, która najwyraźniej przeszła bez echa. Tymczasem wcale nie każdy aktor wierny jest kamerze aż po grób. Niektórzy dają się skusić palmom z reklamy OFE i przechodzą na zasłużoną emeryturę... choć nie zawsze całkowitą.
Randy Quaid
(ur. 1950)
Starszy brat nieco bardziej znanego Dennisa Quaida posiada charakterystyczny fizys wiejskiego głupka, co zapewniło mu role zidiociałego Amisza w „Kręglogłowych”, pilota-pijaczka w „Dniu Niepodległości” i kuzyna Eddiego z serii „W krzywym zwierciadle”. Randy debiutował jednak w filmie dużo poważniejszym: odkryty przez Petera Bogdanovicha wystąpił w drugoplanowej roli w dramacie „Ostatni seans filmowy” (1971), który notabene wylansował Jeffa Bridgesa. Quaid pojawił się w tle u Bogdanovicha jeszcze parę razy, ale szybko trafił i do pierwszego szeregu. W „Ostatnim zadaniu” (1973) ostrej zabawy uczył go sam Jack Nicholson.
Ostatni znany film Quaida to „Duchy Goi” (2006), gdzie wcielił się w króla Karola IV. Po raz ostatni wystąpił w 2009 r. Randy spędza jednak czas bardziej na wygnaniu niż na emeryturze. Od 2010 r. ukrywa się bowiem wraz z żoną w Kanadzie podejrzewając, że polują na niego ci sami tajemniczy ludzie, którzy zlikwidowali Philipa Seymoura Hoffmana i Davida Carradine’a. Niestety, kanadyjskie władzy nie przyznały Randy’emu prawa stałego pobytu. Jego przedłużający się pobyt u północnego sąsiada USA nie jest do końca legalny i Quaid raz na jakiś czas trafia do aresztu.
Linda Fiorentino
(ur. 1958)
Męska część widowni zapamiętała tę zjawiskową brunetkę jako atrakcyjną panią doktor z „Facetów w czerni”. Parę lat później zagrała główne role kobiece w „Dogmie” Kevina Smitha oraz w „Dla forsy”, przedostatnim kinowym filmie Paula Newmana. Była wtedy dopiero po czterdziestce, lecz potem pojawiła się na ekranie jeszcze tylko parę razy. Co robi obecnie, nie wiadomo. Prawdopodobnie pochłania ją działalność charytatywna i fotografia.
W wolnej chwili możemy odświeżyć sobie dwa niezłe, choć dziś zapomniane, erotyczne thrillery z Fiorentino: „Ostatnie uwiedzenie”, chwalone podówczas jako udany film neo-noir, oraz „Jade” w reżyserii Williama Friedkina (tego od „Żyć i umrzeć w Los Angeles”). Kina lat 90. (i aktorek z tamtych lat) nigdy dość.
Warren Beatty
(ur. 1937)
Przez długi czas sądziłem, że Warren Beatty to od dawna nieżyjący przedstawiciel starego pokolenia hollywoodzkich gigantów. Bynajmniej. Nawet do emerytalnego zestawienia brat Shirley MacLaine i mąż Annette Bening trafia poniekąd na siłę, bo w tym lub następnym roku swoją premierę będzie miał jego nowy, niezatytułowany jeszcze film. Ale fakt faktem: od 2001 r. aktor nie występował w ogóle. Swoje wielkie triumfy święcił jeszcze dawniej, na początku lat dziewięćdziesiątych („Dick Tracy” i „Bugsy”), a jego kanoniczna rola liczy już prawie pół wieku (Clyde z „Bonnie i Clyde”).
Dodajmy, że Warren Beatty jest jedyną po Orsonie Wellesie osobą, którą nominowano do czterech różnych Oskarów — aktorskiego, reżyserskiego, scenariuszowego i producenckiego — za ten sam film. W przypadku Wellesa był to oczywiście „Obywatel Kane” (1941), w przypadku Beatty’ego najpierw remake „Niebiosa mogą poczekać” (1978), a potem „Czerwoni” (1981), trzygodzinna opowieść o amerykańskim dziennikarzu zafascynowanym komunizmem. „Czerwoni” zapewnili Warrenowi Oskara za najlepszą reżyserię. Obok niego wystąpili tam zresztą dwaj inni wybitni emeryci z poniższej listy, o których opowiemy za chwilę.
Chuck Norris
(ur. 1940)
Świat przypomniał sobie o Chucku w 2005 r., nie tyle za sprawą telewizyjnego filmu o Strażniku Teksasu, co z powodu Faktów o Chucku Norrisie, memu, który dziesięć lat temu zrobił zawrotną karierę w internetach. Chucka Norrisa, tak jak Warrena Beatty’ego, zaliczyłem w poczet emerytów trochę na wyrost, ponieważ wyciągnięto go z lamusa w 2012 r. i obsadzono w drugoplanowej, gościnnej roli w sequelu „Niezniszczalnych”. Obecnie krążą słuchy, że Chuck przygotowuje nowy akcyjniak pt. „The Finisher”. Przypuszczam, że przeczytał poniższe zestawienie przed jego napisaniem i postanowił wrócić do gry.
Gene Wilder
(ur. 1933)
Na dużym ekranie zadebiutował we wspomnianym wyżej „Bonnie i Clyde” w rólce zakładnika. Chwilę później przebił się dzięki Melowi Brooksowi; za rolę w „Producentach” nominowano go nawet do Oskara. Potem współpracował jeszcze parę razy z Brooksem („Płonące siodła”, „Młody Frankenstein”), a komediową sławę przyniósł mu również czterokrotny duet z Richardem Pryorem („Transamerican Express”, „Czyste szaleństwo”, „Nic nie widziałem, nic nie słyszałem” oraz „Sobowtór”). Za ikoniczną rolę Gene’a Wildera należy chyba uznać Willy’ego Wonkę, właściciela fabryki czekolady. Bądź co bądź unieśmiertelniła go na memie.
Gene Wilder ostatni raz wystąpił w filmie kinowym w 1991 r. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych pojawił się jeszcze w dwóch kryminałach nakręconych dla telewizji. Nie zanosi się, żeby wystąpił w jakiejś nowej produkcji. Wildera wkurza we współczesnym kinie wszechobecne zabijanie, przeklinanie i trójwymiar. Na emeryturze trudni się pisarstwem.
Bridget Fonda
(ur. 1964)
Zadebiutowała już w wieku pięciu lat w malutkiej roli hipisowskiego dziecka w „Swobodnym jeźdźcu” (1969), ale przed kamerę wróciła dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych. Pierwszym głośnym filmem z jej udziałem była trzecia część „Ojca chrzestnego” (1990), gdzie zagrała kochankę Vincenta Manciniego, następcy Michaela Corleone. Gdyby więc powstała i czwarta część, Bridget Fonda miałaby szansę awansować do rangi żony „capo di tutti capi”. W rzeczywistości jej kariera osiągnęła szczyt w „Kryptonimie Nina” (1993), amerykańskim remake’u „Nikity” Luca Bessona. Potem pojawiła się jeszcze u Quentina Tarantino w „Jackie Brown” (1997) oraz obok Billy’ego Boba Thorntona w „Prostym planie” (1998). Jeden z jej ostatnich występów stanowi „Pocałunek smoka” (2001), fajne, choć niedoceniane łubudu z Jetem Li. Bridget Fonda pożegnała się z filmem w młodym wieku trzydziestu ośmiu lat jako Królowa Śniegu w Hallmarkowej ekranizacji słynnej baśni.
Rick Moranis
(ur. 1953)
Przepadł w sile wieku. Przyczyna zniknięcia Ricka Moranisa z Hollywoodu jest smutna i zarazem krzepiąca na duchu. Gdy jego żona Anne zmarła na raka piersi w 1991 r., Rick spróbował pogodzić zawód aktora z rolą samotnego ojca. Nie udało się. W 1997 r. aktorstwo zostało oficjalnie poświęcone dla rodziny. „Wziąłem sobie małą przerwę, która potem zamieniła się w dłuższą przerwę, aż zorientowałem się, że wcale mi grania nie brakuje”, tłumaczył Moranis kilka lat później.
Tego małego kanadyjskiego okularnika o żydowskim pochodzeniu pamiętamy przede wszystkim jako fajtłapowatego sąsiada Sigourney Weaver z obu części „Pogromców duchów”. Jego twarz kryła się również za maską hełmu Lorda Dartha Vadera… to znaczy za maską hełmu Lorda Hełmofona w „Kosmicznych jajach” Mela Brooksa. Młodsi ode mnie widzowie skojarzą go też z Barneyem z ekranizacji „Flintstonów” oraz z dylogią „Kochanie, zwiększyłem dzieciaka / zmniejszyłem dzieciaki”.
Joe Pesci
(ur. 1943)
Równy wzrostem Moranisowi, ale przebijający go zarówno umiejętnościami aktorskimi jak i osobowością. Komik George Carlin zażartował kiedyś, że zamiast do Boga modli się do Pesciego, bo ten wygląda jak gość, który potrafi skutecznie załatwiać różne sprawy. Gansterską, popędliwą naturę postaci granych przez Joego parodiowano swojego czasu w cyklu skeczy „The Joe Pesci Show” emitowanych w ramach „Saturday Night Live”. Niby-Pesci i niby-De Niro zapraszali tam do swojego talk-show różne osobistości, ale kończyło się zwykle tak, że wkurzeni jakąś błahostką sięgali po kije bejsbolowe. Pewnego razu w studiu pojawili się prawdziwi Pesci i De Niro. Oznajmili sobowtórom, że skecze są denne i sami spuścili im zdrowy łomot.
Joe Pesci, amerykański Włoch, odchodzi powoli w zapomnienie, ale był przecież wielką gwiazdą kina lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Wystąpił razem z Robertem De Niro w trzech głośnych filmach Martina Scorsese: „Wściekłym Byku”, „Chłopcach z ferajny” i „Kasynie”. Joe zagrał poza tym w „Pewnego razu w Ameryce”, „Zabójczej broni”, „JFK-u” i „Moim kuzynie Vinnym”. Prześladował również dwukrotnie Kevina.
Pesci oficjalnie wycofał się z aktorstwa z końcem wieku i zajął robieniem muzyki. Dał się jednak namówić Robertowi De Niro na występ w jego filmie pt. „Dobry agent” (2006). Potem zagrał jeszcze w „Ranczu miłości” (2010). I chyba nie powiedział ostatniego słowa: Pesci i De Niro mają ponownie stanąć obok siebie na wielkim ekranie w zapowiadanym od pewnego czasu „Irlandczyku”, na dodatek razem z Alem Pacino. Reżyseruje oczywiście Scorsese.
Gene Hackman
(ur. 1930)
Nie sposób zwięźle podsumować kariery tego hollywoodzkiego olbrzyma, który przez pięć dekad wystąpił w stu filmach i zgarnął dwa Oskary, trzy Złote Globy oraz dwie Nagrody BAFTA. Pamiętamy go wszak z tylu różnych ról. W „Tragedii Posejdona” jako bohaterski pastor wyprowadzał pasażerów z tonącego luksusowego statku. W latach dziewięćdziesiątych zagrał wiarygodnych, okrutnych badguyów w dwóch ikonicznych westernach: „Bez przebaczenia” oraz „Szybkich i martwych”. Wielokrotnie tropił spiski („Francuski łącznik”, „Zasada domina”) albo nimi przewodził („Firma”, „Władza absolutna”), czasami jednocześnie („Wróg publiczny”). Walczył z rasizmem („Mississippi w ogniu”), nazizmem („O jeden most za daleko”), homoseksualizmem („Klatka dla ptaków”), a nawet z Obcymi („Superman”). Partnerował też Warrenowi Beatty’emu w „Bonnie i Clyde” jako starszy brat tytułowego gangstera.
W 2001 r. Gene Hackman wystąpił w „Genialnym klanie” Wesa Andersona. Był to świetny moment na zakończenie kariery, zarówno ze względu na rolę, jaką tam otrzymał, jak i na doskonałe przyjęcie dzieła przez krytyków. Niestety, kropkę nad „i” postawił dopiero trzy lata później fatalnym „Witajcie w Mooseport”. Na emeryturze Hackman zajął się pisaniem powieści sensacyjnych. Zapytany w 2011 r. o możliwość wystąpienia w jeszcze jednym filmie, odparł, że chyba tylko wtedy, gdyby można było go nakręcić u niego w domu, w małym, kilkuosobowym zespole. Popeye Doyle na wielki ekran raczej więc już nie powróci.
Jack Nicholson
(ur. 1937)
We wrześniu 2013 r. w internecie pojawiły się plotki, jakoby Jack Nicholson przechodził na emeryturę z powodu nasilających się kłopotów z pamięcią. Pogłoski zostały natychmiast zdementowane, ale coś jest chyba na rzeczy, gdyż najsłynniejszy hollywoodzki neurotyk nie pojawił się na ekranie od pięciu lat. Jego ostatnim filmem była chałowata komedia pt. „Skąd wiesz?”. Jednakowoż Nicholsonowi kilka lat wcześniej trafiła się dużo lepsza okazja na ogłoszenie końca kariery – „Choć goni nas czas” był wręcz idealnym filmem na pożegnanie weterana kina z publicznością. Widać tu podobieństwo do sytuacji Gene’a Hackmana, choć obu panów łączy coś więcej: kiedyś obaj wystąpili we wcześniej wspomnianym dziele Warrena Beatty’ego pt. „Czerwoni” (1981).
Trochę trudno uwierzyć, by aktor tak charyzmatyczny jak Nicholson miał przejść na emeryturę. Wkrótce skończy wszakże osiemdziesiąt lat, a jeśli plotki o demencji okazałyby się mimo wszystko prawdziwe, może rzeczywiście „all work and no play made Jack a dull boy"?
Sean Connery
(ur. 1930)
Nie tylko Gene Hackman i Jack Nicholson, ale również Sean Connery źle wyliczył kroki swej kariery. Jego ostatnim filmem nie był ten, który ostatnim być powinien. W „Szukając siebie”, pięknym, choć nie do końca zauważonym dziele z 2000 r., zagrał starego pisarza pomagającemu wyjść na prostą zagubionemu nastolatkowi. Doskonałe zwieńczenie czterech dekad legendarnego aktorstwa? Niestety, Wielkiego Szkota ujrzeliśmy na ekranie ponownie w nakręconej trzy lata później „Lidze Niezwykłych Dżentelmenów”, blockbusterze tyleż ambitnym, co miernym i niepotrzebnym. Niby trudno dziwić się aktorowi, którego do sławy wyniosła rola Jamesa Bonda i który w trakcie swojej kariery wcielił się w Króla Artura, Króla Ryszarda Lwie Serce i ojca Indiany Jonesa, że na sam koniec chciał zagrać Allana Quartermaina, postać z klasycznej literatury przygodowej. Z drugiej strony kilka lat wcześniej produceni prosili go na klęczkach, by wcielił się w Gandalfa w ekranizacji „Władcy Pierścieni”.
Sean Connery oficjalnie potwierdził swoje przejście na emeryturę w 2006 r. Po raz ostatni pojawił się publicznie w 2012 r. z okazji turnieju tenisowego US Open. Reżyser Sam Mendes zastanawiał się nad obsadzeniem Connery’ego w roli starego Kincade’a, opiekuna rodzinnej posiadłości Bondów w „Skyfall”, ale zrezygnował z tego pomysłu. Ale może czeka nas jeszcze cameo dwudziestolecia w nadchodzącym „Spectre”…
koniec
10 sierpnia 2015
dodajdo

Komentarze

10 VIII 2015   10:51:17

Pewnie znalazłoby się jeszcze kilka nazwisk. W 1999 zupełnie zniknął z ekranów Everett McGill, znany głównie z ról u Lyncha, ale też i twardzielski major we "Wzgórzu złamanych serc" czy blond bandzior z "Liberatora 2". Z taką gębą i z taką rozróbą w oczach na pewno by się jeszcze przydał w kinie. No i w 2009 przestała grać Alison Lohman, może nie supergwiazda, ale coś tam jednak ugrała w karierze. A miała zaledwie 30 lat. Ciekawe dlaczego.

10 VIII 2015   20:15:52

@ Voight

Z tego, co słyszałem, Lohman zrobiła sobie przerwę w graniu, żeby skupić się na wychowywaniu dzieci.

18 VIII 2015   10:58:29

W 2008 Clint Eastwood ogłosił, że kończy z aktorstwem, a rola Walta Kowalskiego ("Gran Torino") bardzo mu pasuje na zakończenie. I że zajmie się już tylko reżyserią. Złamał się za namową zaprzyjaźnionego producenta w 2012, ale chyba tylko jednorazowo, bo poza właśnie "Dopóki piłka w grze" nie widziano go na ekranie od 7 lat.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Zima w butelce
Jarosław Loretz

23 X 2017

Zdarza się, że podczas oglądania filmu jakiś kadr nas zaskakuje, bawi czy zastanawia. Niniejszy cykl będzie proponował rzut oka na takie kadry, wyciągane tak z filmów wysokobudżetowych, jak i z produkcji zrealizowanych za cenę wieszaka z IKEI. Na start – „Zima” w butelce.

więcej »

Dobry i Niebrzydki: #MeToo według Kinga
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

20 X 2017

Idziemy z duchem czasów i zauważamy różne formy dystrybucji, dziś więc opuszczamy kina i rozmawiamy na temat filmu, który niedawno miał premierę na Netflix – a chodzi o „Grę Geralda”, kolejny w tym roku film na podstawie powieści Stephena Kinga.

więcej »

15 najlepszych filmów George'a Romero i Tobe Hoopera
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

17 X 2017

W te wakacje świat kina grozy dotknęły dwie niepowetowane straty – 16 lipca zmarł George Romero, a 26 sierpnia Tobe Hooper. Reżyserzy, których zaliczyłbym do Wielkiej Czwórki Mistrzów Horroru (obok Wesa Cravena i Johna Carpentera). Z tej okazji pozwoliłem sobie na zbiorcze epitafium i wybrałem 15 najlepszych filmów obu twórców.

więcej »

Polecamy

#MeToo według Kinga

Dobry i Niebrzydki:

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Homonarodowiec czyta Konstytucję
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Szekspir na Pacyfiku
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ferris Bueller kontra Władysław Frasyniuk
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Cezar - szympans, który został Mojżeszem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Tegoż autora

Niedojechanie
— Borys Jagielski

Ziemia obiecana
— Borys Jagielski

Głos miał nieprzyjemny
— Borys Jagielski

A gdy się zejdą, raz i drugi...
— Borys Jagielski

Medjugorje
— Borys Jagielski

Ojciec Rosemary
— Borys Jagielski

Kres górny
— Borys Jagielski

Gorąca gra
— Borys Jagielski

Portrety nietoty
— Borys Jagielski

Wrzód na tkance
— Borys Jagielski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.