Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 października 2017
w Esensji w Esensjopedii

Dobry i Niebrzydki: Cezar - szympans, który został Mojżeszem

Esensja.pl
Esensja.pl
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski
Film SF, wojenny, western czy kino biblijne? „Wojna o Planetę Małp” kończy trylogię prequeli klasycznego filmu Franklina J. Schaffnera z 1968 roku, a krytycy twierdzą dziś, że to jedna z najlepszych trylogii SF ostatnich lat – nie mogliśmy więc jej pominąć w naszych dyskusjach.

Matt Reeves
‹Wojna o Planetę Małp›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWojna o Planetę Małp
Tytuł oryginalnyWar for the Planet of the Apes
Dystrybutor Imperial CinePix
Data premiery28 lipca 2017
ReżyseriaMatt Reeves
ZdjęciaMichael Seresin
Scenariusz
ObsadaAndy Serkis, Toby Kebbell, Judy Greer, Woody Harrelson, Steve Zahn, Ty Olsson, Amiah Miller, Sara Canning
MuzykaMichael Giacchino
Rok produkcji2017
Kraj produkcjiUSA
CyklPlaneta Małp
WWW
Gatunekakcja, dramat, przygodowy
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Konrad Wągrowski: „Planeta Małp” Franklina J. Schaffnera z 1968 roku (na motywach powieści Pierre’a Boulle’a) to dziś niekwestionowany klasyk SF, rozsławiony wyjątkowymi na owe czasy efektami charakteryzacji (wiarygodnie odtwarzającej mimikę małp) oraz słynną finałową sceną. Przyznasz jednak, że ten klasyk mocno się już postarzał?
Piotr Dobry: Ja mam słabość do takich ramotek, nawet tych nadgryzionych zębem czasu, ale tutaj rzeczywiście momentami trudno przebrnąć, i to nie tyle w aspekcie oprawy wizualnej, ile rozwlekłych monologów Hestona.
KW: Oprawa wizualna nadal się broni, słabiej broni się Heston, no i sama renoma dzieła nieomal filozoficznego. Bo ta filozofia nie jest tu zbyt głęboka, a całość jest w gruncie rzeczy swego rodzaju żartem na temat ewolucji. No i od strony samej akcji film niewiele wnosi – dużo tu rozbudowanych dialogów i monologów. A dodatkowo całość wpasowuje się w bardzo popularną w latach 50. i 60. opowieść o zagrożeniu nuklearną zagładą. Tak czy inaczej – ramotka, ale ramotka sympatyczna.
PD: Tego nie kwestionuję. Na pewno wciąż dużo przyjemniejsza w odbiorze niż szereg jej sequeli.
KW: Nie wiem, czy ktoś się tego spodziewał, że ta filozoficzna opowiastka darwinowska (a właściwie darwinowska a rebours) zapoczątkuje cykl, który ciągnie się już od pół wieku. Po „Planecie małp” rzeczywiście powstał cały pakiet sequeli, który niespecjalnie zapisał się w historii kina, potem był niezły serial telewizyjny, którego ty na pewno nie pamiętasz, a ja jak przez mgłę, bo był hitem polskiej telewizji jakoś na przełomie lat 70. i 80. Potem wydawało się, że to już koniec opowieści, ale w 2001 Tim Burton nakręcił swój prawdopodobnie najmniej potrzebny film.
PD: Niezbyt udany, to prawda, ale miał trochę śmieciowego uroku wynikłego z protetycznych efektów i przerysowanego aktorstwa, miał ładne plenery, całkiem ciekawą architekturę miasta małp. No i jednak poczytuję za plus, że Burton poszedł bardziej w rewizję niż remake, mimo że momentami brnie tu w tandetny melodramat aż za bardzo. Lubię też parę villainów z tego filmu, nieobecnych w oryginale – Attara granego przez nieodżałowanego Michaela Clarke’a Duncana i generała Thade, w którego wcielił się Tim Roth, i który ma w sobie sporo z Koby z „Ewolucji…”. Tak że nie wpisuję się w ogólny hejt tego filmu.
KW: Ojej, bym zapomniał. Była przecież jeszcze pornoparodia „Planet of the Babes”, w której aktorzy także zakładają małpie maski, a my możemy się dowiedzieć, do czego dokładnie doszło między Taylorem i Novą (w tej roli gwiazda porno Asia Carrera). Aha, małpy mają role wyłącznie… mówione, gdyby ktoś się pytał.
PD: A znasz japoński „Time of the Apes” z końca lat 80., gdzie trzech kretynów wpada przypadkiem do kapsuły kriogenicznej i ląduje w świecie przyszłości zamieszkałym przez małpy? Dzieło mające się mniej więcej tak do oryginalnego cyklu, jak „Casino Royale” z Peterem Sellersem i Woodym Allenem do serii o Bondzie. Zdecydowanie warte polecenia koneserom filmów tak złych, że aż dobrych.
KW: Och, myślałem, by dłużej pogadać o kreatywnym wykorzystaniu rekwizytorni SF w „Planet of the Babes” i relacji bohaterów do swych pierwowzorów… A co do „Time of the Apes” – nie znam, ale czuję się mocno zachęcony. Może pasować do mojej nigdy nienapisanej książki „100 największych kuriozów kina SF”.
PD: Grunt, że na kuriozach i pornosach filmowa przygoda małp się nie skończyła.
KW: Tak, pojawił się pomysł, by powrócić do korzeni, opowiedzieć, jak małpy opanowały świat i… powstały trzy niespodziewanie dobre filmy.
PD: Rzekłbym nawet, że nowa trylogia przewyższa starą serię, co jest fenomenem w obecnym świecie rebootów.
KW: No, to chyba nie ulega wątpliwości, tak jak mówiłem – poza pierwszym filmem nikt nie traktował filmów o planecie małp jako dzieła wybitne. Czy nawet dobre.
PD: Nie czas i miejsce na wyżywanie się po raz wtóry na „Gwiezdnych wojnach I-III”, ale nawet odświeżony „Star Trek”, jeszcze po pierwszym filmie Abramsa generujący wielkie nadzieje, ostatecznie jako tryptyk wypada tak sobie. A nowa „Planeta Małp” konsekwentnie trzyma wysoki, zadziwiająco równy poziom.
KW: To prawda i nawet mam problem, by je uszeregować pod względem jakości. Chyba „Geneza” najwyżej, ale z perspektywy czasu mogę zmienić zdanie.
PD: Ja nie wiem, te filmy są de facto tak różne i mają tak różne atuty, że jeśli nie muszę podejmować się gradacji, to chętnie z tego prawa skorzystam.
KW: Trylogia prequeli prowadzi nas w kierunku, którego się spodziewamy, a każdy z filmów ma nieco inny klimat. „Geneza Planety Małp” to klasyczne SF o nieudanym eksperymencie i Frankensteinie wydostającym się spod kontroli (abstrahując już od faktu, że Cezar jest od Frankensteina nieco ładniejszy i sympatyczniejszy), „Ewolucja Planety Małp” to z kolei bardziej kino polityczne o walce o władzę i próbie sił między dwiema jeszcze nie do końca zantagonizowanymi rasami. Natomiast „Wojna o Planetę Małp”, cóż, zaskoczyła mnie. Spodziewałem się klasycznego kina wojennego, a otrzymałem zaskakujące nieco połączenie „Czasu apokalipsy”, „Wielkiej ucieczki”, kina obozowego, a skojarzenia miałem również z „Terminatorem” (z Cezarem w roli Johna Connora, który uczy swój lud stawiać opór). O ile dwie wcześniejsze części były dosyć przewidywalne, o tyle w przypadku „Wojny” miałem wciąż wrażenie, że film prowadzi mnie w niespodziewaną stronę. I jest to jego niewątpliwa zaleta.
PD: Na pewno niespodziewane było rozwiązanie kwestii Pułkownika granego przez Woody’ego Harrelsona. Film rzeczywiście czerpie pełnymi garściami z najlepszych tradycji kina wojennego, bo można się tu również dopatrzeć i „Ścieżek chwały”, i „Cienkiej czerwonej linii”, i „Mostu na rzece Kwai” – rywalizacja Cezara i Pułkownika mocno przypomina relację Nicholsona i Saito z filmu Leana.
KW: Co ciekawe, książkowy pierwowzór „Mostu na rzece Kwai” napisał Pierre Boulle, autor książkowego pierwowzoru „Planety małp"…
PD: Ale mnie bardziej zaskoczyło, jak wiele „Wojna…” bierze z westernu – motyw samotnego mściciela w typie wczesnego Eastwooda, motywy zemsty i męskiej przyjaźni à la „Bez przebaczenia”. Chociaż przyznam, że widok goryla na koniu trochę mnie konsternował…
KW: To mocny motyw z pierwowzoru. Pamiętam, że w serialu było nawet mówione, że istnieje prawo zabraniające ludziom jeździć konno, mogły to robić tylko małpy. I choć zgadzam się, że małpa na koniu wygląda… dziwnie, to chyba świadectwem sukcesu wykreowanej wizji jest to, że publiczność to kupuje. W kinie nikt się nie śmiał, a wiesz przecież, jak przeciętny polski widz reaguje na nietypowe sceny.
PD: Ja też się nie śmiałem, bo nie chodzi mi o to, że małpa na koniu wygląda dziwnie – chodzi o konkretne kadry z koniem nieproporcjonalnym względem dwustukilogramowego goryla, którego niesie na grzbiecie. Z szympansami i orangutanami nie miałem już wrażenia dysonansu.
KW: Rozumiem więc, że wolałbyś widzieć konia na gorylu… Wracając do meritum, o ile w pierwszych dwóch filmach mieliśmy dwie strony, z których każda ma swoje racje, o tyle w „Wojnie o planetę małp” słuszność jest już tylko po jednej stronie, a oczekiwana zagłada ludzkości jawi się jako swoisty happy end. Co sądzisz o takiej zmianie podejścia?
PD: Uważam je za doskonałą prowokację etyczną. Jesteśmy ludźmi, więc w takiej ostatecznej bitwie o los ludzkości, gdzie na szali leży przetrwanie naszego gatunku, atawizm i chłodna kalkulacja nakazywałyby nam opowiedzieć się po stronie ludzi. Ale ludźmi jesteśmy również dlatego, że mamy jeszcze kulturę, moralność i bardziej zaawansowaną umiejętność odróżniania dobra od zła niż inne gatunki. Dlatego też samo to, że teraz roztrząsamy takie kwestie, uważam za wielki walor filmu.
KW: Tak czy inaczej uważam to za bardzo odważną decyzję ze strony twórców – bo przecież w poprzednich filmach jasno były określone ludzkie postacie, z którymi trzeba było sympatyzować. Tymczasem tutaj wszyscy ludzie to nieprzyjaciele (no dobra, poza małą Novą), a przez długie minuty ludzi w ogóle nie ma na ekranie i oglądamy tylko małpy. Ale oczywiście to owoc dwóch poprzednich filmów, które wykreowały Cezara na jednego z najciekawszych bohaterów współczesnej SF i pozwoliły na pełną identyfikację z nim.
PD: Też uważasz, że Andy Serkis powinien wreszcie dostać Oscara za całokształt swojej pracy nad rolą Cezara?
KW: Akademia niegdyś potrafiła przyznawać nagrody specjalne, może to dobry moment, by do tego wrócić? Notabene, małpie maski z filmu Schaffnera dostały właśnie Oscara specjalnego.
PD: Pytanie tylko, czy można traktować jako coś „specjalnego” technologię performance capture ogrywaną przez Serkisa od blisko dwóch dekad. Aczkolwiek aktorstwo 2.0 w przypadku Cezara to rzeczywiście wybitne osiągnięcie, zostawiające w tyle kreacje Golluma czy King Konga.
KW: To może nasze tradycyjne poszukiwanie przemycania lewackich wartości przez Hollywood? Choć tu mamy raczej klasyczną opowieść – uciskany lud, prowadzony przez wybawiciela, próbuje znaleźć swe miejsce na Ziemi, szuka pokoju w świecie ogarniętym wojną. Ale czy budowany przez pułkownika mur niesłusznie kojarzył mi się z głównym postulatem wyborczym prezydenta USA?
PD: Myślę, że nie ma w tym przypadku, że w dobie takich a nie innych nastrojów geopolitycznych film odwołuje się do symboliki muru, przymusowej migracji, ucieczki przed wojną. Identyczną sytuację mieliśmy niedawno w „Loganie” – również w aspekcie mitologii chrześcijańskiej, odezwy do zachodniego sumienia. O paralelach obozowych już wspomniałeś, ale w tym kontekście bardzo mnie też ruszyła scena biczowania Cezara przez małpę-nadzorcę, odsyłająca do najczarniejszych kart z dziejów niewolnictwa.
KW: Oczywiście, obóz pracy przymusowej, kary cielesne, wszystko to może kojarzyć się zarówno z obozami koncentracyjnymi z II wojny światowej, jak i niewolnictwem. Mnie jednak biczowanie i oczywiście ukrzyżowanie przywodziło na myśl przede wszystkim religijne tropy.
PD: Tak, to też, ale relacja trójkąta „pan – nadzorca – niewolnik”, wahanie nadzorcy, jego pytające spojrzenie, czy ma nadal katować nieszczęśnika, to wszystko jest niemal żywcem przeniesione z kina spod znaku „Korzeni” czy „Zniewolonego”.
KW: Ostatnio ciągle chwalimy filmy, więc dla równowagi ja odrobinę pomarudzę. „Wojna o Planetę Małp” to film niewątpliwie dobry, ale nie zaszkodziłoby mu skrócenie o pół godziny, a finałowe rozstrzygnięcie z lawiną to już jawne pójście na łatwiznę. Nie zachwyciło mnie też wstawianie na siłę nawiązania do Novy. Przecież Taylor z ekipą powrócą dopiero za dwa tysiące lat, ta dziewczynka z Novą z filmu Schaffnera nie może mieć nic wspólnego.
PD: Mnie to nawiązanie do kanonu akurat nie przeszkadza – przecież ta Nova może być po prostu praprzodkinią tej od Schaffnera. Podobnie rzecz się się ma z orangutanem Maurice’em, który w finale „Wojny…” obiecuje Cezarowi, że przekaże jego historię następnym pokoleniom – co czynił właśnie orangutan, być może prawnuk Maurice’a, z oryginalnej serii.
KW: Celne spostrzeżenie, nie wyłapałem odniesienia. Ale to też ciekawy temat do analizy – wszak Maurice jest w trylogii jedną z najbardziej pozytywnych postaci, zawsze rozsądny, zawsze prawdomówny, szczery, natomiast rada orangutanów z filmu Schaffnera fałszuje historię, ukrywa fakty, tworzy zakłamaną wersję losów planety, ludzi i małp.
PD: Dla sceny z lawiną też jestem łaskawszy niż ty. Odbieram ją dwojako – jako rozwiązanie problemu w konwencji „natura przychodzi z pomocą”, i jako nawiązanie do biblijnego potopu – bo przecież film jest pełen chrześcijańskich analogii, od motywu Cezara-Mojżesza poczynając, przez chrystusowe ukrzyżowanie, po znów mojżeszowe wyswobodzenie ludu z niewoli i poprowadzenie go do Ziemi Obiecanej.
KW: Nie tyle chrześcijańskich, ile biblijnych. Nie tyle potopu, ile unicestwienia armii faraona w wodach Morza Czerwonego. Ale oczywiście masz rację. Cezar jako Mojżesz – przecież nawet sytuacja, w której umiera po dotarciu do Ziemi Obiecanej, jest wzięta ze Starego Testamentu – pamiętasz, że Mojżesz nie dostąpił łaski dotarcia do Kanaanu, ale Bóg w swej łaskawości pozwolił mu przed śmiercią spojrzeć z góry na Krainę Mlekiem i Miodem Płynącą? „Mojżesz wstąpił ze stepów Moabu na górę Nebo, na szczyt Pisga, naprzeciw Jerycha. Pan zaś pokazał mu całą ziemię Gilead aż po Dan, całą – Neftalego, ziemię Efraima i Manassesa, całą krainę Judy aż po Morze Zachodnie, Negeb, okręg doliny koło Jerycha, miasta palm, aż do Soaru. Rzekł Pan do niego: «Oto kraj, który poprzysiągłem Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi tymi słowami: Dam go twemu potomstwu. Dałem ci go zobaczyć własnymi oczami, lecz tam nie wejdziesz»”. Z Cezarem było dokładnie tak samo.
PD: A co powiesz na inną końcową scenę, gdy przybywa armia zamaskowanych jeźdźców i wcale nie możemy być stuprocentowo pewni, że to ludzie?
KW: Może to zapowiedź, że małpia idylla długo nie potrwa? W końcu wyraźnie mowa, że na świecie powstawały inne kolonie małp, szympans imieniem Zła Małpa jest tego ewidentnym świadectwem. To tylko kwestia czasu, gdy zaczną dzielić się na plemiona i państwa. „Małpy razem silne” – ale utopie mają to do siebie, że są nietrwałe, nieprawdaż?
PD: Z tym że wiesz, temat wewnętrznych podziałów plemiennych został już ograny w „Ewolucji”, więc takie rozwiązanie, tylko na większą skalę, taką typowo sequelową, że teraz nie stają naprzeciw siebie Cezar i Koba, tylko armie Cezarów i Kobów, mogłoby poważnie rozczarować. Z drugiej strony, wizja filmu bez bohaterów ludzkich, z małpimi państwami zwalczającymi się wzajemnie, mającymi różne ustroje polityczne i właściwe im problemy… Całkiem kuszące.
KW: Chciałbym jeszcze pogadać o warstwie wizualnej filmu. Jak zwykle w tej trylogii – kapitalne zdjęcia. Tym razem, dla odmiany, mroźnych zimowych krain. Ale pod względem scen akcji cała trylogia zaprzecza idei blockbusterów. Bo przecież w żadnych z filmów nie ma taniego efekciarstwa, sceny akcji są nieliczne, niedługie i jakby dodane w tle, pokazując, że widowiskowość nie jest wcale głównym celem powstania filmów. Tu niby mamy efektowną finałową bitwę, ale ogląda się ją nie jak najważniejszy element finału, ale jako pewnego rodzaju tło dla głównej opowieści.
PD: Wypada też zauważyć, że mamy tu blockbuster, w którym przez długie fragmenty nikt nic nie mówi. Poza Cezarem i kaleczącą język ludzi Złą Małpą, funkcjonującą tu na zasadzie comic reliefa, małpy porozumiewają się na migi. A jedyną pozytywną postacią niemałpią – znów skojarzenie z „Loganem” – jest niema dziewczynka. Może to wszystko w ramach rekompensaty za filozoficzne tyrady Hestona? A serio – długie sceny bez dialogów w wakacyjnym przeboju muszą imponować.
KW: I znów musimy pochwalić twórców za odwagę, bo przecież mogli spokojnie kazać małpom mówić, a byli konsekwentni w kreacji swojego świata. I w ogóle imponuje mi, jak precyzyjnie cała historia przejęcia planety przez nową rasę została w tej trylogii poprowadzona. Wszystko jest poukładane, logiczne i przekonujące, bez gwałtownych zwrotów i skrótowych rozwiązań. Już dziś mówi się o tym, że to najlepsza trylogia SF od czasu pierwszych „Gwiezdnych wojen”, zgodzisz się z tą tezą?
PD: Wahałbym się tu jeszcze nad uwzględnieniem „Powrotu do przyszłości”, ale to na pewno najlepsza trylogia XXI wieku i ścisła czołówka w ogóle. I może dobrze by było, by trylogią pozostała.
KW: Obawiam się, że na to nie możemy liczyć. Czwarta część jest już zapowiadana.
koniec
4 sierpnia 2017
dodajdo

Komentarze

« 1 [2]
09 VIII 2017   16:33:28

"Władca Pierścieni" konserwatywny? Na pewnym poziomie można go odczytywać jako film o nieudanej rewolucji, w wyniku której magnateria oddaje władzę średniej szlachcie i mieszczanom, co daje zaczątek demokracji.
Już prędzej "Urodzony 4 lipca", mimo całej swojej wymowy antywojennej, oraz zdecydowanie Eastwood i jego "Gran Torino"

09 VIII 2017   17:58:13

Hmm, demokracji... przecież oni tam mieli hopla na punkcie prawowitych królów itp.
A poza tym mój odbiór Władcy już na zawsze został odrobinę spaczony przez Jeśkowa ;P

10 VIII 2017   10:45:40

Mój również. Druga rewolucja, tym razem technologiczna, w Mordorze i poszukiwania materiału zastępującego adamantium...
Owszem, mieli obsesje na punkcie królów, ale każdy z tych nowych władców był najpierw akceptowany przynajmniej przez radę regencyjną, jeżeli nie zgromadzenie powszechne- to daje nam coś w stylu Rzeczpospolitej Obojga Narodóe albo Anglii w XVIII/XIX wieku
.

13 VIII 2017   22:09:35

Panowie Redaktorzy piszą o Novej pojawiającej się w "Wojnie" i oryginalnym filmie, o Maurice'ie zapowiadającym krzewienie wiedzy i orangutanie robiącym to w oryginale. Zapomnieli jednak o chyba najbardziej jaskrawym nawiązaniu do oryginału - przecież głównym małpim bohaterem był tam Cornelius, który tutaj jest synem Cezara. Chyba zbyt dużo dosłownych nawiązań, żeby uważać oryginalne postacie za potomków bohaterów "Wojny". Pojawia się właśnie pytanie, jak tu rozwiązać problem tych 2000 lat różnicy w czasie akcji obu filmów. Wpadka twórców czy alternatywna rzeczywistość?

« 1 [2]

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Dobry i Niebrzydki: Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

13 X 2017

Czy androidy śnią o drewnianych koniach? Czy Deckard nadal jest (albo nie jest) replikantem? Czy K replikantem nie jest? Czy bez duszy można sobie nieźle radzić? I czy w ogóle film Denisa Villeneuve’a ma duszę i jak sobie radzi w porównaniu do kultowego klasyka? W kinach sequel słynnego „Blade Runnera” Ridleya Scotta i oczywiście tego tytułu pominąć w naszych dyskusjach nie możemy.

więcej »

Dobry i Niebrzydki: Kobieta na rozdrożu
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

6 X 2017

Znów wracamy do Ameryki Południowej, znów podejmujemy temat filmowego wizerunku kobiety w męskim świecie. „Jestem Rosa” Laís Bodanzky, ciekawe społeczne kino z Brazylii już na ekranach naszych kin.

więcej »

Nie przegap: Wrzesień 2017
Esensja

30 IX 2017

Dla tych, którzy nie chcą niczego przegapić tradycyjny spis recenzji na koniec miesiąca.

więcej »

Polecamy

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała

Dobry i Niebrzydki:

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Homonarodowiec czyta Konstytucję
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Szekspir na Pacyfiku
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ferris Bueller kontra Władysław Frasyniuk
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Cezar - szympans, który został Mojżeszem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ucieczka do zwycięstwa
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Do kina marsz: Lipiec 2017
— Esensja

Z tego cyklu

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Homonarodowiec czyta Konstytucję
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Szekspir na Pacyfiku
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ferris Bueller kontra Władysław Frasyniuk
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ucieczka do zwycięstwa
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Baby jest jakiś inny
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Październik 2014 (2)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Robak, Jarosław Loretz

Tegoż autora

Pierwszy milion trzeba ukraść
— Konrad Wągrowski

Komiksy i klozety, czyli jedna z najmądrzejszych bajek roku
— Piotr Dobry

Esensja ogląda: Wrzesień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Dwa Brzegi 2017
— Konrad Wągrowski

Transatlantyk 2017: Osiem festiwalowych filmów
— Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Sierpień 2017 (1)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry

Transatlantyk 2017: Sery, wina, trufle i crème brûlée
— Konrad Wągrowski

Transatlantyk 2017: Śmierć indiańskiej dziewczyny
— Konrad Wągrowski

Transatlantyk 2017: Wojna cywili
— Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Lipiec 2017
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Anna Nieznaj, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.