Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 grudnia 2017
w Esensji w Esensjopedii

Z filmu wyjęte: Mózgi, świeże mózgi

Esensja.pl
Esensja.pl
Otóż nie. Dzisiejszy odcinek wcale nie będzie o zombie.
Wiadomo o dwóch grupach konsumentów, które są łase na ludzkie mózgi – są to wiecznie nienasycone zombie oraz całkiem swojscy kanibale, próbujący poprzez konsumpcję mózgów przejąć inteligencję i mądrość swoich ofiar. Od czasu do czasu ten czy innych twórca próbuje jednak błysnąć oryginalnością i wynajduje dodatkowych, mniej typowych amatorów szarego, pofałdowanego cymesu. Zaprezentowany obok kadr pochodzi z klasyki meksykańskiego sf, czyli z nakręconego w 1962 roku filmu „El barón del terror”, znanego również pod angielskim tytułem „The Brainiac”. Na zdjęciu widać pokaźnych rozmiarów metalowy puchar, wypełniony po brzegi mózgami, w domyśle oczywiście ludzkimi, z którego to pucharu – dodam, że złowieszczym ukradkiem! – czerpie smakowitości znajdujący się poza krawędzią obrazu dżentelmen.
Kim jest ów dżentelmen? Otóż jest to baron Vitelius d’Estera, czarnoksiężnik, który trzysta lat po spłonięciu na stosie wrócił wraz z kometą na Ziemię, by wywrzeć zemstę na potomkach swoich oprawców. A wrócił tak naprawdę pod postacią odpychającego humanoida z gumową, nieudolnie diaboliczną twarzą, z gumowymi, rurkowymi chwytako-szczypcami w miejscu dłoni oraz z długim, obowiązkowo gumowym językiem, którego rozwidlonym końcem wpija się w karki ofiar i w sekundę wysysa całe mózgi. Jakim cudem te wyssane przez dwie małe dziurki mózgi lądują później w stanie nienaruszonym w pucharze? Nie wie nikt. Czemu trzeba je chomikować w pucharze, zamiast spokojnie przyswoić zaraz po wyssaniu? Też nie wie nikt. No ale jest oryginalnie, prawda?
Rzekłbym, że to trzeba zobaczyć na własne oczy, aczkolwiek doskonale zdaję sobie sprawę, że nie każdy lubi obciachowe, kręcone na śmiertelnie poważnie kino sprzed wielu dekad. Smakoszy kuriozów i tandety zachęcam jednak do internetowych łowów na to cudactwo.
koniec
20 listopada 2017
dodajdo

Komentarze

22 XI 2017   16:11:38

Mam jedno drobne zastrzeżenie- kolega zgredaktor szanowny był pomylił nurty filmowe. Na serio były kręcone horrory i s-f w U.S.A.
Tymczasem "Brainiac" to typowe dla Ameryki Łacińskiej "quello" [proszę poprawić, jeżeli źle zapisałem]- horror świadomie zły, do stopnia śmieszności.

23 XI 2017   01:16:18

Nigdy nie można być pewnym, czy film był kręcony rzeczywiście jako świadomie złe kino, czy po prostu strasznie się nie udał. I jeśli "La nave de los monstruos" doskonale sprawdza się jako komedia, i to faktycznie intencjonalna (trudno na serio brać obcego w formie klekoczącego szkieletu), to "The Brainiac" nie daje takiej możliwości. Owszem, chwilami guma i absurdy potrafią rozbawić, ale przez większość czasu obsada toczy zupełnie poważne dyskusje i snuje się zasępiona po planie. Na tej samej zasadzie śmieszą amerykańskie "Attack of the Giant Leeches", "Robot Monster" czy "The Beast of Yucca Flats". Teraz możemy je uznawać za mniej lub bardziej świadomy kicz i mówić, że były intencjonalnie złe, ale czy dobrze się na nich bawiono również pół wieku temu? Jedno jest jednak pewne - aktorsko i reżysersko "The Brainiac" stoi na znacznie wyższym poziomie niż jego amerykańscy krewniacy. Aczkolwiek w opracowaniach nt. historii gatunkowego kina nieodmiennie figuruje jako przykład złego kina, a nie intencjonalnej zgrywy.

Natomiast terminu "quello" nie kojarzę.

I drobne uzupełnienie - najwyraźniej pierwsza piosenka Franka Zappy była inspirowana właśnie filmem "The Brainiac": http://www.faena.com/aleph/articles/brainiac-the-strange-mexican-movie-that-inspired-frank-zappas-first-song/

23 XI 2017   17:27:47

Jeżeli chodzi o terminologię, to faktycznie zupełnie pomieszałem słowa, a konkretnie dwa terminy istniejące w kinematografii:
"lucha libre"- tradycyjny horror meksykański, z dużą domieszką meksykańskiego wrestlingu, od którego wziął nazwę (https://en.m.wikipedia.org/wiki/Horror_films_of_Mexico)
"giallo"- włoskie kino przemocy, często z elementami horroru (https://en.m.wikipedia.org/wiki/Giallo)
A co do "quello"- mały cytat:
El Deguello,” an old battle song originally used by Muslims to signify no quarter given. The name comes from the Spanish word degollar which means “to cut the throat.” Czyli piosenka meksykańskiej armii w trakcie wojny z Teksasem.

23 XI 2017   18:17:35

Tak coś czułem, że w grę może wchodzić jakaś zbitka z giallo. ;)

A co do terminologii - giallo to po włosku po prostu kryminał. I większość z tego, co na Zachodzie utarło się określać mianem giallo, to właśnie kryminały, może tylko czasami bardziej brutalne czy - z rzadka - posiadające elementy nadprzyrodzone.

Natomiast lucha libre to gatunek sam w sobie, z horrorem nie mający praktycznie nic wspólnego. Większość tego typu filmów - głównie z Santo i Blue Demonem - to obciachowy wariant kina superbohaterskiego, gdzie za herosa robi obowiązkowo zamaskowany wrestler. I wcale nie jest powiedziane, że fabuła musi zawierać fantastykę, chociaż często rzeczywiście tak było (głównie na zasadzie Bonda - różne wynalazki, szaleni naukowcy, ale i np. mumie). Lucha libre są łatwo odróżnialne od całej reszty, bo ich fabuła jest mocno umowna, nikt tam na ogół nie ginie (zupełnie jak w "Drużynie A"), a przynajmniej kwadrans czasu antenowego zajmują zmagania na najprawdziwszej arenie. Większość tych filmów jest zwyczajnie niedobra, zwłaszcza te z lat 1980-tych, kiedy kierowano je do młodszych widzów, ale swego czasu robiły w Meksyku ogromną furorę. Z "The Brainiac" nie mają jednak żadnego stycznego punktu.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Dobry i Niebrzydki: Chwała na wysokości?
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

15 XII 2017

W wigilijnym nastroju (który pryśnie, gdy zaczniemy się kłócić) sięgamy dziś po wigilijny film. „Cicha noc” Piotra Domalewskiego od kilku tygodni na naszych ekranach, ale teraz jest dobry czas by porozmawiać o tegorocznym laureacie Złotych Lwów w Gdyni, którego akcja obejmuje jeden wieczór 24 grudnia.

więcej »

Z filmu wyjęte: Nasi u nas
Jarosław Loretz

11 XII 2017

Nasze kino na ogół stroni od fantastyki. Bywa jednak, że drobne odniesienia do niej znajdują się w zupełnie niespodziewanych miejscach.

więcej »

Polecamy

Chwała na wysokości?

Dobry i Niebrzydki:

Chwała na wysokości?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Podręczne z Kairu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Atak paniki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Nasi u nas
— Jarosław Loretz

Nasi w Azji
— Jarosław Loretz

Nasi w Ameryce
— Jarosław Loretz

Przenośny karmnik
— Jarosław Loretz

Gdy w oczy zajrzy głód
— Jarosław Loretz

Marsjanin w Paryżu
— Jarosław Loretz

Zima w butelce
— Jarosław Loretz

Tegoż autora

Wielka stopa i wtopa
— Jarosław Loretz

Wężogator voodoo
— Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Doroczna rozrywka w tanim stylu
— Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Listopad 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Kamil Witek

Rezydencjonalna duchota
— Jarosław Loretz

Brzdąkany dramat grozy
— Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Listopad 2017 (2)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Planetarny morderca i konkurencja
— Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Listopad 2017 (1)
— Jarosław Loretz, Anna Nieznaj

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.