Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 26 lipca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Najlepsze filmy I kwartału 2017

Esensja.pl
Esensja.pl
Powiedzmy to sobie jasno – pierwszy kwartał 2017 roku w polskich kinach był ZNAKOMITY. Mieliśmy duży problem, by wybrać tylko 10 filmów, jest z pewnością jeszcze kilka, które zasługiwałyby na trafienie do naszej dziesiątki. Ale jakiś wybór należało podjąć – oto i on.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
1. Manchester by the Sea
(2016, reż. Kenneth Lonergan)
Pięknie powolny, lecz wyrazisty i nienużący dramat. Casey Affleck gra tu niejakiego Lee, pozornie cichego, lecz wybuchowego dozorcę w jednym z bostońskich budynków. Nie jest to jednak opowieść o żywocie złotej rączki wśród amerykańskiego blokowiska. Lee zmuszony jest wrócić do rodzinnego Manchesteru z powodu śmierci brata. Zorganizować pogrzeb, dopełnić formalności. A także zmierzyć się z duchami przeszłości, które kiedyś wypędziły go z rodzinnych stron. Mrucząca i zamknięta w sobie postać Afflecka na każdym kroku cierpi. Jego wypalenie życiem bije przez ekran. Każdy dzień smakuje tak samo: słowa są wypowiadane od niechcenia, codzienność to sączone samotnie piwo i towarzyszący mu oglądany z otępieniem mecz. Świetnie dopasowana do emploi aktora rola wybrzmiewa tu z podwójną siłą. Tym bardziej, że reżyser Kenneth Lonergan fabularne wątki rozbija na dwie ścieżki. W retrospekcjach poznajemy diametralnie innego Lee – mężczyznę cieszącego się życiem i rodzinną duszę towarzystwa. Odkrycie zdarzeń sprzed lat nie będzie w „Manchester by the Sea” jednak celem samym w sobie. To raczej obrazek złamanego człowieka z przeszłością ciągnącą się za nim w nieskończoność. Bo wśród rodzajów bólu i wyrzutów sumienia są też takie, które niczym i nigdy nie da się uciszyć.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
2. La La Land
(2016, reż. Damien Chazelle)
No dobrze, ale o czym właściwie jest film? Najlepiej obrazują to chyba słowa jednej z piosenek: „Here’s to the dreamers” – „Wypijmy za marzycieli!”. Ona i on. Ona, imieniem Mia (Emma Stone), pragnie zostać aktorką, chodzi na kolejne castingi, na których zawsze słyszy na początku swego występu: „Dziękujemy, to nam wystarczy”. On, Sebastian, to muzyk jazzowy, którego życia zmusza do grania „Merry Christmas Everyone” i „Jingle Bells” do kotleta, ale marzy o założeniu własnego klubu jazzowego, w którym będzie promował taką muzykę, jaką naprawdę kocha. Spotkają się, pokochają, ale ich związek będzie musiał przechodzić ciężkie próby – właśnie na skutek perypetii związanych z pragnieniami realizacji swych marzeń i pojawiających się konieczności osobistych poświęceń i trudnych kompromisów. Historia miłosna w „La La Land” jest prosta, ale nie banalna – z pewnością duża w tym zasługa obojga odtwórców głównych ról. Cóż, o tym, że między Emmą Stone i Ryanem Goslingiem jest chemia wiemy co najmniej od czasów „Crazy, Stupid, Love” i Chazelle potrafi to znakomicie wykorzystać. Ale udaje mu się też uniknąć banału, w dużej mierze dzięki znakomitemu, przejmującemu finałowi, w którym ogląda alternatywne wersje losów bohaterów.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
3. Moonlight
(2016, reż. Barry Jenkins)
Afroamerykanie doczekali się swojej „Tajemnicy Brokeback Mountain” i swojego „Boyhood” w jednym. „Moonlight” to film z gatunku tych, jakie trafiają się raz na pokolenie.Klucz do nowatorskiego przełożenia na język filmu sztuki Tarella McCraneya „In Moonlight Black Boys Look Blue” znajduje reżyser w balansie między twardym realizmem a niemal mistyczną poetyką. Na ścieżce dźwiękowej Mozart sąsiaduje z gangsta rapem. Melancholijne suity kompozytora Nicholasa Britella wprowadzają do estetyki „kina ulicy” zupełnie nową jakość. Kręcone z ręki zdjęcia Jamesa Laxtona gładko przechodzą od pasteli do barw nasyconych; tworzą klimat senny i sugestywny jednocześnie. Efekt przypomina nieco lesbijski dramat „Pariah” Dee Rees, trochę „Bestie z południowych krain” Benha Zeitlina. Ma prawo też kojarzyć się z kinem Terrence’a Malicka. Nade wszystko jednak film dziarsko stoi na własnych nogach – tak w formie, jak i treści. Jak każda cenna opowieść, „Moonlight” oferuje perspektywę zarówno uniwersalną, jak i skupioną wokół konkretnego zjawiska. Fabuła wiernie oddaje świat patologicznych enklaw Miami i Atlanty, specyfikę amerykańskich „sąsiedztw”, gdzie każdy ma z góry przypisane miejsce w szeregu, a wszyscy o tobie wszystko wiedzą, jeszcze zanim ty sam dowiesz się tego o sobie.
WASZ EKSTRAKT:
85,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
4. Logan: Wolverine
(2017, reż. James Mangold)
W 10 minutach „Logana” mamy więcej emocji niż w całym Avengerowskim cyklu. Zwieńczenie opowieści o Wolverinie to nareszcie film godny tej postaci. Nareszcie pojawiły się tu mrok, przemoc, czyli to, co powinno zawsze być elementem filmów o najemniku zabijającym swe ofiary stalowymi szponami. Fabularnie przy tym „Logan” nie jest żadną wielką rewolucją. To nadal ta sama opowieść – o prześladowaniu mutantów przez siły rządowe i armię, o konieczności budowania własnego azylu, o poszukiwaniu własnej tożsamości. O sile tego filmu świadczą inne elementy – kreacje głównych bohaterów, odniesienie do całości historii X-Menów, szacunek dla cyklu, ale też odwaga, by poprowadzić film w nieco inny sposób, niż wszystkie dotychczasowe. Symbolem tego odejścia od Marvelowych standardów jest tu brak cameo Stana Lee czy sceny po napisach, ale to oczywiście drobiazgi. Najważniejsze jest więc to, że nie tylko bohaterowie pozytywni nie są nietykalni, ale i to, że nie ma taryfy ulgowej dla sympatycznych bohaterów drugoplanowych. Poziom brutalności filmu jest także czymś nowym w cyklu. Rating R miał już „Deadpool”, ale tam przemoc była dużo bardziej umowna. A „Logan” rozlał więcej krwi niż cały dotychczasowy filmowy Marvel. Film w swych scenach akcji jakby manifestacyjnie odcina się od rozbuchanego wizualnie stylu marvelowskich ekranizacji. Jest oczywiście efektownie, jest dynamicznie, ale nie ma tu walących się budynków, niszczonych miast, spadających z nieba superlotniskowców. Mamy tylko ostrą walkę wręcz, a scena nakręcona z największym rozmachem jest sceną statyczną. A to kolejne podkreślenie ambicji nakręcenia czegoś innego niż dotychczas. Filmu superbohaterskiego, w którym ważniejsze od tego, kto ma jakie moce, jest to, że ktoś zapomniał wziąć odpowiednich pigułek.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
5. Toni Erdmann
(2016, reż. Maren Ade)
Nagroda w Cannes, nominacje do Złotych Globów, nominacja do Oscara dla filmu nieanglojęzycznego, liczne filmowe nagrody, świetne recenzje, regularna obecność na listach najlepszych filmów 2016 roku – lista wyróżnień dla komediodramatu Maren Ade o pewnym praktycznym żarcie, jaki robi ojciec swej zapracowanej córce jest naprawdę długa. Ale są to wyróżnienia ze wszech miar słuszne, bo „Toni Erdmann” to film mądry, poruszający wiele istotnych tematów, a momentami zabawny. Nie należy jednak traktować go jako komedii – przed takim postrzeganiem przestrzegała też reżyserka filmu. Film jest zabawny „przy okazji”, ale bawienie nie jest jego celem. Intryga opowiadająca o próbie wyrwania córki przez ojca z korporacyjnego szalonego kręgu pozwala na poruszanie całkiem pokaźnej puli ważnych, współczesnych tematów – zatracenia w pracy, wyzysku pracowników przez pracodawców, roli kobiet na rynku pracy, wyzysku krajów mniej rozwinięctych przez bardziej rozwinięte, dehumanizacji korporacyjnych procesów, zanikania więzi rodzinnych, osamotnienia. „Toni Erdmann” nie daje łatwych odpowiedzi, ani nie przedstawia rozwiązań. Nawet swych bohaterów – w szczególności tego tytułowego – nie przedstawia w jednoznacznym świetle. Rzeczywistość jest zdecydowanie zbyt skomplikowana.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
6. Jackie
(2016, reż. Pablo Larraín)
Rzadko, ale zdarza się, że egzotyczni (względem Hollywoodu) reżyserzy w swych anglojęzycznych debiutach nie zatracają niezależności artystycznej. Tak było w przypadku „Lobstera” Giorgosa Lanthimosa, i tak jest w przypadku nowego filmu Chilijczyka Pabla Larraína. „Jackie” to bardziej psychodrama niż kino biograficzne. Choć o „Jackie” mówi się głównie w kontekście szeroko nagradzanej roli Natalie Portman, a materiały promocyjne sugerują kolejny melodramatyczny obrazek z życia sławnej kobiety, film w niczym nie przypomina wystawnych produkcji pokroju „Grace, księżnej Monako”. Larraín, autor znakomitych iberyjskich dramatów politycznych, jak „Nie” czy „Neruda”, realizuje tu cudzy scenariusz Noaha Oppenheima (znanego dotąd, co dość zaskakujące, jedynie z młodzieżowych dystopii, jak „Więzień labiryntu” i „Wierna”), ale nie daje się złapać na oscarową przynętę. Jak wielu przed nim, zawęża spektrum do przełomowego momentu z biografii postaci historycznej, jednak proponuje przy tym wizję oryginalną i bezkompromisową.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
7. Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie
(2016, reż. Paolo Genovese)
Punktem wyjścia jest tu wspólna kolacja siódemki znajomych. Wśród grupki są małżeństwa, przyjaciele z lat dzieciństwa. Znają się od lat, plotkują, nie mają przed sobą żadnych tajemnic. Przynajmniej do czasu pomysłu nietypowej gry towarzyskiej – telefony na wierzch, każdą otrzymaną wiadomością, mejlem czy połączeniem trzeba podzielić się ze wszystkimi przy stole. Jedno spojrzenie na twarze bohaterów wystarczy do oczywistej konstatacji – będzie się działo. Komediowa i wyśmienicie zainscenizowana lekkość „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” nie znosi jednak filmu wyłącznie na z góry określone klimaty kina sytuacyjnego. W istocie opowiada o potrzebie większej otwartości w każdej relacji – małżeńskiej, rodzicielskiej czy przyjacielskiej. W czasach multikomunikacji, związki między najbliższymi słabną i często zanikają. Fizyczna bliskość to nie wszystko. Często wpatrzeni w ekrany smartfonów szukamy odskoczni i ucieczki od rzeczywistości. Klisza? Banał? Być może. Genovese ogrywa to jednak z wdziękiem, miękko, bez napinania fabularnych strun, które burzyłyby swobodny ton całej narracji. Reżyser bowiem nie zadowala się tylko lawirowaniem w obrębie zmyślnie zbudowanego komediowego samograja. Gdzieś między scenami wypełnionymi świetnie wyważonym humorem dostrzeżemy mądre tezy z pogranicza tolerancji, międzyludzkich uprzedzeń, relacji czy nawet skrytych żądzy. Dlatego w tej świetnie napisanej, i jeszcze lepiej zagranej, eleganckiej i szczerze zabawnej komedii, napędzanej przez gamę pełnych postaci, nie trudno odnaleźć refleksje na temat samego siebie. Bo choć wydaje nam się, że wiemy o kimś wszystko, pokusa sprawdzania i drobnego szpiegowania zawsze jest w nas obecna. Czasami jednak niewiedza jest błogosławieństwem.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
8. Lego Batman: Film
(2017, reż. Chris McKay)
„Lego Batman” zaskakuje podwójnie. Po raz pierwszy wtedy, gdy orientujesz się, że to bodaj najbardziej błyskotliwa wizja relacji Batmana z Jokerem w historii kina i najciekawszy film o superbohaterach DC od czasów Tima Burtona – podczas gdy Zack Snyder i spółka stawiają kloca za klocem, twórcy „Lego Batmana” z dobrze znanych klocków budują film całkowicie świeży i diabelnie zabawny. Po raz drugi wtedy, gdy nagle okazuje się, że to wcale nie jest – jak początkowo mogłoby się wydawać – „Deadpool” dla najmłodszych, bo obecne na sali dzieci bawią się raczej średnio; co innego ich rodzice. Jeśli „Shrek” spopularyzował zasadę podwójnego kodowania, która dawała rodzicom odrobinę rozrywki podczas seansów przeznaczonych dla najmłodszych, to „Lego Batman” odwraca wektory. Jasne, jest tu trochę żartów dla nieletnich widzów, ale to przede wszystkim list miłosny do Batmana, który czyta się najlepiej wtedy, kiedy się choć trochę tę postać zna. Efekt był taki, że na moim seansie dzieci rząd niżej przestały w pewnym momencie śledzić akcję i zaczęły skakać po fotelach, a mi się marzyło, żeby odpowiedzialny za ten film zespół przejął wszystkie obecnie tworzone hollywoodzkie franczyzy, od DC po „Pięćdziesiąt twarzy Greya”.
WASZ EKSTRAKT:
90,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
9. Milczenie
(2016, reż. Martin Scorsese)
Największą zaletą „Milczenia” Martina Scorsese są wątpliwości. Nie wątpliwości dotyczące boskiego (nie)istnienia – byłoby to banalne i wtórne. Siłą 160-minutowej epopei o dylemacie zwątpienia są wahające się racje niemogących dojść do porozumienia stron: znajdujących w religii siłę (i ją krzewiących) oraz tych, którzy z tą religią walczą (by zachować integralność własnej kultury). Rodrigues (Andrew Garfield), młodziutki jezuita na niebezpiecznej misji w Japonii XVII wieku, przetrawia na głos to, co widzimy na ekranie, jak gdyby sądził, że bez jego pryzmatu ta opowieść, ta misja – jak gdyby wszystkie starania bez jego osoby nie miały większego sensu. Jak gdyby jego droga ku świętości była tu najważniejsza. Naiwny kapłan w wieku tuż po seminaryjnym chce widzieć w sobie Chrystusowe męczeństwo; równocześnie gra przed swoimi (ginącymi za niego?) wiernymi autorytet moralny. Znamienne, że bohaterowie japońscy nie mają tu osobowości (może z jednym, dwoma wyjątkami), azjatycki „Judasz” popada w groteskę, a tamtejsze kobiety jedynie bełkoczą. Sami europejscy ewangelizatorzy (Garfield, Adam Driver) niezdolni są powiedzieć po japońsku więcej niż kilka słów. Owa arogancja chcących nauczać, lecz niezdolnych się uczyć Europejczyków jakoś składa się w całość z manią krzewiących Jedyną-Prawdziwą-Niezależnie-Od-Szerokości-Geograficznej-Wiarę. Rodrigues swoją niedoświadczoną jeszcze przeszkodami duchowość chce widzieć jako taką, która czyni cuda. Od świętoszkowatej megalomanii do urojeń niedaleko: w jednej ze scen młody kapłan widzi w swoim odbiciu na wodzie oblicze Jezusa. Oto kicz pozorowanej świętości, religijności wyjętej z życia i egocentrycznej, chcącej wznieść się nad ziemię, ulecieć ku niebu, a faktycznie niezdolnej zdjąć spojrzenie z lustra i skierować je na człowieka stojącego tuż obok. Na człowieka, jego cierpienie, odmienność jego światopoglądu i wartość jego kultury.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
10. Sztuka Kochania. Historia Michaliny Wisłockiej
(2016, reż. Maria Sadowska)
Seksuologiczna kontynuacja kinowej sagi o bogach medycyny PRL-u wydaje się o wiele mniej udana niż jej kardiologiczny poprzednik – skrzętnie pomija najbardziej problematyczne tezy głoszone przez tytułową bohaterkę, często razi inscenizacyjną i charakteryzatorską sztucznością (PRL przypomina tu wyobrażenie o tym okresie powstałe w umyśle osoby, która go na oczy nie widziała, a Piotr Adamczyk w tupeciku wygląda jak swojska wersja Donalda Trumpa), sam seks prezentuje natomiast jako ostre rżnięcie w plenerze, czyli w sposób możliwie najmniej rewolucyjny. Mimo tego „Sztuka kochania” potrafi uwieźć, bo scenariusz Krzysztofa Raka jest równie błyskotliwy jak w przypadku „Bogów”, pomysły na poszczególne sceny są odpowiednio efektowne, a klincz, w którym znalazła się Wisłocka, sprawdza się jako motor napędowy fabuły. „Sztuka kochania” doskonale nadaje się dzięki temu na jeden wieczór, ale nie należy sobie obiecywać, że będzie z tego coś więcej.
koniec
6 kwietnia 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Dobry i Niebrzydki: Baby jest jakiś inny
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

21 VII 2017

Samochody, pościgi, strzelaniny, oszałamiający soundtrack. Kino akcji i musical w jednym. Jamie Foxx, Jon Hamm, Kevin Spacey, a z nimi Baby i… Kopciuszek. Nie mogliśmy w naszych dyskusjach pominąć „Baby Drivera” Edgara Wrighta.

więcej »

Dobry i Niebrzydki: Ove chce się zabić
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

14 VII 2017

Kolejny zgryźliwy tetryk na ekranie, próby samobójcze jako element komediowy i wizerunek Szwecji współczesnej i sprzed lat. Dziś rozmawiamy o wchodzącym na ekrany naszych kin nominowanym do Oscara filmie „Mężczyzna imieniem Ove”.

więcej »

Dobry i Niebrzydki: Gdy zajrzy w oczy widmo korozji…
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

7 VII 2017

Po niespecjalnie udanej części drugiej twórcy cyklu o samochodach z oczami rehabilitują się, przygotowując najlepszy i najbardziej dojrzały do tej pory scenariusz. Dziś Dobry i Niebrzydki rozmawiają o „Autach 3”.

więcej »

Polecamy

Baby jest jakiś inny

Dobry i Niebrzydki:

Baby jest jakiś inny
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ove chce się zabić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Gdy zajrzy w oczy widmo korozji…
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pod skorupą
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Superheroina nie z „Playboya”
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oliver Twist i wybuchające siusiaki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Jessica Chastain lobbuje u króla ciepłokluchowego kina
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Denzel jak wino
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ksenomorfy pod prysznicem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Do kina marsz: Czerwiec 2017
— Esensja

Do kina marsz: Maj 2017
— Esensja

Nie przegap: Kwiecień 2017
— Esensja

Oscars 2017 so Sundance
— Wojciech Lewandowski

Wielkopostne podpłomyki
— Wojciech Lewandowski

O pustej Golgocie
— Przemysław Ciura

Esensja ogląda: Kwiecień 2017 (1)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Gabriel Krawczyk, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Nie przegap: Marzec 2017
— Esensja

Esensja ogląda: Marzec 2017 (4)
— Piotr Dobry, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja ogląda: Marzec 2017 (3)
— Piotr Dobry, Marcin Osuch, Jarosław Robak

Z tego cyklu

Najlepsze filmy IV kwartału 2016
— Esensja

Najlepsze filmy II kwartału 2016
— Esensja

Najlepsze filmy I kwartału 2016
— Esensja

Najlepsze filmy III kwartału 2015
— Esensja

Najlepsze filmy II kwartału 2015
— Esensja

„Kick-Ass” najlepszym filmem II kwartału w polskich kinach
— Esensja

Esensja i Stopklatka wybierają najlepsze filmy II kwartału w polskich kinach
— Esensja

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Październik 2015 (2)
— Jarosław Loretz, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja ogląda: Kwiecień 2015 (1)
— Piotr Dobry, Alicja Kuciel, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Styczeń 2015 (1)
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Piotr Dobry, Tomasz Kujawski, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Męskie granie
— Jarosław Robak

Esensja ogląda: Luty 2014
— Sebastian Chosiński, Karolina Ćwiek-Rogalska, Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Styczeń 2014 (1)
— Gabriel Krawczyk, Daniel Markiewicz, Konrad Wągrowski

Nosił wilk razy kilka i trochę go poniosło
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Esensja ogląda: Październik 2013 (3)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Sierpień 2013 (2)
— Sebastian Chosiński, Joanna Pienio, Agnieszka Szady, Kamil Witek

Katana zamiast pazurów
— Jakub Gałka

Tegoż autora

Do kina marsz: Lipiec 2017
— Esensja

Do kina marsz: Czerwiec 2017
— Esensja

Do kina marsz: Maj 2017
— Esensja

Piąty konkurs na recenzję filmową
— Esensja

Do kina marsz: Kwiecień 2017
— Esensja

Do kina marsz: Marzec 2017
— Esensja

Esensja typuje Oscary 2017
— Esensja

Ranking filmów Oscarowych 2017
— Esensja

Do kina marsz: Luty 2017
— Esensja

Najgorsze filmy 2016 roku
— Esensja

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.