Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 września 2017
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXIX

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »

Dobry i Niebrzydki: Pieprzeni kamikadze w kalifornijskim raju

Esensja.pl
Esensja.pl
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski
Dobry i Niebrzydki po raz pierwszy rozmawiają o telewizyjnym serialu – i to z pewnością jest już dobry powód, by tę dyskusję przeczytać. Drugim powodem będzie to, że głównym tematem rozmowy są „Wielkie kłamstewka”, świeżo zakończony znakomity kryminalno-obyczajowy serial HBO z Nicole Kidman, Reese Witherspoon i Laurą Dern w rolach głównych, który już za kilka miesięcy zbierać będzie najważniejsze telewizyjne nagrody.

Staramy się nie spoilować, ale pewnie nam nie wychodzi. W każdym razie nie mówimy kto zabił i kto został zabity.

Jean-Marc Vallée
‹Wielkie kłamstewka›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWielkie kłamstewka
Tytuł oryginalnyBig Little Lies
Dystrybutor HBO
Data premiery20 lutego 2017
ReżyseriaJean-Marc Vallée
ZdjęciaYves Bélanger
Scenariusz
ObsadaReese Witherspoon, Nicole Kidman, Shailene Woodley, Alexander Skarsgård, Adam Scott, Zoë Kravitz, James Tupper, Jeffrey Nordling
Rok produkcji2017
Kraj produkcjiUSA
WWW
Gatunekdramat, kryminał
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Konrad Wągrowski: Uwaga, zacznę od nijak nieudokumentowanej tezy, którą z pewnością można łatwo obalić. Dobry serial obecnie można poznać po dobrej czołówce wspieranej dobrą wiodącą piosenką. W pierwszym „Detektywie” była to „Far from Any Road” The Handsome Family nałożona na niepokojące pejzaże Luizjany, ponure twarze i sceny zbrodni. W „Długiej nocy” – muzyka Jeffa Russo ilustrująca mroczne zakątki Nowego Jorku. W „Rodzinie Soprano” – podroż samochodowa Tony′ego z Manhattanu do New Jersey (pokazująca w gruncie rzeczy przestrzeń rozgrywania się całego serialu) z klimatyczną piosenką „Woke Up This Morning” Alabama 3. Oglądając z DVD „Sopranos”, nigdy tej czołówki nie przewinąłem… I teraz do tej szacownej grupy dołączają „Wielkie kłamstewka”. Intro tego serialu to majstersztyk. Piękne kalifornijskie wybrzeże, kobiety odwożące swe dzieci do szkoły, jadące cudownie położoną autostradą. Sielanka, ale bohaterki widzimy tylko od tyłu, nie wiemy, co się dzieje w ich głowach. A potem w szkole dziecięce pląsy, z jednej strony pozornie pogodne, ale budzące coraz silniejszy niepokój. I dorośli naśladujący dzieci… Sielanka i niepokój, mroczne sekrety ukryte pod pozorami idealnego życia. Ta czołówka właściwie określa już i temat, i klimat serialu, i nie trzeba po niej już więcej oglądać…
Piotr Dobry: Coś w tym jest, czołówkę pierwszego „True Detective” oglądałem na YouTubie jeszcze długo po zakończeniu serialu. Dodam, że w „Wielkich kłamstewkach” tym tajemniczo pięknym scenom, które opisałeś, towarzyszy utwór „Cold Little Heart” Michaela Kiwanuki, pochodzący z zeszłorocznej płyty wokalisty, „Love & Hate”, doskonałej i chyba trochę niedocenionej, a przynajmniej – nie dość nagłośnionej.
KW: No to sukces serialu powinien ją nagłośnić. Czy w ogóle określiłbyś „Wielkie kłamstewka” mianem kryminału? Niby mamy tu zwłoki, ale trudno mówić o śledztwie. Zwłaszcza że głównym pytaniem przez całą serię jest nie to, kto zabił, ale kto… został zabity. A może to po prostu poszukiwanie nowych formuł dla kryminalnych opowieści?
PD: To nie jest zupełna innowacja w kryminale, choćby w „Gniewie” Miłoszewskiego już na początku mordercą okazuje się główny bohater i cała zagadka koncentruje się właśnie wokół tego, kogo i dlaczego zabił.
KW: Nie do końca jednak, bo w „Gniewie” główną linią fabularną jest inne śledztwo – w sprawie kości badanych przez prokuratora Szackiego, początkowa scena to tylko taki haczyk na czytelnika.
PD: No tak, ale podobnie początkowa scena „Wielkich kłamstewek” to tylko taki haczyk na widza, bo serial nie jest przecież kryminałem per se, lecz głównie opowieścią obyczajową. Mam zresztą inne przykłady, np. „Kryminalistkę” Joanny Jodełki. Poza tym to motyw obecny także w serialach grozy, np. w „The Walking Dead” Negan zabija kogoś w ostatniej scenie sezonu, a na wyjaśnienie tożsamości denata widzowie muszą czekać pół roku. Z tym że w „Kłamstewkach” obie zasadnicze kwestie – kto zabił i kto został zabity – pozostają niewyjaśnione do samego finału, zatem rzeczywiście możemy mówić o dość nowatorskim rozwiązaniu.
KW: Cała koncepcja, pochodząca zresztą z powieści australijskiej pisarki Liane Moriarty, nie jest jakoś specjalnie oryginalna. Mamy tu idealną z pozoru społeczność, w której podskórnie buzują emocje i konflikty, które muszą wypalić. Mamy połączenie opowieści obyczajowej i kryminalnej. Od razu nasuwają się skojarzenia z podobnie skonstruowanym „Desperate Housewives”. Ale o ile „Desperate Housewives” było zwyczajnie za długie i dobre wątki rozmywało w coraz mniej przemyślanych, nie będąc zbyt konsekwentne w portretowaniu swych bohaterek (i nieco mniej istotnych bohaterów), o tyle zwarta siedmioodcinkowa formuła „Big Little Lies” wyraźnie serialowi służy. Można też szukać pokrewieństwa z „Twin Peaks”, ale wiemy, że nie o krytyczne spojrzenie na małomiasteczkową społeczność tak naprawdę Davidowi Lynchowi chodziło…
PD: Ja zaprotestuję, że nie jest to opowieść oryginalna. Skojarzenie z „Gotowymi na wszystko” jest oczywiste, te konstrukcje mają niejeden wspólny element, ale na tej samej zasadzie, na jakiej są podobne kolejne komedie romantyczne czy filmy o zombie. W „Kłamstewkach” mamy np. nieobecny w „Gotowych na wszystko” motyw przesłuchiwanych nauczycieli, sąsiadów, znajomych, którzy robią tu za swoisty chór grecki. Nie tylko podsuwają sugestie i mylą tropy w trakcie trwającego poniekąd poza kadrem śledztwa, ale też zgryźliwie i dowcipnie komentują postępki głównych bohaterów.
KW: Albo w swych komentarzach całkowicie trafiają kulą w płot. Dla mnie to nawet nie jest komentarz, ale raczej uzupełnienie wizerunku społeczności Monterey – złośliwej, wścibskiej, czasem niespecjalnie rozgarniętej.
PD: Czyli całkiem typowej. Ale idźmy dalej – niepodjęty w „Gotowych…” wątek przemocy wśród dzieci w „Kłamstewkach” dość chyba niespodziewanie wyrasta na jeden z ważniejszych motywów, i to zarówno w aspekcie obyczajowym, jak i kryminalnym – szkolne śledztwo robi tu przecież trochę za mini-kopię tego zasadniczego. No i jest jeszcze jeden „whodunit” – z niezidentyfikowanym gwałcicielem.
KW: Wątek przemocy dziecięcej jest całkowicie pozaekranowy – jest o niej mowa, ale jej nie widzimy i tak naprawdę do ostatniego odcinka nie mamy pewności, czy ona miała w ogóle miejsce. Dlatego nie nazwałbym tego głównym wątkiem, a na pewno nie w sensie, że serial stara się coś powiedzieć na ten temat – może poza tym, że zło w świecie dzieci pochodzi ze świata dorosłych.
PD: Nie nazywam tego przecież „głównym wątkiem”, ale moim zdaniem serial nie tylko mówi „coś” na ten temat – on mówi dużo na ten temat. Nie tylko bardzo realistycznie ukazuje wpływ toksycznych dorosłych zachowań na dzieci, rozbija to powszechne przekonanie, że „dzieci nie widzą, co się dzieje”, ale także przejmująco pokazuje reakcje dzieci na przemoc we własnym mikrokosmosie, reakcje dzieci manipulowanych przez inne dzieci, reakcje przewrażliwionych (czasem słusznie) rodziców na przemoc wobec własnych dzieci, wobec cudzych dzieci, reakcje pedagogów, władz elitarnej szkoły na problem, wątek dziecięcego psychologa, wątek dziecka pochodzącego z gwałtu, a co za tym idzie – przemocy przekazywanej w genach. No, to wszystko to wcale nie jest takie „nic”.
KW: Nie wspomniałeś o jeszcze jednej kwestii, która dobitnie zostaje ukazana w finałowych scenach – o feministycznej wymowie całości. Bo przecież ten serial mówi, że kobiety mają swoje wady, swoje animozje, potrafią (dosłownie!) rzucać się sobie do oczu, ale w obliczu męskiej opresji wszystko to idzie w zapomnienie i decydująca staje się solidarność wobec niej.
PD: Nie wspomniałem, bo „siostrzeństwo” to jest przecież dość powszechny motyw w świecie seriali, babska solidarność ponad podziałami to akurat zbieżny wątek „Kłamstewek” i „Gotowych na wszystko”, ale także „Seksu w wielkim mieście”, „Dziewczyn”, „Niepewnych” i tak dalej.
KW: No dobra, ale to jest specyficzna babska solidarność. Budząca się tu w dwóch w specyficznych okolicznościach. Po pierwsze – gdy chodzi o macierzyństwo, bo porozumienie między Renatą i Jane zostanie nawiązane, gdy same spojrzą na tę drugą przez pryzmat bycia matką (swoją drogą, scena gdy Jane otwiera się przed Renatą była bardzo wzruszająca). Po drugie – w obliczu męskiej przemocy, w której na dramatyczny czyn zdobywa się nawet osoba słabo do tej pory zaangażowana w relacje z innymi kobietami. Nie wiem, może nadinterpretuję, ale wydaje mi się, że była tu wyjątkowa chęć podkreślenia przewagi kobiet nad mężczyznami w rozpoznawaniu, co jest naprawdę ważne. Bo mężczyźni zresztą, za wyjątkiem Eda, są w tym serialu mniejszymi lub większymi bucami.
PD: A tu się zgadzam w całej rozciągłości. I w kwestii bucerii facetów, i w kwestii „nadinterpretacji”. Lubię nadinterpretacje, bo to takie lepsze interpretacje. A poza tym i mnie „Kłamstewka” zdają się na swój specyficzny sposób wyjątkowe w zobrazowaniu siły „sióstr”, choć trzeba zajrzeć pod powierzchnię, by to dostrzec.
KW: Ale i tak będę się jednak upierał, że o jakości „Wielkich kłamstewek” decyduje w większym stopniu forma, nie treść. Bardzo mi się podobały te zwodnicze tropy – mówiliśmy już o „greckim chórze” mieszkańców miasteczka, ale też pojawiają się liczne retrospekcje, co do których nigdy nie mamy pewności, czy pokazują przeszłe wydarzenia, czy też wyobrażenia danej postaci.
PD: Tak, to było świetne. I generalnie co do wyższości formy nad treścią wcale nie zamierzam oponować, powyżej zauważam tylko tyle, że treść też tu jest, i to całkiem sensowna, wyrastająca jednak ponad standardy opery mydlanej, jak to niekiedy „Kłamstewka” złośliwie bywają spłycane.
KW: Ojej, naprawdę? Przyznam, że nie spotkałem się z takim podejściem. Ale w sumie skoro znakomite „Jak ojciec i syn” Hirokazu Koreedy porównywane było z „Trudnymi sprawami” z Polsatu, to zakładam, że marudzący potrafią wymyślić każde porównanie… Bo jednak przecież mamy tu do czynienia ze zwartym serialem o doskonale poprowadzonej intrydze, który naprawdę mówi O CZYMŚ. O przemocy domowej, o opresji, o życiowych wyborach, o współczesnej rodzinie, o rodzicielstwie. O właśnie – mówiliśmy o złym wpływie agresywnych rodziców na zachowanie dzieci, ale w serialu jest też inna kwestia, symbolizowana przez Renatę Klein – owe, opisane, „helicopter parenting”, rodzicielska nadopiekuńczość.
PD: Tam zresztą pada dobitna sugestia, bodaj z ust dyrektora szkoły, że „helicopter parents” to mało, by opisać rodziców z Monterey, to są raczej „pieprzeni kamikadze”. I tak – to kolejny fascynujący aspekt serialu.
KW: Trochę pewnie wejdę w truizmy, ale warto wspomnieć o tym, że telewizji służy autorskie podejście do kręcenia serialu. Zwyczajowo nikt nie kojarzył nazwiska reżysera odcinka, który zresztą był tylko wymienialnym rzemieślnikiem, i w każdej serii reżyserią zajmowało się zwykle na przemian kilka osób, ale ostatnio mamy modę na to, by całość podpisywał jeden reżyser. I tak w pierwszym sezonie „Detektywa” za wszystkimi odcinkami stał Cary Joji Fukunaga (dodajmy, że sześciu reżyserów drugiego sezonu wyraźnie nie wyszło serii na dobre), „Długą noc” robił Steven Zaillian, a całe „Wielkie kłamstewka” objął nie byle kto, bo sam Jean-Marc Vallée, twórca świetnego „C.R.A.Z.Y.”, „Młodej Wiktorii”, czy wreszcie nominowanego do Oscara „Witaj w klubie”. Dodajmy też, że serial był kręcony w sposób filmowy, w jednym ciągu, co zaowocowało dużo krótszym czasem zdjęciowym niż w przypadku zwyczajnego podejścia do seriali.
PD: Tak, i w efekcie dostajemy w zasadzie siedmiogodzinny film. Takie podejście bardzo dobrze robi na spójny klimat całości. Vallée i jego stały współpracownik, operator Yves Bélanger, podobnymi ziarnistymi pastelami, z jakich znamy ich z kina, pięknie oddają rozmarzoną i zarazem niepokojącą atmosferę nadmorskiego miasteczka. Bardzo „filmowa” jest też obsada, co we współczesnej telewizji stanowi niby standard, ale tu grają naprawdę wielkie nazwiska, w tym dwie laureatki Oscarów…
KW: …a trzecia z aktorek miała dwie nominacje i parę Złotych Globów. Pogadajmy więc o aktorstwie. Team Nicole Kidman czy Team Reese Witherspoon?
PD: Team Shailene Woodley. Dlatego że ma najmniej efektowną rolę ze wszystkich, a wywiązuje się bez zarzutu. Ale i Reese – nie wiem, jak ona to robi, że znów daje nam postać, która teoretycznie powinna drażnić, a nie sposób jej nie lubić.
KW: To rola bardzo zgodna z temperamentem Reese Witherspoon, przecież widać w niej nawet pewne elementy „Legalnej blondynki”. Poza tym z jej dylematami – brakiem stabilności uczuciowej, problemami w wychowywaniu dorastającej córki wspólnie z byłym mężem, łączeniem troski o dzieci z pragnieniem samorealizacji. W porównaniu do książkowego pierwowzoru ta postać zresztą została pogłębiona – kluczową dla niej historią pozamałżeńskiego romansu, którego w powieści nie było.
PD: O, to ciekawe. Ale musisz wiedzieć, że zaimponowała mi także Nicole Kidman w swojej najlepszej roli od lat – niby kolejna „posągowa królowa” w jej portfolio, ale Celeste budzi empatię, jaką postaci Nicole budzą we mnie raczej rzadko. No i tradycyjnie kapitalna Laura Dern.
KW: Wiedziałem, że o Nicole Kidman wspomnisz na końcu! No, prawie na końcu. A ja mam wrażenie, że w ocenie jej ról szkodzi jej ciągłe postrzeganie jej przez pewien pryzmat celebrytozy, umniejszający jej dokonania. Ileż było marudzenia o Oscara za „Godziny”. A w „Wielkich kłamstewkach” jest znakomita – nie tylko w emocjonalnych scenach rodzinnych, ale też w różnych drobnych gestach, zachowaniach. Zwróciłeś uwagę, jak kapitalnie gra ciałem w czasie terapii małżeńskiej, gdy wypowiada się jej mąż?
PD: Zwróciłem. I faktem jest, że ten serial aktorsko „robią” właśnie takie drobne gesty, rutyniarskie czynności, sposób, w jaki aktorki i aktorzy patrzą – czasem na partnerkę lub partnera z planu, czasem za horyzont, w nicość. Nie zapominajmy też o świetnych rolach dziecięcych.
KW: Zwłaszcza chłopca odtwarzającego rolę Ziggy′ego, co do którego – tak jak bohaterowie serialu – do końca nie mamy pewności, czy jest krzywdzonym dzieckiem, czy też łobuzem maltretującym inne dzieci.
PD: Zgoda, ale i mała-stara Chloe znakomita, i inne dziewczynki w pomniejszych rolach też bardzo naturalne. Swoją drogą, jakby mechanicznie wpisujemy się w stereotyp, że skoro serial jest „kobiecy” i to kobiety są na pierwszym planie, to role facetów są nieważne i nie warto o nich gadać. A przecież jest tu cały szereg dobrych męskich ról. Zatem – Team Alexander Skarsgård czy Team Adam Scott?
KW: Po namyśle – Adam Scott. Alexander Skarsgård ma jednak łatwiejszą rolę – człowieka miotanego między dwiema osobowościami, ale każda z nich ogrywana była na podobnej nucie. Rola Adama Scotta jest jednak bardziej zniuansowana. To człowiek z pozoru twardo stojący na nogach, o ustabilizowanym życiu, ale targany wewnętrznymi wątpliwościami, wciąż niepewny stałości swego związku (choć mocno kochający żonę), potrafiący również reagować emocjonalnie i nigdy w stu procentach nieprzekonany co do słuszności swoich racji. Nie ukrywam, budził moją sympatię.
PD: Moją też – i tu znów przybiję Ci piątkę. Zabawne skądinąd, że Ed wydaje się najnormalniejszy, najbardziej zrównoważony i zwyczajnie najpoczciwszy z całego Monterey, a nasz „chór grecki” właśnie dlatego przypina mu etykietkę freaka. „Z tym gościem jest coś nie tak” – słyszymy. No bo nie zdradza, nie bije, a jego jedynym „odchyłem” zdaje się zamiłowanie do cosplayów.
KW: Pokusimy się o podsumowanie? Bo wszak rozmawiamy o serialu, który za kilka miesięcy zgarnie najważniejsze Emmy i Złote Globy. Poza tym, co już powiedzieliśmy – świetny scenariusz, znakomite aktorstwo, niebanalna treść, ciekawe pomysły formalne – chciałbym dodać, że „Wielkie kłamstewka” po prostu oglądało mi się niesamowicie przyjemnie, jak mało co od dawna w telewizji. Nie wiem, czy decydowała o tym bardziej właśnie precyzyjna konstrukcja, świetna galeria doskonale scharakteryzowanych postaci, czy po prostu cudne kalifornijskie widoki, w pięknych kolorach i pięknie sfotografowane, ale nie mogę nie wspomnieć o tej zwykłej widzowskiej frajdzie. Coś dodasz?
PD: Tylko tyle, że natychmiast muszę odpalić na YouTubie czołówkę z piosenką Kiwanuki, bo nie wytrzymam. Aha, i jeszcze apel do HBO – darujcie sobie drugi sezon, zostawcie tak jak jest, błagam.

koniec
7 kwietnia 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Dobry i Niebrzydki: Małpowanie uczłowiecza
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

22 IX 2017

To już trzeci w tym roku i w naszym cyklu dyskusji, po „King Kongu” i „Wojnie o Planetę Małp”, film z człekokształtnymi, choć tym razem może w bardziej drugoplanowych rolach – krótko mówiąc, rok 2017 Rokiem Małpy. Ale poza tym w nagrodzonym Złotą Palmą w Cannes „The Square” Rubena Östlunda zobaczycie też ludzi z ich problemami, satyrę na sztukę współczesną i dużo, dużo więcej.

więcej »

Dobry i Niebrzydki: Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

15 IX 2017

Czy klauni są śmieszni, czy raczej jednak straszni i jak nazywa się jednostka chorobowa oznaczająca lęk przed osobami z białą twarzą i domalowanym uśmiechem? O czym należy pamiętać, gdy chce się wziąć za kręcenie filmu na podstawie dzieła Stephena Kinga? Czy twarz Pennywise’a z 1990 roku była doświadczeniem pokoleniowym? I jak w ogóle udało się to nowe „To”? Dobry i Niebrzydki dziś nie mogą pominąć najnowszej ekranizacji jednej z najsłynniejszych powieści króla literackiego horroru.

więcej »

Dobry i Niebrzydki: Homonarodowiec czyta Konstytucję
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

8 IX 2017

Dziś na nasze ekrany wchodzi chorwacka „Konstytucja”, a ponieważ Konstytucja RP w ostatnich miesiącach stała się dość gorącym tematem, sprawdzamy, czy bałkański film można jakoś odnosić do polskich realiów.

więcej »

Polecamy

Małpowanie uczłowiecza

Dobry i Niebrzydki:

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Homonarodowiec czyta Konstytucję
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Szekspir na Pacyfiku
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ferris Bueller kontra Władysław Frasyniuk
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Cezar - szympans, który został Mojżeszem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ucieczka do zwycięstwa
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Baby jest jakiś inny
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ove chce się zabić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Gdy zajrzy w oczy widmo korozji…
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Homonarodowiec czyta Konstytucję
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Szekspir na Pacyfiku
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ferris Bueller kontra Władysław Frasyniuk
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Cezar - szympans, który został Mojżeszem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ucieczka do zwycięstwa
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Baby jest jakiś inny
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ove chce się zabić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Gdy zajrzy w oczy widmo korozji…
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Marzec 2015 (2)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Dokąd oczy poniosą, a scenariusz pozwoli
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Co nam w kinie gra: Witaj w klubie
— Konrad Wągrowski

Kowboj, który został człowiekiem
— Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Esensja ogląda: Wrzesień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Dwa Brzegi 2017
— Konrad Wągrowski

Transatlantyk 2017: Osiem festiwalowych filmów
— Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Sierpień 2017 (1)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry

Transatlantyk 2017: Sery, wina, trufle i crème brûlée
— Konrad Wągrowski

Transatlantyk 2017: Śmierć indiańskiej dziewczyny
— Konrad Wągrowski

Transatlantyk 2017: Wojna cywili
— Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Lipiec 2017
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Anna Nieznaj, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja czyta dymki: Czerwiec 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Esensja czyta dymki: Kwiecień 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.