Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Dobry i Niebrzydki: #MeToo według Kinga

Esensja.pl
Esensja.pl
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski
Idziemy z duchem czasów i zauważamy różne formy dystrybucji, dziś więc opuszczamy kina i rozmawiamy na temat filmu, który niedawno miał premierę na Netflix – a chodzi o „Grę Geralda”, kolejny w tym roku film na podstawie powieści Stephena Kinga.

Mike Flanagan
‹Gra Geralda›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGra Geralda
Tytuł oryginalnyGerald's Game
Dystrybutor Netflix
Data premiery29 września 2017
ReżyseriaMike Flanagan
ZdjęciaMichael Fimognari
Scenariusz
ObsadaCarla Gugino, Carel Struycken, Bruce Greenwood, Henry Thomas, Chiara Aurelia, Kate Siegel, Natalie Roers, Tom Glynn
MuzykaThe Newton Brothers
Rok produkcji2017
Czas trwania103 min
Gatunekgroza / horror, thriller
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Piotr Dobry: Kino zafundowało nam w tym roku festiwal Stephena Kinga obfitujący w zwroty akcji nie gorsze niż w samej twórczości Mistrza. Najpierw słabiutka serialowa „Mgła”, następnie wielki niewypał, jakim okazała się wyczekiwana „Mroczna wieża”. I kiedy do mediów powróciła stara śpiewka, że King nie ma szczęścia do adaptacji, pojawił się świetnie przyjęty serial „Mr. Mercedes”. Ale to jeszcze było nic, bo chwilę później sercami widzów i krytyków zawładnął zaskakująco udany remake „Tego”, który w dodatku zabrał „Egzorcyście” dzierżony przez cztery dekady tytuł najbardziej kasowego horroru wszech czasów. No i teraz dostajemy zrealizowaną dla Netflixa „Grę Geralda”, adaptację powieści znacznie mniej popularnej od tych o Rolandzie i morderczym klaunie. I znów bardzo przychylne recenzje. Czy słusznie?
Konrad Wągrowski: Po pierwsze, to mam wrażenie, że kino prawie co roku funduje nam festiwale Stephena Kinga, gdy spojrzy się do imdb, to w każdym z minionych kilkunastu lat – nawet pomijając liczne krótkometrażówki – powstawało kilka ekranizacji powieści Króla. Ale pewnie masz rację, mówiąc że rok bieżący mimo to był wyjątkowy, zważywszy na bardzo przecież oczekiwaną „Mroczną wieżę” i zaskakujący sukces „Tego” i biorąc pod uwagę, jak zróżnicowane były odbiory krytyczne tych filmów.
PD: Tym bardziej że ten pojedynek gigantów miał przebiegać zupełnie inaczej – oczekiwana od lat superprodukcja z topowymi gwiazdami kontra remake bez gwiazd, na który nikt specjalnie nie czekał, bo „To” z Timem Currym dobrze się zakorzeniło w masowej świadomości, nawet lepiej niż na to zasługiwało.
KW: Na tym tle „Gra Geralda” wydaje się nie budzić aż tak wielkich emocji. Film jest dobrze zrobiony, krytycy docenili kunszt przekładania prozy na ekran, ale widzowie – patrząc przynajmniej przez pryzmat ocen na imdb – przyjęli film raczej letnio. I taki jest też mój odbiór – doceniam formalną biegłość, ale nie sądzę, by „Gra Geralda” na dłużej zapadła mi w pamięć.
PD: Film zaczyna się jak „50 twarzy Greya” dla ludzi, nie ameb. Gerald, dobrze sytuowany facet w średnim wieku, pakuje kajdanki do walizki i zabiera żonę do domu nad jeziorem, by dodać nieco pikanterii swemu rutynowemu małżeństwu. Kiedy jednak na miejscu Gerald – po uprzednim zażyciu viagry – przykuwa Jessie do łóżka i zaczyna fantazjować o gwałcie, ta reaguje bardzo nerwowo. Jeszcze nie wiemy dlaczego, ale atmosfera robi się napięta, a chwilę potem mężczyzna schodzi na zawał. I przyznam, że jest to moment, gdy nie tylko musiałem zawiesić niewiarę na mocnym kołku, ale wręcz uśmiechnąłem się na myśl o gotowcu dla parodii spod znaku „Scary Movie”.
KW: Ciekawe, bo ja tego nie odebrałem jako nieświadomej parodii, ale – nie znając książki – wydawało mi się, że może być to część tytułowej gry Geralda – że jego zawał może być symulowany i gdy bohater dźwignął się z podłogi, nawet mnie to jakoś nie zdziwiło…
PD: A tak, też się wtedy złapałem na myśli o symulacji. Natomiast sam moment zawału, kluczyki do kajdanek odłożone akurat w łazience, nie na półkę nad łóżkiem czy szafkę nocną, pozostawienie drzwi wejściowych otwartych na oścież – zważając na to, że planuje się igraszki BDSM, i że na zewnątrz kręci się obcy pies… Nie uważam, żebym się czepiał na siłę, naprawdę widzę tu nieliche naciąganie pod intrygę. Ale same interakcje między aktorami, rozpoczęcie filmu piosenką Sama Cooke’a „Bring It On Home to Me”, gdzie przecież padają słowa „You know I’ll always be your slave” – i ten utwór jeszcze później wraca w znacznie bardziej ponurych okolicznościach – to może się podobać.
KW: Dodajmy, że to wprowadzenie jest całkiem sprawnie wykonane – drobne gesty sugerują, że w małżeństwie Jessie i Geralda zbyt dobrze się nie dzieje, już początek namiętnej z założenia gry seksualnej pokazuje, że owej namiętności w związku nie ma i cała akcja ma minimalne szanse powodzenia – stąd też cała późniejsza eskalacja jest logiczna i dobrze poprowadzona.
PD: „Gra Geralda” uchodziła przez lata za jedną z najbardziej nieprzekładalnych powieści Kinga. Historia rozgrywa się bowiem nie dość, że niemal wyłącznie w jednym pomieszczeniu, to do tego w dużej mierze w umyśle bohaterki. „50 twarzy Greya” szybko przechodzi zatem w „127 godzin”, ale twórcy mają dość atrakcji w zanadrzu, by statyczną opowieść urozmaicić – pojawia się pies, o którym bohaterowie wpierw żartują, że to Cujo, co działa niczym samospełniająca się przepowiednia, pojawia się Księżycowy Człowiek – nie pierwszy raz bowiem King, a za nim adaptatorzy, miesza różne porządki, wprowadzając do thrillera psychologicznego elementy body horroru i fantastyki. Jak to wszystko razem wypada, twoim zdaniem?
KW: I tu, przyznam, mam pewien problem. „Gry Geralda” może nie czytałem, ale prozę Kinga znam nie od dziś i przyznam, że nieraz te dodawane elementy fantastyczne psuły wymowę całości – tak jakby King miał wątpliwości, czy jest wystarczająco dobrym pisarzem obyczajowym, by dźwignąć całą historię bez rzeczy nadprzyrodzonych. I w przypadku filmu, który, z tego co mi wiadomo, dość wiernie odtwarza treść książki, też miałem ten zgrzyt. Bo tak naprawdę odniosłem wrażenie, że postać Księżycowego Człowieka jest zupełnie niepotrzebna, że w finale odciąga uwagę widza od tego, co w filmie było naprawdę istotne.
PD: Istotne dla opowieści okazują się także zupełnie już niefantastyczne retrospekcje, w których poznajemy przeszłość Jessie i źródło jej traumy. Molestowanie przez ojca, bardzo trudny temat, podjęty też przecież w „Tym”, tutaj dość niespodziewanie (szczególnie dla tych, co nie czytali książki) przeradza się w kanwę całej historii. Bo „Gra Geralda” okazuje się w gruncie rzeczy feministyczną przypowieścią o wyzwoleniu. Wszystkie ekranowe demony to mężczyźni, z którymi Jessie musi sobie poradzić – na płaszczyźnie rzeczywistej lub symbolicznej. Sytuacja ekstremalna jako katharsis – znamy to z wielu tekstów kultury. Czy tutaj wybrzmiewa przekonująco?
KW: Przyznam, że podczas seansu nie mogłem się uwolnić od skojarzeń z obecnie trwającą w internecie akcją #MeToo. W „Grze Geralda” mamy dwa główne poziomy seksualnej opresji – pedofilskie skłonności ojca, które każdemu raczej kojarzą się z przestępstwem, które należy ścigać z całą bezwzględnością (choć przecież i tu ojciec tłumaczy się, a pośrednio przejmuje to i bohaterka, że w sumie wcale nie dotykał córki), z drugiej strony mąż, który rozpoczyna zabawę mającą znamiona seksualnej przemocy, który nie rozumie słowa „nie”, który myśli wyłącznie z perspektywy swojego ego, który nawet w łagodniejszej formie opresji rzuca wśród kolegów niesmacznymi żartami na temat kobiet. Idealnie wpasowuje się w przykłady, które pojawiały się w akcji #MeToo, także nie widząc nic zdrożnego w swym zachowaniu.
PD: Masz rację, to się nieźle zbiegło w czasie – powieść Kinga pierwszy raz została wydana dokładnie przed ćwierćwieczem, w 1992 roku, a oglądany teraz film ogląda się trochę jak błyskawiczną reakcję na #MeToo.
KW: Dodajmy, że Jessie wiąże się z takim człowiekiem, rezygnując z własnej wolności na rzecz wygody (Gerald jest bogatym człowiekiem), w jakimś stopniu na skutek traumy z dzieciństwa. To nie nowość u Kinga, podobnie przecież było z Beverly w „Tym”.
PD: Przyznam może nieskromnie, że mnie, człowieka, który przed ukończeniem dziesiątego roku życia miał już za sobą „Evil Dead” i „Martwicę mózgu”, trudno przyprawić o mdłości w kontekście splatterowych atrakcji. A jednak scena, gdy Jessie uwalnia rękę z kajdanek, sprawiła, że żołądek podszedł mi do gardła. Zapisuję to twórcom na plus, bo mimo że wiernie trzymają się litery powieści, to raz, że trudno było taką scenę realistycznie nakręcić, a dwa – po filmach z serii „Piła” trudno było w tym względzie o coś szokującego. No więc na mnie zrobili wrażenie.
KW: Tak, film oscyluje klimatem od erotycznego thrillera, poprzez opowieść obyczajową, aż po horror supernaturalny, by dojść do gore. Już sceny zjadania trupa męża przez psa-przybłędę były mocne, ale scena uwolnienia wchodziła na jeszcze wyższy poziom. Przyznam, że z ulgą przyjąłem założenie prymitywnych opatrunków na zmasakrowaną rękę Jessie…
PD: Filmy takie jak „Gra Geralda”, rozgrywane w bardzo ograniczonej lokacji i stanowiące teatr jednego, góra dwóch aktorów, wymagają naturalnie odpowiedniej obsady, zdolnej przykuć do ekranu samą charyzmą. I muszę przyznać, że zarówno znajdująca się niemal non stop w centrum opowieści Carla Gugino, jak i wydatnie ją wspierający Bruce Greenwood, wypadają jak dla mnie bez zarzutu. A bynajmniej nie są to gwiazdy pierwszej wielkości tudzież aktorzy jakoś mocno charakterystyczni. Rzekłbym wręcz, że oboje są dość pospolici, najczęściej widywani na drugich lub dalszych planach, w pomocniczych i robiących za tło rolach lekarzy, sędziów, rodziców bohaterów czy partnerów bohaterów – jak choćby Gugino dla The Rocka w „San Andreas”. Słowem, everywoman i everyman. I może właśnie dlatego w „Grze Geralda” tak dobrze to działa? Zwyczajność przekuta w atut?
KW: Bruce Greenwood ma wygląd idealnie dopasowany do swej roli – on zresztą chyba zwykle grywa jakichś prawników czy lekarzy. Choć trzeba przyznać, że grając postać będącą częścią świadomości Jessie, wcale nie trzyma się tej samej nuty, co wcześniej, to jest postać będąca jakby połączeniem cech męża i żony. Carla Gugino dostała natomiast rolę życia i zrobiła wszystko, by wejść na kolejny etap swej kariery, dostawać bardziej ambitne, wymagające role. Ciekawe, czy jej się uda.
PD: Nie wiem, co myśleć o zakończeniu całej historii. Z jednej strony rozwiązanie wątku Księżycowego Człowieka to niezły twist, a tych w horrorach nigdy za wiele. Z drugiej strony – takie rozwiązanie odziera całą opowieść z aury niesamowitości. David Lynch – u którego w „Twin Peaks” również występował ten sam Carel Struycken, aktor cierpiący na akromegalię, nie do pomylenia z nikim innym, fascynująca postać – z pewnością zostawiłby to niedopowiedziane. Może ty masz tu mniej wątpliwości.
KW: Tak jak lubię Struyckena jeszcze z czasów starego „Twin Peaks”, doceniając, jak życiowy dramat umiał przekuć w atut i jak potrafi podchodzić z dystansem do swej choroby i kariery etatowego potwora, tak powtórzę – Księżycowy Człowiek na koniec wyrasta na głównego bohatera tej opowieści, podczas gdy w trakcie filmu jest w gruncie rzeczy bardzo mało istotny. Wiem, że postać też pochodzi z książki Kinga, że to ona właśnie buduje element grozy, widzę, że sceny w domu, gdy jawi się na podobieństwo ducha w rogu pokoju, mają swój niezły klimat, ale tak naprawdę na koniec ważne jest to, że po kilkudziesięciu latach kończy się zaćmienie słońca, a nie to, czy potwór z majaków był realny, czy nie.
koniec
20 października 2017
dodajdo

Komentarze

20 X 2017   14:03:15

A dzisiaj na Netflixie ma premierę kolejny film wg Kinga "1922" z Thomasem Jane i Molly Parker w rolach głównych.

20 X 2017   14:54:13

Zajmiemy się nim!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Mózgi, świeże mózgi
Jarosław Loretz

20 XI 2017

Otóż nie. Dzisiejszy odcinek wcale nie będzie o zombie.

więcej »

Dobry i Niebrzydki: Czeska babcia w roli Kaja
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

17 XI 2017

Tydzień temu rozmawialiśmy o włoskim kandydacie do Oscara, dziś czas na czeską propozycję do tej nagrody. Zostało nam więc do omówienia jeszcze około 90 filmów zgłoszonych jako krajowe propozycje do nagrody Akademii Filmowej. A na dziś – „Kobieta z lodu” Bohdana Slamy.

więcej »

Z filmu wyjęte: Przenośny karmnik
Jarosław Loretz

13 XI 2017

Ponoć najlepszym zabezpieczeniem przed uczuciem głodu jest noszenie wałówki ze sobą. Ale jak to robić, gdy się jest truposzem?

więcej »

Polecamy

Czeska babcia w roli Kaja

Dobry i Niebrzydki:

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Homonarodowiec czyta Konstytucję
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Styczeń 2017 (1)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz

Pojedynek w mroku
— Jarosław Loretz

Tegoż autora

Nie tak ładnie pachniesz
— Konrad Wągrowski

Kadr, który…: Eskadra Stefanottiego rusza do akcji!
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Październik 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Mała Esensja: Detektywi z Karaibów
— Konrad Wągrowski

Bogowie w kolorowych kosmolotach
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Październik 2017 (2)
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Pierwszy milion trzeba ukraść
— Konrad Wągrowski

Komiksy i klozety, czyli jedna z najmądrzejszych bajek roku
— Piotr Dobry

Esensja ogląda: Wrzesień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.