Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Najlepsze filmy III kwartału 2015

Esensja.pl
Esensja.pl
Tak jak w zeszłym kwartale jeden film zdominował głosowanie i wygrał z wielką przewagą, tak i ranking najlepszych filmów III kwartału 2015 miał swojego wielkiego faworyta. Zapowiada się niesamowita walka przy podsumowaniu rocznym.
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
1. W głowie się nie mieści
(2015, reż. Pete Docter, Ronaldo Del Carmen)
Wprawdzie nowy film Disneya/Pixara został trafnie memowo podsumowany jako „what if feelings have feelings”, ale „W głowie się nie mieści” to bardzo ładny, wzruszający i sprawnie zrobiony obraz. I całkiem mądry w wymowie.
Film bardzo zgrabnie porusza kwestię, która niekoniecznie przebiła się jeszcze jednoznacznie w naszej kulturze – żadne emocje nie są nienaturalne, niewłaściwe czy – ogólnie ujmując – złe. Spychanie emocji uważanych za „złe” w głąb, w podświadomość czy w niepamięć nie daje niczego dobrego, a może doprowadzić do zaniku empatii i zdolności wyrażania uczuć w ogóle. Nie tylko Radość jest ważna, natomiast Smutek nie musi być źródłem negatywnych wspomnień (pięknym podsumowaniem tego jest pojawienie się różnokolorowych wspomnień – słodko-gorzkich, smutno-radosnych). Wędrówka Radości i Smutku po przepastnych archiwach Pamięci Długotrwałej, lękach Podświadomości i krainie Wyobraźni daje możliwość prostego, lecz nie prostackiego przekazania widzom tej prawdy. I wskazania wartości rozmowy z bliskimi o uczuciach.
„W głowie się nie mieści” nienachalnie porusza również inne niż funkcjonowanie umysłu kwestie – wszak trudno nie uznać, że to kryzys ekonomiczny zmusza rodziców Riley do przeprowadzki za pracą. Także konieczność „dopasowania się” do nowego otoczenia, nowej klasy nie jest ukazana jako coś niewartego uwagi, wręcz przeciwnie! Każde dziecko, które przeszło lub przechodzi taką dużą zmianę odnajdzie w sytuacji Riley wiele znajomych detali. Rozpozna siebie w dziewczynce, którą ogarnia strach przed nieznanymi współuczniami czy złość na rodziców, którzy tę zmianę sprezentowali, która podejmuje nieadekwatne nieraz i chybione próby przekazania swych uczuć bliskim i przyjaciołom.
A ten czerwony przycisk z napisem „DOJRZEWANIE"? To na pewno nic ważnego.
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
2. Sicario
(2015, reż. Denis Villeneuve)
„Sicario” Denisa Villeneuve’a to film, który od pierwszej sceny do samego końca trzyma na krawędzi fotela; mistrzowsko wyreżyserowany obraz bezprawia i moralnego spustoszenia, jakie towarzyszą amerykańskiej wojnie z narkotykami.
„Sicario” jest jednym z tych perfidnych filmów, w których informacje dawkowane są bardzo oszczędnie, a niewiedza widza jest niewiedzą bohaterów: wraz ze zdezorientowaną Kate, powoli odkrywamy skalę bezprawia i moralnego spustoszenia. Niepewność i strach bohaterki udzielają się tym łatwiej, że niewiele jest tu scen, które nie są obliczone na wzbudzanie dreszczy – a jeśli już się taka znajdzie i wydaje się, że Villeneuve chce nieco rozładować duszną atmosferę, jak wtedy, gdy Kate idzie z kumplem z FBI na piwo, rychło okazuje się, że to tylko przygrywka do kolejnego aktu przemocy. Znakomite wyczucie dramaturgii przez twórców widać najlepiej w scenie konwojowania zakładnika – bez operatorskiej trzęsiączki, w serii mistrzowsko zrytmizowanych ujęć, udaje się tu stworzyć małe arcydzieło kina akcji filmując… korek samochodowy. Siła „Sicario” nie tkwi w scenariuszu (który chwilami może wydawać się dość pretekstowy), ale w obrazie i stylu: w kumulującym się mroku, w gwałcie i przemocy, które wiszą w powietrzu niczym pył uchwycony na zdjęciach Deakinsa i dla których próżno szukać kontrapunktu. Jak w najlepszych dziełach Michaela Manna, to forma jest nośnikiem emocji. Film Villeneuve’a nie jest zapewne najbardziej wnikliwym kinowym przedstawieniem amerykańskiej polityki antynarkotykowej (pod względem socjologicznym wspomniany „Traffic” bije go na głowę), ale trudno o bardziej sugestywny obraz jej klęski.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
3. Pan Turner
(2014, reż. Mike Leigh)
Kino kocha malarzy. Kocha, gdy obcinają sobie uszy, w pijackim szale tną płótno, uprawiają seks z prostytutkami i siostrami żony. Nic dziwnego, że rola znanego malarza jest pożądana przez aktorów na równi z bohaterem umierającym na AIDS. Filmy opowiadające o wielkich artystach są prestiżowe i zdobywają ważne nagrody, lecz niestety są też dość przewidywalne. No chyba, że rolę główną gra aktor o fizjonomii smutnego spaniela, reżyserem jest piewca codzienności Mike Leigh, a film nazywa się „Pan Turner”.
Dlaczego reżyser znany ze swojej fascynacji zwykłymi ludźmi zdecydował się opowiedzieć o jednym z najsłynniejszych brytyjskich malarzy wszech czasów rezygnując z wypracowanego przez lata stylu? Być może dlatego, że w jego ujęciu Turner nie różni się aż tak bardzo od ukochanych przez niego przeciętniaków. Leigh pokazuje go nie tyle jako artystę, ile jako człowieka. Nieprzypadkowo film nazywa się po prostu „Pan Turner”, a nie „Twórca i niszczyciel”.
„Mr. Turner” wygląda bardzo dobrze zachowując jednocześnie poczucie autentyzmu, co w przypadku filmu kostiumowego bywa bardzo trudne (patrz: „Ogniem i mieczem”). Zdjęcia Dicka Pope′a podkreślają piękno kadrów, które wzorowano na twórczości Turnera pieczołowicie odtwarzając sceny z dzieł mistrza. Nie jest to jednak film stworzony wyłącznie po to, by cieszyć wzrok. W końcu nieprzypadkowo gra tu Spall, o którego aparycji nie można powiedzieć zbyt wiele ciepłych słów. Nie jest to też kolejna opowieść z cyklu „jak stali się sławni”. „Mr. Turner” stanowi refleksję, czas płynie w nim swobodnie, bez podziału na lata czy ważne wydarzenia. To bardzo trafiony zabieg, bo mimo tego, że potrzeba trochę czasu żeby przyzwyczaić się do stylu filmu, można się w nim zapomnieć. A w kinie o to przecież chodzi.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
4. Amy
(2015, reż. Asif Kapadia)
Skandalizująca, arogancka, piekielnie utalentowana i uzależniona od używek. Taką Amy Winehouse widzieliśmy przez pryzmat jej częstych wyskoków, komentowanych ochoczo w najrozmaitszych tabloidach. Dokument „Amy” stara się nie tyle zerwać z niekorzystnym wizerunkiem zmarłej tragicznie cztery lata temu piosenkarki, co poszukać przyczyn takiego a nie innego przebiegu jej krótkiego życia.
U Kapadii nie ma taryfy ulgowej. Umiłowanie Winehouse do narkotyków, alkoholu i wybryków jest obecne niemal od pierwszej minuty filmu. Wyciągnięty z osobistych archiwów materiał to tylko przyczynek do potwierdzenia obiegowej opinii, że autorka „Rehab” już od nastoletnich lat miała pociąg do szalonego życia, które w świecie show-biznesu natrafiło na bardzo żyzny grunt. Nawet jeśli w głębi duszy dla brytyjskiej piosenkarki to desperacki sposób na zduszanie jednych emocji i eksplozję drugich, ale też pewna niewidzialna ucieczka od otaczającego ją wianuszka ochroniarzy, agentów, managerów i fanów, którzy towarzyszyli jej nieustannie przez większość błyskawicznej kariery. Na podstawie podawanych faktów jej staczanie się w ciemność nie ma jednakże tylko negatywnego wydźwięku, a u widza, wcześniej mogącego odczuwać zażenowanie np. przy jej zataczaniu się podczas ostatniego koncertu w Belgradzie, jest szansa na choćby odrobinę współczucia i zrozumienia.
Świetnie złożony, pozbawiony „gadających głów” dokument płynie przez kolejne lata kariery inaczej niż klasyczny film biograficzny. Trochę jakby obraz Kapadii był niejako backstagem życia artystki, gdzie schodząca ze sceny Winehouse przestaje być wielbioną diwą i celebrytką a staje się właśnie tytułową „Amy” – wrażliwą i zagubioną kobietką. Pozbawioną dotyku sceny i muzyki, zmuszoną do miotania się w chaotycznym poszukiwaniu swojego miejsca w życiu.
WASZ EKSTRAKT:
50,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
5. Wykolejona
(2015, reż. Judd Apatow)
„Wykolejona” to spotkanie wielkich komediowych talentów – reżyser i producent Judd Apatow nakręcił film z Amy Schumer w roli głównej, na podstawie jej scenariusza. W rezultacie powstał film zabawny, ciepły i niegłupi – przywracający wiarę w komedię romantyczną. Schumer i Apatow nie wywracają komediowych schematów do góry nogami, ale robią coś równie trudnego: nadają tym schematom nimb autentyczności. „Wykolejona” pełna jest małych momentów, z których bije „sama prawda”, jak wtedy, gdy bohaterka po nocnej imprezie pokonuje na kacu trasę Staten Island – Manhattan (twórcy „Jurassic World” powinni zapętlać sobie tę scenę, może nauczyliby się czegoś o chodzeniu na obcasach); ba, jakimś cudem, nawet gdy Aaron gra w kosza z LeBronem Jamesem, rozmawiając przy tym o swoim związku, wypada to jak najzwyczajniejsza w świecie kumpelska pogaducha. „Wykolejona” to nieprzyzwoicie zabawna (z jednego żartu z „Manhattanu” śmiejesz się tu dłużej, niż na wszystkich filmach Allena w tej dekadzie), podnosząca na duchu, niegłupia produkcja o bardzo ludzkich w swoim nieogarnięciu bohaterach. Wcale nie taka „wykolejona”, żeby być nowym słowem w komedii romantycznej – ale nie sądzę, by Amy Schumer na tym poprzestała.
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
6. Młodość
(2015, reż. Paolo Sorrentino)
Nowy film Paolo Sorrentino mógłby się nazywać „Wielkie piękno 2” – mamy tu bowiem to samo co w poprzednim obrazie Włocha połączenie wzniosłości i kiczu, ironii i czułości, luksus filmowany przez łagodnie płynącą kamerę. Reżyser znów zestawia refleksję nad stanem kultury z opowieścią o mężczyźnie, któremu na tamten świat bliżej już niż dalej; banał konsumpcji z tematami ostatecznymi, porządki pop i sacrum (na tyle, na ile rolę tego drugiego spełniać może sztuka). Wychodzi z tego film trochę wtórny, ale ujmujący. Intrygujący, choć nierówny. Sorrentino bierze motywy przerabiane już wielokrotnie wcześniej – i nawet jeśli nie mówi na ich temat nic nowego (a nie mówi), to przynajmniej nieźle udaje, wydobywając z nich liryzm, owo „wielkie piękno”. Częściej niż poprzednio pudłuje, niewiele pozostawia wyobraźni widza, trochę też zbyt łatwo uwodzi patentami z poprzedniego filmu – a, mimo to, trudno na „Młodość” się gniewać. Świetni są tu aktorzy: Michael Caine, Harvey Keitel i Rachel Weisz potrafią obronić truizmy i klisze, które przeznaczono im w scenariuszu. Zresztą, na samego Sorrentino też bym przesadnie nie narzekał – na każdą banalną metaforę (np. widok przez lunetę obrazujący młodość i starość) przypada tu kilka niezłych żartów, małych twistów i mnóstwo serdeczności, jaką twórca darzy swoich bohaterów.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
7. O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu
(2014, reż. Ana Lily Amirpour)
Ten film jest po prostu cool. Czarno-białe zdjęcia przypominają „Sin City”, a że dopieszczono je pod względem choreografii postaci i dekoracji, każda stopklatka jest gotowcem do powieszenia na ścianie hipsterskiego mieszkania. Stylowi są tu też bohaterowie: „perski James Dean” w okularach przeciwsłonecznych, białym podkoszulku i dżinsach oraz tytułowa dziewczyna (magnetyzująca Sheila Vand), wampirzyca, w okrutny sposób wymierzająca sprawiedliwość tym, którzy ośmielili się skrzywdzić kobiety. Film Any Lily Amirpour, córki porewolucyjnych emigrantów z Iranu, zamieszkałej w USA, to wizja wyśnionego miejsca, w którym tradycyjna symbolika w naturalny sposób przenika się ze znakami z porządku zachodniej popkultury. Te ostatnie służą tu trochę za język, przy pomocy którego outsiderzy wyrażają siebie i porozumiewają się (jak choćby w zmysłowej scenie, w której bohaterowie słuchają „Death” zespołu White Lies). Za to tradycja nie jest tu wartościowana jednoznacznie negatywnie – Amirpour dostrzega przemoc patriarchalnej kultury, ale jednemu z jej symboli – czarnemu czadorowi, który nocami przywdziewa Dziewczyna – nadaje emancypacyjne znaczenie: w połączeniu z deskorolką, staje się on przebraniem irańskiej superbohaterki. „O dziewczynie…” zdecydowanie bliżej niż do „Avengers” jest jednak do kina Jarmuscha czy francuskiej Nowej Fali (należący do bohaterki biała bluzka w czarne paski zapewne nieprzypadkowo kojarzy się z ubiorem Jean Seberg w „Do utraty tchu”). Choć chwilami wydaje się, że pośród tych wszystkich hołdów, cytatów, pięknych kadrów, zaskakujących konceptów i świetnej muzyki przydałoby się nieco więcej substancji, elegancki film Amirpour dowodzi nieprzeciętnego wyczucia stylu i inscenizacyjnej biegłości debiutującej w pełnym metrażu autorki.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
8. Straight Outta Compton
(2015, reż. F. Gary Gray)
W 1987 roku pięciu młodych ludzi, używając brutalnie szczerych tekstów i ostrych beatów, zmieniło swoją frustrację i gniew z powodu życia w najbardziej niebezpiecznym miejscu USA w potężną broń, jaką jest muzyka. Film „Straight Outta Compton” zabiera widzów w miejsca, gdzie wszystko się zaczęło i opowiada prawdziwą historię o tym, jak ci kulturowi rebelianci, uzbrojeni jedynie w teksty, dumę, zuchwałość i prawdziwy talent – postawili się systemowi, tworząc najbardziej niebezpieczną grupę, N.W.A. Mówili prawdę, jak nikt przed nimi i rozpoczęli rewolucję społeczną, która wciąż trwa.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Najzabawniejszy pesymistyczny film ostatnich lat. Pierwszy dowcip w produkcji Roya Anderssona polega na tym, że tytułowy gołąb jest wypchany i stanowi eksponat w muzeum. Drugi (rozciągnięty do rozmiaru pełnego metrażu), że ludzcy bohaterowie filmu nie mają w sobie wiele więcej życia i snują się po ekranie niczym zombie. Szwedzki reżyser znów, tak jak w „Pieśniach z drugiego piętra” i „Do ciebie, człowieku”, rozważa temat ludzkiej egzystencji – i znów nie dochodzi do szczególnie optymistycznych wniosków. Świat w filmie Anderssona zaludniają nieudacznicy, bezbarwne persony, z których wyssano całą energię. Niech nikogo nie zmylą wypowiadane przez nich od czasu do czasu formułki w rodzaju „cieszę się, że u was wszystko dobrze” – są samotni i odizolowani tak od innych, jak od otoczenia (żadne z filmowych pomieszczeń nie ma odrobiny indywidualnego stylu – wszystkie są tak szare i ascetyczne, że przypominają wnętrza kartonowych pudeł, w których ktoś łaskawie wyciął kilka otworów, żeby wpuścić do środka odrobinę światła). Życie i śmierć jednostki zdają się absurdem, a szczęście jest niemożliwe, potwierdzają kolejni bohaterowie, w rodzaju nieudolnych komiwojażerów próbujących sprzedać m. in. sztuczne zęby wampira i poduszkę-śmiechuszkę. Jeśli myślicie, że sens odnaleźć można patrząc z szerszej, np. historycznej perspektywy… cóż, „Gołąb…” i tu przekonuje, że nie ma tak łatwo. Wielka historia jest u Anderssona wielką katastrofą – zaskakujący fragment z wojskami króla Karola XII szykującymi się do wojny z Rosją skutecznie wybija z głowy rojalistyczny sentyment, z kolei w jednej z ostatnich scen reżyser dosadnie przypomina, że dobrobyt państw Zachodu zbudowany został na wyzysku i cierpieniach innych. Film mógłby być czarnym koszmarem nawet najbardziej depresyjnego egzystencjalisty, ale jest jednak tak mistrzowsko zrealizowany pod względem kompozycji kadru, komediowego timingu, repetycji postaci, motywów i melodii, że zamiast powodować „doła”, raczej budzi podziw dla talentu reżysera i jego ekipy. Nie jest to bynajmniej pusty formalizm – ukazując smutek, banał i horror codzienności, „Gołąb…” przekonująco zaprasza do empatii i wyzwalającego śmiechu. Nawet jeśli nie wydajemy się sobie tacy szarzy i drętwi jak filmowi Szwedzi – to przecież także rzecz o nas.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
10. Mission: Impossible. Rogue Nation
(2015, reż. Christopher McQuarrie)
„Mission Impossible: Rogue Nation” to majstersztyk kina sensacyjnego. Czego tam nie ma! Pościgi samochodowe i motocyklowe, zamachy, walki, technologie graniczące z czarami oraz spiski w spiskach przebrane za spiski. No, ale to wszystko byłoby niczym bez odpowiednio sympatycznych bohaterów i relacji między nimi.
W przeciwieństwie do niektórych filmów sensacyjnych tutaj nie ma rzucania co chwilę błyskotliwymi komentarzami, co wychodzi dziełu zdecydowanie na dobre. Może ze dwie-trzy sceny mają wydźwięk z lekka komediowy (jedną, z włamywaniem się do startującego samolotu, można obejrzeć w zwiastunie), ale mimo całej komiksowości i nierealności fabuły traktujemy ją o wiele poważniej, gdy postaci nie dowcipkują w trudnych sytuacjach.
Bohaterowie „Mission Impossible” są oczywiście niezniszczalni. W realnym życiu już połowa ciosów i upadków, które przyjął na siebie Hunt, wysłałaby go na ostry dyżur z pękniętą śledzioną i wywichniętą szczęką, ale cóż, taka konwencja. Oczywiście konwencję trzeba umieć rozegrać, a szczególnie nie przesadzić, jak to zrobiono w „Prometeuszu” z protagonistką galopującą po statku i bezdrożach tuż po operacji rozcinania brzucha. Do konwencji kina szpiegowskiego należy też absurdalnie zaawansowana technika. Program komputerowy wyszukuje twarz na podstawie szkicowego rysunku, drukarka 3D drukuje idealnie podobną do czyjejś twarzy gumową maskę zaledwie na podstawie zdjęcia, i tak dalej. Zresztą sama możliwość podszycia się pod kogoś za pomocą maski jest mocno przereklamowana. Ale za to jakże malownicza!
koniec
30 października 2015
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Dobry i Niebrzydki: Czeska babcia w roli Kaja
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

17 XI 2017

Tydzień temu rozmawialiśmy o włoskim kandydacie do Oscara, dziś czas na czeską propozycję do tej nagrody. Zostało nam więc do omówienia jeszcze około 90 filmów zgłoszonych jako krajowe propozycje do nagrody Akademii Filmowej. A na dziś – „Kobieta z lodu” Bohdana Slamy.

więcej »

Z filmu wyjęte: Przenośny karmnik
Jarosław Loretz

13 XI 2017

Ponoć najlepszym zabezpieczeniem przed uczuciem głodu jest noszenie wałówki ze sobą. Ale jak to robić, gdy się jest truposzem?

więcej »

Dobry i Niebrzydki: Męska wrażliwość nie ma racji bytu
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

10 XI 2017

Romska społeczność i afrykańscy imigranci we współczesnych Włoszech jako tło dla „coming-of-age story” zagranej przez naturszczyków. Dziś rozmawiamy o wchodzącej na ekrany naszych kin „Ciambrze”, włoskim kandydacie do oscarowej nominacji.

więcej »

Polecamy

Czeska babcia w roli Kaja

Dobry i Niebrzydki:

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Lipiec 2017 (2)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz

100 najlepszych filmów animowanych wszech czasów
— Esensja

Do kina marsz: Kwiecień 2016
— Esensja

Porażki i sukcesy 2015
— Piotr Dobry, Ewa Drab, Grzegorz Fortuna, Krystian Fred, Jarosław Robak, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski

50 najlepszych filmów 2015 roku
— Esensja

Do kina marsz: Styczeń 2016
— Esensja

Prezenty świąteczne 2015: Film
— Esensja

Do kina marsz: Grudzień 2015
— Esensja

Esensja ogląda: Październik 2015 (2)
— Jarosław Loretz, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady

10 najseksowniejszych filmowych plakatów
— Kamil Witek

Z tego cyklu

Najlepsze filmy III kwartału 2017 r.
— Esensja

Najlepsze filmy II kwartału 2017
— Esensja

Najlepsze filmy I kwartału 2017
— Esensja

Najlepsze filmy IV kwartału 2016
— Esensja

Najlepsze filmy II kwartału 2016
— Esensja

Najlepsze filmy I kwartału 2016
— Esensja

Najlepsze filmy II kwartału 2015
— Esensja

„Kick-Ass” najlepszym filmem II kwartału w polskich kinach
— Esensja

Esensja i Stopklatka wybierają najlepsze filmy II kwartału w polskich kinach
— Esensja

Tegoż twórcy

W poszukiwaniu samego siebie
— Marcin Szałapski

Esensja ogląda: Październik 2017 (3)
— Jarosław Loretz

Muzyka stop!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja ogląda: Lipiec 2017 (2)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz

Niedojechanie
— Borys Jagielski

Dogadajcie się najpierw sami
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Czy kangur na pewno jest kangurem?
— Jarek Tokarski

Transatlantyk 2015: Dzień 6
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Wrzesień 2014 (1)
— Piotr Dobry, Jarosław Robak, Kamil Witek

14. T-Mobile Nowe Horyzonty: Chaos to porządek, którego jeszcze nie rozumiemy
— Kamil Witek

Tegoż autora

Do kina marsz: Listopad 2017
— Esensja

Do kina marsz: Sierpień 2017
— Esensja

Do kina marsz: Lipiec 2017
— Esensja

Do kina marsz: Czerwiec 2017
— Esensja

Do kina marsz: Maj 2017
— Esensja

Piąty konkurs na recenzję filmową
— Esensja

Do kina marsz: Kwiecień 2017
— Esensja

Do kina marsz: Marzec 2017
— Esensja

Esensja typuje Oscary 2017
— Esensja

Ranking filmów Oscarowych 2017
— Esensja

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.