Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Przygoda, przygoda każdej chwili szkoda!

Esensja.pl
Esensja.pl
„Przygody Tintina” nie tyle budzą wspomnienia okresu dziecięcego zakochania kinem, co ożywiają go na nowo. Pierwsza część przygód młodego reportera pozwala mieć nadzieję, że planowana trylogia Spielberga i Jacksona wpisze się na dobre do historii kina.

Steven Spielberg
‹Przygody Tintina›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPrzygody Tintina
Tytuł oryginalnyThe Adventures of Tintin: The Secret of the Unicorn
Dystrybutor UIP
Data premiery4 listopada 2011
ReżyseriaSteven Spielberg
Scenariusz
ObsadaJamie Bell, Andy Serkis, Daniel Craig, Simon Pegg, Nick Frost, Toby Jones, Cary Elwes, Tony Curran, Gad Elmaleh, Daniel Mays
MuzykaJohn Williams
Rok produkcji2011
Kraj produkcjiBelgia, Nowa Zelandia, USA
Gatunekanimacja, familijny, przygodowy
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
„Przygody Tintina” to dzieło szczególnej urody – pomysłowe, przepiękne wizualnie i na swój sposób wzruszające. Z jednej strony na wskroś nowoczesne, z drugiej przywodzące na myśl kino sprzed lat, a mówiąc „sprzed lat” mam na myśli okres, po którym w sercu pozostały ciepłe wspomnienia pierwszego zachwytu nad kinem i niczym niezmąconej przyjemności. To dzieło które się nie zestarzeje, bo porusza w widzu najczulszą strunę – jest jak ratatouille zaserwowane przez szczurka Remy’ego skostniałemu krytykowi kulinarnemu. To charakterystyczna cecha kina Spielberga, które jest w dużej mierze utkane z dziecięcej wrażliwości. Co zresztą było powodem, dla którego część krytyków nigdy nie wymieniłaby go w rzędzie wybitnych reżyserów obok, dajmy na to, Kurosawy, czy Bergmana. Te czasy już minęły. W końcu po drodze Spielberg nakręcił „Listę Schindlera” i „Szeregowca Ryana”, ale o ironio to właśnie „Przygody Tintina” każą spojrzeć na niego jako wielkiego artystę.
Fenomen Spielberga świetnie ilustruje pewien motyw z „Superprodukcji” Machulskiego. Krytyk Drzazga nie rozstaje się z zeszytem z filmami swojego życia, ale jak się okazuje nie ma wśród nich „Persony”, czy nawet „Pancernika Potiomkina”. Jest za to Indiana Jones i Gwiezdne Wojny. Takiś bratku mądry, a lubisz to, co wszyscy – śmieje się Machulski, zmuszając bohatera do swego rodzaju „coming outu”. Filmy Spielberga występują tu w roli owocu zakazanego, symbolizującego dla krytyka „gorszy”, bo popularny rodzaj kina, dający prostą przyjemność zamiast wyrafinowanej rozkoszy. To już przeszłość, ponieważ granica między kulturą wysoką, a niską coraz bardziej się zaciera. Jest jedna popkultura, w której wszystkim żyje się wygodnie, a Spielberg jest jednym z jej głównych architektów. Zdaje się, że właśnie to chciał powiedzieć J.J Abrams w „Super 8”, które jest nie tyle dziełem nostalgicznym opiewającym uroki kina Nowej Przygody, co dowodem na to, jak dużo współczesna popkultura mu zawdzięcza. Więc jak to jest – czy to my dorośliśmy do Spielberga, czy świat zdziecinniał? Niezależnie od zmian jakie dokonały się w kulturze, a które zapoczątkowały filmy pokroju „Poszukiwaczy zaginionej arki” trzeba oddać Spielbergowi, że jego kino ma w sobie czar i elegancję, właściwe tylko dziełom wyjątkowym i ponadczasowym – jedną nogą jest zanurzone w tradycji, drugą brodzi w nurcie nowoczesności.
Gdyby „Przygody Tintina” powstały przed dwudziestoma laty mogłyby znaleźć się w zeszycie jakiegoś młodego Drzazgi. To film iskrzący się od pomysłów i pełen fantazji tak jak „Indiana Jones”, czy „E.T”. Dziś już nikt takich zeszytów nie prowadzi, uczestniczymy w globalnym wyścigu wrażeń i wszystko przeżywamy wspólnie. „Zmierzch”, „Avatar”, „Harry Potter” to fenomeny, które opanowały wyobraźnię widzów na całym świecie. Kiedyś było to udziałem samego Spielberga, jego „Przygody Tintina” takiego sukcesu nie powtórzą, ale nie zmienia to faktu, że są czymś więcej niż zwyczajnym filmem – Spielberg spełnia bowiem najskrytsze pragnienia widza, oferując niczym nieskrępowaną zabawę. Jego miejsce nie jest na liście największych hitów wszech czasów, ale na kartce wśród innych tytułów skreślonych dziecięcą dłonią.
Ktoś powie, że ekranizacja komiksu Herge była skazana na sukces i się nie pomyli. Z góry jednak uprzedzam, że kwestia nakładu pieniędzy i promocji nie ma tu większego znaczenia. To są rzeczy powierzchowne, a sukces w tym przypadku bierze się z naturalnego talentu. Najbardziej imponujące w „Przygodach Tintina” jest to, że przy całym udziale najnowszych technologii nie ma w nim ani grama sztuczności. Pod warstwą animacji kryje się bowiem praca masy utalentowanych ludzi, którzy mieli z tego mnóstwo zabawy. To bodaj pierwszy równie udany mariaż technologii cyfrowej i kina przygodowego. Akcja gna do przodu na łeb na szyję, nie ma ani chwili na odpoczynek. Wszystko jest odmierzone jak w zegarku, a i tak ma się wrażenie, że to efekt improwizacji – oto miara geniuszu.
Spielbergowi udało się oddać ducha komiksowego oryginału, bo podobnie jak Herge ma nieprawdopodobny talent do opowiadania i tworzenia wielowątkowych scen akcji. Weźmy za przykład pościg w Rwetesie, który pomysłowością przebija wszystko, co widziałem od czasów „Ulitmatum Bourne’a”. Zaczyna się niewinnie, ale gdy tylko kapitan Baryłka wystrzeli pocisk z bazooki, uruchomi prawdziwą powódź, nomen omen, pomysłów. Bohaterowie gnają na złamanie karku, ciasnymi uliczkami miasta, które stają się poligonem doświadczalnym dla wyobraźni autorów (Do tego grona poza Spielbergiem należą panowie Cornish, Wright i Moffat, bowiem to spod ich rąk wyszedł scenariusz filmu). Widz jest zaskakiwany na każdym kroku, bo kiedy już myśli, że to już koniec reżyser wrzuca drugi bieg i jeszcze bardziej podkręca tempo. Wyścig między Tintinem, Baryłką, a Sacharyną przypomina taniec – tyle jest w nim maestrii i elegancji, że trudno oprzeć się pragnieniu, aby samemu nie rzucić się z fotela na złamanie karku w poszukiwaniu przygód.
Spielberg składa hołd komiksowemu oryginałowi – to adaptacja idealna, dorównująca pomysłowością komiksowi. To również film ważny dla samego reżysera, a przy tym wyrażający zmiany jakie zaszły w naszym postrzeganiu kina. Przez lata Spielberg ubolewał nad faktem, że nikt nie traktuje go poważnie i aby to zmienić zaczął tworzyć filmy „artystyczne”, ale mimo to nie pozbył się pewnej „dziecinności” w podejściu do materii filmowej. „Szeregowiec Ryan” mimo swojej tragicznej wymowy jest przede wszystkim wielkim widowiskiem. Pod kostiumem dramatu wojennego pracuje ten sam mechanizm, który sprawdził się w „E.T” czy „Hooku”. Żywiołem Spielberga zawsze była i będzie rozrywka w swojej najczystszej postaci. W „Przygodach Tintina” podniósł ją do rangi sztuki i wreszcie może odetchnąć z ulgą. Czasy też się zmieniły, co do tego chyba już nikt nie ma wątpliwości. Może faktycznie dorośliśmy?
koniec
16 listopada 2011
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Asgard to nie miejsce…
Agnieszka ‘Achika’ Szady

20 XI 2017

…mówił Odyn, a mnie w głowie narzucało się: „…Asgard to stan umysłu”. W każdym razie na pewno stan umysłu twórców trzeciej części przygód Thora był zbliżony do stanu umysłu twórców „Strażników galaktyki”, bo po raz kolejny w Marvel Cinematic Universe pojawiła się komedia. I to dobra!

więcej »

Nie tak ładnie pachniesz
Konrad Wągrowski

17 XI 2017

„Liga Sprawiedliwości” mogła być czymś więcej niż zwykłym filmem o drużynie superbohaterów walczącej w obronie Ziemi. Ale zabrakło i odwagi, i chyba trochę też talentu.

więcej »

Esensja ogląda: Listopad 2017 (3)
Jarosław Loretz, Kamil Witek

16 XI 2017

Dziś w naszym cyklu trzy recenzje: „HHhH”, „Obcy: Przymierze” i „Hel”.

więcej »

Polecamy

Czeska babcia w roli Kaja

Dobry i Niebrzydki:

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Zabili go i uciekł
— Agnieszka Szady

Przygoda w niebieskim sweterku
— Agata Malinowska

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Styczeń 2016 (1)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Jarosław Robak, Konrad Wągrowski

Najlepszego sortu Amerykanin
— Jarosław Robak

Esensja ogląda: Czerwiec 2013 (1)
— Sebastian Chosiński, Ewa Drab, Gabriel Krawczyk, Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Luty 2013 (Kino)
— Miłosz Cybowski, Gabriel Krawczyk, Alicja Kuciel, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Styczeń 2013 (Kino)
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Piotr Dobry, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Alicja Kuciel, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Dymy i światła
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Człowiek pogryzł konia
— Łukasz Gręda

Indiana Jones i wszystko, co tylko możecie sobie wyobrazić
— Agnieszka Szady

Czacha dymi, mózg paruje, czyli bliskie spotkania czwartego stopnia z Indianą Jonesem
— Jakub Gałka

Dramat w trzech aktach
— Urszula Lipińska

Tegoż autora

Pozamiatane
— Łukasz Gręda

Ręce opadły
— Łukasz Gręda

Lost
— Łukasz Gręda

Dni jak ścięte wąsy
— Łukasz Gręda

Strzelają się
— Łukasz Gręda

Gumowe kule
— Łukasz Gręda

W ciemność
— Łukasz Gręda

Zaczęło się
— Łukasz Gręda

Słowiańska pełnia
— Łukasz Gręda

Pod wulkanem, czyli potworne kino Wesa Andersona
— Łukasz Gręda

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.