Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 11 grudnia 2017
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Dobry i Niebrzydki: Jessica Chastain lobbuje u króla ciepłokluchowego kina

Esensja.pl
Esensja.pl
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski
Dziś rozmawiamy o „Miss Sloane” – dramacie politycznym o korupcji, lobbingu i ograniczeniu dostępu do broni z Jessiką Chastain w roli głównej. Film wchodzi dziś do polskich kin, a my z tej okazji rozważamy też przyczyny słabości rodzimego kina politycznego i typujemy Morgana Freemana do roli Tadeusza Mazowieckiego.

John Madden
‹Sama przeciw wszystkim›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSama przeciw wszystkim
Tytuł oryginalnyMiss Sloane
Dystrybutor Kino Świat
Data premiery2 czerwca 2017
ReżyseriaJohn Madden
ZdjęciaSebastian Blenkov
Scenariusz
ObsadaJessica Chastain, Gugu Mbatha-Raw, Michael Stuhlbarg, Michael Caine, Christine Baranski, Alison Pill, John Lithgow, Jake Lacy
MuzykaMax Richter
Rok produkcji2016
Kraj produkcjiFrancja, USA
Czas trwania132 min
Gatunekdramat, thriller
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Konrad Wągrowski: Przyznam, że lubię te amerykańskie budujące opowieści o walce jednostki z systemem. A lubię je jeszcze bardziej, gdy są doprawione nutką goryczy, pozostając przy tym wyrazem wiary w moc naprawiania świata. I takim filmem jawi mi się właśnie „Miss Sloane” (kretyńsko przełożona na polski jako „Sama przeciw wszystkim”). Bowiem, choć bohaterka kryształowa nie jest, choć mamy tu dużo makiawelicznego „cel uświęca środki”, to twórcy nie pozostawiają wątpliwości, po czyjej stronie jest słuszność i jaką drogą należy iść.
Piotr Dobry: Tak, mnie też ujęło przesłanie filmu wymierzone w masowy dostęp do broni. I też lubię te historie o walce Dawida z Goliatem osadzone w kontekście polityczno-sądowniczym, ale zarazem widziałem ich już tak dużo, od optymistycznych dramatów Capry przez mroczne thrillery Lumeta po różniaste adaptacje Grishama, że mam prawo być wybredny. Stąd też uważam „Miss Sloane” za film przeciętny, bo co my tu mamy?
KW: Mamy tu aktualne tematy politycznej korupcji, absurdów politycznego lobbingu nałożone na jeszcze bardziej aktualny w USA temat wzrostu kontroli broni palnej. Nie znając nawet treści filmu, środowiska związane z NRA (National Rifle Association) organizowały głośne protesty. Ale temat broni wcale nie jest głównym tematem filmu, można by bezpiecznie zastąpić go np. polityką imigracyjną czy walką o jakąś formę Obamacare. Bo jednak celem jest próba ukazania zakulisowej polityki, amoralnych działań stojących za przepychaniem lub utrącaniem ustaw, tego, jak polityka oderwała się od rzeczywistości i potrzeb społecznych. Czyli coś, co doskonale – choć w innej formie – znamy z domu. Też odebrałeś to jako główny wątek?
PD: Tak. I właśnie dlatego żałuję, że tego filmu nie nakręcił ktoś z większym temperamentem niż John Madden, król ciepłokluchowego kina spod znaku „Zakochanego Szekspira” czy „Hotelu Marigold”. Bo jeśli film nie mówi nam nic nowego, to mógłby być chociaż mniej rozmemłany od strony formalnej – choćby na poziomie takiej „Firmy” Sydneya Pollacka czy „Wroga publicznego” Tony’ego Scotta, obu nieżyjących już niestety rzemieślników wysokiej klasy. A tak, jedyne co w „Miss Sloane” jest naprawdę wyraziste i na dłużej zapadające w pamięć, to rola Jessiki Chastain.
KW: Nie da się ukryć, że cały film leży na ramionach Jessiki Chastain (choć chyba ciepłe wzmianki należą się Michaelowi Stuhlbargowi i zwłaszcza Gugu Mbacie-Raw), która daje show, ale nie uważasz, że czasem nieco szarżuje?
PD: Myślę, że jej chwilowe szarże to raczej efekt kiepskiej reżyserii i niedobrych dialogów. Mamy tu sporo prawniczo-korporacyjnego bełkotu, efekciarskich bon motów (jak anegdota o zakonnicy) obliczonych jak od linijki na wywołanie w widzu pożądanej reakcji. Czasem się to udaje, owszem, ale czasem też wypada strasznie drętwo. Uśmiechnąłem się pod nosem w momencie, gdy któryś z drugoplanowych bohaterów zwrócił uwagę lobbystce granej przez Chastain, że plecie okropne banały, na co ona odrzekła, że ludzie potrzebują właśnie banałów. Tak z boku brzmi to może na zamierzony żart na poziomie meta, ale na ekranie wygląda na przypadkową, niefrasobliwą autokrytykę.
KW: No dobra, choć zgadzam się, że jakieś reżyserskie fajerwerki by tu nie zawadziły, spróbuję trochę pobronić filmu. Bo jednak postać tytułowa wydaje mi się całkiem interesująca, nie jakaś tam idealistka, ale osoba, której motywacja nie jest oczywista: przebudzenie wyrzutów sumienia na pewnym etapie kariery lobbystki, czy też pragnienie nowego wyzwania, zwycięstwa w najtrudniejszym meczu, nawet zwycięstwa okupionego autodestrukcją? Odważnym pomysłem jawi mi się też postawienie w centrum filmu, w głównej, w sumie pozytywnej roli, lobbystki – do tej pory w filmach fachu traktowanego podobnie jak alfons (mieliśmy już w filmach nawet sympatycznych seryjnych morderców i zabójców na zlecenie, ale nie mieliśmy jeszcze sympatycznego alfonsa czy lobbysty – jak cię znam, zaraz znajdziesz kontrprzykłady). Bo może rzuca to nowe światło na samo zjawisko politycznego lobbingu, jako fachu nieeleganckiego, ale w dzisiejszym świecie czasem nieodzownego?
PD: Tyle że tytułowa Miss Sloane nie jest postacią sympatyczną. Alfonsi jako protagoniści, którzy budzą jako taką empatię? Terrence Howard w „Hustle & Flow”, mściciel z koreańskiego „Chasera”, Alfons van Worden z „Rękopisu znalezionego w Saragossie”. Przepraszam, musiałem. A lobbyści dający się lubić? Tak z marszu przychodzi mi do głowy jedynie Aaron Eckhart z niedocenianego „Dziękujemy za palenie”.
KW: No i finałowy twist mi się w sumie podobał, bo choć byłem pewien, że bohaterka trzyma coś w zanadrzu, to nie domyśliłem się, co to może być.
PD: Tak, finał jest zdecydowanie najmocniejszą stroną fabuły. I najbardziej emocjonującym, zaraz obok sceny napadu na Esme Manucharian graną (świetnie) przez Gugu Mbathę-Raw, z tym że ta scena jest zarazem tak naciągana, że aż zacząłem podejrzewać, że wybawiciel Esme też jest podstawiony. No i jeszcze ten szlachetny żigolo…
KW: Zgodzę się, że wątek „chłopaka do towarzystwa” był topornym pomysłem na budowanie tożsamości panny Sloane i w sumie nic do filmu nie wnosił.
PD: Zapewne tak właśnie Madden wyobraża sobie „zimną korporacyjną sucz” – musi płacić nawet za seks. Z drugiej strony, wątek prywatny, choć faktycznie koślawy, wyprowadzał nas chociaż co jakiś czas z „ołpen spejsów” ze szkła i metalu.
KW: Konwencja politycznego thrillera dobrze sprawia się w realiach amerykańskich, udane tytuły można wyliczać tuzinami. Wygląda jednak na to, że przeszczepienie na polski grunt tego gatunku nie jest możliwe. Kulisy władzy w polskim kinie pojawiają się w jakiejś strywializowanej formie w filmach sensacyjnych, z kolei serialowe projekty mające ambicje pokazania rodzimej polityki – „Ekipa”, „Pakt 2” – zmieniały się w jakieś kuriozalne parodie, wersje „jak mały Jasio wyobraża sobie świat wielkiej polityki”, i raziły totalnym oderwaniem od rzeczywistości. Nie da się nakręcić dobrego filmu o prawdziwej polskiej polityce?
PD: Niemal całe kino Pasikowskiego i Krauzego kręci się wokół polskiej polityki, często jest to kino udane, choć rozumiem, że chodzi ci bardziej o kino spod znaku „courtroom drama” czy „House of Cards”, niż sensacyjnych opowieści o mafii i skorumpowanych gliniarzach. W tym kontekście najbliższy ideału wydaje mi się „Układ zamknięty” Bugajskiego, oparty na faktach (co zawsze wzmacnia siłę rażenia), dobrze zagrany i przede wszystkim celnie punktujący wynaturzenia systemu. Gajos i Kaczor są tam zresztą trochę jak Sam Waterston i John Lithgow w „Miss Sloane” – dystyngowani starsi panowie, autorytety, a jednak kanalie.
KW: Ale mi chodzi o filmy o tym, „jak się robi politykę”. O kulisach władzy. O politycznej strategii, o ukrytym dnie podejmowanych decyzji lub chaosie z jakiego wynikają (zapewne ten chaos lepiej opisze polskie realia). O aferze Rywina, pustoszejącej lodówce, ośmiorniczkach, grze Smoleńskiem… Wiem, film o Smoleńsku już był… Rozumiem, kręcenie filmu o współczesnej polityce będzie zawsze albo opowiedzeniem się po którejś ze stron (nawet wbrew woli twórcy), albo oderwanym od realiów banałem. Ale można sięgać wcześniej – gry polityczne z czasów kształtowania się rządu Mazowieckiego, Olszewskiego, czy wreszcie tło wspomnianej afery Rywina. Ale u nas nikt nie waży się tknąć takich tematów. Ciekawe, czy w ogóle kiedykolwiek takiej odwagi ktokolwiek dostąpi.
PD: „Superprodukcja” Machulskiego była poniekąd komentarzem do afery Rywina. Przynajmniej według słów samego reżysera. No, ale mówimy tu o wyjątkowo nędznej komedii odnoszącej się do rzeczywistych wydarzeń ewentualnie w podtekstach. Później, jak pamiętam, film o aferze Rywina chciał kręcić sam Rywin. Planował opowiedzieć, jak został rzekomo wrobiony przez kolegów. Co zaś do młodego kina politycznego – Kuba Czekaj ma zaraz kręcić „Sorry, Polsko”, za którego scenariusz dostał Nagrodę im. Kieślowskiego na ostatnim festiwalu w Cannes. Generalnie jednak wydaje mi się, że młodzi twórcy – podobnie jak i my – są zmęczeni nadmiarem polityki w naszym życiu codziennym, i być może dlatego uciekają od tych tematów, chcą robić filmy bardziej intymne, skupione na zwykłych ludziach. Albo kino gatunkowe, które u nas, pomijając kolejne denne komedie romantyczne i dresiarskie kino Patryka Vegi, wciąż przecież kiełkuje. Nieprzypadkowo najgłośniejszy na Zachodzie polski film ostatnich lat, musical-horror o syrenach, w kraju przeszedł niemal bez echa. Myślę, że kiedy dojdziemy do punktu, gdy ambitne kino gatunkowe trafi do naszego krwiobiegu, nie będzie już osobliwością, dziwnością konsternującą nieprzyzwyczajonego widza, to znajdzie się i miejsce dla politycznych thrillerów o kulisach władzy. Nie ma co się jednak czarować, że kiedykolwiek dorównamy w tym względzie Amerykanom, Brytyjczykom czy Skandynawom.
KW: A mi się wydaje, że filmowcy nie tyle są zmęczeni, ile po prostu boją się tematów – bo jednak w jakimś stopniu uzależnieni są od kaprysów władzy, od tego, kto akurat rządzi, a ci mogą się zmieniać. Dlatego każdy, jeśli już bierze się za politykę, woli uciekać w totalną fikcję bądź poprzestawać na niedopowiedzeniach. W tym momencie jedynym filmem politycznym ostatnich lat jawi się „Smoleńsk”, ale, abstrahując już od samej jakości scenariusza, nawet tu nie pojawia się pewna kluczowa postać, wokół której przecież polityka się kręci – i to nawet nie pojawia się w jakiejś fikcyjnej wersji. Wychodzi mi więc, że film o wojnach między Tuskiem i Kaczyńskim, Kwaśniewskim i Millerem, aferze Rywina, klęsce Komorowskiego w wyborach 2015 (czy to nie byłby też ciekawy materiał na film polityczny?), czy nawet o roku 1989, pojedynku Mazowiecki-Wałęsa (wiem, byli słabi „Gracze”, ale rzeczywiście byli), Kwaśniewski-Wałęsa – musiałby nakręcić jakiś cudzoziemiec…
PD: Tylko wtedy zawsze jest ryzyko pewnego spłaszczenia materii, odrealnienia, jak na przykład w niedawnym „Azylu”, gdzie chwalona dziś przez nas Jessica Chastain grała Antoninę Żabińską – i tradycyjnie grała dobrze, ale sam film wypadł jednak zbyt miałko w stosunku do ciężaru tematu. Co jakiś czas zresztą pojawiają się u nas pomysły rzucane przez samych polityków, pomysły typu „Mel Gibson jako Jan III Sobieski”, i szybko upadają. Chyba na szczęście.
KW: E tam na szczęście – nie obejrzałbyś Mela Gibsona w roli Jana Trzeciego? Albo Morgana Freemana w roli Tadeusza Mazowieckiego? Jack Black (z wąsem) jako Lech Wałęsa? Ben Kingsley jako Antoni Macierewicz? Damian Lewis (Brody z „Homeland”) jako Donald Tusk? Rupert Grint (Ron Weasley) w jego młodszej wersji? John C. Reilly jako Jarosław Kaczyński? Shut up and take my money!
koniec
2 czerwca 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Nasi u nas
Jarosław Loretz

11 XII 2017

Nasze kino na ogół stroni od fantastyki. Bywa jednak, że drobne odniesienia do niej znajdują się w zupełnie niespodziewanych miejscach.

więcej »

Dobry i Niebrzydki: Podręczne z Kairu
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

8 XII 2017

Czarny kryminał wiecznie żywy – dziś rozmawiamy o przeniesieniu Chandlerowskich schematów do współczesnego Kairu w bardzo dobrym „Morderstwie w hotelu Hilton” Tarika Saleha.

więcej »

Kręgi Gwiezdnych Wojen
Szymon Charko

5 XII 2017

Zbliżająca się wielkimi krokami premiera „Ostatniego Jedi” to dobra okazja, aby spojrzeć jeszcze raz na jego poprzednika i perspektywy na to, jak nowa trylogia będzie wyglądała jako całość. Z dystansu prawie dwóch lat wydaje mi się, że spojrzenie krytyków na ten temat przeoczyło kilka istotnych szczegółów.

więcej »

Polecamy

Podręczne z Kairu

Dobry i Niebrzydki:

Podręczne z Kairu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Atak paniki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Do kina marsz: Czerwiec 2017
— Esensja

Z tego cyklu

Podręczne z Kairu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Atak paniki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Kwiecień 2015 (1)
— Piotr Dobry, Alicja Kuciel, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Czy warto spłacić dług przeszłości?
— Joanna Pienio

Szaleństwo bez metody
— Urszula Lipińska

Tegoż autora

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Orlen Cinergia 2017: Na własną rękę
— Konrad Wągrowski

Orlen Cinergia 2017: Długi film o umieraniu
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Listopad 2017
— Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Orlen Cinergia 2017: Kino drogi po rosyjsku
— Konrad Wągrowski

Ekscentryczny wypoczynek w egzotycznej scenerii
— Konrad Wągrowski

Orlen Cinergia 2017: Niemieccy kowboje i bułgarscy Indianie
— Konrad Wągrowski

Orlen Cinergia 2017: Ludzie na skraju załamania nerwowego
— Konrad Wągrowski

Hercules Poirot w szarej strefie moralności
— Konrad Wągrowski

Nie tak ładnie pachniesz
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.