Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 29 kwietnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Dobry i Niebrzydki: Zabić jelenia gołymi rękami i wyrecytować Konstytucję przez sen

Esensja.pl
Esensja.pl
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski
Dziś w ramach naszego cyklu rozmawiamy o ciekawym spojrzeniu na rodzicielstwo we wchodzący dziś na ekrany naszych kin filmie o chwytliwym superbohaterskim tytule „Captain Fantastic”. Mniej jest to może dzieło artystyczne, bardziej filozoficzna prowokacja, ale okraszona świetną rolą Viggo „Aragorna” Mortensena.

Matt Ross
‹Captain Fantastic›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCaptain Fantastic
Dystrybutor UIP
Data premiery10 marca 2017
ReżyseriaMatt Ross
ZdjęciaStéphane Fontaine
Scenariusz
ObsadaViggo Mortensen, George MacKay, Samantha Isler, Annalise Basso, Nicholas Hamilton, Shree Crooks, Charlie Shotwell, Trin Miller
MuzykaAlex Somers
Rok produkcji2016
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania118 min
WWW
Gatunekdramat, komedia
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Piotr Dobry: Porozmawiajmy o nietuzinkowym filmie superbohaterskim. Ale nie o „Loganie”. W ten weekend na ekrany naszych kin wreszcie wchodzi „Captain Fantastic” z nominowanym do Oscara Viggo Mortensenem, który gra… No właśnie – superherosa czy arcyłotra?
Konrad Wągrowski: Dla mnie ta tytułowa sugestia jawi się przede wszystkim jako pewnego rodzaju chwyt marketingowy, mający zwrócić uwagę na wpadający w ucho tytuł – bo jednak nie widzę w filmie specjalnie superbohaterskich motywów czy atrybutów (chyba że chodzi o czerwone ubranko, jakie zakłada Viggo Mortensen na pogrzeb). Jeśli zaś pytasz po prostu, czy główny bohater jest postacią pozytywną, czy negatywną, to wydaje się, że twórca filmu (można chyba tak mówić w przypadku, gdy pomysłodawca, reżyser i scenarzysta to ta sama osoba) z nim sympatyzuje, choć jasno i wyraźnie punktuje wszelkie niedoskonałości podejścia do wychowywania dzieci, jakie ukazuje ta historia.
PD: To bardzo specyficzne podejście. Mamy anarchosyndykalną rodzinę Robinsonów zaszytą gdzieś w leśnej komunie, z dala od cywilizacji. Sześcioro dzieci teoretycznie doskonale przystosowanych do życia – potrafią i zabić jelenia gołymi rękami, i wyrecytować Konstytucję przez sen. Co istotne, matki brak na tym obrazku, za to jest mega zaradny ojciec, bo „Captain Fantastic” to przecież także refleksja nad samotnym ojcostwem, może i nietypowym, ale zawsze.
KW: Reżyser i scenarzysta filmu Matt Ross (znany wszystkim miłośnikom serialowej „Doliny Krzemowej” – do których się sam zaliczam – jako odtwórca roli Gavina Belsona, prezesa fikcyjnej firmy Hooli, będący w tym serialu doskonałą parodią korporacyjnego CEO) nie ukrywa, że film był efektem jego refleksji nad wyborami, jakich muszą dokonywać w dzisiejszym świecie rodzice przy wychowywaniu swych dzieci. Dlatego też nie powiedziałbym, że ten film to „także refleksja”, ale raczej „przede wszystkim refleksja” nad rodzicielstwem.
PD: Ja tego nie kwestionuję. Nieprzypadkowo położyłem akcent na „samotne ojcostwo”, nie „rodzicielstwo”, bo jednak brak figury matki jest tu solidnie umotywowany fabularne i ideowo – to nie jest tak, że moglibyśmy podmienić Mortensena na kobietę, i nie miałoby to znaczenia dla scenariusza i przekazu.
KW: To jest takie „co by było gdyby” rodzice mogli poświęcić cały swój czas dla swych dzieci i w oderwaniu od czynników zewnętrznych przekazać im całą wiedzę i podstawowe umiejętności. W ogóle oglądając „Captain Fantastic” mniej myślałem o filmie w kategorii dzieła filmowego, a więcej w kategorii prowokacji intelektualnej, każącej sobie zadać pytania: czy poświęcam swym dzieciom wystarczająco dużo czasu? Czy przekazuję im potrzebną wiedzę? Czy dobrze przygotowuję do życia? Co powinienem zrobić, by lepiej to robić? Kim staną się moje dzieci? Czy będą szczęśliwe? Ufff…
PD: Tak, chyba od czasu „Boyhood” żadne dzieło filmowe nie skłoniło mnie do tylu refleksji rodzicielskich.
KW: No to dawaj, jedziemy w tę stronę! Spójrz z perspektywy rodzica. Co ci się podobało w podejściu Viggo/Bena? O czym pomyślałeś, że sam byś chętnie wykorzystał przy wychowywaniu dzieci? Co z programu wychowawczego Kapitana Fantastycznego w ogóle w twoim mniemaniu ma sens?
PD: No, całe postawienie na budowanie tężyzny tak fizycznej, jak i psychicznej ma spory sens. Oczywiście nie kazałbym swoim dzieciom polować, ale chętnie oderwałbym je od tabletów i laptopów, i przegonił po lesie. Albo przynajmniej wymieniłbym komputer na książki. Choć z tym akurat nie ma u mnie w domu problemu. Co jeszcze… Prawdomówność. U Mortensena osiągająca znamiona fiksacji, ale lepiej tak niż w drugą mańkę.
KW: W ogóle wydaje mi się, że jedną z głównych zalet pozafilmowych „Captain Fantastic” jest to, jakie wzburza wyrzuty sumienia u rodziców. Bo z jednej strony nie myślę o tym, aby uczyć dzieci przetrwania w głębokim lesie, czy wspinać się na skałki bez zabezpieczenia, ale z drugiej strony widzę korzyści z rozsądnego uprawiania sportu już od najmłodszych lat. I niewątpliwie myśl o tym, jak młodsze dziecko kasuje starszych rówieśników swą wiedzą i umiejętnością logicznego rozumowania jest kusząca. Wydaje mi się natomiast, że film nieco ucieka od innego pytania – o chęć zaangażowania samych dzieci w taką edukację i rozwój fizyczny. Wątpliwości młodych bohaterów nie tyczą tego, że nie lubią zajęć narzucanych im przez ojca (bo raczej lubią, widać jak bardzo cieszą się z prezentów w postaci łuków czy noży), ale tego, na ile ojciec wpłynął na dramat ich matki oraz tego, na ile ojciec odbiera im przyjemności życia codziennego w cywilizacji. Tak więc, wymyślając swym dzieciom różne zajęcia – taneczne, piłkarskie, szachowe, kulturalne, naukowe – jednak staram się zawsze sprawdzać, czy moje dzieci naprawdę chcą się same w to angażować. I mam nadzieję na ich szczerość.
PD: W ogóle odnoszę wrażenie, że ten film ma rozległy potencjał dyskusyjny. Ma szansę trafić zarówno do rozmaitej maści liberałów, alterglobalistów, zwolenników New Age, których zachwyci nostalgicznie-radosna wizja hippisowska, jak i do prawicowców, konserwatystów, kapitalistów, którzy tylko utwierdzą się w przekonaniu, że lewicowe utopie nigdy się nie sprawdzają w praktyce. Reżyser nie ukrywa, po czyjej jest stronie, a zarazem zachowuje się trochę jak Chazelle w „La La Landzie”: najpierw mami bajką, by potem kazać wrócić do rzeczywistości.
KW: Tylko czy ta bajka jest dla nas tak naprawdę przekonująca? Czy my bylibyśmy w zamian za doskonałe przygotowanie fizyczne i intelektualne, oraz otrzymując 100% zaangażowania rodzicielskiego w okresie dojrzewania, gotowi do rezygnacji ze zdobyczy cywilizacji? Jasno w filmie ukazane są minusy procesu – co z tego, że dzieci górują nad rówieśnikami wiedzą i kondycją, skoro nie mają podstawowych umiejętności społecznych?
PD: No właśnie, reżyser mnoży sceny ukazujące nieprzystosowanie społeczne bohaterów, co skutkuje raz efektem humorystycznym, kiedy indziej – dramatycznym, ale chyba nie tylko dlatego ani przez chwilę nie jesteśmy w stanie uwierzyć, że koniec końców oni w tej leśnej komunie pozostaną. Wrócę do „La La Landu” – tam na pewnym etapie spodziewamy się jednak happy endu, a tu dostajemy dość przewidywalny schemat utopii, która jest piękna w teorii, a na dłuższą metę okazuje się dystopią. Bohater Mortensena, początkowo nieprzejednany w swych poglądach, dochodzi do tego gorzkiego wniosku później niż widzowie, ale nawet on mówi w pewnym momencie, że „to była piękna pomyłka”. Dostajemy zatem, jak już ustaliliśmy, ciekawy materiał do rozważań, szczególnie z perspektywy rodzica/ojca, lecz w zasadzie żadnej nowej myśli, nie sądzisz? To wszystko już było, ta cała śpiewka o męczennikach kapitalizmu.
KW: Tak, finałowe 20 minut filmu zbyt wiele nie wnosi do tej historii. To takie pójście po linii najmniejszego oporu, próba pogodzenia wszystkich racji. Narzucającym się skojarzeniem podczas seansu było „Wybrzeże Moskitów” Petera Weira, gdzie też mieliśmy rodzinę wybierającą życie z daleka od naszej cywilizacji i zafascynowanego nauką i naturą obsesyjnego ojca. Ale u Weira nie ma szukania prostego happy endu, jest natomiast obraz totalnej klęski bohatera. W „Captain Fantastic” klęska jest pozorna – owszem, utopia jest piękną pomyłką, ale czas życia w enklawie nie jest stracony – dzieci Bena otrzymają „best of both worlds” – przyjdą do naszego świata świetnie wykształceni, z organizmami młodych bogów, a zaległości społeczne da się całkiem szybko nadrobić.
PD: Rzeczywiście, to rozmycie dramatu razi mnie chyba najbardziej. Nie ma mowy o żadnej traumie, jest wyłącznie przygoda. Obóz przetrwania.
KW: A jeśli chodzi o to, co się podoba prawicowcom i lewicowcom, to zupełnie rozbroiła mnie scena, w której policjant rewiduje autobus, i bohaterowie, by ukryć, że są wielbiącą naukę i naturę, ateistyczną komuną, zaczynają udawać sektę religijnych maniaków. Ameryka – kraj w którym uwielbienie dla wiedzy i wynoszenie na ołtarze Noama Chomsky’ego jest moralnie podejrzane, ale fanatyczna religijność to zjawisko normalne i akceptowalne?
PD: Ameryka – kraj kontrastów i sprzeczności, kraj wolności i twardych reguł. Przeważnie łatwo mnie tym obrazkiem kupić, tym bardziej w parze z panoramą Ameryki prowincjonalnej. Dlatego też wolę drugą połowę filmu, gdy już wychodzą z lasu i robi się z tego kino drogi, z przelotem przez wsie i miasteczka, z młodzieżowym motywem romantycznym na kempingu, z doskonałą sceną konfrontacji w kościele.
Film jednak chwilami bywa pretensjonalny w swoim sileniu się na oryginalność – to świętowanie Dnia Noama Chomsky’ego, to miejsce „pochówku” matki… Taka niby brawurowa, a de facto trochę już zwietrzała estetyka amerykańskiego kina indie robionego „pod Sundance”.
KW: Taaa, ja też miałem wrażenie czerpania w niektórych scenach – w szczególności „ratowania” matki – z „Małej Miss”. Ale z drugiej strony, ten dzień Chomsky’ego jest dość fajnym żartem, fabularnie uzasadnionym – bo w zabawny sposób przekazuje się informację o światopoglądzie bohaterów.
PD: Jasne, przy całym epigoństwie ma to też swój urok. No, ale mówiłeś, że bardziej tu widzisz „prowokację intelektualną” niż film per se, co rozumiem jako dyplomatyczne, lecz wciąż zanegowanie jego wartości artystycznej.
KW: Nie no, tak daleko bym się nie posunął. Matt Ross nie jest może sułtanem reżyserii, ale nie jest też reżyserii Januszem (to dziwaczne zdanie ma w zamierzeniu być zabawne, ale jeśli nie jest, to przynajmniej mam nadzieję, że wiadomo o co chodzi). Film jest dobrze zagrany, przyzwoicie skonstruowany, inspirujący, a jego główną wadą jest zachowawczość. Ale temat jest ważniejszy od realizacji, która przynajmniej nie psuje przyjemności roztrząsania racji głównego bohatera.
PD: Bo to jest film wyraźnie zbudowany pod bohatera. On dźwiga na barkach całą opowieść.
KW: Ale czy w ogóle odbierasz pakiet poglądów Bena jako spójny? Ten scjentyzm-ateizm-naturyzm-surwiwalizm anarchosocjalistyczny? Power to the People! Chyba nawet dziadek całkiem celnie punktuje sprzeczności w tym zestawie – z jednej strony uczciwość i prawdomówność posunięta do skrajności, z drugiej – kradzieże i przygotowane na różne okazje fałszywe historyjki.
PD: Wiesz, mnie się wydaje, że z jednej strony Ben jest tu personifikacją samej Ameryki, z jej całą sprzecznością, o której mówiliśmy wcześniej. A z drugiej – on jest w tym braku spójnych poglądów, błądzeniu, hipokryzji bardzo ludzki. Na pewno w całości przekonał mnie do tego bohatera Mortensen, któremu zresztą kibicowałem przy ostatnim rozdaniu oscarowym. Myślę, że on tu pokazuje nieeksploatowane do tej pory oblicze, bo co prawda bywał już ojcem z problemami – w „Historii przemocy”, w „Drodze” – ale chyba nigdy dotąd nie zagrał postaci tak ekscentrycznej, łączącej dzikość z ciepłem na nieoczywistych nutach.
KW: I pomyśleć, że nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie Aragorn. To w ogóle jest fajna historia. Jest sobie bardzo fajny aktor, który gra nawet u Majewskiego, i którego nikt nie kojarzy. Szczęśliwym trafem (bo przecież nie był numerem jeden) dostaje rolę Strażnika we „Władcy pierścieni”, która okazuje się być jednym z najjaśniejszych elementów filmu. Jest sława, pieniądze i piszczące fanki, ale Viggo nie próbuje odcinać kuponów (sprawdzić czy nie „Hidalgo”), tylko dalej robi swoje, grając fajne, ambitne role w różnistych niekomercyjnych filmach. Ale teraz przynajmniej wszyscy już kojarzą kto zacz, dają nagrody filmowe, wychwalają, filmy trafiają nawet do polskich kin etc., etc.
PD: Dlatego o ile film sam w sobie warto polecić przede wszystkim rodzicom dorastających dzieci, o tyle przez wzgląd na rolę Mortensena warto go podsunąć wszystkim kinomanom. Chociażby do analizy, czy aby na pewno to Casey Affleck zagrał w ubiegłym roku najlepiej.
koniec
10 marca 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Dobry i Niebrzydki: Co ludzie powiedzą?
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

21 IV 2017

Arcydzieło czy po prostu dobry film? Komu należał się Oscar? Na czym polega zraniona duma irańskiego mężczyzny? Co ma wspólnego Iran z Polską? I co w ogóle wydarzyło się w pewnym mieszkaniu w Teheranie? O „Kliencie”, oscarowym filmie Asghara Farhadiego rozmawiają Piotr Dobry i Konrad Wągrowski.

więcej »

Piąty konkurs na recenzję filmową
Esensja

18 IV 2017

Już po raz piąty zapraszamy do nadsyłania tekstów w konkursie na recenzję filmową. Zapoznajcie się ze szczegółami – w tym listą filmów do recenzji.

więcej »

Dobry i Niebrzydki: One woman show
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

14 IV 2017

Rozszerzenie formuły kina grozy, czy parę płaskich spostrzeżeń? Dziś rozmawiamy o „Personal Shopper” Oliviera Assayasa.

więcej »

Polecamy

Co ludzie powiedzą?

Dobry i Niebrzydki:

Co ludzie powiedzą?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

One woman show
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pieprzeni kamikadze w kalifornijskim raju
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pancerz bez ducha
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpa musi się pobrudzić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Dysfunkcyjna rodzina w podróży, czyli rzeźnia, która wzrusza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zabić jelenia gołymi rękami i wyrecytować Konstytucję przez sen
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

You complete me!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oscary intymne i okruchy życia
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

„Wstręt” w baletkach, czyli prawdziwa sztuka rodzi się w bólach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Kwiecień 2017 (1)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Gabriel Krawczyk, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Do kina marsz: Marzec 2017
— Esensja

Z tego cyklu

Co ludzie powiedzą?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

One woman show
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pieprzeni kamikadze w kalifornijskim raju
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pancerz bez ducha
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpa musi się pobrudzić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Dysfunkcyjna rodzina w podróży, czyli rzeźnia, która wzrusza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

You complete me!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oscary intymne i okruchy życia
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

„Wstręt” w baletkach, czyli prawdziwa sztuka rodzi się w bólach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pola, łączki, lasy, czyli zaświaty według Jacksona
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Esensja czyta dymki: Kwiecień 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Kwiecień 2017 (1)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Gabriel Krawczyk, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Marzec 2017
— Dawid Kantor, Daniel Markiewicz, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Marzec 2017 (4)
— Piotr Dobry, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja ogląda: Marzec 2017 (3)
— Piotr Dobry, Marcin Osuch, Jarosław Robak

Piosenki Wojciecha Młynarskiego
— Przemysław Ciura, Wojciech Gołąbowski, Adam Kordaś, Marcin T.P. Łuczyński, Konrad Wągrowski

Prawdziwe życie Luke’a Skywalkera
— Konrad Wągrowski

Noga i jej chłopiec
— Konrad Wągrowski

Poetycka makabreska
— Konrad Wągrowski

Wampiry w kosmosie
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.