Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 23 lipca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Esensja ogląda: Listopad 2012 (Kino)

Esensja.pl
Esensja.pl
[1] 2 »
Listopad był miesiącym bogatym w ciekawe premiery (a przecież zostało też nieco zaległości z października), niech więc nie dziwi, że mamy solidny zestaw recenzenckich króciaków. Od Bonda, poprzez „Loopera” aż po „Whisky dla aniołów” – w sumie 10 recenzji z 8 filmów od 6 recenzentów.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Skyfall
Sebastian Chosiński [60%]
Bardzo chciałem, aby najnowszy Bond okazał się filmem, który wbije mnie w fotel i na dodatek spowoduje, że szczęka opadnie mi do podłogi. Bardzo chciałem przeżyć taki sam zachwyt, jaki był moim udziałem przed laty, gdy na pirackich kasetach wideo po raz pierwszy oglądałem „Goldfingera”, „Żyje się tylko dwa razy” czy „Tylko dla twoich oczu”. Niestety, skończyło się na „chceniu”. „Skyfall” nie jest bowiem najlepszym Bondem w dziejach; więcej nawet – nie jest to najlepszy Bond z Danielem Craigiem w roli agenta 007. Mam wręcz wrażenie, że jest słabszy zarówno od „Casino Royale” (co dziwić nie powinno, bo to był akurat Bond kompletny), jak i od „Quantum of Solace” (co jest mimo wszystko dość przykrą niespodzianką). Co mi się w „Skyfall” nie podobało? Przede wszystkim to, że obrazowi Sama Mendesa zabrakło rozmachu fabularnego, czego główną przyczyną było umieszczenie przeważającej części akcji na terenie Brytanii (Londyn i szkockie wrzosowisko). Epizody rozgrywające się w Stambule (vide teaser), Szanghaju i Makau to jednak trochę za mało, by tym razem pobudzić wyobraźnię i zachęcić do podróży (co skutecznie robiły wcześniejsze odsłony cyklu). Tym bardziej że dwa ostatnie z wymienionych mogły równie dobrze zostać umieszczone w każdym innym zakątku globu, a sfilmowane w pawilonach Pinewood Studios. Irytujący był również fakt, że najważniejsze wątki opowieści okazały się boleśnie wtórne. Psychopatę, który za pomocą komputera potrafi wywrócić świat do góry nogami, mieliśmy już w co najmniej kilkunastu filmach akcji (nawet ze Stevenem Seagalem, patrz: „Liberator 2”); obrażonego i zdradzonego agenta, który zaczyna mścić się na swoich mocodawcach – chociażby w „GoldenEye” (Alec Trevelyan grany przez Seana Beana). Oceny nie poprawiają też wpadki realizatorskie. Pędzący pociąg, który ląduje w podziemiach dziurą wywaloną przez Silvę vel Rodrigueza, nie ma w swoim wnętrzu ani jednego pasażera! Gdy Silva wychodzi z helikoptera, by dorwać M i Bonda w szkockiej posiadłości Skyfall, jest jeszcze całkiem widno, a dosłownie kilkanaście sekund później – nie tylko na ekranie, ale i w czasie rzeczywistym – robi się ciemno jak w środku najczarniejszej nocy. Owszem, Bondy z lat 60. czy 70. ubiegłego wieku też nie były wolne od błędów, ale przecież coś się w kinematografii od tamtych czasów zmieniło. Poza tym od twórców takiej serii – zwłaszcza na jej pięćdziesięciolecie – można chyba wymagać więcej? A już na pewno znacznie więcej niż równie nachalnego jak „Demonach wojny według Goi” Pasikowskiego product placement – w tym przypadku pewnej marki piwa… Plusy? Są, a jakże! Przyzwoite aktorstwo, niezła ścieżka dźwiękowa ze świetną piosenką Adele i nade wszystko sam Bond. James Bond.
Miłosz Cybowski [60%]
Do nowego Bonda, w przeciwieństwie do nowego Batmana, podszedłem bez nadzwyczajnych oczekiwań, gotowy przyjąć konwencję filmu sensacyjnego albo klasycznego tytułu przypominającego dawne historie o 007. Nie dostałem ani jednego, ani drugiego. Wygląda na to, że kolejna jubileuszowa wersja przygód brytyjskiego agenta (po dwudziestoleciu zaserwowanym nam w sposób skrajnie niestrawny) miała spełnić tylko jedną rolę – uczcić rocznicę w godny sposób. W efekcie, jak słusznie zauważył Jakub Gałka, mamy film, w którym realizatorzy zachowują się, jakby chcieli, a nie mogli. A najbardziej w tym wszystkim traci sam Bond-Craig, postać, która do mnie przemawia i która udowodniła w „Casino Royale” na co ją stać. Tutaj jednak zamiast działać i walczyć z umownie pojmowanym złem przeżywa życiowe rozterki niczym Batman z ostatniej części Nolanowskiego cyklu. Ja rozumiem, że „Casino” miało wnieść powiew świeżości w tę serię filmów, ale nadal nie wiadomo, czy mamy oczekiwać powrotu do dawnych Bondów, czy też będą nam regularnie serwowane filmiki sensacyjne pokroju „Quantum of Solace” albo dramaty egzystencjalne typu „Skyfall”. Niby jest tutaj wszystko, czego moglibyśmy oczekiwać po dobrym filmie: od złoczyńcy (do złudzenia przypominającego Jokera) po szybkie pościgi (sekwencja jazdy po stambulskich dachach z Hagia Sofia w tle) i piękne kobiety. Jednak wniosek z dwóch godzin seansu jest taki, że oto dostaliśmy wstęp do bondowskiej klasyki (a przynajmniej tak sugeruje zakończenie), a na kolejnego, pełnoprawnego Bonda przyjdzie nam poczekać do kolejnego filmu. „Skyfall” ratują krajobrazy i różnorodność odwiedzanych miejsc, ale to za mało, zdecydowanie za mało…
Alicja Kuciel [90%]
Film po prostu jest dobry. Historia Bonda, jego zmagania z Silvą, dwie piękne kobiety, wszystko w fantastycznej wizualnie i muzycznie oprawie, jest utrzymana w najlepszych dla tej serii klimatach, bywa groźnie, bywa śmiesznie, bywa groteskowo, wszystkie wymagane elementy są na miejscu i ciężko się rozczarować. Ale to jest tylko tło. Tło dla M., ponieważ „Skyfall” jest filmem o M. Uwielbiam Judy Dench i uważam, że nadała postaci M. nową wartość, budowała ją skrupulatnie od „Casino Royale” przez „Quantum of Solace” aż po finał w „Skyfall”. Należą się jej za to ogromne brawa, szczególnie, że zrobienie M. kobietą było ryzykownym posunięciem. Ania Głomb, po obejrzeniu filmu, obwieściła stanowczo że Kobietą Bonda w „Skyfall” jest M. Dwie panie są tylko dublerkami w scenach łóżkowych. I nikt mi nie wmówi, że jest inaczej. Ja pójdę nawet dalej w tej deklaracji, ja uważam, że to Bond i Silva są mężczyznami M. i nikt mi nie wmówi, że jest inaczej. Co jeszcze mi się podobało? To jak seria o Bondzie dogania rzeczywistość, gdzie Bond jest w tej nowoczesności pewnego rodzaju anachronizmem. Myślę, że to ładne nawiązanie do tego, że pierwszy Bond zdarzył się ponad pół wieku temu. Podoba mi się też, że Craig się starzeje razem ze swoim Bondem. Osobne ukłony mam dla Javiera Bardena, który musiał udźwignąć trudną rolę – trochę straszną, trochę śmieszną, okrutnie smutną – i moim zdaniem udało mu się to nad wyraz dobrze. W przypadku pozostałych aktorów, Ralph Fiennes zagrał niezwykle oszczędnie, ale sugestywnie i przekonał mnie do swojej postaci tym, jak wkładał ręce do kieszeni spodni i jak stał – idealny prosty sposób na wprowadzenie do gry Mallory’ego. Zachwycił mnie też nowy młody Q (w tej roli niezwykle zdolny Ben Wishaw, którego osobiście bardzo lubię z serialu BBC „The Hour”) i łobuzersko urocza Miss Moneypenny (Naomie Harris). Myślę, że teraz Bond wróci na stare utarte tory, M. jest facetem, Miss Moneypenny mu nie ulega, no może tylko Q trochę młody. Pytanie, czy to dobrze? Czas pokaże.
Reasumując, co tam Bond, ale M.!
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Kryptonim: Shadow Dancer
Alicja Kuciel [100%]
Wyszłam z seansu wiedząc, że nie jest to film kasowy. Nie każdemu się spodoba, całkiem możliwe, że sporo widzów znudzi, choć jest stosunkowo krótki (wliczając w to niekończące się reklamy przed seansem). Natomiast nie ulega wątpliwości, że jest to bardzo dobre kino.
Film wydaje się być ociężały, kojarzył mi się z ostrożnie stąpającym człowiekiem, przytłoczonym brzemieniem ponad siły. Taki człowiek bardzo uważnie patrzy, gdzie stawia stopy. Widz zanurza się w pozornym spokoju, wręcz nudzie poszczególnych scen podobnych koralikom nizanym na sznurek. Tylko każdy taki koralik ma swój kolor, wagę, fakturę. Bohaterowie niewiele mówią, znacznie więcej dzieje się w spojrzeniach, w hamowanych emocjach, w postawach czy wręcz w braku ruchu. Historia też pewnie nie zaskakuje, ale sposób jej przedstawienia jest niezwykły. Szczególnie, że przecież tak bardzo łatwo można by z tej opowieści zrobić film akcji, z dużą ilością wybuchów i strzałów, w końcu mamy agenta MI5, zwerbowaną informatorkę i gniewnych Irlandczyków. Reżyser postanowił jednak inaczej i w tym tkwi siła tego filmu. Chociaż jest reklamowany nazwiskami Gillian Anderson i Clive’a Owena, to Andrea Riseborough gra tam pierwsze skrzypce, swoją smutną, znękaną, zmartwioną czy czasem wręcz zmartwiałą twarzą – jest w niej coś hipnotycznego, co sprawia, że człowiek ogląda jej historię i w pełni ją rozumie i rozgrzesza. Uważam, że „Shadow Dancera” naprawdę warto zobaczyć, chociażby, żeby odpocząć od tego co w tym klimacie zazwyczaj jest nam serwowane. To taki film, że im więcej czasu upływa od momentu, kiedy go widziałam, tym bardziej o nim myślę. To nieczęsto się zdarza.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Alex Cross
Gabriel Krawczyk [30%]
Wyjęta z powieści Jamesa Pattersona postać psychiatry i agenta policyjnego Alexa Crossa (Tyler Perry) z lekkością omija nieścisłości psychoanalizy, by skutecznie wytknąć typowość zachowania seryjnemu mordercy, Picassie (znany z „Zagubionych” Matthew Fox). Sadystyczny zbrodzień najpierw wyśmiewa policjanta tym samym obiecując widzowi niekonwencjonalne rozwiązania godne mistrza Ciemnej Strony Mocy, by następnie podporządkować się diagnozie mu wystawionej. Nie byłoby w tym jeszcze nic nagannego (kino karmi się wszak freudowskim nieporządkiem, dając wcale zgrabne historie), gdyby nie absolutna nieprzydatność fabularna wspomnianej analizy. Niezwykłe umiejętności detektywistyczne i dość przeciętny talent psychoanalityczny protagonisty niczemu doprawdy nie służą, bo pojedynek między rzekomo powołanym do zadawania bólu zbrodniarzem i wściekłym, broniącym swojej rodziny misiowatym Crossem rozwiążą nie pomysłowość i punkty IQ, a umiejętności bokserskie – ku chwale do bólu przeżartej sensacyjnej konwencji. A wszystko to przy nieczytelnym paraliżującym wzrok montażu, istnej parodii Bourne’owskiej dynamiki.
[1] 2 »
dodajdo

Komentarze

27 XI 2012   21:44:44

Panie Miloszu
W tle poscigu na dachach wielkiego bazaru nie widzimy meczetu Hagia Sophia ktory znajduje sie w innej czesci Stambulu
Ten ktory pojawia sie to meczet Sulejmana Wspanialego zbudowany na wzgorzu ponad dachami bazaru.Notabene sugeruje sie przyjrzec pewnemy cieciu montazowemu w filmie Argo Afflecka gdzie montazowi manipulatorzy hollywodzcy zmieniaje z kolei Blekitny Meczet w Hagia Sophia.
Wypadaloby troche posprawdzac zanim pojdzie sie utarta sciezka skojarzeniowa Stambul = Hagia Sophia :-)

28 XI 2012   10:59:49

Co do Bonda: wszystko to, co napisał Sebastian Chosiński, tylko obrócone o 180 stopni. Kiepska piosenka Adele (chociaż w zbiegu z fenomenalną czołówką da się posłuchać), film o wiele lepszy od QoS, wpadki realizatorskie? Nigdzie nie było powiedziane, czy zasugerowane, że pociąg metra wpadający na Bonda jest zwykłym pociągiem z godzin szczytu - precyzyjne planowanie Silvy wskazuje raczej na to, że pociąg jechał z zajezdni (czy tam jak to się nazywa w przypadku metra). Wpadką byłoby, gdyby padła jakakolwiek sugestia, że Silva zaplanował masakrę londyńczyków - ale takowej nie było.
Zapadające ciemności? Gdy lecą, jest zmrok, gdy lądują, jest szarówka, gdy Silva zaczyna na serio konfrontację z Bondem - jest ciemno. Wszystko jest w ciągłości i nie trwa wcale kilkunastu sekund - to stwierdzenie jest po prostu nieprawdziwe.
A reklamy piwa w ogóle nie zauważyłem. W ogóle. Product placement był, owszem, ale produktów Sony. Więc serio, taka nachalna ta reklama piwa?

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Transatlantyk 2017: Sery, wina, trufle i crème brûlée
Konrad Wągrowski

20 VII 2017

Jeśli szukacie dojrzałego i ambitnego dzieła filmowego, „Paryż może poczekać” raczej nie spełni waszych oczekiwań. Jeśli jednak frajda obcowania z pięknem francuskich pejzaży, urokami francuskiej kuchni i Diane Lane są dla was wystarczającymi powodami, by pójść do kina, istnieje duża szansa, że seans będzie przyjemnością.

więcej »

Transatlantyk 2017: Śmierć indiańskiej dziewczyny
Konrad Wągrowski

18 VII 2017

„Wind River” to znakomity kryminał o morderstwie w indiańskim rezerwacie z solidnie przepracowanym społecznym tłem. Jego twórca, Taylor Sheridan, okazał się być nie tylko aktorskim przystojniakiem, ciekawym scenarzystą, ale swój drugi film potrafi wyreżyserować jakby miał w tym 30 lat doświadczenia.

więcej »

Transatlantyk 2017: Wojna cywili
Konrad Wągrowski

17 VII 2017

„W czterech ścianach życia” to kameralny film o dramacie cywili w czasie trwającej wojny. Minimalistyczna forma potęguje emocje widza i wręcz zmusza to postawienia się w roli bohaterów. Zwłaszcza, że wiemy, że fabuła dotyczy współcześnie toczącego się konfliktu.

więcej »

Polecamy

Baby jest jakiś inny

Dobry i Niebrzydki:

Baby jest jakiś inny
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ove chce się zabić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Gdy zajrzy w oczy widmo korozji…
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pod skorupą
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Superheroina nie z „Playboya”
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oliver Twist i wybuchające siusiaki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Jessica Chastain lobbuje u króla ciepłokluchowego kina
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Denzel jak wino
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ksenomorfy pod prysznicem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Październik 2013 (3)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Styczeń 2013 (Kino)
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Piotr Dobry, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Alicja Kuciel, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Grudzień 2012 (Kino)
— Sebastian Chosiński, Grzegorz Fortuna, Jakub Gałka, Jarosław Loretz, Marcin T.P. Łuczyński, Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Veni, vidi i nici
— Zuzanna Witulska

Diagramy ze słomek
— Karol Kućmierz

Esensja ogląda: Październik 2012 (kino)
— Sebastian Chosiński, Krystian Fred, Gabriel Krawczyk, Patrycja Rojek, Konrad Wągrowski

Agent na rozstajach
— Jakub Gałka

Mroki przeszłości
— Gabriel Krawczyk

Abramović zaczarowana
— Zuzanna Witulska

12. T-Mobile Nowe Horyzonty: Dzień dziesiąty
— Patrycja Rojek, Kamil Witek, Zuzanna Witulska

Z tego cyklu

Lipiec 2017
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Anna Nieznaj, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Czerwiec 2017 (5)
— Sebastian Chosiński, Kamil Witek

Czerwiec 2017 (4)
— Marcin Mroziuk, Kamil Witek

Czerwiec 2017 (3)
— Kamil Witek

Czerwiec 2017 (2)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Kamil Witek

Czerwiec 2017
— Jarosław Loretz, Marcin Osuch, Jarosław Robak

Maj 2017
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Kwiecień 2017 (1)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Gabriel Krawczyk, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Marzec 2017 (4)
— Piotr Dobry, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Marzec 2017 (3)
— Piotr Dobry, Marcin Osuch, Jarosław Robak

Tegoż twórcy

Remanent filmowy 2016
— Sebastian Chosiński, Gabriel Krawczyk, Jarosław Loretz, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Bond rytualny
— Gabriel Krawczyk

Gramofon u podstaw
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Wszyscy mamy źle w głowach…
— Ewa Drab

Złote myśli Erica Cantony
— Alicja Siwik

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (15)
— Jakub Gałka

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (2)
— Jakub Gałka

Wybrukowana dobrymi chęciami
— Ewa Drab

Wykwintniś
— Ewa Drab

Idea co nie przemija z wiatrem
— Kamil Witek

Tegoż autora

Prostaczek na miarę swoich czasów
— Sebastian Chosiński

Bo zło powinno zostać ukarane…
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

Jazz w cieniu Holokaustu
— Sebastian Chosiński

Zrodziło go Piekło
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Niespodziewany awans i afera „Żelazo”
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Wojna, miłość i śmierć
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Koniec epoki niewinności
— Sebastian Chosiński

Ten okrutny XX wiek: Krew na peerelowskich rękach!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.