Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 29 marca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Dobry i Niebrzydki: Dziś rzewnie szlochamy

Esensja.pl
Esensja.pl
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski
Zbliża się „Australia” (nie, nie chodzi nam o ruch płyt kontynentalnych), więc tym razem porzucamy zombiaków, superbohaterów, krwawych Majów, czyli nasze tradycyjne tematy, i zalewamy się łzami na myśl o Wielkich Filmowych Nieszczęśliwych Miłościach.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Konrad Wągrowski: Piotrze, wybacz pytanie, ale czy czujesz się człowiekiem romantycznym?
Piotr Dobry: Na to pytanie najlepiej odpowiedziałaby moja żona. Kiedy miałem lat 17 czy 18 i była jeszcze tylko moją dziewczyną, po jakiejś ostrej kłótni (oczywiście z mojej winy, bo jak zapewne wiesz, wina zawsze leży po stronie faceta) oblepiłem wszystkie drzewa i słupy w naszym miasteczku kartkami z napisem „Renatko, wybacz mi”. Nie wiem dlaczego, ale uznała to za megaobciach, choć dla mnie był to wówczas szczyt romantyzmu. :-) No i – wiem, że to mnie całkowicie spala jako poważnego krytyka – bardzo łatwo się wzruszam, w dodatku nie tylko na starych melodramatach, ostatnio choćby na „Hellboyu 2”…
KW: Nie przebijesz mnie, bo ja płakałem na SF („Solaris”, „Ludzkie dzieci”), horrorze („Sierociniec”), filmie kung-fu („Przyczajony tygrys, ukryty smok”). Niewiele brakowało na „Casino Royale”.
PD: Mnie też niewiele brakowało. Na „Sierocińcu” też płakałem. Poza tym: „Gwiezdny pył”, „Gnijąca panna młoda”, „Kopciuch Elmo”…
KW: Ale dziś – z okazji zbliżającej się „Australii” (zabrzmiało jak zapowiedź katastrofy geologicznej) – chciałem pogadać o filmach mających z założenia wyciskać łzy. O tak zwanych melodramatach. Twój ulubiony?
PD: Z klasyki oczywiście „Casablanca”. Z rzeczy bardziej współczesnych: „Pamiętnik”. Z mniej konwencjonalnych: „Leon Zawodowiec”, „Edward Nożycoręki”, „King Kong” Jacksona.
KW: A Ty znowu swoje. Ja mówię o filmach, które z założenia mają być przede wszystkim wzruszającymi opowieściami o miłości, a Ty mi wyskakujesz z „Leonem”. Och, wiem, że obronisz swoje zdanie, ale mnie chodzi jednak teraz o kino, które uwzględniłaby pani Grażyna Stachówna w książce „100 melodramatów”.
PD: Toć przecież uwzględniłaby „Casablankę” i „Pamiętnik”, tamte podałem tylko nawiasem.
KW: Toć „Casablanki” i „Pamiętnika” się nie czepiam.
PD: No dobra, lubię jeszcze „Stalowe magnolie” i beczałem, jak Julia Roberts umarła, zadowolony?
KW: No wiesz co, zdradzasz mi zakończenie…
PD: A DiCaprio tonie w „Titanicu”, ha!
KW: Kurde, to o czym ma być sequel??
PD: Okaże się, że Leo miał brata bliźniaka…
KW: Pomyliłeś się. To „Titanic” miał bliźniaka.
Wydaje mi się, że pytanie „czego właściwie oczekujesz od melodramatu”, jest oczywiste – wzruszenia. Ale to jest czasem łatwo uzyskać nawet w słabych filmach. Czym więc powinien się cechować naprawdę dobry melodramat?
PD: Przede wszystkim poruszającą historią, sprawnie opowiadaną, na tyle mało sztampową, na ile tylko w obrębie gatunkowego schematu można. Chemią między ekranową parą. Brakiem happy endu. W przypadku melodramatów kostiumowych – wizualnym rozmachem, czego najwybitniejszym przykładem „Titanic”. Chyba tyle.
KW: Rozczarowujesz mnie. Nic nie wspomniałeś o rozbieranych scenach.
PD: Nie wspomniałem, bo dla mnie to oczywista oczywistość, że te są wskazane w każdym gatunku…
KW: Jesteś pewien tego braku happy endu? Rozumiem, że jak się pojawi, to nie mamy do czynienia z melodramatem, tylko z komedią romantyczną, ale ja w sumie nie uważam, że melodramat musi się źle kończyć. Czy „Casablanca” się źle kończy?
PD: Melancholijnie. Może więc inaczej – uważam, że melodramat nie powinien się kończyć oczywistym happy endem. A jak najbardziej może tak jak w „Casablance” albo jak w „Pamiętniku”, gdzie co prawda bohaterowie umierają, ale umierają oboje w tej samej chwili, we śnie, przytuleni, co jest piękne.
KW: Ze swojej strony dodam, że potrzebuję też jakiegoś skomplikowania postaci głównych bohaterów. Nie tam zaraz jakiejś strasznie pogłębionej psychologii, ale niech będą ludźmi ciekawymi, złożonymi, mającymi swoje zalety i wady. I niech to wygląda jakoś szczerze.
PD: Ta szczerość wpisuje się chyba w chemię między aktorami, którą wymieniłem jako jeden z obowiązkowych składników?
KW: Chemia to pokazanie, że na siebie lecą. Szczerość w moim sensie to pokazanie, że są prawdziwymi ludźmi.
PD: Okej, ale jeśli pomiędzy tymi prawdziwymi ludźmi nie będzie iskrzyć, to ich relacje i tak nie będą nas obchodzić na tyle, by się wzruszyć czy jakoś specjalnie przejąć.
KW: No właśnie – uczucia też muszą wyglądać prawdziwie, muszą pozwolić dać się zgłębić i przyswoić… Gdy Olivier Barrett IV idzie na koniec „Love Story” na brzeg nowojorskiej ślizgawki i siada na ławeczce, ja czuję całą jego pustkę i obezwładniającą samotność. I o to chodzi.
PD: Kurczę, w sumie dlaczego Ryan O’Neal tak przepadł? Przecież za „Love Story” był nawet nominowany od Oscara.
KW: No, miał swoje pięć minut, brylował przecież u Kubricka, tłukł Niemców w „O jeden most za daleko”. Ale rzeczywiście to było tylko pięć minut – od dłuższego czasu grywa epizody w serialach (jeśli ktoś ogląda „Desperate Housewives”, to zaznaczę, że jest teściem Lynette – ale pojawił się tylko w jednym odcinku).
PD: Dokładnie, ale jeśli już mu się zdarzy zagrać w filmie, to nic nie psuje – w „Ludziach, których znam”, kameralnym dramacie sprzed kilku lat, był nie gorszy niż Pacino, więc tym bardziej nie kumam, czemu nie jest zatrudniany.
KW: No a co się stało z Ali McGraw? Pamiętam ją z „Konwoju”, „Wichrów wojny” i… szlus.
PD: A ona to akurat nigdy mi się nie podobała, tak fizycznie, jak i aktorsko.
KW: Ale wracając do tej końcówki „Love Story”, to skłania mnie do konstatacji, że aby w pełni odebrać melodramat, potrzebne jest jednak jakieś doświadczenie życiowe. Nastolatkom pozostawiam więc raczej „High School Musical”.
PD: Zdefiniuj nastolatka! Żartuję, ale „HSM” jest dobre dla dwunasto-piętnastolatków. Nieco starsi bez problemu przyswoją psychologię postaci „Pamiętnika” czy „Titanica”.
KW: Bo to postaci skrojone dla nastolatków! Ich motywacją jest bunt wobec rodziny, ucieczka, dojrzewanie. Aby to zrozumieć, wystarczy mieć lat 15.
PD: Ale my tu gadu-gadu, a Ty wciąż nie wymieniłeś swojego ulubionego melodramatu.
KW: Chwila napięcia… Będzie zaskoczenie…? Nie będzie.
„Casablanca”.
Przy czym kocham ten film (moje absolutne top 5 wszech czasów) w mniejszym może stopniu za opowieść miłosną (w końcu jaki facet przedłoży Sprawę nad kobietę?), ile za fenomenalnych bohaterów, genialne teksty, szereg doskonałych scen. No i taki ogólny klimat tego całego Café Rick’s…
A Ty co w tym filmie lubisz najbardziej?
PD: Z grubsza to, co Ty, wiec myślę, Konradzie, że to może być początek pięknej przyjaźni…
KW: Hej! Nie myśl, że tak łatwo zakończysz tę dyskusję! Mów teraz, co sądzisz o „Titanicu”.
PD: Sądzę, że to świetny film – poruszający, dramatyczny, dobrze zagrany, z nagą Kate Winslet, a na dokładkę pełen doskonałych efektów specjalnych, co w melodramacie zdarza się raczej rzadko.
KW: Odnoszę wrażenie, że w Internecie „Titanic” egzystuje jako pewien symbol obciachu – wstyd się przyznać, że ten film może się podobać. Tak więc ja też zaznaczę, że uważam to za kawał świetnego kina w swoim gatunku i – tak – szlochałem na koniec.
PD: Brawo za odwagę! Ale „Titanic” funkcjonuje jako symbol obciachu nie tylko w necie przecież – tak myśli o nim prawie każdy facet, od krytyków począwszy, na studencikach-inteligencikach („oglądamy Almodovara, czytamy Coelho”) kończąc. Kobiety, owszem, lubią i w większości przypadków się tego nie wstydzą. Jednak z facetów to znam nas dwóch i jeszcze jednego takiego…
KW: Wiesz, mam wrażenie, że temat skutecznie ograniczył wielkość naszych wypowiedzi (przy zombich i superbohaterach waliliśmy elaboraty). Czyżby o melodramatach po prostu nie dało się wiele powiedzieć poza tym, że powinien być ładny, mieć fajnych bohaterów i wywoływać łzy?
PD: Uhm.
KW: No i jaka będzie przyszłość gatunku? Melodramat gejowski już był, to co można wymyślić jeszcze?
PD: Melodramat lesbijski, oczywiście.
KW: A nie było jeszcze?
PD: Pewnie gdzieś tam kiedyś był, ale rozgłosu nie zdobył, choćby tak niewielkiego jak lesbijska komedia romantyczna „Gry weselne”.
KW: Kurcze, najwyraźniej naprawdę nie da się wiele wymyślić. Romans między młodym facetem i starszą babcią był („Harold i Maude”), romans między młodą dziewczyną i starszym dziadkiem bywa regularnie (w rolach głównych przeważnie Harrison Ford, Sean Connery i Robert Redford, u nas Boguś Linda). Romans między mężczyzną i owcą był, choć może w mało melodramatycznym ujęciu…
Ale à propos owiec – czego oczekujesz po „Australii”? Wrażeń na miarę choć połowy „Titanica”, ładnych pejzaży, nagiego Hugh Jackmana?
PD: Promują to jako nowe „Przeminęło z wiatrem”, ale większość dotychczasowych recenzji jest negatywna, więc właściwie nie mam żadnych oczekiwań w stosunku do tego filmu. Zwiastun mi się podoba, ale teraz takie czasy, że robią coraz lepsze zwiastuny coraz gorszych filmów…
KW: No bez przesady, że większość. Na Rotten Tomatoes pół na pół. A właściwie 53 – 47 na korzyść.
PD: No popatrz, kiedy ostatnio zaglądałem, była jeszcze przewaga negatywnych.
KW: Poza tym od kiedy to kierujesz się ocenami krytyków przy kinie popularnym?
PD: Od nigdy. Ale jeśli film robi zarówno artystyczną, jak i finansową klapę, mam prawo pozostawać sceptyczny.
KW: A my pewnie będziemy mieli więcej do powiedzenia na temat romantyzmu w kinie, gdy na nasze ekrany zawita „Zack i Miri kręcą porno”
PD: O, tego to autentycznie nie mogę się już doczekać! Mam nadzieję na taką dawkę romantyzmu, która przebije nawet seks z osłem z „Clerks 2”.
koniec
23 grudnia 2008
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Dobry i Niebrzydki: Małpa musi się pobrudzić
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

24 III 2017

Team Kong czy Team Godzilla? Która małpa rządzi? Kto z ludzi jest najbardziej bezbarwny? No i dlaczego wciąż nie widać genitaliów Konga? Dziś Dobry i Niebrzydki rozmawiają o najnowszym filmowym wcieleniu gigantycznego goryla, czyli obecnej na naszych ekranach „Wyspie Czaszki”.

więcej »

Piąty konkurs na recenzję filmową
Esensja

20 III 2017

Już po raz piąty zapraszamy do nadsyłania tekstów w konkursie na recenzję filmową. Zapoznajcie się ze szczegółami – w tym listą filmów do recenzji.

więcej »

Dobry i Niebrzydki: Dysfunkcyjna rodzina w podróży, czyli rzeźnia, która wzrusza
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

17 III 2017

Czy to prawda, że Marvel doczekał się wreszcie swojego „Mrocznego Rycerza”? Jak duży ładunek emocji przypada na 10 minut filmu? Czy Hugh Jackman i Patrick Stewart kochają Wolverine’a i Profesora X? Jaki znak jest najlepszy dla Rosomaka? Czy Donaldy przemijają, a ideały pozostają? O „Loganie”, pożegnaniu Hugh Jackmana z rolą Wolverine’a, rozmawiają Piotr Dobry i Konrad Wągrowski.

więcej »

Polecamy

Małpa musi się pobrudzić

Dobry i Niebrzydki:

Małpa musi się pobrudzić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Dysfunkcyjna rodzina w podróży, czyli rzeźnia, która wzrusza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zabić jelenia gołymi rękami i wyrecytować Konstytucję przez sen
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

You complete me!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oscary intymne i okruchy życia
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

„Wstręt” w baletkach, czyli prawdziwa sztuka rodzi się w bólach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pola, łączki, lasy, czyli zaświaty według Jacksona
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

A idź z tym gniotem!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Krwawa makabra jest dobra
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To jest bingo!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Popkuriozum IV kwartału 2008 – nominacje
— Esensja

Oddech przestrzeni
— Ewa Drab

Porażki i sukcesy A.D. 2008
— Piotr Dobry, Ewa Drab, Urszula Lipińska, Kamil Witek, Konrad Wągrowski

Najlepsze filmy, aktorzy, wydarzenia, DVD 2008 roku według dziennikarzy Stopklatki i Esensji
— Esensja

„Tajne przez poufne” najlepszym filmem IV kwartału według Stopklatki i Esensji
— Esensja

Do kina marsz…: Grudzień 2008
— Esensja

Z tego cyklu

Małpa musi się pobrudzić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Dysfunkcyjna rodzina w podróży, czyli rzeźnia, która wzrusza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zabić jelenia gołymi rękami i wyrecytować Konstytucję przez sen
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

You complete me!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oscary intymne i okruchy życia
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

„Wstręt” w baletkach, czyli prawdziwa sztuka rodzi się w bólach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pola, łączki, lasy, czyli zaświaty według Jacksona
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

A idź z tym gniotem!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Krwawa makabra jest dobra
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To jest bingo!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Błyskotka
— Małgorzata Steciak

Here we are now, entertain us!
— Michał Chaciński

Tegoż autora

Esensja ogląda: Marzec 2017 (4)
— Piotr Dobry, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja ogląda: Marzec 2017 (3)
— Piotr Dobry, Marcin Osuch, Jarosław Robak

Piosenki Wojciecha Młynarskiego
— Przemysław Ciura, Wojciech Gołąbowski, Adam Kordaś, Marcin T.P. Łuczyński, Konrad Wągrowski

Prawdziwe życie Luke’a Skywalkera
— Konrad Wągrowski

Noga i jej chłopiec
— Konrad Wągrowski

Poetycka makabreska
— Konrad Wągrowski

Wampiry w kosmosie
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Luty 2017
— Przemysław Ciura, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Kadr, który…: A ja widzę samo lasso!
— Konrad Wągrowski

Koniec niewinności
— Piotr Dobry

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.