Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 października 2017
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXX

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Dobry i Niebrzydki: Kobieta na rozdrożu

Esensja.pl
Esensja.pl
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski
Znów wracamy do Ameryki Południowej, znów podejmujemy temat filmowego wizerunku kobiety w męskim świecie. „Jestem Rosa” Laís Bodanzky, ciekawe społeczne kino z Brazylii już na ekranach naszych kin.

Laís Bodanzky
‹Jestem Rosa›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJestem Rosa
Tytuł oryginalnyComo Nossos Pais
Dystrybutor Aurora Films
Data premiery6 października 2017
ReżyseriaLaís Bodanzky
ZdjęciaPedro J. Márquez
Scenariusz
ObsadaMaria Ribeiro, Clarisse Abujamra, Jorge Mautner, Annalara Prates, Felipe Rocha, Sophia Valverde, Paulo Vilhena
Rok produkcji2017
Kraj produkcjiBrazylia
Czas trwania102 min
Gatunekdramat
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Konrad Wągrowski: Odniosłem wrażenie, że „Jestem Rosa” jest w jakimś sensie syntezą tematów, jakie pojawiały się w naszych dyskusjach – bo w chwilach, gdy nie rozmawialiśmy akurat o małpach i superbohaterach, najczęściej chyba pojawiał się temat silnych, niezależnych kobiet, walczących o swoje miejsce w zmaksu… zmaskun… zmaskulinizowanym świecie. Żeby nie szukać daleko: „Wonder Woman”, „Miss Sloane”, „Aquarius”, hmmm… „Auta 3”. „Jestem Rosa” nie obleka tego tematu w jakieś przebranie, tylko mówi bardzo konkretnie, najczęściej po prostu w dialogach dotyczących relacji męsko-damskich, kobiecych pragnień i rzeczywistości, definicji feminizmu, zmian, jakie zachodzą i będą zachodzić na świecie w tym zakresie.
Piotr Dobry: Szczególnie „Aquarius” przychodzi tu na myśl – ze względu na temat feminizmu podawany bez ogródek, jak i oczywiście brazylijskie realia. Clara z tamtego filmu mogłaby być w zasadzie matką Rosy. Notabene, matka bohaterki ma na imię Clarice i jest grana przez Clarisse Abujamrę, aktorkę fizycznie podobną do Sonii Bragi.
KW: Akcja filmu toczy się w Brazylii, ale chyba nie ma problemu z utożsamianiem się z bohaterką poza granicami kraju, to, co ją trapi, jest bowiem uniwersalne. Bohaterka zbliża się do czterdziestki, ma z pozoru udane życie – małżeństwo z mężczyzną angażującym się w sprawy społecznie istotne (ratowanie Puszczy Amazońskiej), odchowane dzieci, praca. Ale w małżeństwie nie ma już chemii, mąż zdaje się być bardziej zainteresowany swym zajęciem niż rodziną, zrzucając wszelkie obowiązki na Rose i – być może – będąc zainteresowanym koleżanką z pracy. Córki wchodzą w okres dojrzewania i coraz trudniej się z nimi dogadać. Praca zaś, polegająca na przygotowywaniu broszur reklamowych, nie jest tą wymarzoną (bo Rosa ma ambicje artystyczne), ale tą, która pozwoli zapewnić dochody. Podczas pewnego rodzinnego spotkania Rosa dowiaduje się od swej matki, że osoba, którą miała za ojca, prawdopodobnie nim nie jest, co stanowi katalizator do poważnych przemyśleń na temat swego życia i przyszłości. Jestem pewien, że dla wielu Polek nie będą to tematy obce.
PD: Tak, scenariusz nie jest szczególnie wyszukany, za to bardzo życiowy, niemal jak symulator życia codziennego dzisiejszych trzydziesto-, czterdziestolatków. Rosa chciała być dramatopisarką, a pisze o ceramice łazienkowej dla jakiegoś portalu, gdzie liczą się lajki i kliki, nie rzeczywista wartość tekstu. Praca, dom, dzieci, wszystko jest na głowie bohaterki, a mąż tymczasem żali jej się beztrosko, że nie ma czasu grać w piłkę z kolegami. Swoją drogą, ten ekolog-społecznik nie żałuje wody pod własnym prysznicem – i to niejedyna tutaj wyraźna kpina z hipokryzji bohaterów i fasadowości ich zachowań. Jest też wątek „nowotworowy”, zdawałoby się nieodzowny we współczesnym kinie obyczajowym – ale i przecież bezwzględnie obligatoryjny dziś w prawdziwym życiu, niczym tlen niemalże, więc nie ma co się zżymać. Tak że znamy to wszystko jeśli nie z autopsji, to na pewno z relacji osób z najbliższego otoczenia.
KW: Jak wspomniałem, dużo treści filmu przekazywanych jest bezpośrednio, w rozmowach bohaterów, dyskutujących o feminizmie, roli kobiety, zmianach zachodzących w świecie. Jeśli ta publicystyczna nieco formuła nie razi, to z pewnością dzięki autentyczności i żywiołowości pięknej Marii Ribeiro w roli głównej. Przyznam, że urzekła mnie jej rola.
PD: Jest niesamowita, niesie ten film bez dwóch zdań. W ogóle mamy w tym sezonie ofensywę wspaniałych aktorek południowych, z tym ich niepowtarzalnym temperamentem i zmysłowością, bo wcześniej Braga, a teraz Ribeiro i jeszcze Daniela Vega z wchodzącej również dzisiaj na nasze ekrany chilijskiej „Fantastycznej kobiety”, którą również przy okazji bardzo polecam.
KW: Przy takich filmach zastanawiam się czasem, czy w ogóle mamy prawo dyskutować o takich filmach. To jest przecież film napisany i nakręcony przez kobietę, o kobietach i o ich problemach, film dla kobiet.
PD: Dlaczego jak nakręcony przez kobietę i o problemach kobiet, to od razu „dla kobiet"? W sensie, po cholerę to rozgraniczenie?
KW: Bo co my w ogóle możemy o tym wiedzieć? Zżymam się zawsze, gdy jakiś mężczyzna np. na Facebooku wypowiada się autorytarnie na temat tego, czy kobiety w naszym społeczeństwie podlegają opresji (oczywiście on najczęściej wcale się z tym nie zgadza, bo – jak to mężczyźni – wie lepiej), a sam też się wymądrzam.
PD: Ale nie autorytarnie!
KW: Może powinniśmy ograniczyć całą dyskusję do rozmowy o czysto filmowych walorach dzieła?
PD: Mam nadzieję, że żartujesz. Jednymi z najbardziej znienawidzonych przeze mnie szufladek są „kino kobiece” i „mocne, męskie kino”. Tak jakby rozmaite romansidła, „chick flicki” i takie obyczajówki jak „Jestem Rosa” miały prawo podobać się tylko kobietom, a różne „Bondy”, akcyjniaki, thrillery polityczne (wyobraź sobie, że mamy rok 2017, a ja niedawno gdzieś przeczytałem, że „Układ zamknięty” to „mocne, męskie kino”, no bo przecież kobiety polityką się nie interesują, wicie, rozumicie, hłe, hłe) – wyłącznie mężczyznom. To dopiero jest autorytarne ustawianie dyskursu publicznego. Nie mówiąc o tym, że seksistowskie i zwyczajnie idiotyczne. A może nakręcam się teraz tak tylko dlatego, bo chcę usprawiedliwić przed samym sobą, że każdorazowo ryczę na „Pamiętniku"… Któż to wie…
KW: Ale ja nie dzielę na kino męskie i żeńskie, nie mówię, że to film wyłącznie dla kobiet (choć moim zdaniem dużo lepiej by pasował do jakichś „Ladies Night” zamiast głupawych komedyjek romantycznych – co daję kiniarzom pod rozwagę) – bo sam obejrzałem go z przyjemnością, podobał mi się, sprowokował do myślenia (na przykład monolog jednej z bohaterek o nieuniknionych zmianach w modelu rodziny w związku z wydłużaniem się życia mógł brzmieć naiwnie, ale był inspirujący) i każdemu mężczyźnie polecam.
PD: Dlatego właśnie uważam, że ostatnią rzeczą, jaką powinniśmy robić, to nie dyskutować o takich filmach lub zniechęcać do nich facetów. O nie, jestem przekonany, że ten film to powinien być must-see nawet bardziej dla mężczyzn niż kobiet, bo tematy, które się w nim podejmuje, dla większości kobiet będą oczywiste, a dla wielu mężczyzn – wręcz przeciwnie. Bo ja doskonale wiem, że ty nie dzielisz tak kina, rzuciłem tylko ogólną refleksję, co mnie drażni.
KW: Mnie chodziło bardziej o to, że główną myślą filmu jest jednak pozycja kobiety we współczesnym świecie i czuję się nieswojo, gdy mam się wypowiadać na ten temat – czy to przesłanie jest tu dobrze ujęte, czy nie, bo nie mnie ono dotyczy. Ja należę przecież do tego grona, które dla rodziny musi poświęcić grę w piłkę z kolegami, nawiązując do wypowiedzi bohatera…
PD: Rozumiem, ale – jeszcze raz podkreślę – my nie wypowiadamy się o tym przesłaniu autorytarnie. Mówimy o naszych indywidualnych odczuciach, mówimy co nam się wydaje – stąd też nie widzę w tym nic złego.
KW: Jeśli zaś chodzi o wizję mężczyzny, to dorzucę kapitalnie sfilmowaną scenę, w której jednocześnie widać dwa pokoje – w jednym półprzytomna żona szykuje dzieci do szkoły, w drugim mąż spokojnie drzemie sobie na łóżku. No ale przecież on jest usprawiedliwiony, w końcu do czwartej rano ratował świat (a przynajmniej tak twierdzi).
PD: No właśnie – „Jestem Rosa” jednak mówi również o mężczyznach i do mężczyzn. Dosadnie, być może chwilami nazbyt łopatologicznie, za to bardzo na czasie. To jest film o mężczyznach uciekających od odpowiedzialności, o mężczyznach, którzy częściej zdradzają, lepiej zarabiają i „wiedzą lepiej”. Już zresztą w pierwszej scenie filmu pada nieśmiertelne „nie zrozumiałaś”.
Wypada też dodać – bo poniekąd taki zero-jedynkowy obraz się wyłania z naszej dyskusji – że to wcale nie jest tak, że w filmie mamy kobiety-anioły i mężczyzn jako zło wcielone. Zaimponowało mi, jak przebiegle zostałem oszukany w scenie seksu, gdzie wpierw myślimy, że Rosa uprawia go z kimś zupełnie innym!
KW: Tak, też na to zwróciłem uwagę. Podobnie zresztą jest z domniemanym romansem męża – cały czas widzimy pewne przesłanki, ale dowodów brak, czujemy się więc w rozdarciu jak Rosa. Widzimy też, że mąż, o którym wcześniej można było mieć naprawdę złe zdanie, pewne sugestie bierze sobie do serca – zaczyna się zajmować dziećmi, opiekować domem. Czy dotarły do niego argumenty Rosy, czy też chodzi o seks (o którym w tym filmie też mówi się ciekawie), to już inna sprawa.
PD: Dokładnie, autorka filmu, Laís Bodanzky, bardzo sprytnie ustawia nam sympatie już na wejściu, by w miarę upływu czasu kazać częściowo lub kompletnie zweryfikować stosunek do poszczególnych bohaterów. A niektóre wątki pozostawia niedopowiedziane – i chwała jej za to.
KW: Jedna rzecz, która mnie nie przekonała, to… tytuł filmu. Nie mówię o polskim, lecz oryginalnym – „Jak nasi rodzice”. Sugeruje on, że nie uczymy się, że popełniamy błędy takie jak nasi rodzice, być może nie potrafiąc wyciągnąć nauki z ich doświadczeń. Ale czy tak jest w tym filmie naprawdę? Czy rzeczywiście Rosa popełnia błędy swej matki? Niby jest bliska romansu, ale jednak jej podejście do tej kwestii i do określenia na nowo relacji z mężem wydaje się dużo bardziej dojrzałe od „kongresowej przygody miłosnej” swej matki z przystojnym politykiem. No sam powracający temat zmian, które zachodzą i które będą zachodzić, w modelu kobiecej roli, w modelu rodziny, świadczy o tym, że nie ma jakiejś powtarzalności doświadczeń.
PD: Masz sporo racji, aczkolwiek to, że nie ma przełożenia 1:1 nie znaczy jeszcze, że nie zachodzi ta powtarzalność, ten cały „circle of life”. Zmienia się model rodziny, cały szereg niuansów, ale jednak na tym najbardziej podstawowym poziomie – partnerskich wzlotów i upadków, sukcesów i rozczarowań – jesteśmy właśnie jak nasi rodzice, tak to widzę.
KW: Ale czy był to główny temat filmu? Wątek umierającej, ale wciąż pełnej energii życiowej matki jest ciekawy, ale nie wydaje mi się kluczowy dla filmu. Polski tytuł, choć raczej banalny i niewyszukany, lepiej chyba pasuje do filmu.
PD: Ja wolę jednak tytuł oryginalny. Nie tylko lepiej brzmi, ale według mnie naprawdę pasuje do charakteru filmu. Nie tylko o matkę tu przecież chodzi, są jeszcze dzieci bohaterki, jest jej dużo młodsza siostra przyrodnia (lub po prostu córka kobiety, z którą prowadzał się jej ojciec, nie jest to wyjaśnione) i w scenach z udziałem ich wszystkich widzę zarówno te zmiany pokoleniowe, o których piszesz, jak i „genetyczne” rutyniarstwo. Rosa niby chce być taka nowoczesna, wyzwolona, czyta i pisze o poliamorii i ma pretensje do matki, że ta zabraniała jej w dzieciństwie oglądać reklam, tylko katowała dziennikiem telewizyjnym – a zarazem ta sama Rosa na widok całujących się lesbijek reaguje „nie przy dzieciach!” (choć dzieci wcale nie ma w pobliżu) i w ogóle na szczyptę deklarowanego szaleństwa pozwala sobie tylko raz po kilku głębszych – a i wtedy ostatecznie włączają się jej hamulce.
KW: Z jednej więc strony na świecie następują wciąż zmiany w postrzeganiu roli płci, modelu rodziny, z drugiej strony wszyscy niosą w sobie jakiś bagaż genetyczny i wychowawczy i obie te siły jakoś wciąż ze sobą balansują. A my w tym wszystkim możemy czuć się nadal zagubieni, nawet gdy jesteśmy przekonani, że wiemy co jest słuszne. Może nie jest to bardzo odkrywcze spostrzeżenie, ale w „Jestem Rosa” ze smakiem i inteligentnie podane.
koniec
6 października 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Dobry i Niebrzydki: #MeToo według Kinga
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

20 X 2017

Idziemy z duchem czasów i zauważamy różne formy dystrybucji, dziś więc opuszczamy kina i rozmawiamy na temat filmu, który niedawno miał premierę na Netflix – a chodzi o „Grę Geralda”, kolejny w tym roku film na podstawie powieści Stephena Kinga.

więcej »

15 najlepszych filmów George'a Romero i Tobe Hoopera
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

17 X 2017

W te wakacje świat kina grozy dotknęły dwie niepowetowane straty – 16 lipca zmarł George Romero, a 26 sierpnia Tobe Hooper. Reżyserzy, których zaliczyłbym do Wielkiej Czwórki Mistrzów Horroru (obok Wesa Cravena i Johna Carpentera). Z tej okazji pozwoliłem sobie na zbiorcze epitafium i wybrałem 15 najlepszych filmów obu twórców.

więcej »

Dobry i Niebrzydki: Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

13 X 2017

Czy androidy śnią o drewnianych koniach? Czy Deckard nadal jest (albo nie jest) replikantem? Czy K replikantem nie jest? Czy bez duszy można sobie nieźle radzić? I czy w ogóle film Denisa Villeneuve’a ma duszę i jak sobie radzi w porównaniu do kultowego klasyka? W kinach sequel słynnego „Blade Runnera” Ridleya Scotta i oczywiście tego tytułu pominąć w naszych dyskusjach nie możemy.

więcej »

Polecamy

#MeToo według Kinga

Dobry i Niebrzydki:

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Homonarodowiec czyta Konstytucję
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Szekspir na Pacyfiku
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ferris Bueller kontra Władysław Frasyniuk
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Cezar - szympans, który został Mojżeszem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Z tego cyklu

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Homonarodowiec czyta Konstytucję
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Szekspir na Pacyfiku
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ferris Bueller kontra Władysław Frasyniuk
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Cezar - szympans, który został Mojżeszem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ucieczka do zwycięstwa
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Październik 2017 (2)
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Pierwszy milion trzeba ukraść
— Konrad Wągrowski

Komiksy i klozety, czyli jedna z najmądrzejszych bajek roku
— Piotr Dobry

Esensja ogląda: Wrzesień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Dwa Brzegi 2017
— Konrad Wągrowski

Transatlantyk 2017: Osiem festiwalowych filmów
— Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Sierpień 2017 (1)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry

Transatlantyk 2017: Sery, wina, trufle i crème brûlée
— Konrad Wągrowski

Transatlantyk 2017: Śmierć indiańskiej dziewczyny
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.