Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 11 grudnia 2017
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Dobry i Niebrzydki: Oliver Twist i wybuchające siusiaki

Esensja.pl
Esensja.pl
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski
Czy film, który zaczyna się od tego, że dziewięcioletni chłopiec zabija przypadkowo swą matkę-alkoholiczkę, to dobra propozycja na seans z dzieckiem? Dziś rozmawiamy o wielokrotnie nagradzanej i nominowanej do Oscara animacji „Nazywam się Cukinia”, którą od piątku można zobaczyć na ekranach (nielicznych) polskich kin.

Claude Barras
‹Nazywam się Cukinia›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNazywam się Cukinia
Tytuł oryginalnyMa Vie de Courgette
Dystrybutor Vivarto
Data premiery2 czerwca 2017
ReżyseriaClaude Barras
ZdjęciaDavid Toutevoix
Scenariusz
ObsadaGaspard Schlatter, Sixtine Murat, Paulin Jaccoud, Michel Vuillermoz, Raul Ribera, Estelle Hennard, Elliot Sanchez, Lou Wick
MuzykaSophie Hunger
Rok produkcji2016
Kraj produkcjiFrancja, Szwajcaria
Czas trwania70 min
WWW
Gatunekanimacja, dramat, komedia
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Piotr Dobry: Na ekranach mamy wreszcie najlepszą europejską animację minionego roku, nominowaną również do Oscara, Złotego Globu i Złotej Kamery w Cannes, wyróżnioną nagrodą publiczności na Warszawskim Festiwalu Filmowym. Pamiętam, że podczas nocy oscarowej obaj trzymaliśmy kciuki za (skądinąd znakomity) „Zwierzogród”. Teraz, znając już „Cukinię”, typowałbyś inaczej?
Konrad Wągrowski: Ojej, strasznie ciężkie pytanie mi zadajesz, przecież to odwieczna zmora krytyki filmowej i osób przyznających nagrody filmowe. Bo jak niby właściwie mam porównywać "Cukinię" i "Zwierzogród"? Zupełnie inne budżety, inne tematy, inne techniki animacyjne, inne grupy docelowe. To jest taki paradoks kategorii najlepszych pełnometrażowych filmów animowanych na Oscarach - trafiają tu czasem bardzo zróżnicowane dzieła.
PD: Ale nie jest tak czasem w każdej kategorii?
KW: Wydaje mi się, że tu zadecydować o nagrodzie jest trudniej niż w głównej kategorii, gdzie mamy z reguły filmy w jakiś sposób kręcone "pod Oscary" i na pewnej płaszczyźnie podobne. A w animacjach mamy dużo większą różnorodność, co zresztą czyni z nich jedną z najciekawszych kategorii - gdybyśmy tylko mogli znać przed ceremonią również te niszowe produkcje…
PD: Tak, ten problem często powraca w naszych dyskusjach.
KW: A odpowiadając na Twoje pytanie - nie. Nadal dałbym nagrodę "Zwierzogrodowi", który dla mnie jest w ogóle jednym z najlepszych filmów animowanych wszech czasów. Co nie zmienia faktu, że "Nazywam się Cukinia" jest filmem pięknym, mądrym i też zasługującym na wszelkie wyróżnienia.
PD: No więc właśnie ja postrzegam "Zwierzogród" równie ciepło, jak ty, ale mam zarazem wewnętrzną potrzebę, by w podobnych sytuacjach nobilitować raczej produkcje pokroju "Cukinii". Bo przyjmując, że oba dzieła mają podobnie dużą wartość, to jest jednak starcie Dawida z Goliatem - skromnej artystycznej produkcji z przeznaczeniem do kin studyjnych z komercyjnym hitem multipleksowym - spełnionym również artystycznie, owszem, ale i wspartym serią gadżetów, pluszaków, kolorowanek, Happy Mealów i czego tam jeszcze. Po prostu na tym etapie Oscar był "Zwierzogrodowi" potrzebny już tylko do podbudowania ego twórców, natomiast "Cukinii" mógł zapewnić większą siłę przebicia - choć oczywiście już sama nominacja jest w tym kontekście nie do pogardzenia.
Okej, słowo o fabule. Dziewięcioletni Ikar, zwany Cukinią, nieumyślnie przyczynia się do śmierci matki-alkoholiczki, po czym trafia do sierocińca, do świata podobnych mu dzieci z rozmaitymi traumami, dzieci porzuconych, molestowanych, bitych, dzieci narkomanów, przestępców, cudzoziemców zagrożonych deportacją (co dodatkowo wzbogaca ten francusko-szwajcarski film o kontekst bardzo na czasie). Na pierwszy rzut oka to zatem film „nie dla dzieci”, ale czy rzeczywiście?
KW: Dodajmy do tego jeszcze dziecko będące świadkiem, jak jeden rodzic na oczach tegoż dziecka zabija drugiego i popełnia samobójstwo. Nie brzmi jak film dla dzieci, nieprawdaż? A mamy tu arcyciekawy przypadek, gdy forma łagodzi przekaz. Wiem, że czytając naszą dyskusję, może być trudno w to uwierzyć, ale wszystkie te traumy podane są w sposób bardzo stonowany i delikatny. Żadnej przemocy dorosłych wobec dzieci nie obserwujemy na ekranie, o wszystkim dowiadujemy się raczej ze spokojnych opowieści dziecięcych bohaterów, dorośli obecni w filmie - poza ciotką Kamili - to osoby troskliwe i odpowiedzialne. Część informacji - na przykład ta o seksualnym molestowaniu - przekazywana jest w sposób zrozumiały jedynie dla dorosłego widza. Do tego cała historia opowiadana jest w dość powolnym, spokojnym tempie. W ten sposób można przekazywać nawet bardzo koszmarne treści w sposób możliwy do przyjęcia dla dziecka (założę się, że treść i forma były pod tym kątem konsultowane z psychologami). Widać, że cały film jest skonstruowany dokładnie według tego założenia - jak przekazać dzieciom prawdę o koszmarach tego świata, nie przerażając ich i ostatecznie dostarczając pozytywne przesłanie. I w realizacji tego celu wychodzi całe mistrzostwo "Nazywam się Cukinia".
Przy okazji: czy sierociniec to dobre słowo? Sierotą jest tu Cukinia i Kamila, rodzice pozostałych dzieci nadal żyją.
PD: Ale te dzieci są sierotami społecznymi, bo przecież sierota to nie tylko dziecko, którego rodzice umarli, ale i takie, które zostało porzucone - albo też rodzicom odebrano prawa do opieki.
Wracając do sedna. Otóż obserwuję taką tendencję, że niemal każdy recenzent „Cukinii” czuje się w obowiązku ostrzec, że film nie jest dla dzieci. Pozwolę sobie się nie zgodzić. Owszem, nie jest dla przedszkolaków, które raczej niewiele by z niego zrozumiały, ale już dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym powinien być lekturą obowiązkową. Niezwykle rzadko trafia się tekst kultury tłumaczący bardzo trudne tematy w tak sugestywny, a zarazem subtelny, wyważony sposób (wnoszę, że pierwowzór literacki stoi na podobnym poziomie, ale nie znam, więc mówię tylko o filmie), stąd też nie widzę powodu, dla którego rodzice nie mieliby zabierać na seans potomstwa. Powiem więcej - to jest film, na który powinny chodzić całe podstawówki. Recenzje, niestety, mocno do tego zniechęcają, więc pozostaje mi liczyć na mądrych rodziców, opiekunów, wychowawczynie czy pedagożki. Nie powinniśmy zamykać dzieci pod kloszem i udawać, że świat jest perfekcyjnym miejscem, bo może się to skończyć jak w „Amerykańskiej sielance” McGregora, która co prawda jest słabą adaptacją wielopłaszczyznowego dzieła Rotha, ale akurat w aspekcie krytyki fasadowego, konformistycznego rodzicielstwa trafia w sedno. To nie jest świat dla nieświadomych dzieci, a zwracanie uwagi na problemy innych wcale nie oznacza od razu końca niewinności, przeciwnie - jeszcze bardziej uwrażliwia i pozwala lżej wejść w dorosłość.
KW: Podczas seansu, na który wybrałem się niestety jako krytyk, który musi po prostu zobaczyć film, by go opisać, a nie jako ojciec, który tak dobiera seans, by jego córka mogła go obejrzeć, cały czas zastanawiałem się, czy chciałbym, aby zobaczyła go moja wrażliwa dziesięcioletnia córka. Po seansie stwierdziłem, że tak - przecież ten film pełni swoistą funkcję terapeutyczną, niczym dawne straszne baśnie - uwrażliwia dziecko na okropności tego świata, ale na koniec powraca do jakiejś formy bezpiecznej przystani, odpowiada na potrzebę uzyskania przez dziecko wszelkich odpowiedzi i poczucia pewności, że wszystko dla bohaterów zakończy się w jakiś sposób szczęśliwie. I stąd wierzę w to, że dzieci z tego filmu mogą wynieść dużo więcej, niż wydaje się to dorosłym.
Ale swoją drogą, czy niedocenianie mądrości dzieci nie jest czasem odwiecznym problemem dorosłych?
PD: Cóż, przynajmniej filmowcy idą dzieciom w sukurs, bo odnoszę wrażenie, że najwybitniejsze animacje ostatnich lat opowiadają właśnie o trudach dorastania. Ale o ile „W głowie się nie mieści” robi to przy wykorzystaniu standardowej disnejowskiej estetyki, a „Sekrety morza” - z którymi „Nazywam się Cukinia” dzieli wiele przykrych tematów, jak śmierć matki, alkoholizm, dziecięce odreagowywanie poprzez agresję - ucieka się do baśniowego świata legend i mitów, o tyle „Cukinia” to film bardzo realistyczny. Można by nawet rzec, że poprzez formę plastelinowej animacji poklatkowej paradoksalnie udało się twórcom wejść na poziom realizmu nieosiągalny w kinie aktorskim. Też tak to odbierasz?
KW: Tak jest. Forma jest bardzo prosta - plastelinowe ludziki o dużych głowach, nieskomplikowane kartonowe scenografie, tło po prostu dorysowane na tylnej planszy i już. Minimum fajerwerków, maksimum przejrzystości. Ale realizm uzewnętrznia się w innych aspektach - przede wszystkim w zachowaniu filmowych dzieci. Bo ich dialogi brzmią realistycznie (czyż wątek dyskusji między dziećmi na temat tego, jak wygląda stosunek seksualny - "wybuchające siusiaki" - nie jest po prostu genialny?), bo ich zachowania są wiarygodne (wątek tęsknoty za własnymi rodzicami, mimo wiedzy na temat ich okropnych nieraz przewin, jest bardzo smutno prawdziwy), bo nie ma tu czarno-białych bohaterów, bo przedwcześnie dojrzewające dzieci łączą w sobie autentyczną dziecięcą naiwność ze smutną i przedwczesną życiową mądrością.
PD: Skłaniam się wręcz ku tezie, że ten film pokazuje rzeczywistość sierot jak żaden przed nim. Bo przecież topos sieroty jest jednym z najpopularniejszych w kinie (tudzież w literaturze, ze wskazaniem na bajki), tyle że najczęściej pojawia się w konwencji mniej lub bardziej odrealnionej ("Annie", "Matylda", "Hugo", "Lemony Snicket", "Harry Potter", "Leon zawodowiec"), nierzadko też w konwencji grozy ("Synalek", "Sierota", "Sierociniec"), tymczasem "Cukinia" to pod względem realizmu raczej współczesny "Oliver Twist". A już tak najbardziej film Barrasa przypomina mi Chaplinowskiego "Brzdąca" - oba filmy mają podobny metraż, oba mają klimat wyrażający się specyficznym miksem humoru i smutku, analogie można też znaleźć w motywie przyjaźni osamotnionego chłopca z nietypowym opiekunem (tam włóczęga, tu policjant) - i jest to chyba skojarzenie bardzo na korzyść "Cukinii".
KW: Tylko że "Brzdąc" to jednak bajka z mało prawdopodobnym finałem, a "Cukinia"… no, też kończy się odrobinę bajkowo, choć w sposób bardziej prawdopodobny. Ale ten szczęśliwy finał - zrozumiały ze względów, o których pisaliśmy powyżej - odbiera nieco tego realizmu. Bo jednak - jak słusznie zauważa Simon (notabene jedna z najciekawszych postaci filmu) - takie adopcje są wyjątkami, a realnie dom dziecka pozostaje domem aż do pełnoletniości. No i mimo wszystko wydaje mi się, że film jednak łagodzi nieco dziecięce traumy - wątek zachowań agresywnych jest tu tylko zarysowany (znów Simon), a przecież jest to smutna rzeczywistość.
PD: No tak, ale tu po prostu należy przyklasnąć twórcy za doskonały balans i wyczucie, bo gdyby te wszystkie niebywale przykre tematy potraktować mniej delikatnie, z pewnością nie polecalibyśmy "Cukinii" dzieciom z takim przekonaniem. A polecamy.
koniec
9 czerwca 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Dobry i Niebrzydki: Podręczne z Kairu
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

8 XII 2017

Czarny kryminał wiecznie żywy – dziś rozmawiamy o przeniesieniu Chandlerowskich schematów do współczesnego Kairu w bardzo dobrym „Morderstwie w hotelu Hilton” Tarika Saleha.

więcej »

Kręgi Gwiezdnych Wojen
Szymon Charko

5 XII 2017

Zbliżająca się wielkimi krokami premiera „Ostatniego Jedi” to dobra okazja, aby spojrzeć jeszcze raz na jego poprzednika i perspektywy na to, jak nowa trylogia będzie wyglądała jako całość. Z dystansu prawie dwóch lat wydaje mi się, że spojrzenie krytyków na ten temat przeoczyło kilka istotnych szczegółów.

więcej »

Z filmu wyjęte: Nasi w Azji
Jarosław Loretz

4 XII 2017

Polskie akcenty trafiają się nie tylko w kinie rodem z USA i Kanady, ale i w produkcjach z bardziej egzotycznych rejonów.

więcej »

Polecamy

Podręczne z Kairu

Dobry i Niebrzydki:

Podręczne z Kairu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Atak paniki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Najlepsze filmy II kwartału 2017
— Esensja

Do kina marsz: Czerwiec 2017
— Esensja

Z tego cyklu

Podręczne z Kairu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Atak paniki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Orlen Cinergia 2017: Na własną rękę
— Konrad Wągrowski

Orlen Cinergia 2017: Długi film o umieraniu
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Listopad 2017
— Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Orlen Cinergia 2017: Kino drogi po rosyjsku
— Konrad Wągrowski

Ekscentryczny wypoczynek w egzotycznej scenerii
— Konrad Wągrowski

Orlen Cinergia 2017: Niemieccy kowboje i bułgarscy Indianie
— Konrad Wągrowski

Orlen Cinergia 2017: Ludzie na skraju załamania nerwowego
— Konrad Wągrowski

Hercules Poirot w szarej strefie moralności
— Konrad Wągrowski

Nie tak ładnie pachniesz
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.