Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Dobry i Niebrzydki: Indiana Jones i powrót do starych zabawek

Esensja.pl
Esensja.pl
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski
Co tu wiele mówić – Indiana nadchodzi! Dobry i Niebrzydki aż gotują się wewnątrz z tej przyczyny i muszą dać upust parze w dyskusji. Dowiecie się tu między innymi, dlaczego Indy jest niepowtarzalny, jak mógłby to zmienić Will Smith i dlaczego jednak Connery’ego żal…
Konrad Wągrowski: (śpiewa na głos) Pam-pa-ram-pam, pam-pa-ram! Pam-pa-ram-pam! Pam-pa-ram-pam-pam! (nieposiadającym fonicznej wersji naszej dyskusji wyjaśniam, że chodzi o melodię z „Indiany Jonesa”). Lubię zaczynać nasze dyskusje śpiewająco. Tym razem wyrażam w ten sposób swoje podekscytowanie na myśl o zbliżającej się premierze „Indy’ego IV”. I guzik mnie obchodzi, że onże sam ma już coś koło 65 lat (wiek emerytalny w naszym kraju). Będzie zabawa! Indy! Cate Blanchett jako radziecka agentka! Ameryka Środkowa! Kryształowa Czaszka!
Piotr Dobry: Plus młody gniewny Shia LaBeouf, który być może przejmie pałeczkę po Fordzie i w „Indianie V” będzie już grał pierwsze skrzypce. No i silna reprezentacja Wysp: Ray Winstone, John Hurt, Jim Broadbent. A także – co zaskakujące – Andrew Divoff, czyli sam Wishmaster z jednego z moich najulubieńszych horrorów. Ale przede wszystkim – Steven Spielberg. Gdyby oddał serię w inne ręce, jak to zrobił ze „Szczękami” i „Parkiem Jurajskim”, pewnie byłbym sceptycznie nastawiony, ale tak – może nie wykazuję tyle entuzjazmu, co Ty, ale jestem spokojny.
KW: Cholera, a ja byłem pewien, że zaraz zaczniesz mnie sprowadzać na ziemię. W tej sytuacji istnieje ryzyko, że po raz kolejny wpadniemy we wspominkowy ton i zaczniemy zastanawiać się, co robiliśmy podczas polskiej premiery „Poszukiwaczy zaginionej Arki” (ja byłem wtedy w kinie, Ty – zapewne w przedszkolu).
PD: Ja się wówczas dopiero rodziłem.
KW: Może więc inaczej – dlaczego nikomu nigdy nie udało się powtórzyć sukcesu „Poszukiwaczy…” i następnych części w kinie przygodowym? Bo przecież te wszystkie dawniejsze „Kopalnie króla Salomona” czy niedawne „Sahary” i „Skarby narodów” miały właśnie nawiązać do sukcesu Indy’ego.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
PD: Mam taką zupełnie nieodkrywczą teorię, że bohater pokroju Indiany Jonesa – czy to w filmie, czy w literaturze – trafia się raz na dekadę albo i rzadziej. Weźmy Harry’ego Pottera – nagle mamy dziesiątki książek i ekranizacji próbujących powtórzyć sukces sagi J.K. Rowling, ale nikomu się to nie udaje. Rowling była pierwsza i po prostu trafiła w odpowiedni czas, podobnie jak kiedyś Lucas i Spielberg. Ale nie tylko marketingowemu geniuszowi tego pierwszego i umiejętności wytwarzania ekranowej magii tego drugiego Indy zawdzięcza swój kultowy status. Najważniejszy czynnik to sam bohater – świetnie napisany i jeszcze lepiej zagrany przez charyzmatycznego gwiazdora.
Dzisiejszym odpowiednikiem serii o Jonesie są „Piraci z Karaibów” – to już nie jest „kino nowej przygody”, bo przecież nie ma prawa być, ale to też wzorcowe kino przygodowe, które rozgłos zawdzięcza przede wszystkim kapitalnemu bohaterowi. Za dwadzieścia lat dzisiejsze dzieciaki będą wspominać z podobnym sentymentem „Piratów…”, co my dzisiaj „Indianę…”. Ale mogę się założyć, że Jack Sparrow nie byłby dla nich kultową postacią, gdyby wcielił się w nią nie Johnny Depp, a – dajmy na to – Matthew McConaughey.
KW: O Jezu.
PD: Wniosek jest prosty – sukcesu „Indiany…” w niwie „lądowego” kina przygodowego do tej pory nikt nie powtórzył, bo nikt nie miał pomysłu na postać stworzoną konkretnie pod jakiegoś charyzmatycznego aktora ze światowej czołówki, postać idealnie do niego dopasowaną. Więc jeśli jacyś hollywoodzcy scenarzyści przypadkiem nas czytają, to niech się, do cholery, biorą do roboty, póki Will Smith jeszcze żyje…
KW: Ja bym dorzucił jeszcze jeden argument, którym zresztą „Indiana” bije „Piratów…”. Ten film powstał z prawdziwej pasji Lucasa i Spielberga – oni kochali stare seriale przygodowe, komiksy, filmy z Erollem Flynnem. Dlatego w „Poszukiwaczach” jest jakaś szczerość, dziecięca zabawa. Wszystkie późniejsze filmy nie były tworzone przez fanów, tylko wyrobników. I stąd efekty.
Osobnym tematem będą chyba „Piraci…”, bo oczywiście to jest wielkie przedsięwzięcie marketingowe, ale też chyba wypływające z dziecięcej fascynacji morskimi rozbójnikami. Może wynikającej nie z lektury „Wyspy skarbów”, tylko z disnejowskiego parku rozrywki, ale zawsze.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Krótko mówiąc: chcesz zrobić dobre kino przygodowe? Obudź dziecko w sobie.
PD: Tak, i dlatego czwarty „Indiana” to dla mnie nic innego jak powrót dużych dzieciaków do starych zabawek. No bo przecież Spielberg, Lucas i Ford są jednymi z ostatnich w Hollywood, którzy potrzebują kasy. To film dla fanów, a dla Spielberga odpoczynek między poważniejszymi projektami. I właśnie dzięki temu projekt ma duże szanse wypalić. A jeśli wypali, to myślisz, że faktycznie będzie „Indiana V”, już z LaBeoufem w roli głównej, czy raczej panowie sobie odpuszczą?
KW: Zgadzam się co do Lucasa i Spielberga, ale Ford chyba jednak jest w nieco innej sytuacji – po ostatniej serii niewypałów jedynie „Indiana” ma szansę na podratowanie jego upadającej kariery… Nie mam pojęcia, czy będzie „Indy V” – zważywszy na to, w jakich bólach powstawała czwórka, będzie ciężko. Pewnie zależy to od tego, jak wypadnie właśnie LaBeouf (bo raczej 80-letni Ford się już nie sprawdzi, jeśli częstotliwość filmów zostanie zachowana). Obaj wierzymy, że mu się uda, bo chłopak ma potencjał, ale przekonamy się po seansie.
A jak w ogóle lokuje się w Twoim rankingu filmów ta seria? Bo chyba nie mieliśmy nigdy okazji o tym pogadać.
PD: Całkiem wysoko, wyżej nawet niż stare „Gwiezdne wojny”. Ale jakimś zagorzałym fanem, oglądającym te filmy po kilkanaście razy z wypiekami na twarzy, to nie jestem. Z „kina nowej przygody” bardziej cenię na przykład trylogię „Powrót do przyszłości”.
KW: No dobra, ale właściwie czemu? „Powroty” są fajne, ale jednak gdzie im tam do rozmachu i tempa Indiany. No i ten dreszcz, który przechodzi widza, gdy promień słońca pada na miejsce ukrycia Arki – tego jednak w „Powrocie do przyszłości” nie miałem. I nie mów, że Michael J. Fox bardziej ci się podobał od Harrisona Forda.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
PD: Jakoś – nie wiedzieć czemu – łatwiej mi było utożsamić się z zakompleksionym nastolatkiem z dysfunkcjonalnej rodziny niż z szalonym archeologiem. A sceny z latającą deskorolką przebijały, jak dla mnie, promień słońca padający na miejsce ukrycia Arki. Oczywiście gdy byłem jeszcze w podstawówce. Teraz nie wiem, jak by było – jeśli czwarty „Indiana” mi się spodoba, to prawdopodobnie zapragnę odświeżyć sobie wcześniejsze części i to zweryfikuję. Fakt faktem, wszystkie dotychczasowe filmy o Jonesie widziałem po razie, a „BTTF-y” po pięć, sześć razy. Ale za to namiętnie oglądałem „Kroniki młodego Indiany Jonesa” z Seanem Patrickiem Flanerym, choć podejrzewam, że to akurat nie umniejsza Twojej pogardy dla mnie…
KW: Fakt, że „Indianę” oglądałeś do tej pory tylko raz, spowoduje, że przez najbliższe trzy dyskusje będę traktował Cię z dużą rezerwą…
PD: Postaram się to jakoś wytrzymać, choć wolałbym być już powieszony na belce i przypalany jak Kmicic.
KW: Ale co do „Kronik młodego…”, to nie mam zamiaru Cię winić – przyznam, że samemu mi się podobały te młodzieżowe (dziecięce już nie – nie należałem do grupy docelowej odcinków ze słodziutkim Coreyem Carrierem), w szczególności epizody z I wojny światowej. Tyle tylko, że… to nie był Indiana Jones. Konwencja tego serialu była odmienna – nie archeologia, tylko historia, nie mity i legendy, tylko fakty. Nasycenie aż do przesady autentycznymi postaciami. Podejrzewam, że serial miał na celu bawiąc – uczyć, w przeciwieństwie do filmów, które tylko (aż!) bawiły.
PD: Cóż, dzisiejsze przygodówki, wyłączając może „Piratów…”, nie potrafią nawet tego.
KW: O wpadkach w naśladownictwie Indy’ego będę pisał gdzieś indziej, więc tu nie chcę się wystrzelać, ale co właściwie sądzisz o „Mumii”? Wydaje mi się, że z tych bezczelnych nawiązań ta broni się jeszcze stosunkowo najlepiej, zachowując przynajmniej rozmach i dobre tempo.
PD: Nie lubię „Mumii” Sommersa przede wszystkim za to, że nie ma w niej ani jednego oryginalnego pomysłu. Twórcy nie tyle tu nawiązują, co bezczelnie zrzynają skąd popadnie – z „Indiany Jonesa”, z „Diuny”, z „Ben-Hura”, z „Bravehearta”, ze „Złota MacKenny”, z „Carrie”, z „Hellraisera”, nawet z tych nieszczęsnych „Kopalni króla Salomona” z Chamberlainem. To tak tylko z pamięci, bo jest tego dużo więcej. Nie żebym miał coś przeciwko nawiązaniom, sam wiesz skądinąd, że ogólnie przepadam, no ale kiedy ogląda mi się „Mumię” jak kolejny „Straszny film” – w dodatku niezbyt śmieszny – to chyba coś jest nie halo.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
KW: Coś w tym jest. Ale poza tym poziom przygody filmowej czasem uderza o dno. Weźmy choćby kino płaszcza i szpady – to są zwykle obecnie najbardziej żenujące filmy, że wspomnę choćby amerykańskiego „D’Artagnana” („The Musketeer”) czy francuski remake „Fanfana Tulipana”. Ale czy „Władca Pierścieni” to aby nie kino przygodowe?
PD: Przygodowe. Podobnie jak „Przyczajony tygrys…”, „Iniemamocni”, „Apocalypto”, „Shrek” czy „Autostopem przez galaktykę”. Ale jedyny udany film ostatnich lat, zbliżony klimatem i estetyką do „Indiany Jonesa”, to „King Kong” Petera Jacksona.
KW: Do porażek podobnych przedsięwzięć trzeba doliczyć ekranizację „Kodu da Vinci” – bo przecież to też postać w stylu Jonesa, a film jest, jaki jest… Swoją drogą zadziwiające, jak filmy nawiązujące do „Poszukiwaczy…” łatwo popadały w parodię gatunku. Może dlatego, że seria o Indianie czasem na granicy parodii balansowała, ale jej nie przekraczała?
PD: Myślę, że balansowała nie tyle na granicy parodii, co na granicy tanich, szmirowatych nawet (ale przy tym bardzo urokliwych!) produkcji. W końcu Lucas ze Spielbergiem mieli ambicję właśnie na kino klasy B w opakowaniu klasy A.
A powiedz mi – nie będzie Ci brakowało w „czwórce” Seana Connery’ego? Bo Fordowi nie będzie – ostatnio przyznał, iż jest już tak stary, że sam mógłby zagrać ojca Indiany… I właściwie tylko tego się obawiam, bo już w „Firewallu” sprzed dwóch lat ze zgrozą obserwowałem sceny akcji w jego wykonaniu…
KW: Wiesz, założę się, że za „Kryształową Czaszkę” biorą się dużo lepsi spece od scen akcji niż w przypadku „Firewalla”. I oni też zdają sobie sprawę z pewnych, hmm, ograniczeń, jakim podlega 65-letni facet. Zakładam, że od technicznej strony dzieło będzie bez zarzutu. Jednak o scenariusz się martwię. Lucas miał kilka prób na nowe „Gwiezdne wojny” i jednak każdą kładł właśnie scenariusz. Wiem, tym razem na szczęście nie on go pisze, i w sumie mam nadzieję, że nie będzie źle, ale trochę obawy pozostaje…
PD: Ale nie powiesz mi chyba, że do tej pory scenariusze stanowiły jakoś szczególnie mocne punkty filmów o Jonesie? „Czwórka” nie nazywa się „Indiana Jones i Królestwo Jar-Jar Binksa”, wątpię też, by Indiana przerzucał się z Marion Ravenwood wyznaniami miłosnymi, robiąc przy tym maślane oczy… Słowem, o scenariusz jestem spokojny.
KW: Oczywiście, że scenariusze Indy’ego to nie jakieś arcydzieła, ale bardzo solidna rzemieślnicza robota, w której dobrze wyważone jest przeplatanie scen akcji ze scenami oddechu, są fajne postacie drugoplanowe, dobrze poprowadzone sceny finałowe, nie ma pustych wypełniaczy. Krótko mówiąc – te filmy nadal nie nudzą, czego właśnie o „Mrocznym widmie” powiedzieć się nie da (cała sekwencja na Tatooine jest mocno przeciągnięta, a wyścig nie budzi prawie żadnych emocji).
A co do Connery’ego – oczywiście, że będzie go brakowało. Jego postać miałaby jednak prawie sto lat! („Ostatnia krucjata” sugeruje, że Henry Jones Senior rodził się około 1860 roku). Trudno więc – nawet gdyby aktor się zgodził – byłoby go wprowadzać do filmu. Choć właśnie przypomniałem sobie „Krucjatę” i muszę przyznać, że aktorsko to bez wątpienia najlepsza rola z całej trylogii.
PD: No, jeśli o to chodzi, to już teraz można obstawiać przodownictwo „KKC” – Blanchett, Hurt, Winstone, Broadbent…
KW: Plejada świetnych aktorów w kinie przygodowym – to też przecież jest dobry prognostyk. Wiadomo, że złożonej kreacji nie da się tu stworzyć, ale szansa na pokazanie się w efektownych epizodach – w końcu niezwykle istotnych dla takiego kina – jest tu ogromna.
PD: W creditsach pojawił się też właśnie Ian McDiarmid, czyli sam senator Palpatine… A wiesz, nie będziesz musiał mnie już traktować z dystansem w następnych dyskusjach.
KW: Nie?
PD: Nie. TVP jest patronem „Kryształowej Czaszki” i co tydzień w sobotę przypomina wcześniejsze „Jonesy”. Zaliczyłem już „Poszukiwaczy zaginionej Arki” i „Świątynię Zagłady”, a w sobotę „Ostatnia krucjata”. A za kilka dni – do kina!
KW: I wreszcie dowiemy się, o co chodzi z tą Kryształową Czaszką i co mają z nią wspólnego kosmici, Rosjanie i Indiana Jones. Od dawna nie mieliśmy tak smakowitej zachęty do pójścia do kina.
koniec
13 maja 2008
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Dobry i Niebrzydki: Czeska babcia w roli Kaja
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

17 XI 2017

Tydzień temu rozmawialiśmy o włoskim kandydacie do Oscara, dziś czas na czeską propozycję do tej nagrody. Zostało nam więc do omówienia jeszcze około 90 filmów zgłoszonych jako krajowe propozycje do nagrody Akademii Filmowej. A na dziś – „Kobieta z lodu” Bohdana Slamy.

więcej »

Z filmu wyjęte: Przenośny karmnik
Jarosław Loretz

13 XI 2017

Ponoć najlepszym zabezpieczeniem przed uczuciem głodu jest noszenie wałówki ze sobą. Ale jak to robić, gdy się jest truposzem?

więcej »

Dobry i Niebrzydki: Męska wrażliwość nie ma racji bytu
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

10 XI 2017

Romska społeczność i afrykańscy imigranci we współczesnych Włoszech jako tło dla „coming-of-age story” zagranej przez naturszczyków. Dziś rozmawiamy o wchodzącej na ekrany naszych kin „Ciambrze”, włoskim kandydacie do oscarowej nominacji.

więcej »

Polecamy

Czeska babcia w roli Kaja

Dobry i Niebrzydki:

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Prezenty świąteczne: 50 wydań DVD, których nie możesz przegapić
— Esensja

Popkuriozum – reaktywacja!
— Esensja

„W dolinie Elah” najlepszym filmem II kwartału 2008 w polskich kinach według Stopklatki i Esensji
— Esensja

10 filmów, które w końcu macie szansę zobaczyć
— Jakub Gałka

Indiana Jones i wszystko, co tylko możecie sobie wyobrazić
— Agnieszka Szady

Czacha dymi, mózg paruje, czyli bliskie spotkania czwartego stopnia z Indianą Jonesem
— Jakub Gałka

Indiana Jones: Sześciu wspaniałych (nie licząc psa), czyli kim był prawdziwy Indiana Jones
— Jakub Gałka

Indiana Jones: Portret rodzinny
— Urszula Lipińska

Światła na scenę: Graal dla każdego
— Marcin Łuczyński

Indiana Jones: 10 pamiętnych scen
— Konrad Wągrowski

Z tego cyklu

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Styczeń 2016 (1)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Jarosław Robak, Konrad Wągrowski

Najlepszego sortu Amerykanin
— Jarosław Robak

Esensja ogląda: Czerwiec 2013 (1)
— Sebastian Chosiński, Ewa Drab, Gabriel Krawczyk, Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Luty 2013 (Kino)
— Miłosz Cybowski, Gabriel Krawczyk, Alicja Kuciel, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Styczeń 2013 (Kino)
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Piotr Dobry, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Alicja Kuciel, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Dymy i światła
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Człowiek pogryzł konia
— Łukasz Gręda

Zabili go i uciekł
— Agnieszka Szady

Przygoda, przygoda każdej chwili szkoda!
— Łukasz Gręda

Przygoda w niebieskim sweterku
— Agata Malinowska

Tegoż autora

Nie tak ładnie pachniesz
— Konrad Wągrowski

Kadr, który…: Eskadra Stefanottiego rusza do akcji!
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Październik 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Mała Esensja: Detektywi z Karaibów
— Konrad Wągrowski

Bogowie w kolorowych kosmolotach
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Październik 2017 (2)
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Pierwszy milion trzeba ukraść
— Konrad Wągrowski

Komiksy i klozety, czyli jedna z najmądrzejszych bajek roku
— Piotr Dobry

Esensja ogląda: Wrzesień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.