Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 grudnia 2017
w Esensji w Esensjopedii

Dobry i Niebrzydki: Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?

Esensja.pl
Esensja.pl
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski
Nie może być inaczej – dziś rozmawiamy o najnowszej propozycji Pixara, skierowanej do najmłodszych pełnej śmierci i kościotrupów opowieści o meksykańskim Día de los Muertos (Dniu Zmarłych).

Lee Unkrich, Adrian Molina
‹Coco›

WASZ EKSTRAKT:
90,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCoco
Dystrybutor Disney
Data premiery24 listopada 2017
ReżyseriaLee Unkrich, Adrian Molina
Scenariusz
ObsadaEdward James Olmos, Benjamin Bratt, Alanna Ubach, Gael García Bernal, John Ratzenberger, Natalia Cordova-Buckley, Cheech Marin, Gabriel Iglesias
MuzykaMichael Giacchino
Rok produkcji2017
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania109 min
Gatunekanimacja, komedia, przygodowy
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Konrad Wągrowski: Opowieść o kryzysie tożsamości z punktu widzenia zabawki. Opowieść o przemijaniu i cieszeniu się życiem z tej samej perspektywy. Opowieść o utraconym dzieciństwie. Opowieść o dewastacji naszej planety. Opowieść o tym, że starość niekoniecznie oznacza koniec. Opowieść o granicach rodzicielskiej odpowiedzialności. Opowieść o przełamywaniu barier w podążaniu do własnej samorealizacji. Filmy Pixara od bardzo dawna przyzwyczaiły nas nie tylko do wysokiej jakości, lecz też do poruszania w familijnym widowisku całkiem poważnych tematów (za wyjątkiem może tych produkcji, które były sequelami i prequelami wcześniej nakręconych) i chyba nikogo nie zaskoczy, że „Coco” znów wpisuje się w ten trend. Tym razem Pixar bierze na tapetę śmierć – ale niekoniecznie w narzucającym się kontekście oswajania się z jej nieodwracalnością, ale raczej w kontekście pielęgnowania pamięci o tych, którzy odeszli.
Piotr Dobry: Tak, to główny temat „Coco”, ale wachlarz tematyczny, jak to u Pixara, jest dużo szerszy i obejmuje także treści, o których wspomniałeś w kontekście wcześniejszych filmów Pixara, a więc starość, przemijanie, rodzicielska odpowiedzialność, przełamywanie barier itd. To wszystko także, w mniejszym lub większym stopniu, znajdziemy w „Coco”.
KW: Jeśli głównym tematem ma być śmierć, to koniecznie w Meksyku – tamtejszy Día de los Muertos z pewnością ładnie oswaja z odchodzeniem najbliższych. Forma wizualna jak zwykle u Pixara jest prześliczna – ale przede wszystkim bardzo pomysłowa. Pokryty płatkami kwiatów most do krainy zmarłych, świetliste stwory będące przewodnikami dusz, niesamowicie barwne, zróżnicowane miasto umarłych – to z pewnością pozostanie w pamięci widzów.
PD: To prawda, twórcy bardzo kreatywnie wykorzystują meksykański folklor na obu planach, wrażenie robi zarówno Kraina Umarłych, jak i ziemska wioska bohatera, szykująca się właśnie do obchodów Día de los Muertos, co stwarza dodatkową okazję do ukazania wizualnego bogactwa Meksyku: przystrojone puebla, kwieciste dywany na ulicach, pamiątki na straganach, barwnie udekorowane groby – no, cudo.
KW: Ale chyba trochę idealizujące wizerunek Meksyku, nieprawdaż? Choć przecież raczej nie oczekuję, by zaraz w filmie dla dzieci pokazywać jakieś naturalistyczne objawy wykluczającej biedy czy narkotykowe porachunki… Ale to taki pocztówkowy wizerunek.
PD: Zupełnie tego tak nie odbieram. Każda sztuka, a już szczególnie bajka z całą swą umownością, pokazuje nam przecież jedynie wycinek rzeczywistości. Dlatego nie mam pretensji do „Coco”, że nie pokazuje nam slumsów i karteli rodem z „Sicario”, tak jak nie miałem pretensji do „Sicario”, że nie było w nim nic z prowincjonalnej rzeczywistości zwykłych Meksykanów. Albo do „W głowie się nie mieści” – że po przeprowadzce bohaterki do San Francisco wcale nie było widać zróżnicowania etnicznego, z jakiego słynie miasto, o kulturze LGBT nie wspominając.
KW: Może nie ma tu nędzy slumsów, ale jeśli chodzi o odwagę twórców, to przecież trzeba wspomnieć, że śmiałą decyzją było to, że 90 procent postaci w filmie dla dzieci jest grane przez kościotrupy. Takie nieco złagodzone kościotrupy, ale jednak.
PD: Kościotrupy nie przypominają oczywiście tych z „Miasteczka Halloween” czy „Gnijącej panny młodej” Burtona, bo „Coco” skierowany jest do szerszej grupy docelowej, niemniej masz rację – to wciąż kościotrupy. Dochodzi do tego jeszcze wygląd nagiego psa meksykańskiego, xolo, który bardziej przypomina hienę z „Króla lwa” niż przyjemnego zwierzaczka-towarzysza, do jakich przyzwyczaił nas Disney. I muszę powiedzieć, że bardzo mi się podoba decyzja Pixara, by w filmie dla dzieci odejść od tego, co powszechnie się uważa za „ładne”.
KW: To są jednak dość ładne i wesołe kościotrupy, ale oczywiście wygodniej było zasiedlić zaświaty eterycznymi zjawami, a tu jednak mamy kości.
PD: Piszczele, oczodoły – no, nie jest to jakkolwiek odstręczające, ale dalekie od przeciętnej bajkowej estetyki.
KW: Coco… Dlaczego właściwie ona jest tytułową bohaterką filmu? Bardziej narzucałby się jednak Miguel czy Hector. Czy jej wybór nie jest jakąś sugestią twórców, co jest właściwym tematem filmu?
PD: To samo pytanie zadała mi córka. Znaczy – to pierwsze. Że po plakatach i zwiastunach myślała, że to chłopiec nazywa się Coco, nie jego 97-letnia prababcia. Myślę jednak, że to jak najbardziej zasadny tytuł, bo Coco jest kluczem do całej opowieści, jest niczym ów most z aksamitek łączący światy żywych i umarłych.
KW: Postrzegam to trochę też jako pewien żart twórców, igranie z przyzwyczajeniami widza co do przyznawania tytułów, ale też małą wskazówkę dla spostrzegawczych, którzy po samym tytule mogą próbować domyślać się pointy. Ale oczywiście Coco jest kluczowa, jest najważniejszą osobą dla każdego z bohaterów filmu (choć tego dowiadujemy się na końcu).
PD: Jej postać ładnie też wpisuje się we wciąż rzadkie zjawisko opowiadania o starości w kinie dla młodego widza, na którym to polu Pixar ma chyba największe zasługi spośród mainstreamowych wytwórni – w końcu „Odlot” to arcydzieło.
KW: Zacząłem się zastanawiać nad religijnym aspektem filmu. Akcja niby umieszczona w ultrakatolickim Meksyku, ale przecież wizja zaświatów niewiele ma wspólnego z chrześcijaństwem w ogóle i nie zdziwię się, gdy film w prasie prawicowej spotka się z krytyką. Nie ma tu żadnego Boga, nie ma żadnego Sądu Ostatecznego. Źli nie zostają potępieni, dobrzy i cisi nie doznają nagrody w Niebie. Rzekłbym nawet, że ziemski podział na biednych i bogatych zostaje przeniesiony prawie jeden do jednego w zaświaty, ze wszystkimi niesprawiedliwościami z tym się wiążącymi (choć jednak egzystencja biednych wygląda na bardziej znośną i przyjemniejszą niż na Ziemi). Jedyne, co zmienić może los dusz po śmierci, to zapomnienie. Ale pamięć może przecież mieć zarówno konotacje pozytywne, jak i negatywne.
PD: Ale chyba wyraźnie jest zaakcentowane, że chodzi o tą „dobrą” pamięć – rodzina przecież de facto pamięta o prapradziadku Miguela, tyle że wspomina go źle, jako tego, który zostawił żonę i córkę – stąd też odmawia mu miejsca na pamiątkowym ołtarzyku ze zdjęciami. Zaś jedyną osobą, która ma z nim dobre wspomnienia, jest właśnie wiekowa już córka, czyli Coco – i tylko dlatego prapradziadek Miguela nie rozpływa się w nicości. Widzę to tak, że zapomnienie robi tu poniekąd za odpowiednik chrześcijańskiego potępienia, więc zasadniczo nie mam problemu z wizją zaświatów bez tradycyjnego Boga. Oczywiście, gdyby zacząć to rozbijać na czynniki pierwsze, pewnie można by znaleźć jeszcze niejedną niespójność logiczną świata baśniowego, ale gdzie nie można?
KW: Niespójności nie szukałem, choć po namyśle mam problem z wygłoszonym chyba przez Hectora stwierdzeniem, że każdy istnieje w Krainie Zmarłych tylko tak długo, dopóki pamięta go którakolwiek z osób, które go znały w Krainie Żywych – bo to oznacza smutny fakt, że „życie” po drugiej stronie może trwać najwyżej kilkadziesiąt lat, dopóki twoje najmłodsze wnuki nie zawiną się ze świata, bo przecież ich dzieci już cię nie znają. A więc co chwila ktoś powinien znikać…
PD: Zupełnie tak tego nie odebrałem. Według mnie wcale nie chodzi o to, by znać swego przodka fizycznie, film raczej mówi o pielęgnowaniu pamięci o nim w taki sposób, by nigdy nie zanikła – a tym samym i nie znikł on sam. Wystarczą zatem zdjęcia, ciepłe wspomnienia, rodzinne legendy przekazywane sobie z pokolenia na pokolenie.
KW: Ale, jak wspomniałem, bardziej interesuje mnie sama koncepcja zaświatów jako kraju będącego odbiciem naszej rzeczywistości, dalekiego od urzeczywistnienia boskiej sprawiedliwości. Prędzej wielbłąd przejdzie przez oko igielne niż bogaty… zbiednieje – nawet po śmierci. A biedny się wzbogaci. Choć przynajmniej ta egzystencja biednych jawi się wesoło – bez ziemskich trosk, za to z rozrywkami.
PD: Tam po prostu trwa wieczna fiesta, ale ziemskie podziały społeczne bynajmniej nie zanikają. I ta wizja na pierwszy rzut oka rzeczywiście może się nie wydawać najsprawiedliwsza, ale zarazem niesie za sobą bardzo fajny przekaz: szczęścia nie mierzy się poziomem dóbr materialnych, najważniejszy jest stan ducha.
KW: No dobrze, ale czy mamy do czynienia z kolejnym arcydziełem Pixara? Bo ja, po namyśle mam jednak kilka zastrzeżeń. Pierwsze – bo jednak przy całej swej wyszukanej formie i atrakcyjnej scenerii, film w sumie nie wykracza swym przesłaniem ponad standardowe przesłania Pixara – trzeba być sobą, trzeba podążać za swymi marzeniami, ale nie należy zapominać o tych, którzy są obok. W „Toy Story” czy „Autach” byli to przyjaciele, w „Meridzie”, „Gdzie jest Nemo”, „Ratatuju” i w pewnym stopniu również we „W głowie się nie mieści” – rodzina. W gruncie rzeczy nic nowego, daleko tu do przełomowości, pomysłowości czy złożoności przekazu wspominanego „Inside Out”. Co więcej, niektóre rozwiązania wydają się być bardzo jasno zapożyczone – na przykład znikanie postaci po jej zapomnieniu pojawia się przecież i tu, i we „W głowie się nie mieści”, a motyw bohatera, który chce w życiu robić coś, co nie spotyka się z aprobatą rodziny, jest przecież także tematem „Ratatuja"…
PD: …oraz miliona innych tekstów kultury. Dla mnie inspiracje, tym bardziej w formie autocytatów, to jeszcze nie grzech. I jakkolwiek tematy rodziny, straty, miłości, ulotności życia itd. nie są specjalnie wyszukane, to zarazem ważniejszych tematów przecież nie ma. Zgodzę się, że „Coco” ma prostszą konstrukcję niż „Inside Out”, jest też bardziej sentymentalny, staroświecki – ale wynika to także z obranej tematyki, ze specyfiki fabuły zakorzenionej – po raz pierwszy u Pixara – w innej kulturze niż zachodnia. To jest tutejszy przełom – i bardzo mi to odpowiada. Czy arcydzieło? Nie wiem, poczekam z rozstrzygnięciem na kolejne seanse. Ale mnie na pewno pixarowa czołówka.
KW: Ja też pewnie zaczekam z oceną, ale po seansach „Toy Story 3”, „WALL-E” czy „W głowie się nie mieści” nie miałem wątpliwości, że oglądam coś wybitnego. „Coco” jest jak na razie dla mnie bardzo dobrą animacją – pomysłową, ale w przekazie raczej zachowawczą.
PD: A co rewolucyjnego i niezachowawczego było w „Toy Story 3” czy „WALL-E"?
KW: „Toy Story 3” to z jednej strony zagranie na nucie rzadko obecnej w twórczości familijnej – na nieuchronności przemijania i tęsknocie za czymś minionym, co odeszło na zawsze, a przy tym odwaga sięgania po mocniejsze emocje, choćby w scenie, gdy bohaterowie spadający do spalarki godzą się ze swoją śmiercią. „WALL-E” to z kolei przeniesienie fabuły filmu dla dzieci na poziom kosmiczny, dotyczący całej planety, ewolucji ludzkości – przecież nie bez kozery ten film lokuje się też w czołówce najwybitniejszych dzieł science fiction. Tak to widzę.
PD: I nie przeczę, że zasłużenie, ale ja podobnie postrzegam równościowy i mówiący o śmierci w niespotykany dotąd sposób (czym innym jest przecież unicestwienie poprzez "niepamięć" fikcyjnej postaci z marzeń małej bohaterki "W głowie się nie mieści", a czym innym - człowieka) charakter "Coco".
Ale wracając do problemów z „Coco” – druga sprawa to kwestia proporcji – tak aby film był atrakcyjny dla dzieci, jak i rodziców, co przecież zwykle całkiem nieźle się Pixarowi udawało. Ale tu miałem wątpliwości, czy film dla dzieci jest atrakcyjny. Humor, owszem, jest, ale nie wszechobecny. Dynamiczna akcja pojawia się właściwie tylko raz, natomiast duże części filmu wypełniają refleksje bohaterów, wspomnienia, przemyślenia, co nadaje całości dość poważnego charakteru. Moim dzieciom to nie przeszkadzało, ale na sali kinowej nie było pełnej koncentracji. Dzieciaki gadały, wychodziły do toalety, łaziły między rzędami. Czy więc można stwierdzić, że twórcy „Coco” za bardzo skoncentrowali się na doroślejszym widzu?
PD: Cóż, in the immortal words of Andrzej Mleczko, „trudno znaleźć dobrą opiekunkę do dziecka, ale jeszcze trudniej znaleźć dobre dziecko”. Na moim seansie była pełna koncentracja i żywe, entuzjastyczne reakcje nawet bardzo małych dzieci, góra trzyletnich. Z drugiej strony, znam dzieci, których wynudził „Odlot” czy „WALL-E” – gdzie też przecież mamy mało scen akcji, a ilość scen bez dialogów jest nieporównywalnie większa niż w przypadku „Coco”. Słowem, nie utrafisz. Zresztą nawet jeśli „Coco” wyrasta ambicją ponad pixarowo-disnejowską średnią, mogę to tylko poczytać za plus, bo niby dlaczego te relatywnie najmądrzejsze i najtrudniejsze treści mają być zarezerwowane tylko dla Ghibli i twórców europejskich? Poważniejsza i refleksyjna bajka od hollywoodzkiego giganta to nawet przyjemniejsza niespodzianka.
KW: No tak, jeśli porównujemy do „WALL-E”, w którym przecież przez pierwsze 40 minut nie pada żadne słowo, to „Coco” jest o kilka klas bardziej przystępne. I w sumie należy się twórcom szacunek za to, że nie idą na łatwiznę, traktują dzieci jak poważnych widzów i nie uzupełniają filmu żartami o puszczaniu bąków. W końcu mówimy o filmie, w którym w ostatniej scenie szczęśliwa rodzina składa się z rodziców-kościotrupów i dużo od nich starszej córki. Można więc rzec, że Pixar podtrzymał swą renomę firmy wyjątkowej wśród tworzących familijne animacje. Tak trzymać.
koniec
24 listopada 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Dobry i Niebrzydki: Chwała na wysokości?
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

15 XII 2017

W wigilijnym nastroju (który pryśnie, gdy zaczniemy się kłócić) sięgamy dziś po wigilijny film. „Cicha noc” Piotra Domalewskiego od kilku tygodni na naszych ekranach, ale teraz jest dobry czas by porozmawiać o tegorocznym laureacie Złotych Lwów w Gdyni, którego akcja obejmuje jeden wieczór 24 grudnia.

więcej »

Z filmu wyjęte: Nasi u nas
Jarosław Loretz

11 XII 2017

Nasze kino na ogół stroni od fantastyki. Bywa jednak, że drobne odniesienia do niej znajdują się w zupełnie niespodziewanych miejscach.

więcej »

Polecamy

Chwała na wysokości?

Dobry i Niebrzydki:

Chwała na wysokości?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Podręczne z Kairu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Atak paniki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Do kina marsz: Listopad 2017
— Esensja

Z tego cyklu

Chwała na wysokości?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Podręczne z Kairu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Atak paniki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Luty 2013 (DVD i BR)
— Sebastian Chosiński, Jakub Gałka, Jarosław Loretz

Co nam w kinie gra: Istota, Jutro będzie futro, Toy Story 3
— Esensja

Pixar znowu to zrobił!
— Konrad Wągrowski

Na ekranach: Listopad 2003
— Joanna Bartmańska, Marta Bartnicka, Piotr Dobry, Tomasz Kujawski, Łukasz Kustrzyński, Konrad Wągrowski

Idź i weź ze sobą dzieci
— Marta Bartnicka, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Poczuć się jak dziesięciolatek
— Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Orlen Cinergia 2017: Na własną rękę
— Konrad Wągrowski

Orlen Cinergia 2017: Długi film o umieraniu
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Listopad 2017
— Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Orlen Cinergia 2017: Kino drogi po rosyjsku
— Konrad Wągrowski

Ekscentryczny wypoczynek w egzotycznej scenerii
— Konrad Wągrowski

Orlen Cinergia 2017: Niemieccy kowboje i bułgarscy Indianie
— Konrad Wągrowski

Orlen Cinergia 2017: Ludzie na skraju załamania nerwowego
— Konrad Wągrowski

Hercules Poirot w szarej strefie moralności
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.