Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 21 sierpnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Dobry i Niebrzydki: Daj mi wreszcie tego cholernego drinka!

Esensja.pl
Esensja.pl
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski
[1] 2 »
James Bond jako francuski homoseksualista. James Bond jako grubas siedzący przy biurku. James Bond jako dziecko Jasona Bourne’a. Gołe pośladki Daniela Craiga. Wszystko to i wiele więcej w naszej dyskusji podsumowującej „Quantum of Solace”.

Marc Forster
‹007 Quantum of Solace›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł007 Quantum of Solace
Tytuł oryginalnyQuantum of Solace
Dystrybutor UIP
Data premiery7 listopada 2008
ReżyseriaMarc Forster
ZdjęciaRoberto Schaefer
Scenariusz
ObsadaDaniel Craig, Judi Dench, Olga Kurylenko, Gemma Arterton, Mathieu Amalric, Jeffrey Wright, Giancarlo Giannini, Rachel McDowall, Stana Katic, Tim Pigott-Smith, Jesús Ochoa
MuzykaDavid Arnold
Rok produkcji2008
Kraj produkcjiUSA, Wielka Brytania
CyklJames Bond
Czas trwania106 min
WWW
Gatuneksensacja
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Piotr Dobry: Konradzie, mam mieszane uczucia, bo z jednej strony bawiłem się na „Quantum of Solace” świetnie, a z drugiej – już podczas seansu kręciłem nosem, że poszczególne składowe nie dorównują tym z „Casino Royale”. Czy zgodzisz się zatem z moją tezą, wysuniętą w notce tetrycznej, że największym problemem najnowszego „Bonda” jest to, że powstał po „Bondzie” znakomitym? Bo przecież w porównaniu do starszych odcinków serii jak najbardziej daje radę.
Konrad Wągrowski: Widzisz, Piotrze, to kolejny przykład, w którym powinniśmy kończyć dyskusję po dwóch wypowiedziach, bo zgadzam się z Tobą w stu procentach.
PD: Bardzo mi przykro, naprawdę. Powiedz mi zatem, czy to, że „Quantum of Solace” w dużej mierze przypomina „Bourne’y”, poczytujesz – jako zagorzały fan tychże – za jego zaletę czy jednak wadę?
KW: Zaletę. Czemu nie czerpać z dobrych wzorców? Szkoda jednak, że Forster nie jest Greengrassem i jego sceny akcji nie mają takiej dynamiki i takiej precyzji, jak w „Bourne’ach”. Szkoda też, że Forster nie jest nawet Campbellem i żadna ze scen akcji z „Quantum…” nie dorównuje którejkolwiek z takowych scen z „Casino Royale”.
PD: Przy czym pragnę zauważyć, że Forster miał jednak utrudnione zadanie. Jego film z natury rzeczy nie mógł nas zachwycić choćby świeżością „Casino Royale”, które resetowało serię i w którym poznawaliśmy nowego 007. Poza tym w trakcie seansu „Quantum…” niejednokrotnie miałem wrażenie, że taką a nie inną realizację wymógł już scenariusz. W „Rojalnym Kasynie” pościg Bonda za samym Sébastienem Foucanem, twórcą free runningu, był pomysłem tyleż prostym, co fantastycznym, a tutaj często wyglądało to tak, jakby reżyser korzystał z zapisków typu: „Bond ściga bad guya po dachach jak Bourne” czy „Bond ciska bad guyem o ściany ciasnego pokoju jak Bourne”.
KW: Natomiast – skoro jesteśmy już przy Bournie – ciekawe, że ściągnięto stamtąd nie tylko realizację, ale i pomysł na niejednoznaczność moralną służb, które zatrudniają Bonda. Nasi domorośli „bondolodzy” od siedmiu boleści, od których ostatnio zaroiło się w prasie, nawet o tym nie wspomnieli, ubolewając, że „to już nie ten Bond” (tak jakby już „Casino Royale” nie ustaliło nowej konwencji). A przecież to ogromna zmiana – do tej pory zawsze MI6 było organizacją o słusznych celach. A po „Quantum…” nie jest to już tak oczywiste.
PD: Do tej pory też, o ile dobrze pamiętam, Bond zawsze miał szacunek do swojego pracodawcy, do swej tajnej służby Jej Królewskiej Mości. Mógł myśleć, co chciał, mógł nawet czasem robić, co uważał za słuszne, jednak chyba nigdy tak bezpośrednio nie odmawiał wykonywania poleceń. Dobrze pamiętam?
KW: Z dwoma wyjątkami. W „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości” Bond nie podporządkowuje się decyzji swoich przełożonych o przyjęciu ultimatum Blofelda i szturmuje jego wysokogórską kwaterę razem z ludźmi swego przyszłego, krótkotrwałego teścia Marca-Ange Draco. Z kolei w „Licencji na zabijanie” Bond dość kategorycznie sprzeciwia się rozkazowi pozostawienia sprawy okaleczenia Leitera i śmierci jego żony amerykańskim służbom i wyrusza na osobistą wendetę. Z tym że w obu tych przypadkach nie ma w gruncie rzeczy konfliktu na linii Bond-MI6. W pierwszym ta akcja jest służbom, związanym rządowymi ustaleniami, na rękę i „M” na pewno nie ma nic przeciwko. W drugim oficjalnie Bond zostaje potępiony, ale nieoficjalnie na pomoc jedzie mu sam „Q”, a „M” po cichu wygłasza błogosławieństwo. A przede wszystkim żadna z tych akcji nie jest sprzeczna z brytyjską racją stanu. W przypadku „Quantum…” jest już zupełnie inaczej. MI6 nawiązuje współpracę z ludźmi zamieszanymi w podejrzane interesy nie dlatego, że nie ma wyboru, tylko dlatego, że uważa to za bardziej opłacalne. Bond więc działa przeciwko obecnej brytyjskiej racji stanu, nawet jeśli ma ciche poparcie „M”. Wywiad przestaje być organizacją jednoznacznie moralnie słuszną, po raz pierwszy w tej serii. To jest najważniejsza rzecz, jaką wnosi do cyklu „Quantum…”, a której chyba nikt nie zauważył.
PD: No tak, tyle że złamanie tego tabu nie rzutuje w żaden sposób na odbiór samego filmu, więc z punktu widzenia krytyka jest nieistotne. Znaczenie może mieć li tylko dla fana Bonda, reszta potraktuje to co najwyżej jako ciekawostkę pokroju braku w „Quantum…” najważniejszego one-linera serii.
KW: Nie zgodzę się z Tobą (nareszcie!). Właśnie dowcip polega na tym, że większość naszych krytyków nie ocenia „Quantum…” jako niezależnego dzieła filmowego (a tu przecież wypada dobrze), tylko porównuje do poprzednich „Bondów” pod względem tego, czego w nim nie ma, a co jest ze stałych elementów franczyzy. Ale o tej istotnej dla całego cyklu zmianie nikt się nie zająknął.
PD: Ale przecież nikt nigdy nie oceniał żadnego „Bonda” (podobnie jak „Batmana” czy „Rambo”) bez śladowego choćby odniesienia się do poprzednich części. Punkt dla Ciebie, że zauważyłeś zmianę charakteru MI6, jednak będę upierał się, że ona nie wpływa w żaden sposób na postrzeganie samego filmu, tak jak robi to na przykład zapoczątkowana w „Royalu” i kontynuowana w „Quantum…” przemiana 007 z dżentelmena w zipa.
KW: W takim ujęciu to na pewno nieporównywalne. Ja tylko tu wbijam szpilkę krytykom, którzy tradycyjnie chrzanią o rzeczach nieistotnych (tak jakby nie zauważyli zmiany konwencji przy „Casino Royale” i nadal nie domyślili się, że stary „Bond” już nie wróci), a nie widzą rzeczy istotnych (np. Pietrasik w „Polityce” czy Michalska w „Dzienniku” – to najsłabsze teksty).
PD: A tak, to się zgadzam.
KW: A tak na marginesie, to „Bond. James Bond” nie pojawiało się również w „Pozdrowieniach z Rosji”, ale nikt nie uważał nigdy, że z tego powodu film jest w jakiś sposób ułomny.
PD: Bo trzeba być durniem, żeby tak uważać. Mnie przeszkadzało w „Quantum…” co innego – swoisty rozdźwięk między naśladownictwem realistycznego, naturalistycznego niemal, stylu „Bourne’a” z jednej strony, a bardzo lekkie traktowanie rzeczywistości z drugiej. Po co silić się na wywoływanie wrażenia realizmu, skoro za chwilę pakuje się Bonda w tak nieprawdopodobną sytuację, jak ta z samolotem?
KW: No dobra, ale ten sam zarzut można stawiać „Mrocznemu rycerzowi” (co zresztą robił chyba Darek Arest w notce tetrycznej), bo przecież tam pójście w kierunku realizmu mocno kontrastuje z postacią gościa przebierającego się w strój latającej myszy. Taki więc już urok współczesnego kina akcji. A zresztą – nawet gdyby nie było tego samolotu, to i tak realizmu w takim kinie nie da się obronić. Wyobraźmy sobie choćby w naszym świecie taki pościg, jak początkowa scena we włoskich górach. Przecież nikt by nie przeszedł nad tym do porządku dziennego! Cała prasa świata by pisała: „Szaleńczy pościg po górskich drogach, 37 samochodów rozbitych, 23 osoby ranne, w tym jedna w stanie krytycznym. Świadkowie twierdzą, że pasażerowie samochodów ostrzeliwali się z karabinów maszynowych. Śledztwo trwa”. Czy uważasz, że taką sprawę da się zatuszować? A tymczasem w takim kinie uznaje się, że wszyscy o tym szybko zapominają.
PD: Ale tu już popadasz w skrajności i idziesz na łatwiznę, sprowadzając Bonda i Nietoperza do wspólnego mianownika. W realnym świecie istnieją tajniacy, natomiast Batmany raczej nie. Już bliżej Bondowi (szczególnie temu Craigowemu) do Johna McClane’a, a jednak temu pierwszemu nieprawdopodobną akcję z samolotem puszczasz płazem, zaś temu drugiemu już nie (walka na skrzydle w „Szklanej pułapce 4.0”). Chyba po prostu 007 ma u Ciebie jakieś specjalne względy.
KW: Oczywiście, że ma. Naprawdę, uwielbiam Bonda od lat (kiedy będzie czas na wstawki kombatanckie?). Od czasu, gdy w 1986 roku obejrzałem, jak odlatuje z tornistrem rakietowym w „Thunderball”. W każdym razie – brak realizmu jest wpisany w takie kino na wielu poziomach. I jeszcze – nie, nie przeszkadzało mi zestawienie stylu Bourne’a z nieprawdopodobnymi sytuacjami, bo nawet ten styl nie pozwoli filmu traktować jako realistycznego.
PD: Więc dlaczego ten styl tak nam się podoba, skoro jest bez znaczenia? Pytam zupełnie serio, bo też jestem fanem tego pozorowanego realizmu, tylko jeśli i tak nie pozwala nam traktować filmu serio, czemu zżymamy się, widząc Bonda na przykład w niewidzialnym samochodzie? Przecież w efekcie, z tego co mówisz, na jedno wychodzi.
KW: No dobra, są pewne poziomy. Nikt nie oczekuje od Bonda, że będzie paradokumentalnym dramatem szpiegowskim na wzór książek Le Carre’a, ale z drugiej strony, gdyby w „Moonrakerze” pomogli mu kosmici, uznalibyśmy to za przesadę. Nawet gdyby nie byli to kosmici, tylko istoty międzywymiarowe. Samochód lokuje się gdzieś między Le Carre’em a kosmitami, ale nieco bliżej kosmitów.
[1] 2 »
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Dobry i Niebrzydki: Ferris Bueller kontra Władysław Frasyniuk
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

11 VIII 2017

Nie nadążamy już trochę za kolejnymi rebootami „Spider-Mana” i tak w sumie to kolejnego spodziewamy się za jakiś rok. Na razie jednak wygląda na to, że było warto do Pająka wracać, bo „Homecoming” to kawał dobrej rozrywki.

więcej »

Dobry i Niebrzydki: Cezar - szympans, który został Mojżeszem
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

4 VIII 2017

Film SF, wojenny, western czy kino biblijne? „Wojna o Planetę Małp” kończy trylogię prequeli klasycznego filmu Franklina J. Schaffnera z 1968 roku, a krytycy twierdzą dziś, że to jedna z najlepszych trylogii SF ostatnich lat – nie mogliśmy więc jej pominąć w naszych dyskusjach.

więcej »

Do kina marsz: Sierpień 2017
Esensja

2 VIII 2017

Zapraszamy do przeglądu najciekawiej wyglądających zapowiedzi filmowych na sierpień 2017.

więcej »

Polecamy

Ferris Bueller kontra Władysław Frasyniuk

Dobry i Niebrzydki:

Ferris Bueller kontra Władysław Frasyniuk
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Cezar - szympans, który został Mojżeszem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ucieczka do zwycięstwa
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Baby jest jakiś inny
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ove chce się zabić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Gdy zajrzy w oczy widmo korozji…
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pod skorupą
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Superheroina nie z „Playboya”
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oliver Twist i wybuchające siusiaki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

James Bond: Ranking filmów z Jamesem Bondem
— Sebastian Chosiński, Ewa Drab, Grzegorz Fortuna, Krystian Fred, Jakub Gałka, Łukasz Gręda, Gabriel Krawczyk, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (16)
— Jakub Gałka

Popkuriozum IV kwartału 2008 – nominacje
— Esensja

„Tajne przez poufne” najlepszym filmem IV kwartału według Stopklatki i Esensji
— Esensja

007: Wielki Ranking Filmów z Jamesem Bondem
— Konrad Wągrowski

007: Strawberry Fields Forever
— Michał R. Wiśniewski

007: Im więcej Bonda, tym mniej
— Jakub Gałka

007: Biografia Jamesa Bonda
— Konrad Wągrowski

007: Biegiem z tym szpiegiem!
— Piotr Dobry

Do kina marsz…: Listopad 2008
— Esensja

Z tego cyklu

Ferris Bueller kontra Władysław Frasyniuk
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Cezar - szympans, który został Mojżeszem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ucieczka do zwycięstwa
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Baby jest jakiś inny
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ove chce się zabić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Gdy zajrzy w oczy widmo korozji…
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pod skorupą
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Superheroina nie z „Playboya”
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oliver Twist i wybuchające siusiaki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Wrzesień 2013 (1)
— Sebastian Chosiński, Alicja Kuciel, Jarosław Loretz, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Sierpień 2013 (1)
— Sebastian Chosiński, Jakub Gałka, Jarosław Loretz, Joanna Pienio, Małgorzata Steciak

WuWuZela, czyli turystyka nekrofobiczna
— Michał Kubalski

Koncept art
— Przemysław Ćwik

Łza wyobraźni
— Ewa Drab

Tegoż autora

Dwa Brzegi 2017
— Konrad Wągrowski

Transatlantyk 2017: Osiem festiwalowych filmów
— Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Sierpień 2017 (1)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry

Transatlantyk 2017: Sery, wina, trufle i crème brûlée
— Konrad Wągrowski

Transatlantyk 2017: Śmierć indiańskiej dziewczyny
— Konrad Wągrowski

Transatlantyk 2017: Wojna cywili
— Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Lipiec 2017
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Anna Nieznaj, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja czyta dymki: Czerwiec 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Esensja czyta dymki: Kwiecień 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Kwiecień 2017 (1)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Gabriel Krawczyk, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.