Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Dobry i Niebrzydki: Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach

Esensja.pl
Esensja.pl
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski
Po raz kolejny zapuszczamy się w obszary niszowej animacji, tym razem zastanawiając się, jak baśnie braci Grimm przemawiają do współczesnych odbiorców i jak sprawdza się okrucieństwo okraszone naturalizmem, rozmawiając o „Dziewczynie bez rąk” Sébastiena Laudenbacha.

Sébastien Laudenbach
‹Dziewczyna bez rąk›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDziewczyna bez rąk
Tytuł oryginalnyLa jeune fille sans mains
Dystrybutor Bomba Film
Data premiery27 października 2017
ReżyseriaSébastien Laudenbach
ZdjęciaSébastien Laudenbach
Scenariusz
ObsadaAnaïs Demoustier, Jérémie Elkaïm, Philippe Laudenbach, Olivier Broche, Françoise Lebrun, Sacha Bourdo, Elina Löwensohn
MuzykaOlivier Mellano
Rok produkcji2016
Kraj produkcjiFrancja
Czas trwania76 min
Gatunekanimacja
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Konrad Wągrowski: Bardzo lubię te nasze dyskusje o kinie niszowym, bo przynajmniej mam poczucie sprawczości. Czy nasze zachwyty bądź marudzenie na nowe Marvele i inne może jakoś wpłynąć na oglądalność? Nie sądzę. A czy nasz zachwyt niszowym filmem na przykład z Wysp Cooka, czy nad eksperymentalną animacją, może na box office wpłynąć? Jeśli zachęcimy 13 osób do wyprawy do kina, to pewnie podwoimy frekwencję. Bo dziś, biorąc głęboki oddech przez „Thorem” (za tydzień), znów na tapecie mamy kino niszowe – i to jak niszowe! Malarska animowana ekranizacja baśni braci Grimm, zbyt okrutna dla dzieci, zbyt bajkowa dla dorosłych, zbyt awangardowa dla przeciętnego widza.
Piotr Dobry: Że zbyt bajkowa dla dorosłych, to się nie zgodzę. To mocno alegoryczna przypowieść, dająca się czytać na wielu poziomach, stanowiąca z pewnością ciekawe wyzwanie dla co bardziej wyrobionego widza. Z kolei pod tym, co mówisz o naszej „misyjnej” działalności, bardzo chętnie się podpiszę. „Dziewczyna bez rąk” to kolejny w naszych tegorocznych dyskusjach przykład filmu, po „Nazywam się Cukinia” i „Czerwonym żółwiu”, gdzie animacja służy za nośnik unikalnej ekspresji artystycznej, stojącej w kontrze do reszty repertuaru. To musi się podobać, musi działać ożywczo i musi, jakkolwiek górnolotnie to brzmi, przywracać wiarę w oryginalne, osobne kino – jak byśmy tych Disneyów i Minionków na co dzień nie doceniali.
KW: Rodowód dzieła Sébastiena Laudenbacha jest bardzo wyraziście widoczny – już podczas seansu pomyślałem sobie, że to opowieść w stylu braci Grimm, a końcowe napisy tylko potwierdziły moje podejrzenie (przyznam, że akurat tej baśni nie znałem). „Odkrywając tę ​​baśń braci Grimm, natychmiast zachwyciłem się jej siłą, okrucieństwem i szczęśliwym zakończeniem, a także losem tej młodej dziewczyny, która pozbawiona zdolności do działania, musi nauczyć się, że nie może powierzyć innym swojego przeznaczenia, lecz powinna sama brać odpowiedzialność za swoje życie” – powiedział reżyser. Baśnie braci Grimm, oprócz tego, z czego słyną do dziś – brutalności i przemocy, narzucały też właściwe dla swej epoki moralizatorstwo – czy możemy w tej baśni i jej adaptacji znaleźć coś ponadczasowego, coś, co może przemówić do współczesnego widza?
PD: Myślę, że odpowiedź zawiera się już w wypowiedzi reżysera, którą przytaczasz. To rzeczywiście jest opowieść emancypacyjna, historia kobiecej determinacji, zaradności i niezależności. Ale i zdolności do poświęcenia i dobroci, które dużo rzadziej, mam wrażenie, stają się udziałem mężczyzn. Jest w tej baśni taki subtelny feminizm, który bardzo mi się podoba.
KW: Porozmawiajmy chwilę o tym, co reżyser dodał do literackiego pierwowzoru. Bowiem, choć cała opowieść mocno podąża za treścią baśni, to diabeł (sic!) tkwi w szczegółach. Krótka, kilkustronicowa baśń została tu rozbudowana do blisko 80-minutowego filmu. Opowieść o dziewczynie, którą (z początku nieświadomie) ojciec odsprzedaje diabłu w zamian za bogactwo, by później na szatański rozkaz, nie chcąc tracić majątku, odciąć jej dłonie, została rozszerzona przez Laudenbacha o szereg detali. Pojawia się tu postać matki, która staje się dla ojca wyrzutem sumienia…
PD: To znaczy matka była już w baśni Grimmów, tyle że tutaj reżyser obchodzi się z nią znacznie okrutniej. W ogóle obchodzi się okrutniej z postaciami kobiecymi, piętrzy trudności przed córką młynarza. Zmroziła mnie scena, nieobecna w pierwowzorze literackim, gdy podnosząc dziecko z kołyski swoimi kikutami, upuszcza je na podłogę. Okrutne piękno ma też w sobie scena, gdy bohaterka kopie w ziemi pokrwawionymi kikutami, a następnie żmudnie zasadza nasiona, przenosząc każde jedno w ustach. To nie są przyjemne obrazki w takim tradycyjnym rozumieniu, bo trudno uznać cierpienie kobiety za przyjemny widok. Ale te sceny są zarazem bardzo inspirujące. Ta dziewczyna nigdy się nie poddaje.
KW: Życiowe losy kalekiej dziewczyny ulegają silnej rozbudowie – widzimy, jak pozbawiona dłoni musi sobie radzić z życiowymi obowiązkami, walczyć o przetrwanie, opiekować synem. W relacji z księciem pojawia się silniej zaakcentowany wątek erotyczny. Działania diabła zostają też szerzej ukazane, dopełniony zostaje wątek ojca. Jak te elementy twoim zdaniem poszerzają znaczenie tej opowieści?
PD: Dużo silniej wybrzmiewa aspekt genderowy. Bohaterka potrafi zadbać o siebie i swoje dziecko tak, jak nie uczyniłby tego żaden mężczyzna. Zachowuje siłę i hart ducha, kiedy świat wokół staje się koszmarem – za pierwszym razem i za każdym kolejnym. Bohaterka jest czysta i niewinna, ale też bardzo dzielna i charakterna, i silniejsza od wszystkich mężczyzn, z diabłem na czele. Zresztą wszyscy męscy bohaterowie mają tu w sobie coś diabolicznego, dopuszczają się gwałtu i przemocy, nawet jeśli wymuszonych na nich podstępem. Wiesz, że w trakcie seansu znów pomyślałem o akcji #metoo? To nie jest tu tak oczywiste jak w przypadku „Gry Geralda”, ale gdy się dłużej zastanowić, na jednym z poziomów jest to także przypowieść o męskiej dominacji i kobiecej opresji zakorzenionej kulturowo.
KW: Czas chyba porozmawiać o naturalizmie tego filmu. Baśnie braci Grimm to nie lektura dla małych dzieci i film nie ucieka od ich estetyki – scena ucinania rąk nie jest może bardzo szczegółowo pokazana, ale mamy świst siekiery, krew i bolesny krzyk dziewczyny. Ale przemoc to niejedyny wyraz naturalizmu, pojawia się on w wielu aspektach. Mamy tu nagość (całkiem dużo nagości), mamy jęki porodowe bohaterki, mamy pokazane wyraziście zaspokajanie potrzeb fizjologicznych (uff, udało mi się wymyślić ładny zwrot do opisu sceny, gdy matka z synem w kucki równocześnie pozbywają się zbędnych produktów przemiany materii). Dość oryginalne podejście, jak na baśniową animację, nie uważasz?
PD: Tak, kolejna płaszczyzna – opowieść o seksualności i cielesności. W filmie zostaje pokazana praktycznie każda funkcja, do jakiej zdolny jest organizm kobiety. Jest seks, jest poród, laktacja, menstruacja i tak dalej. To wszystko jest bardzo pierwotne, bliskie naturze. Bohaterka zresztą od samego początku wchodzi w symbiozę z otaczającą ją przyrodą, czerpie przyjemność z kontaktu z gwiazdami, drzewami, rzeką. Można wręcz przyjąć, że sama jest personifikacją natury – w opozycji do figur męskich, uosabiających chciwość, przemoc, wojnę, wszystko to, co światu przyniósł człowiek – wojownik – mężczyzna. Reżyser bardzo ładnie podkreśla te kontrapunkty formą – rysunki dziewczyny i przyrody płynnie się przenikają, są miękkie, eteryczne, utrzymane w ciepłych pastelach, podczas gdy postaci męskie mają ciemne kształty i ostrzejsze kontury.
KW: Jeszcze jedna rzecz rzuciła mi się w oczy – odejście od chrześcijańskich korzeni pierwowzoru. Niby mamy tu diabła, ale o ile pamiętam, ani razu nie jest on diabłem nazwany, nie ma fizycznych atrybutów zwyczajowego chrześcijańskiego wizerunku szatana (ogon, rogi, kopyta), jest istotą zmiennokształtną, przybierającą różne postacie, w tym piękne i powabne. Ok, to nadal mogą być cechy diabła, ale równie dobrze dowolnego demona z innych religii. Dalej – u braci Grimm dziewczynie pomaga anioł, w filmie – tajemnicza bogini wody. U Grimmów dużo wspomina się o boskiej opiece, o tym, że Bóg przywraca bohaterce ręce, tu nie ma o Bogu nic. Co z pewnością nie wszystkim się spodoba.
PD: Nie wiem, czy słusznie, czy nie, i czy zgodnie z intencją reżysera, czy nie, ale czytam to jako dość wyraźny sygnał, że w świecie, w którym kobiety spotykają takie krzywdy, wiara w dobrego Boga zdaje się wręcz nadużyciem. Bogini wody zresztą dużo lepiej wpisuje się w kontekst symbiozy z naturą, o którym mówiłem przed chwilą. Bo jeśli ktoś w ogóle bohaterkę chroni, to tylko natura – w końcu dziewczyna znajduje spokój i ukojenie dopiero z dala od cywilizacji.
KW: A teraz coś, od czego właściwie powinniśmy zacząć, bo jest dla filmu najważniejsze – jego forma. Żartowałem o awangardowości animacji, ale przyznać trzeba, że jest ona bardzo nietypowa, rzadko spotykana w dzisiejszych czasach. Całość wykonana pędzlem, momentami mocno schematyczna, operująca głównie konturami i symbolami, wiele elementów pozostawiając w wyobraźni odbiorcy, płynna, z przenikającymi się elementami (co nadaje bohaterce zwiewności, gdy np. przez jej ciało widać tło), ale przy tym bardzo kolorowa i kontrastowa, z wyrazistymi barwami i grubymi konturami. No, niebrzydkie to było (nawiązując do tytułu naszego cyklu).
PD: Niebrzydkie i dobre – może powinniśmy zacząć przyznawać takie certyfikaty jakości? Ale tak, piękna jest ta animacja akwarelowa, a jej ciepła forma świetnie kontrastuje z brutalnością materiału wyjściowego, podbitą jeszcze, jak już ustaliliśmy, przez reżysera. Paleta kolorystyczna przypominała mi trochę „Księżniczkę Kaguyę” ze Studia Ghibli, szczególnie jej co bardziej impresjonistyczne sceny. Zasadniczo jednak „Dziewczyna…” jest znacznie bardziej surrealistyczna i bardziej wymagająca. Ale na pewno warto ją poznać.
koniec
27 października 2017
dodajdo

Komentarze

27 X 2017   20:59:18

Kolejne rozmowy dwóch ideologicznych kumpli. Ciężko się czyta.
Co do filmu - jeśli postacie kobiece i męskie są w nim rzeczywiście przedstawione tak stereotypowo jak wynika z wypowiedzi Piotra Dobrego, to skutecznie mnie Panowie do niego zniechęcili. Także efekt odwrotny od zamierzonego...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Dobry i Niebrzydki: Czeska babcia w roli Kaja
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

17 XI 2017

Tydzień temu rozmawialiśmy o włoskim kandydacie do Oscara, dziś czas na czeską propozycję do tej nagrody. Zostało nam więc do omówienia jeszcze około 90 filmów zgłoszonych jako krajowe propozycje do nagrody Akademii Filmowej. A na dziś – „Kobieta z lodu” Bohdana Slamy.

więcej »

Z filmu wyjęte: Przenośny karmnik
Jarosław Loretz

13 XI 2017

Ponoć najlepszym zabezpieczeniem przed uczuciem głodu jest noszenie wałówki ze sobą. Ale jak to robić, gdy się jest truposzem?

więcej »

Dobry i Niebrzydki: Męska wrażliwość nie ma racji bytu
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

10 XI 2017

Romska społeczność i afrykańscy imigranci we współczesnych Włoszech jako tło dla „coming-of-age story” zagranej przez naturszczyków. Dziś rozmawiamy o wchodzącej na ekrany naszych kin „Ciambrze”, włoskim kandydacie do oscarowej nominacji.

więcej »

Polecamy

Czeska babcia w roli Kaja

Dobry i Niebrzydki:

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Homonarodowiec czyta Konstytucję
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Nie tak ładnie pachniesz
— Konrad Wągrowski

Kadr, który…: Eskadra Stefanottiego rusza do akcji!
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Październik 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Mała Esensja: Detektywi z Karaibów
— Konrad Wągrowski

Bogowie w kolorowych kosmolotach
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Październik 2017 (2)
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Pierwszy milion trzeba ukraść
— Konrad Wągrowski

Komiksy i klozety, czyli jedna z najmądrzejszych bajek roku
— Piotr Dobry

Esensja ogląda: Wrzesień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.