Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 28 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Dobry i Niebrzydki: Superheroina nie z „Playboya”

Esensja.pl
Esensja.pl
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski
[1] 2 »
Czy kobieta uratuje uniwersum DC? Czy mężczyźni są potrzebni Amazonkom? Czy udało się odejść od Snyderowskiego zadęcia? I jak w ogóle w tym wszystkim odnalazła się Gal Gadot? Dziś rozmawiamy o „Wonder Woman” Patty Jenkins.

Będą spoilery.

Patty Jenkins
‹Wonder Woman›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWonder Woman
Tytuł oryginalnyWonder Woman
Dystrybutor Warner Bros
Data premiery2 czerwca 2017
ReżyseriaPatty Jenkins
ZdjęciaMatthew Jensen
Scenariusz
ObsadaGal Gadot, Robin Wright, David Thewlis, Connie Nielsen, Chris Pine, Elena Anaya, Lucy Davis, Ewen Bremner
MuzykaRupert Gregson-Williams
Rok produkcji2017
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania141 min
WWW
Gatunekakcja, fantasy, przygodowy
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Konrad Wągrowski: Po ostatnich projektach filmowych DC stanęło na skraju przepaści. Miał być wyścig z Marvelem o największe fortuny, miała być machina do kręcenia kilku mega przychodowych filmów w roku, a nadszedł zimno przyjęty „Człowiek ze Stali”, a potem było jeszcze gorzej – obsypany Złotymi Malinami „Batman vs Superman” i fatalnie – całkiem zresztą słusznie – przyjęty „Legion samobójców”. W tej sytuacji mniej wystawna „Wonder Woman” miała ratować całe uniwersum. Czy to się udało?
Piotr Dobry: Rzekłbym raczej, że „Wonder Woman” miała ratować prestiż uniwersum, nie samo uniwersum, bo nie przesadzałbym z tą klęską, przecież te filmy zarobiły krocie.
KW: No wiem, chciałem po prostu zacząć naszą dyskusję dramatycznie.
PD: Jasne, pomijając box office, to oczywiście z miażdżących recenzji i narzekania części fanów włodarze DC nie mogli być zadowoleni, potrzebowali hitu nie tylko kasowego. Ich honoru trochę bronił „Lego Batman”, ale to już inna bajka, a poza tym to dość komiczna sytuacja, gdy jedynie z klocków udaje się producentom zbudować dobry film, zaś przy wersjach aktorskich pozostają bezradni. „Wonder Woman” wreszcie wyprowadziła ich z impasu, i już samo to jest wspaniale symboliczne – że „dokonała” tego superbohaterka, dotychczas w kinie marginalizowana.
KW: A tak w ogóle, to ile kojarzysz filmów superbohaterskich z kobiecą bohaterką w roli głównej? Przychodzi mi do głowy „Tank Girl”, obecnie kultowa, ale niskobudżetowa i niszowa, przychodzi mi do głowy słabiutka i słusznie zapomniana „Elektra” i… chyba nic więcej nie przychodzi mi do głowy (nie licząc jakichś telewizyjnych wcieleń Wonder Woman). Nawet jedyna kobieca członkini Avengersów nie doczekała się swojego własnego filmu. Oj, fatalnie superkino traktuje kobiety.
PD: Ja pamiętam jeszcze „Sheenę – królową dżungli”, jedną z moich pierwszych filmowych miłości, co samo przez się wskazuje, że to było daaaaawno temu. No i „Catwoman”, której swego czasu broniłem jako bodaj jedyny z esensyjnych tetryków, i gdy teraz patrzę na to z dystansu, to wstawiennictwo musiało głównie wynikać z desperackiej tęsknoty za superbohaterką.
KW: Okropny był to film.
PD: Nie najlepszy, przy czym wypada zaznaczyć, że zarówno Catwoman, jak i Elektra, to raczej antybohaterki, mścicielki działające przede wszystkim we własnym interesie. Sheena z kolei broniła afrykańskiego plemienia, które ją wychowało, przed „białym człowiekiem”. „Wonder Woman” jest więc de facto pierwszym filmem superbohaterskim od czasu „Supergirl” z 1984 roku, gdzie kobieta ze szlachetnych pobudek ratuje świat. I chyba pierwszym w ogóle, gdzie w takim stopniu położony jest nacisk na to, że tylko kobieta, nikt inny, może tego dokonać.
KW: Ów feministyczny podtekst jest jednym z głównych tematów filmu, ale nie jestem pewien, czy w pełni dobrze w nim wybrzmiał. Najbardziej chyba w scenach w Londynie, gdzie Diana efektownie wchodzi w męski świat, walcząc o swoją pozycję. Co ciekawe, będąc bohaterką z mitycznej przeszłości, w swych wymaganiach reprezentuje nowoczesność, biegając z tarczą i mieczem, prezentuje idee, które dopiero przebijają się do społecznego dyskursu. Ale w finale ten wątek znika, mamy znów takie dość banalne stwierdzenia o Dobru i Złu leżącym w ludzkiej naturze, sile miłości etc. Czyli taki superbohaterski standard. Czy więc nie uważasz, że nie na ten przekaz co trzeba postawili twórcy?
PD: No nie wiem, mnie emancypacyjna moc tego filmu wydaje się spektakularna. Scena, gdy Diana przywdziewa kostium i wychodzi z okopów ziemi niczyjej, a kule jej się nie imają, jest uskrzydlająca. I czy ja wiem, czy motyw miłości jako katalizatora mocy w obligatoryjnej walce finałowej z głównym złym bossem jest aż tak oklepany? To, że Diana ostatecznie nie korzysta z żadnego oręża, tylko pokonuje boga wojny, mężczyznę, samą siłą miłości – i nie do konkretnego faceta, lecz do ludzkości jako takiej – jest oczywiście mocno bajkowe, ale jednocześnie bardzo krzepiące. I ładnie wpisuje się w ogólną wymowę filmu, że wojna to zabawa mężczyzn, i gdyby to kobiety rządziły światem, albo przynajmniej współrządziły, mielibyśmy tu utopię (sprawdzić, czy nie Theresa May). Trochę sobie teraz dworuję, bo naturalnie wolałbym bardziej zniuansowany film, odważniej eksploatujący kwestie empowermentu, upodmiotowienia kobiet, bardziej wykorzystujący potencjał Temiskiry, wyspy Amazonek. Ale i tak nie bardzo chce mi się narzekać na poszczególne mankamenty w sytuacji, gdy ogólnie film daje tyle frajdy, a w odniesieniu do ostatnich dokonań DC wypada wręcz rewelacyjnie.
KW: Przyznam, że na filmie bawiłem się nieźle. Odejście od Snyderowskiego zadęcia, wpuszczenie lżejszych tonów z pewnością wyszło fabule na dobre. Nie żeby była to jakaś rewolucja, nadal mamy patetyczne deklaracje, nadal mamy klisze, ale między Dianą i bardzo fajnie przedstawionym przez Chrisa Pine’a Stevenem Trevorem jest chemia. Która pozwala zapomnieć o dziurach logicznych i całej absurdalnej nieco konstrukcji tego filmu.
PD: Jeśli o mnie chodzi, postaci Trevora mogłoby w filmie w ogóle nie być, bez niej zapewne lepiej wybrzmiałby aspekt samodzielnych, samowystarczalnych Amazonek, poruszony tu ledwie żartobliwie, gdy Diana mówi Steve’owi, że w jej świecie kobiety uczą się z ksiąg Klio, że mężczyzna jest potrzebny jedynie do prokreacji, nie do przyjemności (twórcy bali się oczywiście pokazać choćby krótkiej sceny lesbijskiej miłości na Temiskirze). Niemniej, skoro ten Trevor już jest, to podoba mi się, że wątek romantyczny między nim a Dianą jest ledwie zarysowany, i że to Diana wielokrotnie ratuje go z opresji, nie odwrotnie. I zgodzę się, że Chris Pine dobrze się sprawdza w tej roli, natomiast nie byłoby tego filmu bez Gal Gadot, bez jej specyficznego połączenia charyzmy i niewinności. To castingowy strzał w dziesiątkę, który w pełni wybrzmiewa dopiero tutaj, gdy Gadot dostała cały film, w „Batmanie i Supermanie” jeszcze tego nie było widać, zgodzisz się?
KW: Tak. O ile nie jestem do końca przekonany, czy Gadot dźwignęła w pełni aktorsko złożoną sytuację swej bohaterki, która nagle ze świata mitów trafia do świata współczesnej wojny (choć można ten problem złożyć na barki zbytnio idących na skróty scenarzystów), to na pewno tym filmem potwierdziła trafność castingowej decyzji – czego wcale nie byłem pewny po „Batman vs Superman”, w którym postać Wonder Woman była trochę jak piąte koło u wozu, a sama Gadot nie do końca wiedziała, w jakiej konwencji ma grać. Tymczasem tu jest niewinna, idealistyczna, zdeterminowana, pewna swych racji, ale też, czego nie można pominąć, po prostu posągowo piękna.
PD: Jest piękna, choć zarazem przyjemnie mnie tknął brak jej seksualizacji. Ona biega w kusym kostiumie, jest bardzo atrakcyjna, ale w żadnym momencie nie zostaje upodmiotowiona. Po części to pewnie efekt pozbawionej krzty wulgarności urody Gal Gadot, która nawet we względnym negliżu pozostaje mniej wyzywająca niż Scarlett Johansson jako Czarna Wdowa w kombinezonie zabudowanym od stóp do głów. Ale myślę, że spora w tym również zasługa kobiecej ręki Patty Jenkins, że nawet w scenach akcji w slow motion kamera nie prześlizguje się po biuście czy pośladkach bohaterki, jak u Michaela Baya, lecz koncentruje raczej na doskonale naturalnej sylwetce (odbiegającej od wypaczonych standardów hollywoodzkiego piękna), ewentualnie efektownie rozwianych włosach.
KW: Pewnie trzeba też docenić rolę projektantów strojów Amazonek, którzy właśnie odeszli od tradycyjnego w kinie sposobu podkreślania seksapilu („Amazonki na Księżycu”, he, he) na rzecz nieco innego podejścia. Ale nie przesadzałbym z tym brakiem seksualizacji. Owszem, biust czy biodra eksponowane nie są, nie ma pancernych staników i skórzanych majtek, ale z drugiej strony, niesamowite posągowe nogi bohaterki przyciągają uwagę znakomitej większości mężczyzn przez cały seans. Choć zgodzę się, że jest to piękno bardziej kojarzące się z antyczną rzeźbą niż sesją w „Playboyu”.
PD: Właśnie o tym mówię – Wonder Woman u Jenkins wciąż ma sporo seksapilu, ale jednak nie jest obiektem erotycznym obliczonym pod młodocianych onanistów, jak Harley Quinn w „Legionie samobójców”. To raczej typ pięknej, mądrej i dzielnej bohaterki, w której łatwo zakochać się platonicznie (bez względu na płeć), którą łatwo podziwiać – czy to nie świetny role model dla dziewczynek?
KW: Jeśli chodzi o role model dla dziewczynek, to wydaje mi się, że ta postać ma w ogóle duży potencjał – zarówno w wersji poważniejszej, jak i tej z „DC Superhero Girls”. Możemy więc sobie życzyć porządnego cyklu udanych filmów z Dianą Prince – wydaje się, że we współczesnych realiach scenarzyści będą mieli większe pole do popisu.
[1] 2 »
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Dobry i Niebrzydki: Życie zaczyna się po sześćdziesiątce
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

23 VI 2017

Sonia Braga, wielka gwiazda brazylijskiego kina, bryluje w poetyckim i społecznie zaangażowanym „Aquariusie”, walcząc samotnie z dzikim kapitalizmem i pokazując uroki seksu po sześćdziesiątce. Z okazji polskiej premiery o filmie rozmawiają Piotr Dobry i Konrad Wągrowski.

więcej »

Dobry i Niebrzydki: Oliver Twist i wybuchające siusiaki
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

9 VI 2017

Czy film, który zaczyna się od tego, że dziewięcioletni chłopiec zabija przypadkowo swą matkę-alkoholiczkę, to dobra propozycja na seans z dzieckiem? Dziś rozmawiamy o wielokrotnie nagradzanej i nominowanej do Oscara animacji „Nazywam się Cukinia”, którą od piątku można zobaczyć na ekranach (nielicznych) polskich kin.

więcej »

Do kina marsz: Czerwiec 2017
Esensja

3 VI 2017

Zapraszamy do przeglądu najciekawszych naszym zdaniem premier kinowych czerwca 2017. Będzie coś dla miłośników opowieści superbohaterskich, animacji i dobrych dramatów obyczajowych.

więcej »

Polecamy

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce

Dobry i Niebrzydki:

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Superheroina nie z „Playboya”
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oliver Twist i wybuchające siusiaki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Jessica Chastain lobbuje u króla ciepłokluchowego kina
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Denzel jak wino
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ksenomorfy pod prysznicem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

W Galaktyce jak w Opolu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Uciec, ale dokąd?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Co ludzie powiedzą?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

One woman show
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Wunderwaffe z nader skromnym wunder
— Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Czerwiec 2017 (2)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Kamil Witek

Do kina marsz: Czerwiec 2017
— Esensja

Z tego cyklu

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oliver Twist i wybuchające siusiaki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Jessica Chastain lobbuje u króla ciepłokluchowego kina
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Denzel jak wino
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ksenomorfy pod prysznicem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

W Galaktyce jak w Opolu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Uciec, ale dokąd?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Co ludzie powiedzą?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

One woman show
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pieprzeni kamikadze w kalifornijskim raju
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

W górę i w dół na diabelskim młynie
— Jacek Łaszcz

Nie powielony schemat
— Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Esensja czyta dymki: Kwiecień 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Kwiecień 2017 (1)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Gabriel Krawczyk, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Marzec 2017
— Dawid Kantor, Daniel Markiewicz, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Marzec 2017 (4)
— Piotr Dobry, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja ogląda: Marzec 2017 (3)
— Piotr Dobry, Marcin Osuch, Jarosław Robak

Piosenki Wojciecha Młynarskiego
— Przemysław Ciura, Wojciech Gołąbowski, Adam Kordaś, Marcin T.P. Łuczyński, Konrad Wągrowski

Prawdziwe życie Luke’a Skywalkera
— Konrad Wągrowski

Noga i jej chłopiec
— Konrad Wągrowski

Poetycka makabreska
— Konrad Wągrowski

Wampiry w kosmosie
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.