Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 grudnia 2017
w Esensji w Esensjopedii

East Side Story: W oczekiwaniu na… wypróżnienie

Esensja.pl
Esensja.pl
Mimo że pod filmem „Ruch skoczkiem” podpisały się dwie kinematografie – ormiańska i kazachska – jest to w zasadzie produkcja międzynarodowa na znacznie szerszą skalę. Reżyser Gor Kirakosian od ponad trzydziestu lat mieszka już bowiem w Stanach Zjednoczonych, a wspomagający go operator Filip Vandewal jest Belgiem; w postprodukcji natomiast maczali palce również Gruzini. Szkoda tylko, że film – pomimo tak wielkiego zaangażowania – wyszedł średni.

Gor Kirakosian
‹Ruch skoczkiem›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRuch skoczkiem
Tytuł oryginalnyХод конём
ReżyseriaGor Kirakosian
ZdjęciaFilip Vandewal
Scenariusz
ObsadaOwannes Azojan, Mkrticz Arzumanian, Asel Sagatowa, Sanżar Madijew, Tamara Petrosian, Żan Nszanian, Dżulieta Stepanian, Bachytżan Alpeisow, Sos Dżanibekian, Lewon Arutunian, Mark Sagatelian, Ara Sarkisian
MuzykaNarek Owsepian
Rok produkcji2013
Kraj produkcjiArmenia, Kazachstan
Czas trwania98 min
Gatunekkomedia, przygodowy
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Parę lat temu przez ekrany kin w Rosji przemknął przygodowo-sensacyjny, z nutką komediową, film Rusłana Baltcera „V Centuria. W poszukiwaniu zaczarowanych skarbów”. W pewnym uproszczeniu można było uznać go za rosyjski odpowiednik przygód Indiany Jonesa, bo znalazło się w nim miejsce i dla marzących o odbudowie Wielkich Niemiec nazistów, i dla mających im w tym pomóc zamierzchłych artefaktów (między innymi sztyletu Czyngis-chana i diademu królowej Nefretete), i dla bohaterów-awanturników, którzy przemierzali bezkresne połacie dawnego imperium Romanowów na tropie tytułowych skarbów. „Ruch skoczkiem” pod wieloma względami przypomina obraz Baltcera; co jednak wcale nie oznacza, że jest jego – mniej lub bardziej udaną – kopią. Ormiański reżyser Gor Kirakosian, zachowując przygodową formułę opowieści, mimo wszystko większy nacisk położył na wątek romantyczno-miłosny; więcej też zaczerpnął z tradycji komedii pomyłek, co akurat nie było chyba najlepszym rozwiązaniem. Ileż razy bowiem można wykorzystywać ten sam schemat, nie nużąc widza?!
Kirakosian przyszedł na świat w radzieckim jeszcze Erywaniu. Gdy miał lat jedenaście, w 1992 roku jego rodzina przeniosła się z Armenii, która dopiero co odzyskała niepodległość, do Stanów Zjednoczonych. Tam przyszły reżyser studiował w college’u, po ukończeniu którego postanowił spróbować sił w przemyśle filmowym. Zadebiutował, nakręconą za 15 tysięcy dolarów, krótkometrażówką o bardzo prowokacyjnym tytule „Nienawidzę opowieści o Romeo i Julii” (2004); dwa lata później natomiast powstał jego pełnometrażowy debiut – zrealizowana w ojczyźnie komedia „Wielka historia w małym mieście”. Sam tytuł, nawiązujący do hollywoodzkich hitów, znamionował dziełko wtórne – i tak było w rzeczywistości. Kirakosian, wykorzystując ograne pomysły, uznał, że największym jego atutem będzie nie szczególnie oryginalna myśl, ale egzotyka współczesnej Armenii. Patent ten zastosował również w swoich kolejnych obrazach, współfinansowanych przez producentów zza Oceanu Atlantyckiego – w „Niewiarygodnych przygodach Amerykanina w Armenii”, „Bilecie do Vegas” (oba sprzed dwóch lat) oraz w omawianym właśnie „Ruchu skoczkiem”.
Budżet najnowszego filmu Ormianina nie zachwycał – wszak 600 tysięcy dolarów to nie jest, jak na warunki rosyjskie czy kazachskie, kwota zapierająca dech w piersiach. Mimo to Kirakosianowi udało się namówić do udziału w projekcie znanych na Kaukazie i w basenie Morza Kaspijskiego artystów, co miało być zapewne najważniejszym krokiem prowadzącym do sukcesu. „Ruch skoczkiem” trafił do kin w Kazachstanie i Armenii w październiku ubiegłego roku, a miesiąc później zaliczył premierę w Rosji. Wielkiego sukcesu nie odniósł, co akurat dobrze świadczy o widzach. Punktem wyjścia do zawiązania fabuły jest spotkanie żołnierzy tajnego bractwa – zwanego Legionem – które pragnie wprowadzić świat w zupełnie nową, zapewne szczęśliwszą, epokę. Do tego celu potrzebuje trzech artefaktów: miecza Aleksandra Macedońskiego, tarczy Ryszarda Lwie Serce oraz rubinu Tamerlana, kamienia szlachetnego, który przechowywany jest w Państwowym Centralnym Muzeum Republiki Kazachstanu w Ałmaty. Problem w tym, że rubin, posiadający ponoć niezwykłą moc, jest świetnie strzeżony, wykradzenie go graniczy z cudem. Zostaje więc o to poproszony Murad, mimo młodego wieku uważany za najlepszego specjalistę w fachu złodziejskim w kraju rządzonym przez Nursułatana Nazarbajewa.
Szczęście mu sprzyja, ponieważ właśnie w najważniejszym muzeum dawnej stolicy Kazachstanu ma się odbyć niebawem prestiżowy międzynarodowy turniej szachowy. Murad najmuje się jako kelner do obsługi zawodów. W czasie trwania pojedynku finałowego mężczyzna, omijając wszelkie zabezpieczenia, zakrada się do sali, w której przechowywany jest rubin, i wykrada go, zastępując falsyfikatem. To jednak dopiero połowa sukcesu, teraz trzeba kamień wynieść na zewnątrz; chowa go więc do specjalnie w tym celu wykonanej z drewna figurki szachowej konia. Pech – a raczej scenarzyści – chce, że przechodząc przez salę ślizga się na rozlanym szampanie, wszystkie figurki rozsypują się po podłodze, lecz ta najważniejsza spada na stół, tuż obok innych, tyle że zrobionych z czekolady. Sięga po nią stojący obok i rozmawiający z sympatyczną hostessą Tigran Wardanian, zwycięzca turnieju, i… zjada ją na oczach zrozpaczonego złodzieja. Tigran oczywiście szybko zdaje sobie sprawę, że coś jest nie tak, ale jest już zbyt późno – konik (z rubinem w środku) ląduje w jego żołądku. Murad kontaktuje się ze swymi zleceniodawcami, którzy nakazują mu za wszelką cenę odzyskać szlachetny kamień.
Tymczasem Wardanian dowiaduje się, że piękna hostessa Algerim ma przyjaciółkę w Karabachu i właśnie się do niej wybiera. Nie zastanawiając się zbyt długo, proponuje jej wspólną podróż – najpierw samolotem do Erywania, a następnie samochodem do górskiej krainy. Ich tropem rusza też Murad. Gdy jednak akcja przenosi się do Armenii, pojawia się jeszcze jeden bardzo ważny bohater – złodziej i mistrz kamuflażu Feliks, wynajęty na prośbę Mistrza Legionu przez jego ormiańskiego przyjaciela Karapeta. Feliks najpierw psuje samochód Tigrana, a następnie zaprasza mistrza szachowego i jego towarzyszkę do wspólnej podróży. Oczywiście wszystko po to, aby być jak najbliżej Wardaniana, gdy ten… pomaszeruje do toalety, aby wypróżnić się i tym samym wydalić figurkę z rubinem. Przyznacie, że uczestniczenie w tym to perspektywa średnio miła dla widza. Nawet jeżeli podlana została sosem komediowym. Na szczęście Kirakosian nie wnika w szczegóły anatomiczno-fizjologiczne, mimo że od czasu do czasu, chcąc nie chcąc, musi o nich przypominać. Stara się za to wygrywać z korzyścią dla siebie i oglądających inny klasyczny schemat – podobieństwo bohaterów, niskiego Tigrana i potężnego Feliksa, do Flipa i Flapa. Co akurat udaje się średnio.
Nie do końca reżyser wie też, co zrobić z postaciami Kazachów. W zauroczenie Algerim mistrzem szachowym trudno jakoś, biorąc pod uwagę jego aparycję, uwierzyć; w efekcie dziewczyna snuje się po ekranie, nie za bardzo wiedząc, kogo i jak ma grać – niewinną dzierlatkę czy świadomą swej seksualności kobietę, potrafiącą ciągnąć za sobą na sznurku nawet najsłynniejszego szachistę na świecie. Podobnie jest z Muradem, choć on akurat zadanie ma trochę łatwiejsze – jest w końcu postacią wyraziście określoną, złodziejem, który za wszelką cenę ma odzyskać skarb. Problem polega jednak na tym, że ta wyrazistość z czasem się rozmywa. Jak to często bywa w podobnych produkcjach, ostatecznie Murad wcale nie jest taki zły, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, tyle że ta przemiana, jaka zaczyna się w nim dokonywać po przybyciu do Armenii, nie została należycie podkreślona. A może intencje twórców były mimo wszystko inne. Najlepiej wychodzi Kirakosianowi natomiast śmianie się z przywar swoich rodaków – ich zamiłowania do hucznego świętowania uroczystości rodzinnych, patriarchalnego modelu rodziny i wynikających z tego nieporozumień, gdy w oko cyklonu wrzucony zostaje przybysz z zewnątrz (w tym przypadku Murad). Nie jest to jednak nic oryginalnego, sam Kirakosian wykorzystywał ten schemat we wszystkich swoich wcześniejszych filmach.
Najważniejszą postać, czyli mistrza szachowego Tigrana Wardaniana, reżyser oddał w „ręce” trzydziestojednoletniego Owannesa Azojana, swojego krajana z Erywania, znanego przede wszystkim z występów w programach telewizyjnych oraz zdecydowanie mało ambitnych komedyjkach Dawida Babachaniana („Poszukiwany milioner”, 2010; „Narzeczony z cyrku”, 2011; „Poker według zasad miłości”, 2012). Towarzyszącą mu w podróży do Karabachu Kazaszkę Algerim zagrała, urodzona w Semipałatyńsku, Asel Sagatowa (rocznik 1984), mająca na koncie między innymi występy w sensacyjnym „Skoku delfina” (2009) Eldora Urazbajewa oraz komedii romantycznej „Ironia miłości” (2010) Aleksandra Czerniajewa i Erżana Rustembekowa. W jej rodaka, złodzieja Murada, wcielił się natomiast Sanżar Madijew, gwiazda „Drugiej strony” (2009) Kuata Isajewa. Z kolei ormiański mistrz kamuflażu, czyli Feliks, ma twarz, pochodzącego z Giumri, Mkrticza Arzumaniana – nie tylko aktora specjalizującego się w filmach komediowych, ale też scenarzysty, producenta i prezentera telewizyjnego. Za kamerą w roli operatora stanął Belg Filip Vandenwal, dla którego była to już trzecia wspólna produkcja z Kirakosianem; scenariusz wyszedł natomiast spod ręki debiutujących w tym fachu Narka Narkariana i Siergieja Sarkisiana, których tekst uzupełniło jeszcze kilku innych autorów.
koniec
20 kwietnia 2014
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Poczuć się jak dziesięciolatek
Konrad Wągrowski

14 XII 2017

„Ostatni Jedi” nie jest nowym „Imperium kontratakuje”, nie „wychodzi ze swojej strefy komfortu”, pozostając filmem raczej bezpiecznym, ale jest bardziej efektowny, bardziej złożony i po prostu zwyczajnie lepszy od „Przebudzenia Mocy”.

więcej »

East Side Story: Skandal?… Wiele hałasu o nic!
Sebastian Chosiński

10 XII 2017

Nazwisko reżysera Aleksieja Uczitiela i podjęty temat – czyli rzekomy romans cara Mikołaja II Romanowa i primabaleriny petersburskiego Teatru Maryjskiego Krzesińskiej – sprawiały, że po „Matyldzie” można było spodziewać się naprawdę dużo. Niestety, cały potencjał tkwiący w tej opowieści został zmarnowany, utopiony we łzach ckliwego melodramatu, na dodatek prawdopodobnie daleko odbiegającego od prawdy historycznej.

więcej »

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (1)
Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

4 XII 2017

W dzisiejszej edycji „Esensja ogląda” trzy tytuły – wydania DVD „Baby Drivera” i nowej „Mumii” oraz „Małi mężczyźni”.

więcej »

Polecamy

Chwała na wysokości?

Dobry i Niebrzydki:

Chwała na wysokości?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Podręczne z Kairu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Atak paniki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Skandal?… Wiele hałasu o nic!
— Sebastian Chosiński

Zdążyć przed Amerykanami
— Sebastian Chosiński

Półwysep zbuntowany
— Sebastian Chosiński

Schemat goni schemat
— Sebastian Chosiński

Wiedźmy kontra kapitalizm
— Sebastian Chosiński

Gogol kontra Czarny Jeździec
— Sebastian Chosiński

Film jednorazowego użytku
— Sebastian Chosiński

Cztery kobiety w (prawie) średnim wieku
— Sebastian Chosiński

Gdy nie chce się nic, a sens życia ucieka…
— Sebastian Chosiński

Ciężkie jest życie rockmana
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Non omnis moriar: Gdy trudno się zdecydować…
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Bohater każdych czasów
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Na wojennym szlaku
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (2)
— Sebastian Chosiński

Gdzie diabeł nie może, tam Durango pośle…
— Sebastian Chosiński

Przekorna apokalipsa
— Sebastian Chosiński

Radzę ci dobrze: Nie wkurzaj Kurdy’ego!
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Free w granicach rozsądku
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Różne oblicza Joachima Kühna
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Starcie tytanów
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.