Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 25 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

O jednego wampira za daleko

Esensja.pl
Esensja.pl
Błyszczące w słońcu wampiry od Stephanie Meyer nawiedziły ekrany po raz czwarty w budzącej ogromne kontrowersje serii ekranizacji popularnej książki „Zmierzch”. „Przed świtem” to pierwsza część pomyślanego jako dyptyk finału cyklu. Jeśli tak ma wyglądać koniec wielkiego fenomenu popkulturowego, to pozostaje tylko uciec w popłochu w objęcia innych filmowych krwiopijców, chociażby telewizyjnych braci Salvatore, ponieważ najnowszy „Zmierzch” jest tworem przesłodzonym, niespójnym, nudnym i żenująco absurdalnym.

Bill Condon
‹Saga Zmierzch: Przed Świtem. Część 1›

EKSTRAKT:20%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSaga Zmierzch: Przed Świtem. Część 1
Tytuł oryginalnyThe Twilight Saga: Breaking Dawn, Part 1
Dystrybutor Monolith
Data premiery18 listopada 2011
ReżyseriaBill Condon
ZdjęciaGuillermo Navarro
Scenariusz
ObsadaKristen Stewart, Robert Pattinson, Taylor Lautner
MuzykaCarter Burwell
Rok produkcji2011
Kraj produkcjiUSA
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Pierwsza część cyklu rozczarowała kinomanów, ale podbiła serca fanów. Jednak z perspektywy czasu i w porównaniu z najnowszą odsłoną, „Zmierzch” w reżyserii Katherine Hardwicke okazuje się nieszkodliwym filmem z kilkoma solidnymi zaletami, do których na pewno można zaliczyć klimat zagrożenia, obraz nastoletniej miłości idealnej i temat tęsknot za czystymi, bezinteresownymi uczuciami. Z tym że materiał wyjściowy w postaci powieści Meyer również utrzymywał się w bezpiecznych obszarach przeciętności. Kolejne odcinki „Zmierzchu” budziły natomiast już większe wątpliwości – „Księżyc w nowiu” był zakalcem bez pomysłu, przebitym kilkakrotnie przez „Zaćmienie”, które zostało przyprawione odrobiną autoironii i wzbogacone dynamicznymi ujęciami akcji. Niestety, w „Przed świtem” Billa Condona wykres jakości znów gwałtownie opada. To przede wszystkim kwestia dosłownego potraktowania literackiego pierwowzoru i powtarzania błędów pisarki, lecz również problem rozbicia adaptacji na dwie części.
Bella i Edward, czyli dziewczyna i przystojny wampir-wegetarianin, postanawiają się pobrać. Ślub pociąga za sobą perspektywę przemienienia bohaterki w krwiopijcę i porzucenia dotychczasowego życia w pobliżu rodziny i znajomych. Jednak twórców niespecjalnie interesuje możliwość uznania związku Belli i Edwarda za metaforę drastycznych zmian towarzyszących wchodzeniu w dorosłość. Condon prowadzi główny wątek topornie, nie starając się przekuć kiepskiej fabuły w historię oferującą coś ponad odhaczenie najważniejszych wydarzeń książkowych. Po obowiązkowych rozterkach spod znaku „czy na pewno chcesz wychodzić za potwora?” przychodzi czas na wesele i złowróżbne koszmary Belli. Rozciągnięta do granic możliwości sekwencja ślubu nie ma treści, nastroju ani dynamiki. Nie wprowadza do serii niczego nowego, oprócz kolejnego długiego i wspieranego rzewną piosenką w tle pocałunku bohaterów. Po weselu następuje miesiąc miodowy na małej wysepce w okolicach Rio de Janeiro, podczas którego podstawowym dylematem bohaterów jest potencjalne wyzwolenie niszczycielskich sił u Edwarda pod wpływem podniecenia namiętnością nocy poślubnej. W oczekiwaniu na zawiązanie akcji upływa połowa seansu, po czym staje się! Bella zaczyna nosić w ciele dziecko-mutanta, pół-wampira, pół-człowieka. Nie jest to żadnym zaskoczeniem, ponieważ już w oficjalnym zwiastunie filmu twórcy nie omieszkali bezpośrednio zasugerować podobnego rozwoju wydarzeń. W dalszej części filmu okazuje się jednak, że dziecko jest silniejsze od Belli, a jego obecność nie podoba się watasze wilków.
To, co następuje po ciążowym zwrocie akcji przekracza granice logiki i sensu filmowego świata. W szarpaninie między wyczerpaną Bellą, która upiera się przy donoszeniu dziecka do szczęśliwego rozwiązania, wyrzucającym sobie seks z żoną Edwardem i lojalnym wobec przyjaciółki Jacobem-wilkołakiem nie ma już napięcia, chwilami pojawiającego się w „Zaćmieniu”. Pozostał tylko absurd, toporność i poczucie bezcelowości. Brakuje nawet możliwości wpisania na siłę w ramy historii metafory dorastania. Zwłaszcza, że trójka głównych aktorów – Kristen Stewart, Robert Pattinson i Taylor Lautner – z braku przyzwoitego materiału są jeszcze bardziej sztuczni i nieprzekonujący, niż mogłoby sugerować ich małe doświadczenie. Zawodzi zwłaszcza Stewart, która ledwo zaczęła robić karierę, a już wpadła w pułapkę wyeksploatowanych grymasów i jednowymiarowych min.
Szkoda, że filmowy „Zmierzch” nie skończył się razem z „Zaćmieniem”. Wielbiciele serii i antyfani nadal darliby koty, ale przynajmniej dałoby się zrozumieć nastolatki oczarowane miłością idealną między Bellą i Edwardem – w końcu popularność cyklu opiera się przede wszystkim na tęsknotach młodych dziewcząt za prawdziwą i niepokonaną miłością. W „Przed świtem” na próżno szukać uroków tzw. guilty pleasure, bezwstydnej przyjemności. To już tylko i po prostu zły film.
koniec
15 grudnia 2011
dodajdo

Komentarze

16 XII 2011   08:30:52

RedNacz powinien dać Ewie dodatek za pracę w szkodliwych warunkach. :-)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Wunderwaffe z nader skromnym wunder
Jarosław Loretz

21 VI 2017

W „Wonder Woman” próżno szukać cudowności. Na tle poprzednich porażek DC film ogląda się nieźle, ale to trochę za mało, żeby obwołać renesans uniwersum.

więcej »

Esensja ogląda: Czerwiec 2017 (3)
Kamil Witek

19 VI 2017

W trzecim czerwcowym zbiorze krótkich recenzji filmowych oceniamy gorące wakacyjne blockbustery: "Król Ritchie Artur. Legenda miecza", "Mumia" z Tomem Cruisem i "Baywatch. Słoneczny patrol".

więcej »

East Side Story: Przejście przez ogień
Sebastian Chosiński

18 VI 2017

„Moloch” to w zasadzie film… polski. Polskie były pieniądze, za jakie go zrealizowano, i ekipa, która tego dokonała. Dlaczego więc pojawia się w cyklu „East Side Story” – z definicji poświęconym kinematografiom dawnych krajów Związku Radzieckiego? Z prostej przyczyny: krótkometrażówka Szymona Kapeniaka powstała na Ukrainie i grają w niej aktorzy ukraińscy.

więcej »

Polecamy

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce

Dobry i Niebrzydki:

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Superheroina nie z „Playboya”
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oliver Twist i wybuchające siusiaki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Jessica Chastain lobbuje u króla ciepłokluchowego kina
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Denzel jak wino
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ksenomorfy pod prysznicem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

W Galaktyce jak w Opolu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Uciec, ale dokąd?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Co ludzie powiedzą?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

One woman show
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

O pozorach, raz jeszcze
— Wojciech Lewandowski

Esensja ogląda: Marzec 2017 (3)
— Piotr Dobry, Marcin Osuch, Jarosław Robak

Berlinale 2015: Ostatni ukłon
— Marta Bałaga

Gorzki happy end?
— Gabriel Krawczyk

Blask sukcesu
— Ewa Drab

Tegoż autora

Szybciej. Głośniej. Więcej zębów
— Ewa Drab

Samochody (nie) latają
— Ewa Drab

Kreacja automatyczna
— Ewa Drab

PR rządzi światem
— Ewa Drab

(I)grać i (wy)grać z czasem
— Ewa Drab

Llewyn Davis jest palantem
— Piotr Dobry, Ewa Drab, Grzegorz Fortuna

Wszyscy jesteśmy oszustami
— Ewa Drab

Rzut kośćmi i sekrety Freuda
— Ewa Drab

Kto się boi Vina Diesla?
— Ewa Drab

Duch z piwnicy
— Ewa Drab

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.