Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 października 2017
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXX

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

Najlepsze filmy IV kwartału 2016

Esensja.pl
Esensja.pl
Na chwilę przed rocznym podsumowaniem winniśmy Wam jesteśmy jeszcze zestawienie najlepszych filmów IV kwartału 2016 w polskich kinach. Oto i ono.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
1. Paterson
(2016, reż. Jim Jarmusch)
Jak to w typowych amerykańskich snujach, którym Jarmusch nieformalnie patronuje, nie dzieje się nic i dzieje się wszystko. Paterson codziennie przedziera się przez, jak sam to określa, „tryliony molekuł”, podczas gdy inne tryliony pozostają z boku, nietknięte, dopiero czekając na odkrycie (lub nie). Molekuły, z którymi Paterson wchodzi w interakcje, to miejsca, przedmioty, a nade wszystko ludzie. Pasażerowie, których podsłuchuje niby mimowolnie, a jednak z autentycznym zaciekawieniem, podobnie jak bohater „Taxi” Panahiego. Raper (Method Man) ćwiczący w pralni nowe zwrotki. Barman (Barry Shabaka Henley) sypiący anegdotami o sławach pochodzących z Paterson, od Allena Ginsberga przez Lou Costello po Fetty’ego Wapa.
Jarmusch pozostaje jednak zbyt inteligentnym twórcą tudzież zbyt bystrym obserwatorem, by zadowalać się li tylko serwowaniem pięknych banałów rodem z piosenki Sylwii Grzeszczak o cie-sze-niu-się-z-ma-łych-rze-czy. Jego bohater lubi swoją rutynę, ale bywa też nią rozczarowany. Bezsprzecznie kocha żonę, ale bywa też zmęczony jej bezustannym entuzjazmem.
Driver wspaniale wygrywa te niuanse. Nigdy nie wiemy, jak głęboka frustracja siedzi w Patersonie, niemniej postać często balansuje na granicy wybuchu. I jeśli nie eksploduje, to dlatego, że szczerze docenia swoje „obiektywnie” dobre życie – oddaną żonę, przyzwoitą pracę, dzięki której może służyć własnej społeczności, wreszcie poezję, w której znajduje wytchnienie od zapętlonego Dnia Świstaka. To nic innego, jak szczęśliwe sprzężenie tych wszystkich elementów daje bohaterowi siłę, wewnętrzny spokój zen niczym u drobnomieszczańskiej, pacyfistycznej wersji Ghost Doga.
Wszyscy jesteśmy Patersonami – zdaje się ostatecznie mówić Jarmusch – a nasz obraz w społeczeństwie tworzymy nie tyle my sami, ile molekuły miejsc, przedmiotów, ludzi, jakimi się otaczamy. I oby to były dobre molekuły.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
2, Służąca
(2016, reż. Chan-wook Park)
Po rozczarowującym „Stokerze” nakręconym w Hollywood, Park Chan-wook wraca na stare śmieci, do klimatów bliższych słynnej trylogii o zemście. Niemniej kontekst zachodni znów się pojawia – „Służącą” zainspirowała powieść Sarah Waters „Złodziejka”, znana u nas również z serialu BBC z Sally Hawkins. Twórca „Oldboya” przenosi akcję książki z wiktoriańskiej Anglii do Korei w czasach japońskiej okupacji lat trzydziestych. Samozwańczy hrabia (Ha Jung-woo) przy pomocy młodziutkiej oszustki Sook-Hee (fantastyczny debiut Kim Tae-ri) próbuje uwieść Lady Hideko (elektryzująca Kim Min-hee), nieco zdziwaczałą dziedziczkę dzielącą posiadłość z sadystycznym wujem.
Kryminalny wymiar filmu z początku zdaje się powielać wiele utartych schematów, np. z „M jak morderstwo” Hitchocka, jednak w miarę upływu czasu opowieść – podzielona na trzy rozdziały, każdy z innej perspektywy – robi się coraz bardziej zniuansowana tudzież, jak to u Parka, coraz bardziej perwersyjna. W części środkowej intryga ustępuje miejsca mocno eksponowanego erotyzmowi, by w finale powrócić ze zdwojoną siłą.
W swych zagmatwanych relacjach Hideko i Sook-Hee przypominają po trosze Bette Davis i Joan Crawford, po trosze parę kochanek z niedocenianego „Duke of Burgundy” – z tą różnicą, że sceny erotyczne w „Służącej” są bardziej intensywne, a fetysze – dużo bardziej osobliwe, by przywołać choćby symulowanie seksu z drewnianym manekinem lub zaspokajanie poprzez… spiłowywanie zęba. Nawet jednak w tych najbardziej „kinky” momentach, miłość lesbijska/kobieca pozostaje ukazywana zmysłowo i zaskakująco subtelnie. Stanowi zarazem kontrapunkt dla seksualnych zachowań mężczyzn – żałosnych, groteskowych, odrażających.
Ostatecznie „Służąca” okazuje się fascynującym thrillerem erotycznym o silnie feministycznym wydźwięku, ale też – a może: przede wszystkim – jednym z najpiękniejszych romansów ostatnich lat.
WASZ EKSTRAKT:
85,0 (83,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
3. Nowy początek
(2016, reż. Denis Villeneuve)
Denis Villeneuve z każdym kolejnym filmem dumnie kroczy ku zapisaniu się w historii kina jako jeden z najbardziej utalentowanych i wrażliwych reżyserów. Autor „Pogorzeliska” czy niedocenionego „Wroga”, swoim najnowszym dziełem, i to w wyjątkowej dla siebie konwencji – science fiction – „Nowym Początkiem”, robi ogromny krok naprzód. Co nie jest aż takim zaskoczeniem, biorąc pod uwagę z jakim reżyserem mamy do czynienia.
Denis Villeneuve jak zwykle prowadzi swoich aktorów z wyczuciem na najmniejszą emocję i zwraca uwagę na każde słowo oraz moment ciszy. Po raz kolejny udowadnia jak mistrzowsko opanował sztukę utrzymywania widza w napięciu, o czym świadczą o tym już pierwsze sceny „Nowego początku”. Nie wchodzi z kamerą wprost w spanikowany przybyciem obcych tłum, nie podsyca tych emocji, jedynie z dala obserwuje sytuację. Niespieszna narracja i powolne najazdy kamery, które są już znakiem rozpoznawczym reżysera pozwalają skupić się na niepewności uczuć, które targają bohaterami, a także… obcymi, którzy nie są tacy, do jakich przyzwyczaiło nas Hollywood. Nie jest to inwazja, nie są to też zwykłe odwiedziny. Naukowcy? Za mało ciekawscy. Turyści? Na te pytania próbują odpowiedzieć sobie bohaterowie filmu.
Bez wątpienia jest to film tej samej wagi dla naszych czasów, co niegdyś „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” Spielberga. „Nowy początek” nawiązuje o wiele bliższy kontakt, niż Jodie Foster w „Kontakcie”, nie aspiruje do naukowego wyjaśniania zjawisk jak „Interstellar”, ale też dużo lepiej radzi sobie z przekazem, że czas jest względny, a uczucia takie jak miłość czy zaufanie, choć nie zawsze łatwe – potrafią oprzeć się jego działaniu. Jest to naprawdę „Nowy początek” i wyjątkowo tym razem polski tytuł oddaje ducha najnowszego filmu Denisa Villeneuve.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
4. Lament
(2016, reż. Hong-jin Na)
W kontekście polskiego repertuaru kinowego południowokoreański „Lament” jawi się trochę jak jego protagonista – przypadkowy heros podejmujący nierówną walkę z dużo potężniejszymi siłami, cichy bohater roku.
„Lament” stanowi poniekąd kontynuację klimatów, do jakich przyzwyczaił nas Na Hong-jin w swoich wcześniejszych brutalnych thrillerach, jak „W pogoni” o alfonsie ścigającym wielokrotnego zabójcę prostytutek czy „Morze Żółte” o taksówkarzu poszukującym zaginionej żony. Zarazem jednak reżyser eksploruje nowe tereny – twardemu realizmowi od początku towarzyszy aura tajemniczości, a w miarę upływu czasu, gdy na fabularnej szachownicy przybywa pionków, jak katolicki ksiądz czy ekscentryczny egzorcysta, klasyczny hitchcockowski suspens coraz mocniej nasiąka metafizyką. Jednocześnie reżyser w pierwszym akcie funduje nam elementy absurdu i slapsticku – i to nie w tonie lekko komediowym, ale takim, który zrywa przeponę, nie burząc gęstej atmosfery niepokoju; symbioza grozy i humoru jest tu niezwykła nawet jak na unikatową w tym względzie specyfikę kinematografii azjatyckich.
Wielopoziomowy, niespotykanie sugestywny, wybitnie oryginalny – „Lament” trwa bite dwie i pół godziny, ale warto mu poświęcić każdą minutę. Odpłaci niezapomnianymi wrażeniami.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
5. Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie
(2016, reż. Gareth Edwards)
„Łotr 1” jest filmem dobrym. Odchodzącym klimatem od przygodowego charakteru całej serii „Gwiezdnych wojen”, niespecjalnie odkrywczym fabularnie, ale konsekwentnym w nastroju, spójnym z sagą, efektownym i nadal budzącym emocje. W gruncie rzeczy jest to opowieść bardzo serio, momentami niezwykle smutna, pasująca do tego momentu historii Odległej Galaktyki. Nawet firmowy elektroniczny roboci comic relief nie jest tym razem zabaweczką w stylu popiskujących R2D2 czy BB-8, ale stanowi coś w rodzaju nawróconego Terminatora. Twórcy „Łotra 1” odchodzą też od tak oczywistego dla tego cyklu jednoznacznego podziału na dobro i zło, wprowadzając odcienie szarości w działaniach Rebelii – decyzje i akcje nie dające się moralnie wytłumaczyć, pokazujące w gruncie rzeczy demoralizujący charakter wojny, która nawet osobom z zasady dobrym każe robić złe rzeczy. Jest więc przy tym „Łotr 1” opowieścią o szukaniu w sobie prawdy, o odpowiedzialności, o odkupieniu win, o konieczności robienia tego, co słuszne. Podane jest to oczywiście w formie uproszczonej, popkulturowej, ale nie można nie dostrzec takiego przekazu filmu.
Zapewne gwiezdnowojenni puryści mogą oburzyć się niektórymi rzeczami (na przykład: nic do tej pory nie sugerowało, że zniszczenie Alderaan nie było pierwszym bojowym wykorzystaniem Gwiazdy Śmierci), czy odejściem od przygodowego charakteru serii i czarno-białej wizji bohaterów, ale można uznać, że w spin-offowym cyklu można sobie na pewne odstępstwa pozwolić. Kanonu trzymajmy się w przypadku głównej serii, przy częściach odpryskowych dajmy szanse na odrębne wizje. Jeśli wszystkie będą przynajmniej na poziomie „Łotra 1”, nie powinniśmy żałować.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
6. Komunia
(2016, reż. Anna Zamecka)
Rodzina Kaczanowskich jest w stanie rozpadu. Ojciec, bezwolny i apatyczny, zainteresowany jest głównie piciem piwa, niespecjalnie zainteresowany jest swoją rodziną. Trzynastoletni Nikodem ma zespół Aspergera, jego reakcje są nie do końca przewidywalne, ale ma na tyle dobry kontakt z innymi ludźmi, że potrafi w jakimś stopniu uczestniczyć w społecznym życiu (chodzi na przykład do normalnej szkoły). Matka opuściła rodzinę jakiś czas temu, ma małe dziecko z innym mężczyzną. Nic więc dziwnego, że opieka na domem i nad całą dysfunkcyjną rodziną spada na czternastoletnią Olę, która musi w przyspieszonym tempie dojrzewać, i oprócz zwykłych obowiązków szkolnych nastoletniej rodziny, musi brać na siebie też wszelkie obowiązki domowe.
Realizatorkom udało się podejrzeć życie rodziny Kaczanowskich wiarygodnie i szczerze. Odnosi się wrażenie, że mimo obecności kamery nikt tu niczego nie udaje – Ola nie ma na to czasu, ojciec niespecjalnie się przejmuje swym wizerunkiem, a Nikodem jest oczywiście w pełni szczery i autentyczny; Anna Zamecka sama stwierdziła, że chłopaka zwyczajnie nie da się reżyserować. W efekcie otrzymujemy naprawdę przejmujący obraz ludzi, których życie odbiega mocno wizji z od telewizyjnych seriali i sytuacji, jakich nie powinno być, ale jakich z pewnością jest wiele – gdy dzieci muszą przedwcześnie dorastać, gdy nie daje się im szansy przeżycia prawdziwego dzieciństwa, gdy muszą na swe barki brać obowiązki przekraczające ich siły.
Debiutancka „Komunia” Anny Zameckiej zbiera regularnie nagrody filmowe i ma już ich ładny zestaw: z Warszawy (WFF), Locarno, Lipsku, Mińsku i Jihlavie. Niewykluczone, że przyjdą następne.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
7. Ja, Daniel Blake
(2016, reż. Ken Loach)
Daniel Blake w życiu ma coraz bardziej pod górkę. Jest świeżo po zawale, lekarze ze względu na stan zdrowia nie dopuszczają go do pracy. Brytyjski odpowiednik ZUSu nie zamierza dalej wypłacać mu zasiłku chorobowego, gdyż uzyskał on za mało punktów w telefonicznej ankiecie. Daniel to człowiek starej daty. Ma fach stolarski w ręku, potrafi zbudować i naprawić wszystko. Komputery i nowoczesność to jednak już dla niego czarna magia, podobnie jak gąszcz przepisów i urzędniczych absurdów. To prosty lecz poczciwy człowiek sprzed ery wielostronicowych formularzy, komórek i aplikacji. Dlatego nawet jeśli z początku z politowaniem patrzymy na jego pierwsze kontakty z myszką czy internetem, to obserwując wzrastającą irytację na niedorzeczności systemu, nie jest już nam do śmiechu. Daniel Blake nie może podjąć pracy. Raz, że nie pozwala mu na to zdrowie. Dwa, przepadnie mu wtedy zasiłek. Musi jednak udowadniać stale przed urzędnikami, że tej pracy poszukuje przez kilka godzin dziennie inaczej…straci zasiłek. W tym nierównym starciu z systemem reżyser Ken Loach poddaje pod ocenę stopień deprecjacji ludzkiej godności. Anglik co prawda już nie raz odżegnywał się od ponownego grzebania w kinie zaangażowanym społecznie, lecz to właśnie powrót w dobrze znane rejony przyniósł mu drugą Złotą Palmę w karierze. Loach w tej materii obraca się znakomicie, i jak mało kto ciętą i celną ironią piętnuje absurdy niemal kafkowskiego systemu. Pętla niedorzeczności na linii obywatel-państwo, w jaką wpada tytułowy Daniel, sprawia, że „Ja, Daniel Blake” pasuje świetnie do biurokratycznej rzeczywistości pod większością szerokości geograficznych. Dlatego gdy Daniel pisze sprayem na murze państwowego budynku swój desperacki manifest, niemal każdy widz podpisze się pod nim z przyjemnością. Biurokracja bowiem w oku Loacha to cicha zbrodnia, która przez lata pochłonęła więcej ofiar niż niejedna wojna.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
8. Egzamin
(2016, reż. Cristian Mungiu)
Romeo, za którego dramatem będziemy podążać przez następne dwie godziny, ma opinię uczciwego lekarza. Nie przyjmuje „okolicznościowych” prezentów, trudno mu wręczyć łapówkę. Swoją córkę wychowuje w zasadzie uczciwości przede wszystkim. Lecz i to, jak wszystko w dzisiejszym świecie, będzie miało swoją cenę.
Zawód transformacją i wyczerpanie walką z pozostałościami systemu widać w głównym bohaterze filmu na każdym kroku. Przyjęta przez Mungiu mało optymistyczna perspektywa to zresztą najbardziej z osobistych ujęć, jakich doświadczamy w „Egzaminie”. Rumuński reżyser, jak każdy zatroskany rodzic, zastanawia się bowiem nad rzeczywistością świata, w jakim przyjdzie żyć jego dzieciom. Wykreowanie jak najlepszych warunków i szans to praca nie następnego, ale obecnego pokolenia. Wszelkie odstępstwa od moralnego systemu wartości czy służenie własnej korzyści, pogłębia tylko obecny stan. Brak długofalowego myślenia wśród każdego z członków społeczeństwa sprawia, ze ten krąg zależności, nepotyzmu i wzajemnie akceptowanej korupcji nigdy nie będzie miał końca.
Reżyserka ręka Cristiana Mungiu zresztą nie ma ciągot do podążania za tylko jednym wątkiem opisywanej historii i udzielaniem szybkich i oczywistych odpowiedzi. W „Za wzgórzami” kreował multum sugestii, które nie znalazły swojego finału. Tu także mistrzowsko operując bohaterami i perspektywą tworzy sieć alegorii i znaków zapytania, które w drobiazgowej i niespiesznej narracji pozostaną w większości w zawieszeniu.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
9. Zwierzęta nocy
(2016, reż. Tom Ford)
Tak, Zwierzęta nocy” są obrazem złożonym w dużej mierze ze zbyt często nieokiełznanego chaosu: przenikające się nitki fabularne, nielinearna historia, postaci kipiących od emocji i dławiące je równocześnie. Lecz podobnie do mody, czasem to właśnie twory nieortodoksyjne i nieprzewidywalne są tymi, które uwodzą i wyznaczają trendy. A o tych Tom Ford wie przecież wszystko. Reżyser-kreator mody w swym drugim filmowym projekcie nie szczędzi prawdziwego filmowego, ociekającego krwią, mięsa. Ford bowiem garściami czerpie z Peckinpaha, Lyncha czy nawet Almodóvara. Odważnie przenika przez style, sprawnie miesza wszelkie własne inspiracje, dokonuje skutecznej transgresji gatunków. W tej wielowarstwowej opowieści o bolesnym cierpieniu i niepohamowanej potrzebie zmian w życiu dostajemy kawałki kina z pozoru do siebie nie przystające. Susan, czytająca manuskrypt książki byłego męża zanurza się w świecie będącym odbiciem własnych przeżyć. Sama książkowa historia wchodzi na pole kina noir z zemstą w tle. Snute na poboczu wspomnienia dawnych dni trącają dziwacznym love story. Dość powiedzieć, że „Zwierzęta nocy” w gruncie rzeczy wysuwają na pierwszy plan studium ludzkiej bezsilności. Brzmi jak totalny chaos? Film Toma Forda dowodzi, ze ten także potrafi być piękny.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
10. Vaiana: Skarb oceanu
(2016, reż. Ron Clements, John Musker, Don Hall, Chris Williams)
Śliczna dziewczyna w ślicznych pejzażach (koralowce, palmy, białe plaże, turkusowe morze, panie scenarzysto, proszę w tej chwili odłożyć ten katalog biura podróży) przeżywa baśniowe przygody, dokonuje cudów dzielności i pozostawia widza z wrażeniem, że właśnie zjadł zbyt dużą porcję brzoskwiń z bitą śmietaną. Filmy Disneya mają prawo być słodkie, ale tutaj jest jakoś… za bardzo. Może to skutek „wakacyjnej” scenerii (takie na przykład lodowe pejzaże Arendell miały większy ładunek grozy), a może tego, że tytułowej bohaterce jakoś zbyt łatwo wszystko przychodzi. Jest bystra, zwinna, odważna, wygadana, wszyscy ją lubią, włącznie z obiektami nieożywionymi. Większości bohaterów filmów tego typu dane jest zaznać odrzucenia, zwątpienia czy wręcz załamania – Vaianie wprawdzie przez chwilę też, ale jakoś trudniej było mi się przejąć jej stanem emocjonalnym niż, na przykład, Shreka albo Jacka Mroza.
Podoba mi się pomysł, na którym oparto oś fabularną, szczególnie, że epickie ratowanie świata było ostatnio raczej nieobecne w animowanych produkcjach. Co prawda niektóre zagrożenia, na jakie trafiają bohaterowie, są nieco dziwaczne, ale sam finał chwalebnie utrzymany został w klimatach high fantasy. Strona wizualna jest, rzecz jasna, zachwycająca, do oceanu ma się ochotę wskoczyć natychmiast, a do oddania wyglądu i ruchu włosów zatrudniono ponoć aż dwóch specjalistów. Nieźle wypadła także muzyka: co prawda piosenki niezbyt zapadają w pamięć, za to polinezyjskie brzmienia podkładu dźwięczą w uszach jeszcze długo po wyjściu z kina.
koniec
4 stycznia 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Dobry i Niebrzydki: #MeToo według Kinga
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

20 X 2017

Idziemy z duchem czasów i zauważamy różne formy dystrybucji, dziś więc opuszczamy kina i rozmawiamy na temat filmu, który niedawno miał premierę na Netflix – a chodzi o „Grę Geralda”, kolejny w tym roku film na podstawie powieści Stephena Kinga.

więcej »

15 najlepszych filmów George'a Romero i Tobe Hoopera
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

17 X 2017

W te wakacje świat kina grozy dotknęły dwie niepowetowane straty – 16 lipca zmarł George Romero, a 26 sierpnia Tobe Hooper. Reżyserzy, których zaliczyłbym do Wielkiej Czwórki Mistrzów Horroru (obok Wesa Cravena i Johna Carpentera). Z tej okazji pozwoliłem sobie na zbiorcze epitafium i wybrałem 15 najlepszych filmów obu twórców.

więcej »

Dobry i Niebrzydki: Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

13 X 2017

Czy androidy śnią o drewnianych koniach? Czy Deckard nadal jest (albo nie jest) replikantem? Czy K replikantem nie jest? Czy bez duszy można sobie nieźle radzić? I czy w ogóle film Denisa Villeneuve’a ma duszę i jak sobie radzi w porównaniu do kultowego klasyka? W kinach sequel słynnego „Blade Runnera” Ridleya Scotta i oczywiście tego tytułu pominąć w naszych dyskusjach nie możemy.

więcej »

Polecamy

#MeToo według Kinga

Dobry i Niebrzydki:

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Homonarodowiec czyta Konstytucję
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Szekspir na Pacyfiku
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ferris Bueller kontra Władysław Frasyniuk
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Cezar - szympans, który został Mojżeszem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Wrzesień 2017 (2)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Do kina marsz: Maj 2017
— Esensja

Do kina marsz: Kwiecień 2017
— Esensja

Ranking filmów Oscarowych 2017
— Esensja

Dobry i Niebrzydki: Oscary intymne i okruchy życia
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Do kina marsz: Luty 2017
— Esensja

Plaża Omaha, czyli żegnaj, baśni
— Adam Kordaś, Magdalena Kubasiewicz, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Porażki i sukcesy 2016, czyli filmowe podsumowanie roku
— Piotr Dobry, Gabriel Krawczyk, Jarosław Robak, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

50 najlepszych filmów 2016 roku
— Esensja

Remanent filmowy 2016
— Sebastian Chosiński, Gabriel Krawczyk, Jarosław Loretz, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Z tego cyklu

Najlepsze filmy I kwartału 2017
— Esensja

Najlepsze filmy II kwartału 2016
— Esensja

Najlepsze filmy I kwartału 2016
— Esensja

Najlepsze filmy III kwartału 2015
— Esensja

Najlepsze filmy II kwartału 2015
— Esensja

„Kick-Ass” najlepszym filmem II kwartału w polskich kinach
— Esensja

Esensja i Stopklatka wybierają najlepsze filmy II kwartału w polskich kinach
— Esensja

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Wrzesień 2017 (2)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Dotyk zła
— Jarosław Robak

Transatlantyk 2015: Dzień 6
— Sebastian Chosiński

Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Gramofon u podstaw
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Esensja ogląda: Wrzesień 2014 (1)
— Piotr Dobry, Jarosław Robak, Kamil Witek

14. T-Mobile Nowe Horyzonty: Chaos to porządek, którego jeszcze nie rozumiemy
— Kamil Witek

Esensja ogląda: Czerwiec 2014 (2)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Maj 2014 (3)
— Sebastian Chosiński, Grzegorz Fortuna, Gabriel Krawczyk, Agnieszka Szady

17. Cropp Kultowe: Dzień 1. Potworna piękność
— Ewa Drab

Tegoż autora

Do kina marsz: Sierpień 2017
— Esensja

Do kina marsz: Lipiec 2017
— Esensja

Do kina marsz: Czerwiec 2017
— Esensja

Do kina marsz: Maj 2017
— Esensja

Piąty konkurs na recenzję filmową
— Esensja

Do kina marsz: Kwiecień 2017
— Esensja

Do kina marsz: Marzec 2017
— Esensja

Esensja typuje Oscary 2017
— Esensja

Ranking filmów Oscarowych 2017
— Esensja

Do kina marsz: Luty 2017
— Esensja

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.