Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 października 2017
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXX

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »

Zapowiedzi

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Diagramy ze słomek

Esensja.pl
Esensja.pl
Trzecie dzieło Riana Johnsona stanowi kolejny logiczny krok w karierze tego niedocenianego reżysera. „Looper – Pętla czasu” to konsekwentnie zrealizowany koncept, nienaganne zastosowanie filmowych środków wyrazu, wymagająca warstwa narracyjna oraz plecionka z kinofilskich skojarzeń, które funkcjonują w służbie całości, a nie odwrotnie. Autor nie wbija łokcia w żebra widza, jednocześnie natrętnie mrugając okiem – celuje raczej prosto w jego głowę.

Rian Johnson
‹Looper – pętla czasu›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
90,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLooper – pętla czasu
Tytuł oryginalnyLooper
Dystrybutor Monolith
Data premiery2 listopada 2012
ReżyseriaRian Johnson
ZdjęciaSteve Yedlin
Scenariusz
ObsadaBruce Willis, Joseph Gordon-Levitt, Emily Blunt, Jeff Daniels, Piper Perabo, Paul Dano
MuzykaNathan Johnson
Rok produkcji2012
Kraj produkcjiUSA
Gatunekakcja, SF
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Możliwe lekkie spoilery
Już debiut Johnsona – „Kto ją zabił?” (w oryginale: „Brick”) – zdradzał pełen potencjał jego możliwości. Twórca dokonał w nim ryzykownej transplantacji założeń kina noir w realia amerykańskiego liceum i, pomimo błysków okazjonalnego humoru, zrobił to ze śmiertelną powagą. Archetypy, ikonografia i wystylizowane dialogi czarnego filmu nadspodziewanie dobrze weszły w symbiozę z licealną mitologią, dając z jednej strony skomplikowany, emocjonujący kryminał, a z drugiej – metaforę nastoletniego doświadczenia. Był to także istotny przystanek (obok „Złego dotyku” Gregga Arakiego) na aktorskiej drodze Josepha Gordona-Levitta.
W „Niesamowitych braciach Bloom” reżyser wykorzystał zbliżoną strategię. Tym razem zgłębił struktury caper movies, takich jak „Żądło” czy „Ocean’s Eleven: Ryzykowna gra”, posługując się wizualnymi manewrami pożyczonymi m.in. od Wesa Andersona. Chociaż w filmie nie zabrakło wielopiętrowych intryg zawiniętych w przekręty, autor postawił na odkrywanie emocji i motywacji bohaterów, uwikłanych w poszukiwanie „idealnego oszustwa”, w którym każdy z uczestników dostaje to, czego pragnie. Johnson wyreżyserował również dwa pamiętne odcinki serialu „Breaking Bad”: brawurowy „Fly” z trzeciego sezonu oraz subtelny „Fifty-One” z piątego.
„Looperem” reżyser wkracza na terytorium science-fiction, a konkretniej – eksploruje podgatunek o podróżach w czasie. Ich mechanikę Johnson potraktował z należytą uwagą: Shane Carruth, autor niedoścignionego pod tym względem „Wynalazku”, udzielił mu konsultacji. Niemniej jednak przedstawienie własnej teorii podróżowania w czasie nie jest tutaj celem samym w sobie, a jedynie punktem wyjścia, warunkiem, który umożliwia zaistnienie zasadniczej dramatycznej sytuacji – Joe (Joseph Gordon-Levitt) spotyka starszą wersję samego siebie (w tej roli Bruce Willis). Joe z przyszłości wyjaśnia, że dyskusja o paradoksach i regułach nie ma większego sensu, to tylko strata całego dnia na układanie diagramów ze słomek. Oczywiście nie powstrzyma to entuzjastów tego typu zabawy, ale jest to sygnał dla widza, żeby zwrócił uwagę także na inne aspekty filmu.
Podobnie jak poprzednie produkcje Riana Johnsona, „Looper” nie traci czasu na zbędną ekspozycję. W trakcie pisania scenariusza twórca przygotował szczegółowe odpowiedzi na potencjalne pytania odbiorców, lecz ostatecznie postanowił pozostawić większość z nich poza filmem. Na początku narracja voice-over zwięźle przybliża fundamentalne zasady świata przedstawionego i od tego momentu wymagane jest pełne skupienie. Wizja przyszłości (rok 2044 oraz 2074) została zarysowana przede wszystkim za pomocą scenografii, wizualnych motywów i rekwizytów, w mniejszym stopniu polegając na dialogach. Na podstawie tej mozaiki wymownych szczegółów możemy dopiero wnioskować o kształcie całości i spekulować.
Wokół „Loopera” rozpościera się cała konstelacja intertekstualnych powiązań – sytuacja, której nie dało się uniknąć. Lista tytułów byłaby bardzo długa: „Terminator”, „12 małp” (i pierwowzór – „Filar” Chrisa Markera), „Łowca androidów”, „Powrót do przyszłości”; oraz nieco mniej oczywiste – „Timecrimes” Nacho Vigalondo, „Świadek” Petera Weira, „Casablanca” i „Pewnego razu na Dzikim Zachodzie”. Johnson obraca jednak obecność poszczególnych odniesień na swoją korzyść – są one głęboko wkomponowane w tkankę dzieła, nie odwracając od niego uwagi.
Stosowanie filmowych konwencji i wizualnych chwytów również zostało podporządkowane interesom całości. Mają one podkręcać napięcie w scenach akcji, wyrażać emocje bohaterów, wnikać w stany wewnętrzne. Pokazem formalnej wirtuozerii reżysera są dwie sekwencje montażowe – pierwsza, w której obserwujemy przygnębiającą rutynę życia Loopera, oraz druga, jeszcze bardziej imponująca – obejmująca 30-letnią przemianę Josepha Gordona-Levitta w Bruce’a Willisa. Ponadto Rian Johnson doskonale kieruje spojrzeniem widza poprzez inscenizację i kompozycję kadru; w filmie powtarza się też zabieg, w którym kamera wykonuje szybką panoramę, prestidigitatorskim gestem ujawniając, co się właściwie wydarzyło – przy zachowaniu jedności ujęcia. Warstwę wizualną uzupełnia pomysłowa ścieżka dźwiękowa Nathana Johnsona (kuzyn reżysera) – instrumenty perkusyjne zostały w niej zastąpione „surowymi” brzmieniami: trzaskiem samochodowych drzwi, chrzęstem metalowego łańcucha, świstem blachy oraz rozmaitymi odgłosami broni.
Emocjonalny kręgosłup „Loopera” stanowią z kolei jego bohaterowie. Joseph Gordon-Levitt błyskotliwie opanował gesty, postawę i ton głosu Bruce’a Willisa – charakteryzacja zdaje się niepotrzebna. Kreacja Gordona-Levitta nie jest prostą impresją starszego aktora; oba wcielenia Joe odpowiednio się różnią, mają odmienne motywacje, lecz pozostają tą samą postacią. To czyni ich konfrontację niezwykle interesującą: doświadczenie i świadomość własnych błędów naprzeciwko młodzieńczej impulsywności i nieodpowiedzialności. Równie intrygująca jest rola Emily Blunt – pokazanie złożoności i wewnętrznego rozdarcia jej bohaterki wymaga znacznych umiejętności, które Blunt niewątpliwie posiada. Noah Segan, Paul Dano, Jeff Daniels oraz Garret Dillahunt również mocno zaznaczają swoją obecność, choć dysponują ograniczonym czasem ekranowym. Przekonująco wypadł też pięcioletni Pierce Gagnon w roli Cida.
„Looper”, jak na ambitnego przedstawiciela science-fiction przystało, oferuje także solidny materiał do przemyśleń: o cyklach przemocy i współczuciu, które może je przerwać, o rodzicielstwie i wpływie wychowania, o współistnieniu różnych wersji samego siebie. Nic zatem dziwnego, że paradoksy podróży w czasie schodzą na dalszy plan w obliczu tych zagadnień – film Riana Johnsona działa w obrębie gatunku, czerpiąc z niego co najlepsze, żeby następnie przekroczyć zastane ramy.
koniec
6 listopada 2012
dodajdo

Komentarze

06 XI 2012   18:01:43

Świetna recenzja znakomitego filmu. Jak dla mnie "Looper" zakasował znienacka i tegorocznego Scotta, i tegorocznego Nolana. Zwróciłbym jeszcze uwagę na scenę ostatniej podróży starego Setha. Przecież to jest jedna z najbrutalniejszych sekwencji w mainstreamowym kinie SF ever, tyle że wirtuozersko niedopowiedziana.

06 XI 2012   19:49:18

O to to, sam miałem o tym rano pisać, ale mnie robota odciągnęła. Tę scenę powinno się obowiązkowo pokazywać wszystkim kandydatom na twórców horrorów - żeby się dowiedzieli, jak się straszy tym, czego nie widać.

07 XI 2012   16:19:20

Mam nadzieję, że ktoś normalny, a nie świeżo po podstawówce, to zrecenzuje. Powyższa recenzja tego gniota jakim jest Looper to jakieś nieporozumienie.

07 XI 2012   16:29:12

A wszyscy, którym się film podoba to debile niemający pojęcia o kinie? Ja rozumiem, że uważasz się za wyrocznię w kwestiach kinematografii - to wolny kraj, każdy ma prawo do własnych złudzeń, ale wyrażaj swoja opinię bez obrażania innych i używając jakiejś (jakiejkolwiek właściwie) argumentacji.

07 XI 2012   21:38:56

@R.F.
to może daj dobry przykład i powiedz, co Ci się nie podobało, a nie od razu jedziesz po autorze?

07 XI 2012   22:18:44

@Anna

Ale mnie się podobało. :)

13 XI 2012   00:27:32

Po pierwsze: trzeba mieć niesamowity tupet, aby mówić o Looperze jako "ambitnym przedstawicielu science-fiction"

Po drugie: Ten film nie stawia absolutnie żadnych pytań, z prostej przyczyny. Całość fabularna nie wychodzi poza zwykłą strzelankę sci-fi, która nie ma prawa zainteresować. Wynika to głównie z tego, że rozpisane postaci nawet nie mają energii i chęci pokazać więcej emocji niż te wyuczone w szkółce aktorskiej.

Willis - standardowo, kilka min twardziela, a jego tęsknota za żoną kompletnie nie przekonuje. Rys psychologiczny nie wykracza poza prostacką ramówkę jakiegoś polskiego serialu prezentowanego po 20tej w telewizji

Joseph Gordon-Levitt - aktor nietuzinkowy, który miał kilka znakomitych ról, tutaj nie miał po prostu co grać. Dostał ten sam wachlarz emocji co Willis i nawet ich wspólne spotkanie w kafeterii nie miało cienia magnetyzmu, który skłaniałby do jakichś głębszych przemyśleń.
Dość powiedzieć, że całe wytłumaczenie zaników pamięci tłumaczone jest głównie bólem głowy, kupnem kilograma aspiryny i zmianą biegu wydarzeń - czyli nie wychodzimy poza typowy schemat podróży w czasie.

Emily Blunt - gwiazdka której dostało się chyba za karę rolę, w której miała grać opiekuńczą matkę, która tą matką nie jest (możliwa odwrotna wersja). Ta sama wada co w przypadku pozostałych. Kilka ogranych emocji, nie wychodzących ponad standard szkółki niedzielnej. A już gwoździem do trumny jest scena "łóżkowa", po której jej historia kompletnie nie budzi żadnego zainteresowania.

To nawet nie jest wina aktorów. Scenarzysta i reżyser mocno pokpili sprawę. Dłuuuuuugie niepotrzebne sceny, wleczące się, nic nie znaczące i nikogo nie obchodzące dialogi. Do tego motyw podróży w czasie potraktowany po macoszemu. Już chyba "Podróż do przyszłości" stawiała więcej pytań o możliwości człowieka i jego zachowania.

Nie chce mi się wierzyć by autor recenzji na poważnie wymieniał przy tym filmie takie tytuły, jak "Ocean's Eleven", "Żądło" czy "Ryzykowna Gra", a nawet przywoływał "Łowcę Androidów". Cała recenzja chciałaby przedstawić film, którego na ekranie po prostu nie oglądaliśmy. Wygląda to na próbę popisu filmowej erudycji autora, tyle że zamiast przemyślanego tekstu dostajemy opis "przeszatkowany" tezaurusem i powiem szczerze, wolałbym się gapić przez dwie godziny w ścianę niż ponownie obejrzeć "Looper".

Nawet jedyne lakoniczne przemyślenie na koniec głównego bohatera nie tłumaczy tak wysokiej noty "Loopera", a już końcowa scena w której Willis łapie się za brzuch jest katastrofalnym i nielogicznym zwieńczeniem tego wątpliwej jakości filmu.
Inna sprawa, że o samej podróży w czasie "Looper" mówi przez jakieś 10 minut. Pozostała część to takie "Apocalypto" w przyszłości, czyli, niestety, zwykła "ściganka w buszu".

Na więcej po prostu nie mam siły...

20 XI 2012   14:04:22

Brawo forkiada całkowicie się z Tobą zgadzam. Zmarnowane 2 godziny.

20 XI 2012   20:30:50

dziękuję. Czasem trzeba odkłamać historię.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Esensja ogląda: Październik 2017 (2)
Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

17 X 2017

To druga październikowa edycja filmowych króciaków. W zestawie kino, DVD i VOD.

więcej »

East Side Story: Film jednorazowego użytku
Sebastian Chosiński

8 X 2017

W krótkim odstępie czasu Wiera Storożewa wyreżyserowała dwa pełnometrażowe filmy: skierowany do kin obyczajowy „Do wynajęcia dom z wszystkimi niedogodnościami” oraz telewizyjną noworoczną komedię romantyczną „W strefie dostępu miłości”. Ten ostatni gatunek, jak dotąd, był jej raczej obcy (choć w kilku obrazach zbliżała się do niego) – i tak też powinno pozostać.

więcej »

Esensja ogląda: Październik 2017 (1)
Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

6 X 2017

Zapraszamy do lektury pierwszego w październiku 2017 zestawu krótkich recenzji filmowych.

więcej »

Polecamy

#MeToo według Kinga

Dobry i Niebrzydki:

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Homonarodowiec czyta Konstytucję
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Szekspir na Pacyfiku
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ferris Bueller kontra Władysław Frasyniuk
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Cezar - szympans, który został Mojżeszem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Styczeń 2013 (Kino)
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Piotr Dobry, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Alicja Kuciel, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Grudzień 2012 (Kino)
— Sebastian Chosiński, Grzegorz Fortuna, Jakub Gałka, Jarosław Loretz, Marcin T.P. Łuczyński, Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Listopad 2012 (Kino)
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Mateusz Kowalski, Gabriel Krawczyk, Alicja Kuciel, Patrycja Rojek

Tegoż autora

Dym/nie-dym i polarne niedźwiedzie na tropikalnej wyspie
— Konrad Wągrowski, Jędrzej Burszta, Marcin T.P. Łuczyński, Karol Kućmierz

Próby mistrza Andersona
— Karol Kućmierz

Mała apokalipsa
— Karol Kućmierz

Porażki i sukcesy A.D. 2011
— Piotr Dobry, Łukasz Gręda, Mateusz Kowalski, Karol Kućmierz, Joanna Pienio, Patrycja Rojek, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Jeden z najbardziej dobrodusznych filmów Coenów, czyli „Prawdziwe męstwo”
— Karol Kućmierz, Konrad Wągrowski

Dostać emocjonalnie w twarz, czyli „Rozstanie”
— Karol Kućmierz, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Romantycznie brutalny, czyli „Drive”
— Piotr Dobry, Łukasz Gręda, Karol Kućmierz, Klara Łabacz, Konrad Wągrowski, Zuzanna Witulska

Wszystkim marzy się koniec świata, czyli „Melancholia”
— Łukasz Gręda, Karol Kućmierz, Klara Łabacz, Patrycja Rojek, Konrad Wągrowski, Zuzanna Witulska

Dzisiaj morderstwo nie znaczy tego co kiedyś, czyli „Szpieg”
— Karol Kućmierz, Klara Łabacz, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Styl i wykonanie, czyli „Czarny łabędź”
— Piotr Dobry, Jakub Gałka, Karol Kućmierz, Klara Łabacz, Joanna Pienio, Konrad Wągrowski, Zuzanna Witulska

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.