Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 27 marca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

East Side Story: W oczekiwaniu na… wypróżnienie

Esensja.pl
Esensja.pl
Mimo że pod filmem „Ruch skoczkiem” podpisały się dwie kinematografie – ormiańska i kazachska – jest to w zasadzie produkcja międzynarodowa na znacznie szerszą skalę. Reżyser Gor Kirakosian od ponad trzydziestu lat mieszka już bowiem w Stanach Zjednoczonych, a wspomagający go operator Filip Vandewal jest Belgiem; w postprodukcji natomiast maczali palce również Gruzini. Szkoda tylko, że film – pomimo tak wielkiego zaangażowania – wyszedł średni.

Gor Kirakosian
‹Ruch skoczkiem›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRuch skoczkiem
Tytuł oryginalnyХод конём
ReżyseriaGor Kirakosian
ZdjęciaFilip Vandewal
Scenariusz
ObsadaOwannes Azojan, Mkrticz Arzumanian, Asel Sagatowa, Sanżar Madijew, Tamara Petrosian, Żan Nszanian, Dżulieta Stepanian, Bachytżan Alpeisow, Sos Dżanibekian, Lewon Arutunian, Mark Sagatelian, Ara Sarkisian
MuzykaNarek Owsepian
Rok produkcji2013
Kraj produkcjiArmenia, Kazachstan
Czas trwania98 min
Gatunekkomedia, przygodowy
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Parę lat temu przez ekrany kin w Rosji przemknął przygodowo-sensacyjny, z nutką komediową, film Rusłana Baltcera „V Centuria. W poszukiwaniu zaczarowanych skarbów”. W pewnym uproszczeniu można było uznać go za rosyjski odpowiednik przygód Indiany Jonesa, bo znalazło się w nim miejsce i dla marzących o odbudowie Wielkich Niemiec nazistów, i dla mających im w tym pomóc zamierzchłych artefaktów (między innymi sztyletu Czyngis-chana i diademu królowej Nefretete), i dla bohaterów-awanturników, którzy przemierzali bezkresne połacie dawnego imperium Romanowów na tropie tytułowych skarbów. „Ruch skoczkiem” pod wieloma względami przypomina obraz Baltcera; co jednak wcale nie oznacza, że jest jego – mniej lub bardziej udaną – kopią. Ormiański reżyser Gor Kirakosian, zachowując przygodową formułę opowieści, mimo wszystko większy nacisk położył na wątek romantyczno-miłosny; więcej też zaczerpnął z tradycji komedii pomyłek, co akurat nie było chyba najlepszym rozwiązaniem. Ileż razy bowiem można wykorzystywać ten sam schemat, nie nużąc widza?!
Kirakosian przyszedł na świat w radzieckim jeszcze Erywaniu. Gdy miał lat jedenaście, w 1992 roku jego rodzina przeniosła się z Armenii, która dopiero co odzyskała niepodległość, do Stanów Zjednoczonych. Tam przyszły reżyser studiował w college’u, po ukończeniu którego postanowił spróbować sił w przemyśle filmowym. Zadebiutował, nakręconą za 15 tysięcy dolarów, krótkometrażówką o bardzo prowokacyjnym tytule „Nienawidzę opowieści o Romeo i Julii” (2004); dwa lata później natomiast powstał jego pełnometrażowy debiut – zrealizowana w ojczyźnie komedia „Wielka historia w małym mieście”. Sam tytuł, nawiązujący do hollywoodzkich hitów, znamionował dziełko wtórne – i tak było w rzeczywistości. Kirakosian, wykorzystując ograne pomysły, uznał, że największym jego atutem będzie nie szczególnie oryginalna myśl, ale egzotyka współczesnej Armenii. Patent ten zastosował również w swoich kolejnych obrazach, współfinansowanych przez producentów zza Oceanu Atlantyckiego – w „Niewiarygodnych przygodach Amerykanina w Armenii”, „Bilecie do Vegas” (oba sprzed dwóch lat) oraz w omawianym właśnie „Ruchu skoczkiem”.
Budżet najnowszego filmu Ormianina nie zachwycał – wszak 600 tysięcy dolarów to nie jest, jak na warunki rosyjskie czy kazachskie, kwota zapierająca dech w piersiach. Mimo to Kirakosianowi udało się namówić do udziału w projekcie znanych na Kaukazie i w basenie Morza Kaspijskiego artystów, co miało być zapewne najważniejszym krokiem prowadzącym do sukcesu. „Ruch skoczkiem” trafił do kin w Kazachstanie i Armenii w październiku ubiegłego roku, a miesiąc później zaliczył premierę w Rosji. Wielkiego sukcesu nie odniósł, co akurat dobrze świadczy o widzach. Punktem wyjścia do zawiązania fabuły jest spotkanie żołnierzy tajnego bractwa – zwanego Legionem – które pragnie wprowadzić świat w zupełnie nową, zapewne szczęśliwszą, epokę. Do tego celu potrzebuje trzech artefaktów: miecza Aleksandra Macedońskiego, tarczy Ryszarda Lwie Serce oraz rubinu Tamerlana, kamienia szlachetnego, który przechowywany jest w Państwowym Centralnym Muzeum Republiki Kazachstanu w Ałmaty. Problem w tym, że rubin, posiadający ponoć niezwykłą moc, jest świetnie strzeżony, wykradzenie go graniczy z cudem. Zostaje więc o to poproszony Murad, mimo młodego wieku uważany za najlepszego specjalistę w fachu złodziejskim w kraju rządzonym przez Nursułatana Nazarbajewa.
Szczęście mu sprzyja, ponieważ właśnie w najważniejszym muzeum dawnej stolicy Kazachstanu ma się odbyć niebawem prestiżowy międzynarodowy turniej szachowy. Murad najmuje się jako kelner do obsługi zawodów. W czasie trwania pojedynku finałowego mężczyzna, omijając wszelkie zabezpieczenia, zakrada się do sali, w której przechowywany jest rubin, i wykrada go, zastępując falsyfikatem. To jednak dopiero połowa sukcesu, teraz trzeba kamień wynieść na zewnątrz; chowa go więc do specjalnie w tym celu wykonanej z drewna figurki szachowej konia. Pech – a raczej scenarzyści – chce, że przechodząc przez salę ślizga się na rozlanym szampanie, wszystkie figurki rozsypują się po podłodze, lecz ta najważniejsza spada na stół, tuż obok innych, tyle że zrobionych z czekolady. Sięga po nią stojący obok i rozmawiający z sympatyczną hostessą Tigran Wardanian, zwycięzca turnieju, i… zjada ją na oczach zrozpaczonego złodzieja. Tigran oczywiście szybko zdaje sobie sprawę, że coś jest nie tak, ale jest już zbyt późno – konik (z rubinem w środku) ląduje w jego żołądku. Murad kontaktuje się ze swymi zleceniodawcami, którzy nakazują mu za wszelką cenę odzyskać szlachetny kamień.
Tymczasem Wardanian dowiaduje się, że piękna hostessa Algerim ma przyjaciółkę w Karabachu i właśnie się do niej wybiera. Nie zastanawiając się zbyt długo, proponuje jej wspólną podróż – najpierw samolotem do Erywania, a następnie samochodem do górskiej krainy. Ich tropem rusza też Murad. Gdy jednak akcja przenosi się do Armenii, pojawia się jeszcze jeden bardzo ważny bohater – złodziej i mistrz kamuflażu Feliks, wynajęty na prośbę Mistrza Legionu przez jego ormiańskiego przyjaciela Karapeta. Feliks najpierw psuje samochód Tigrana, a następnie zaprasza mistrza szachowego i jego towarzyszkę do wspólnej podróży. Oczywiście wszystko po to, aby być jak najbliżej Wardaniana, gdy ten… pomaszeruje do toalety, aby wypróżnić się i tym samym wydalić figurkę z rubinem. Przyznacie, że uczestniczenie w tym to perspektywa średnio miła dla widza. Nawet jeżeli podlana została sosem komediowym. Na szczęście Kirakosian nie wnika w szczegóły anatomiczno-fizjologiczne, mimo że od czasu do czasu, chcąc nie chcąc, musi o nich przypominać. Stara się za to wygrywać z korzyścią dla siebie i oglądających inny klasyczny schemat – podobieństwo bohaterów, niskiego Tigrana i potężnego Feliksa, do Flipa i Flapa. Co akurat udaje się średnio.
Nie do końca reżyser wie też, co zrobić z postaciami Kazachów. W zauroczenie Algerim mistrzem szachowym trudno jakoś, biorąc pod uwagę jego aparycję, uwierzyć; w efekcie dziewczyna snuje się po ekranie, nie za bardzo wiedząc, kogo i jak ma grać – niewinną dzierlatkę czy świadomą swej seksualności kobietę, potrafiącą ciągnąć za sobą na sznurku nawet najsłynniejszego szachistę na świecie. Podobnie jest z Muradem, choć on akurat zadanie ma trochę łatwiejsze – jest w końcu postacią wyraziście określoną, złodziejem, który za wszelką cenę ma odzyskać skarb. Problem polega jednak na tym, że ta wyrazistość z czasem się rozmywa. Jak to często bywa w podobnych produkcjach, ostatecznie Murad wcale nie jest taki zły, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, tyle że ta przemiana, jaka zaczyna się w nim dokonywać po przybyciu do Armenii, nie została należycie podkreślona. A może intencje twórców były mimo wszystko inne. Najlepiej wychodzi Kirakosianowi natomiast śmianie się z przywar swoich rodaków – ich zamiłowania do hucznego świętowania uroczystości rodzinnych, patriarchalnego modelu rodziny i wynikających z tego nieporozumień, gdy w oko cyklonu wrzucony zostaje przybysz z zewnątrz (w tym przypadku Murad). Nie jest to jednak nic oryginalnego, sam Kirakosian wykorzystywał ten schemat we wszystkich swoich wcześniejszych filmach.
Najważniejszą postać, czyli mistrza szachowego Tigrana Wardaniana, reżyser oddał w „ręce” trzydziestojednoletniego Owannesa Azojana, swojego krajana z Erywania, znanego przede wszystkim z występów w programach telewizyjnych oraz zdecydowanie mało ambitnych komedyjkach Dawida Babachaniana („Poszukiwany milioner”, 2010; „Narzeczony z cyrku”, 2011; „Poker według zasad miłości”, 2012). Towarzyszącą mu w podróży do Karabachu Kazaszkę Algerim zagrała, urodzona w Semipałatyńsku, Asel Sagatowa (rocznik 1984), mająca na koncie między innymi występy w sensacyjnym „Skoku delfina” (2009) Eldora Urazbajewa oraz komedii romantycznej „Ironia miłości” (2010) Aleksandra Czerniajewa i Erżana Rustembekowa. W jej rodaka, złodzieja Murada, wcielił się natomiast Sanżar Madijew, gwiazda „Drugiej strony” (2009) Kuata Isajewa. Z kolei ormiański mistrz kamuflażu, czyli Feliks, ma twarz, pochodzącego z Giumri, Mkrticza Arzumaniana – nie tylko aktora specjalizującego się w filmach komediowych, ale też scenarzysty, producenta i prezentera telewizyjnego. Za kamerą w roli operatora stanął Belg Filip Vandenwal, dla którego była to już trzecia wspólna produkcja z Kirakosianem; scenariusz wyszedł natomiast spod ręki debiutujących w tym fachu Narka Narkariana i Siergieja Sarkisiana, których tekst uzupełniło jeszcze kilku innych autorów.
koniec
20 kwietnia 2014
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

East Side Story: Urok mocno wyblakły
Sebastian Chosiński

26 III 2017

Najlepszy okres w karierze Siergiej Sołowjow przeżywał w latach 70. i 80. ubiegłego wieku. To wtedy powstały jego najwybitniejsze filmy, dzięki którym na trwałe zapisał się w historii kinematografii swojej ojczyzny. Po politycznym przełomie i upadku Związku Radzieckiego wiodło mu się różnie; w każdym razie w ciągu minionego ćwierćwiecza nie nakręcił żadnego obrazu, który na dłużej pozostaje w pamięci. Nie inaczej rzecz ma się z „Tram-pkami” (sic!).

więcej »

Esensja ogląda: Marzec 2017 (3)
Piotr Dobry, Marcin Osuch, Jarosław Robak

20 III 2017

To już trzecie marcowa edycja Esensja ogląda a w niej piszemy krótko o pięciu niedawnych kinowych premierach: „Elle”, „Lego Batmanie”, „Pięknej i bestii”, „Wyspie czaszek” i „Zło we mnie”.

więcej »

East Side Story: Mutant – to brzmi dumnie!
Sebastian Chosiński

19 III 2017

Rosjanie – bez najmniejszych wątpliwości – zazdroszczą Amerykanom. Widać to w ostatnim czasie po trafiających do kin filmach. Odpowiedzią na hollywoodzkie obrazy o pierwszym kontakcie z obcymi stało się „Przyciąganie” Fiodora Bondarczuka; z kolei „Obrońcy” Sarika Andreasiana to wariacja na tematy superbohaterskie, mieszanka „X-Menów” z „Avengersami”. Niestety mało udana.

więcej »

Polecamy

Małpa musi się pobrudzić

Dobry i Niebrzydki:

Małpa musi się pobrudzić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Dysfunkcyjna rodzina w podróży, czyli rzeźnia, która wzrusza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zabić jelenia gołymi rękami i wyrecytować Konstytucję przez sen
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

You complete me!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oscary intymne i okruchy życia
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

„Wstręt” w baletkach, czyli prawdziwa sztuka rodzi się w bólach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pola, łączki, lasy, czyli zaświaty według Jacksona
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

A idź z tym gniotem!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Krwawa makabra jest dobra
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To jest bingo!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.