Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Pocztówka znad krawędzi

Esensja.pl
Esensja.pl
„Restless” sytuuje się gdzieś pomiędzy „Love Story”, a „Moją dziewczyną”. To dość zadziwiające jak na reżysera pokroju Gusa van Santa, ale w jego karierze zdarzały się już bardziej spektakularne mariaże gatunkowe.

Gus Van Sant
‹Restless›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRestless
Dystrybutor UIP
Data premiery25 listopada 2011
ReżyseriaGus Van Sant
ZdjęciaHarris Savides
Scenariusz
ObsadaMia Wasikowska, Henry Hopper, Ryo Kase
MuzykaDanny Elfman
Rok produkcji2011
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania91 min
Gatunekdramat
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Gus van Sant zaskakuje. Po serii eksperymentalnych filmów drogi (Last Days, Gerry) i dojrzałym „Obywatelu Milku” najnowszym filmem przypomina o swoim niemal już zapomnianym wcieleniu: pogodnego i skorego do konwenansów nauczyciela życia znanego z „Szukając siebie”, czy „Buntowniku z wyboru”. Nie powiem, żeby to była miła niespodzianka, bo Van Sant ujawniał przy tym nieznośną skłonność do moralizatorstwa, której w innych filmach, choćby w „Słoniu”, potrafił się z powodzeniem wyzbyć. Ta dwoistość – z jednej strony fascynacja destrukcyjnym obliczem młodości, z drugiej słabość do konwencji i melodramatyzmu – budziła wątpliwości. „Restless” jest filmem o tyle wartościowym, że nie ma w nim fałszu. Nie kłóci się z innymi osiągnięciami van Santa, choć też nie należy do głównego nurtu jego twórczości.
Pod pewnym względem „Restless” przypomina „Love Story”. Ona i on spotykają, zakochują, ona umiera. Historia z pozoru identyczna, co w kultowym wyciskaczu łez z 1970 roku, ale opowiedziana w zupełnie inny sposób. Bohaterowie van Santa są młodsi, ale ich zachowaniu jest powaga i dojrzałość, których próżno szukać u większości ich rówieśników. To po części poza, szczególnie w przypadku Enocha. Mimo wszystko jest w nim coś z dużego dziecka, które do końca nie rozumie tego, co dzieje się dookoła. Po śmierci rodziców, śmierci klinicznej i miesiącach spędzonych w śpiączce stwarza wokół siebie coś na kształt prywatnego czyśćca. Rezygnuje ze szkoły, całe dnie spędza z duchem japońskiego lotnika, włóczy się po cmentarzach i wprasza na pogrzeby. Obrysowuje się białą kredą jak zwłoki i tym samym wyznacza granicę swojego królestwa.
Enoch nie jest typowym buntownikiem rzucającym wyzwanie śmierci. Jest typem cichego intelektualisty, który z ironiczną miną kwituje wysiłki innych, bo wie więcej od nich. Poczucie wyższości bierze z z przeświadczenia, że po śmierci nic nie ma. Nikt tego nie wie, nawet ci, którzy sami wkrótce umrą, jak Anabelle. On wie, bo sam to przeżył – był martwy przez trzy minuty. Czuje się w obowiązku dać temu wyraz, alienując się i rezygnując ze szkoły. Jakby to wyglądało – egzystencjalista z uśmiechem na twarzy, otoczony wianuszkiem dziewcząt? Przepełnia go pycha i to tak naprawdę izoluje go od innych. Pozbędzie się jej dopiero po konfrontacji ze śmiercią Anabelle. Czym bowiem są trzy minuty wobec wieczności? Po jej śmierci na pogrzebie Enoch zapragnie powiedzieć kilka słów o zmarłej. Niespodziewanie powstrzymuje się od głosu. Słowa więzną w gardle na wspomnienie razem spędzonych chwil. Nie ma w tym przesadnej tkliwości. To nie wzruszenie odebrało mu głos, ale świadomość wagi życia i śmierci.
Nie dowiadujemy się jak umiera Anabelle, reżyser oszczędza nam tego widoku, chcąc uniknąć zbędnego sentymentalizmu. Co za tym idzie nie wiemy jakie były jej ostatnie słowa, czy się bała, czy przyjęła to ze spokojem. „Restless” to film, w którym wizja śmierci jest mniej dojmująca od wspomnienia o niej – odwrotnie niż w „Love Story”. Reżyser przygląda się młodości nadgryzanej przez śmierć, ale robi to z dystansem i wyczuciem. Nie interesuje go proces obumierania, z większą ciekawością przygląda się kwitnącemu między bohaterami uczuciu. Nie ma w tym jednak perwersji, bo miłość opiera się rozkładowi, a nawet w pewnym sensie go przezwycięża. Czyżby van Sant dojrzał i śmierć przestała mieć dla niego tyle uroku?
Z wrażeniami z „Restless” jest trochę tak jak przemową Enocha. Gdy już zbieramy się, żeby coś powiedzieć przed oczami przelatują nam wspomnienia poszczególnych scen i odechciewa się cokolwiek mówić. Dla jednych będzie to dowodem na jego miałkość, innych urzeknie jego bezpretensjonalność i lekkość. Wydaje mi się, że van Sant zawsze chciał nakręcić taki film, skierowany do odrobinę młodszego widza. Jest w tym nieco wyrachowania, ale i tak jest to na swój sposób ujmujące. „Restless” nie miałoby jednak swojego uroku gdyby nie obsada – Henry Hopper i Mia Wasikowska tworzą znakomity duet aktorski i to głównie dzięki nim „Restless” pozostaje w pamięci na dłużej.
koniec
29 listopada 2011
dodajdo

Komentarze

02 XII 2011   20:28:53

„Restless” sytuuje się gdzieś pomiędzy „Love Story”, a „Moją dziewczyną”. To dość zadziwiające jak na reżysera pokroju Gusa van Santa... I TUTAJ JUZ WIEDZIALEM, ZE TO OBEJRZE, JEDEN Z MOICH ULUBIONYCH REZYSEROW

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Hercules Poirot w szarej strefie moralności
Konrad Wągrowski

24 XI 2017

Kenneth Branagh sięga znów po klasyczną opowieść kryminalną, by przybliżyć ją widzom, którzy mogą nie znać ani książki Agathy Christie ani wersji filmowej z 1974 roku, ale decydujące jest chyba to, że powrót do Orient Expressu jemu samemu sprawia wyraźną przyjemność.

więcej »

Tu potrzebne są rozwiązania systemowe
Agnieszka ‘Achika’ Szady

22 XI 2017

Co ma wspólnego Batman z romantyzmem i dlaczego nie pamiętam, z kim walczył w poprzednim filmie? Czyli trochę o „Lidze Sprawiedliwości”, a trochę o superbohaterach w ogólności.

więcej »

Asgard to nie miejsce…
Agnieszka ‘Achika’ Szady

20 XI 2017

…mówił Odyn, a mnie w głowie narzucało się: „…Asgard to stan umysłu”. W każdym razie na pewno stan umysłu twórców trzeciej części przygód Thora był zbliżony do stanu umysłu twórców „Strażników galaktyki”, bo po raz kolejny w Marvel Cinematic Universe pojawiła się komedia. I to dobra!

więcej »

Polecamy

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?

Dobry i Niebrzydki:

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Cannes 2015: Zagubieni
— Marta Bałaga

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (3)
— Jakub Gałka

Mleczna droga do równouprawnienia
— Urszula Lipińska

A oni giną wciąż
— Dorota Chrobak

Gerry my ass
— Marta Bartnicka

Dwugłos: Gerry
— Marta Bartnicka, Janusz A. Urbanowicz

Nie ma wody na pustyni
— Janusz A. Urbanowicz

Zadowolić każdego
— Michał Chaciński

Tegoż autora

Pozamiatane
— Łukasz Gręda

Ręce opadły
— Łukasz Gręda

Lost
— Łukasz Gręda

Dni jak ścięte wąsy
— Łukasz Gręda

Strzelają się
— Łukasz Gręda

Gumowe kule
— Łukasz Gręda

W ciemność
— Łukasz Gręda

Zaczęło się
— Łukasz Gręda

Słowiańska pełnia
— Łukasz Gręda

Pod wulkanem, czyli potworne kino Wesa Andersona
— Łukasz Gręda

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.