Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 grudnia 2017
w Esensji w Esensjopedii

Dobry i Niebrzydki: Oscary intymne i okruchy życia

Esensja.pl
Esensja.pl
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski
[1] 2 3 »
Piotr Dobry i Konrad Wągrowski po kilku latach (!) przerwy powracają ze swoim cyklem dyskusji filmowych „Dobry i Niebrzydki”, dziś oczywiście rozmawiając o zbliżających się Oscarach. I to też taki nasz Nowy Początek.
Piotr Dobry: A więc Oscary. Jak znajdujesz tegoroczne nominacje w najważniejszej kategorii? Dla mnie to dobre, zróżnicowane rozdanie. Może wymieniłbym „Przełęcz ocalonych” na „Milczenie”, „Jackie” czy „Lovinga”, ale pozostała ósemka to filmy udane, niektóre nawet wybitne.
Konrad Wągrowski: A nie na „Patersona"? Nasz film roku? Pominięty całkowicie w Oscarach? Ale to oczywiście nie nowość, Jarmusch to twórca wysoce nieoscarowy, jego filmy nigdy nie dostawały żadnych nominacji i to się nie zmieniło. Ciekawe właściwie, czemu? Przecież inne obyczajowe „snuje”, powiedzmy Alexandra Payne’a czy innego Toma McCarthy’ego uwagę Akademii zwracają.
PD: Tak, to rzeczywiście zastanawiające, że „nieoscarowość” Jarmuscha utarła się już w powszechnym przekonaniu do tego stopnia, że nawet w przewidywaniach co do nominacji nikt nie brał „Patersona” pod uwagę. Też się na to zresztą złapałem, dlatego wymieniłem filmy, które od początku brano pod uwagę jako kandydatów do głównej nagrody, i które rzeczywiście zostały dostrzeżone, tyle że w pomniejszych kategoriach.
KW: Ale wracając do Twojego pytania – mamy chyba równy, mocny poziom. W mojej prywatnej klasyfikacji widzę, że większość nominowanych filmów oscyluje wokół mocnej ósemki. Co jednak w szczególności zwróciło moją uwagę, to chyba pewien ciekawy zwrot tematyczny nominowanych filmów. Zwyczajowo Oscary kojarzyły się w uproszczeniu z dziełami biograficznymi (ze szczególnym uwzględnieniem bohaterów w jakiś sposób upośledzonych), filmami poświęconymi ważnym wydarzeniom historycznym, wreszcie wystawnym widowiskom w stylu „Titanica”, „Władcy pierścieni” czy „Gladiatora”. A tu ciekawostka – pakiet filmów, których cechą wspólną jest próba dotknięcia tematów ostatecznych, widzianych z jednostkowej perspektywy, opowieści o ludzkiej kondycji, relacji człowieka ze światem. Bo przecież taki jest „Moonlight”, taki jest „Manchester by the Sea”, w nieco innej formule takich tematów dotyka „Nowy początek”, poszukiwanie własnej tożsamości jest też tematem „Liona”, a nawet finał „La La Landu” pozostawił mnie w pewnej metafizycznej zadumie. Jak pomyślę, to pewnie i „Hacksaw Ridge” dam radę pod ten nurt podciągnąć. Nawet główny faworyt do Oscara zagranicznego „Toni Erdmann” do tego pasuje (i dobrze by wyglądał na liście głównych nominacji).
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
PD: Wiesz, ta „biograficzność” jednak wciąż się przewija, bo „Przełęcz ocalonych”, „Liona”, „Ukryte działania” oparto na prawdziwych historiach, choć naturalnie nie tak znanych, jak biografie prominentnych muzyków czy polityków.
KW: No właśnie. Bo to niby biografie, ale opowiadające o losach osób powszechnie nie znanych. Nie ma więc przy tych seansach typowych pytań przy dziełach biograficznych „ciekawe, jak opowiedzą mi tę znaną historię”, czy „ciekawe, czy X-owi uda się oddać cechy dobrze znanej autentycznej postaci”. Ogląda się więc je nie po to, by porównać z faktami, ale po to by poznać historię (choć oczywiście po seansach i tak sięgnąłem po informacje o tym, jak to było naprawdę).
PD: Co do meritum, masz oczywiście rację – w tym roku postawiono na kino mniej spektakularne, bardziej intymne. Poza tematem tożsamości, o którym mówisz, wypadkową wszystkich tych filmów zdaje się motyw komunikacji – międzykulturowej, interpersonalnej, na poziomie otoczenia i rodziny. Rozdarcie między osobistymi pragnieniami a oczekiwaniami społecznymi – o tym jest i „Moonlight”, i „Manchester by the Sea”, i „La La Land”, „Lion”, „Fences”, „Toni Erdmann”, a nawet „Przełęcz ocalonych” – i w tym kontekście, znów zgoda, obecność przeciętnego filmu Gibsona w gronie nominowanych mnie nie razi. Inna sprawa, że te filmy wychodzą do nas z różnym poziomem wrażliwości, spełnienia artystycznego, i tu już „Przełęcz…” słabo się broni w opozycji do obrazów Jenkinsa czy Lonergana. Stąd też w tym roku będę gorąco kibicował „Moonlight”, nie obrażę się też w razie wygranej „Manchesteru”. A Twój faworyt?
KW: Na dzień dzisiejszy chyba „Manchester by the Sea”, który może nie zadziałał jakoś oszałamiająco zaraz po seansie, ale z perspektywy dni widzę, że pozostawił największy ślad. Z jednej strony mamy tu do czynienia z odważnym jawnym pogwałceniem niepisanych prawd filmowych, według których bohater musi przełamać traumę, odnaleźć ponownie sens życia, co czyni „Manchester” dziełem bardzo nietypowym. Z drugiej strony sama realizacja, zbudowana z drobiazgów, bez wywoływania na siłę wielkich emocji jest też naprawdę wyjątkowa. Chyba właśnie ten pakiet powoduje, że film oddziałuje z opóźnieniem, ale pozostaje w pamięci na długo.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
PD: To ciekawe, bo na mnie „Manchester” oddziaływał bardzo mocno już w trakcie seansu. W zasadzie tak emocjonalnego wstrząsu, jak podczas sceny pożaru, nie przeżyłem chyba w kinie od czasu sceny z dziewczynką wybiegającą na linię ognia w „Mieście gniewu”. Ale zgodzę się, że ten brak oczywistego katharsis, domknięcia, fabularnego schematu z wewnętrzną przemianą bohatera pod wpływem przyjaźni z dzieckiem (tu dość już wyrośniętym, ale wciąż) – to wszystko stanowi duży atut filmu. I zapewne gdyby nie „Moonlight”, film dla mnie tej skali, co „Brokeback Mountain” – game-changer przełamujący tabu – kibicowałbym właśnie „Manchesterowi”. Obu reżyserów, Jenkinsa i Lonergana, łączy zresztą to, że rewelacyjnie prowadzą aktorów, a przede wszystkim – świetnie łapią „okruchy życia”, nie prowadzą kamery od punktu A do punktu B, ale pozwalają jej się zatrzymać, zadumać wraz z bohaterem, nawet jeśli te kontemplacyjne sceny pozornie „nic nie znaczą”. Jenkins ponadto genialnie operuje kolorem, mówi nim więcej o nastroju postaci niż za pomocą dialogu, dlatego w stawce reżyserskiej też będę po stronie „Moonlight”.
KW: Jeśli scena pożaru nie szarpnęła mną mocniej podczas seansu, to może dlatego, że ją… przewidziałem. Serio. W trakcie seansu poskładałem fakty i doszedłem do tego, co musiało się stać, domyśliłem się nawet, że będzie chodziło o ogień. Choć oczywiście przyznam, że jest nakręcona w sposób absolutnie przejmujący (ze znakomitym suplementem na posterunku policji). Ale chyba przebija ją jeszcze scena przypadkowego spotkania Lee i Randi, scena będąca kwintesencją tego filmu…
PD: Tak, to niesamowita scena, bodaj najlepsza w filmie i też mocno ściskająca za gardło. Zaś co do pożaru, nie zaskoczyłeś mnie specjalnie, bo też go przewidziałem i myślę, że nie dlatego, że akurat my dwaj jesteśmy obdarzeni jakimś szczególnym darem jasnowidztwa – to po prostu było do przewidzenia, reżyser i scenarzysta w jednej osobie dawał sygnały subtelne, niemniej dość czytelne. Ale to, jak ta scena została rozegrana, nakręcona, umuzyczniona, to, jak w jednej chwili przełożyłem ją sobie na własne życie – co bym zrobił, jak bym się zachował – rozdzierające.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
KW: A skoro jesteśmy przy reżyserach, to dodam, że jest to chyba kategoria, w której mam Akademii najwięcej do zarzucenia. Często jest traktowana jako „reżyser najlepszego filmu”, wiele było dziwnych decyzji w ostatnich latach (że wspomnę choćby statuetkę dla przeciętnego rzemieślnika Toma Hoopera). Sam jestem ciekaw, jak będzie to wyglądało w tym roku. „Manchester” i „Moonlight” zachwycają doskonałym aktorstwem, i to aktorów wcale nie z tej najwyższej półki (przynajmniej oficjalnie) – a to zawsze świadectwo kunsztu reżysera. Faworytem jest chyba Chazelle, ale ja też postawiłbym na Jenkinsa. „Moonlight”, poza świetnym aktorstwem, jest filmem formalnie niezwykle precyzyjnym i przemyślanym, widać tu pełną kontrolę.
PD: Cieszę się zatem, że jesteśmy w tym względzie zgodni – i również dzielę Twoje zastrzeżenia co do kategorii reżyserskiej. Generalnie, bo w tym roku uważam, że jest wyjątkowo mocna, choć trochę ubolewam, że stuprocentowo samcza. Jenkins i Chazelle to młodość, pokolenie wybitnie uzdolnionych 30-latków; Villeneuve, Lonergan i Gibson (którego od zawsze uważam za znakomitego reżysera, tyle że z wątpliwym zmysłem estetycznym, co najwyraźniej unaoczniło się właśnie przy „Przełęczy…”) to już fachury, lata praktyki, większy bagaż życiowy – i to też, myślę, gdzieś w tych filmach widać. Nie w prostej dychotomii niedoświadczenie-rutyna, bo Jenkins być może nakręcił najdojrzalszy film ze wszystkich, ale w samym podejściu do narracji, dialogu, schematu fabularnego. Imponuje mi tu także Chazelle – przede wszystkim tym, jak bezbłędnie pożenił dwie odległe konwencje: spektakularnego musicalu i skromnego dramatu w duchu amerykańskiego kina niezależnego.
KW: Bardzo ciekawa, nieoczywista lista reżyserów. Villeneuve to cały czas wschodząca gwiazda, budząca emocje, zwracająca uwagę na siebie praktycznie każdym filmem i mimo generalnie pozytywnego odzewu, wcale nie generująca jednoznacznie pozytywnych opinii. O praktycznie każdy jego film widzowie potrafili się kłócić – nie inaczej jest z „Arrival”, który i tak wydaje się jego najbardziej przemyślaną konstrukcją. Lonergan to w ogóle szok – całe trzy filmy, ostatni dobrze odebrany jest z 2000 roku, różnej jakości kariera scenarzysty, a tu nagle takie dojrzałe dzieło. Jenkins to praktycznie debiutant – znasz w ogóle ten jego film z 2008 roku?
[1] 2 3 »
dodajdo

Komentarze

25 II 2017   20:00:07

Panowie, ciekawa rozmowa itd., ale tak spojlerujecie "Manchester by the Sea", że możecie poważnie popsuć ludziom seans. Bardzo nieładnie!

21 IV 2017   20:57:46

Sprawdzam, czy cenzura ciągle działa.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Dobry i Niebrzydki: Chwała na wysokości?
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

15 XII 2017

W wigilijnym nastroju (który pryśnie, gdy zaczniemy się kłócić) sięgamy dziś po wigilijny film. „Cicha noc” Piotra Domalewskiego od kilku tygodni na naszych ekranach, ale teraz jest dobry czas by porozmawiać o tegorocznym laureacie Złotych Lwów w Gdyni, którego akcja obejmuje jeden wieczór 24 grudnia.

więcej »

Z filmu wyjęte: Nasi u nas
Jarosław Loretz

11 XII 2017

Nasze kino na ogół stroni od fantastyki. Bywa jednak, że drobne odniesienia do niej znajdują się w zupełnie niespodziewanych miejscach.

więcej »

Polecamy

Chwała na wysokości?

Dobry i Niebrzydki:

Chwała na wysokości?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Podręczne z Kairu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Atak paniki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Prezenty świąteczne 2017: Film
— Esensja

Do kina marsz: Maj 2017
— Esensja

Oscars 2017 so Sundance
— Wojciech Lewandowski

Najlepsze filmy I kwartału 2017
— Esensja

Do kina marsz: Kwiecień 2017
— Esensja

Esensja ogląda: Marzec 2017 (1)
— Grzegorz Fortuna

Nie przegap: Luty 2017
— Esensja

Esensja typuje Oscary 2017
— Esensja

Ranking filmów Oscarowych 2017
— Esensja

Koniec niewinności
— Piotr Dobry

Z tego cyklu

Chwała na wysokości?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Podręczne z Kairu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Atak paniki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

W poszukiwaniu samego siebie
— Marcin Szałapski

Esensja ogląda: Październik 2017 (3)
— Jarosław Loretz

Muzyka stop!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Transatlantyk 2017: Osiem festiwalowych filmów
— Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Październik 2015 (2)
— Jarosław Loretz, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Dotyk zła
— Jarosław Robak

Transatlantyk 2015: Dzień 6
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Kwiecień 2015 (1)
— Piotr Dobry, Alicja Kuciel, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Styczeń 2015 (1)
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Piotr Dobry, Tomasz Kujawski, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Męskie granie
— Jarosław Robak

Tegoż autora

Poczuć się jak dziesięciolatek
— Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Orlen Cinergia 2017: Na własną rękę
— Konrad Wągrowski

Orlen Cinergia 2017: Długi film o umieraniu
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Listopad 2017
— Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Orlen Cinergia 2017: Kino drogi po rosyjsku
— Konrad Wągrowski

Ekscentryczny wypoczynek w egzotycznej scenerii
— Konrad Wągrowski

Orlen Cinergia 2017: Niemieccy kowboje i bułgarscy Indianie
— Konrad Wągrowski

Orlen Cinergia 2017: Ludzie na skraju załamania nerwowego
— Konrad Wągrowski

Hercules Poirot w szarej strefie moralności
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.