Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Kiedy tarcza nie wystarcza

Esensja.pl
Esensja.pl
W „Zimowym Żołnierzu” bracia Russo powracają do genezy komiksowego medium, które u zarania, niczym lustro, odbijało społeczno-gospodarczą rzeczywistość. Wizja zaprezentowana w filmie niepokoi swoją aktualnością – przedstawia opresyjny świat permanentnej inwigilacji, gdzie dawni wrogowie nie znikają lecz przywdziewają nowe szaty, by pod pozorem ochrony obywateli, ograniczyć ich wolność i stworzyć nową cywilizację terroru. Brzmi znajomo?

Tekst nadesłany na konkurs Esensji.

Anthony Russo, Joe Russo
‹Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Ameryka: Zimowy żołnierz
Tytuł oryginalnyCaptain America: The Winter Soldier
Dystrybutor Disney
Data premiery28 marca 2014
ReżyseriaAnthony Russo, Joe Russo
ZdjęciaTrent Opaloch
Scenariusz
ObsadaScarlett Johansson, Cobie Smulders, Chris Evans, Samuel L. Jackson, Emily VanCamp, Hayley Atwell, Robert Redford, Dominic Cooper, Sebastian Stan
MuzykaHenry Jackman
Rok produkcji2014
Kraj produkcjiUSA
CyklKapitan Ameryka, Marvel Cinematic Universe
Gatunekakcja, przygodowy, SF
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Druga odsłona filmowych przygód Kapitana Ameryki zmywa nieprzyjemny posmak przesiąkniętego patosem i duchem amerykańskich mitów narodowych „Pierwszego starcia”. Trzeba przyznać jednak, że przed Joe Johnstonem stało zadanie o wiele trudniejsze – przeniesienie na ekran narodzin herosa, bez utknięcia na mieliźnie kiczu i nadmiernego przerysowania, było nie lada wyczynem i udało się chyba tylko dzięki utrzymaniu filmu w duchu kina nowej przygody oraz metafilmowym komentarzom w postaci, m.in. teatralnych występów protagonisty.
Jak twierdził Faulkner, jedyną historią wartą opowiadania, jest ta o konflikcie w ludzkim sercu. Podobnie zdają się sądzić twórcy „Zimowego Żołnierza”, którzy postanowili uczłowieczyć wyjętą z propagandowych plakatów postać Kapitana Ameryki, obdarzając go wątpliwościami natury moralnej i tożsamościowej. Dotąd przekonany o swoich racjach, teraz będzie musiał renegocjować zasady, którymi się kierował. Podejrzenia Rogersa o prowadzenie podwójnej gry przez T.A.R.C.Z.Ę. (doskonale widoczne w filmie „Avengers”), sprawdzają się w stopniu, jakiego nie spodziewałby się ani on sam ani nawet Nick Fury. Do głosu dochodzi uśpiony wróg, planujący globalny przewrót przy wykorzystaniu najnowszej technologii organizacji i… człowieka-ducha, owianego legendą tytułowego Zimowego Żołnierza.
O ile nemezis Kapitana Ameryki została świetnie naszkicowana jako niezwyciężona maszyna do zabijania o niejasnej proweniencji, to potencjał postaci nie został w pełni wykorzystany. To, co w bohaterze najciekawsze, czyli jego wewnętrzna dychotomia polegająca na zatarciu granicy między oprawcą a ofiarą (wszak jest naukowym eksperymentem), generuje tragizm, który aż prosi się o rozwinięcie. Zaryzykuję jednak stwierdzenie, że fenomen komiksowych ekranizacji nie polega na nadmiernie rozbudowanych rysach psychologicznych bohaterów, lecz na czymś, co swoje źródło znajduje w strefie mitów i archetypicznej walce dobra ze złem. A w tym kontekście konstrukcja obydwu przeciwników nie pozwala na jakiekolwiek czepialstwo.
Doskonale wyszkolony Zimowy Żołnierz wydaje się jednak niesamowicie nieszkodliwy w porównaniu ze strukturą, z której się rekrutuje. Tutaj ujawnia się kolejna wartość najnowszego filmu z komiksowego uniwersum Marvela – nieczęsto widowiska tego rodzaju mogą poszczycić się takim skomplikowaniem fabuły w kontekście nawiązań społecznych i politycznych. Teorie spiskowe, ponadnarodowe lobby, szpiegujące obywateli posthitlerowskie organizacje, potrafiące przeniknąć w strukturę każdej współczesnej instytucji – aż dziw, że to wszystko udało się upchnąć w popkulturowej produkcji bez jej nadmiernego przeintelektualizowania i zagrożenia dla znakomitej rozrywki.
Uważny widz wychwyci także wątki rodem z twórczości Philipa K. Dicka. W filmie pojawia się przecież algorytm, który weryfikując przeszłość i usposobienie danej jednostki, potrafi określić jej przyszłe zachowania i ocenić czy i w jakim stopniu będzie ono zagrażać Nowemu Porządkowi w przyszłości. Program pozwala zatem masowo eliminować wrogów systemu. Orzekanie o winie, zanim przestępstwo zostanie popełnione to przecież temat opowiadania (oraz słynnej ekranizacji w reżyserii Stevena Spielberga) „Raport mniejszości”.
Trudno jednoznacznie określić gatunkową przynależność filmu – kino akcji nabiera tutaj charakteru opowieści szpiegowskiej przeplatanej wątkami rodem z thrillera politycznego a nawet transhumanistycznej fantastyki naukowej (świetny wątek drugiego, komputerowego życia Arnima Zoli). Złożoność formalna koresponduje ze złożonością fabuły, czyniąc z Kapitana Ameryki jeden z najbardziej skomplikowanych i dojrzałych produktów stajni Marvela.
Cała ta kompleksowość nie przeszkodziła jednak braciom Russo w stworzeniu ponadprzeciętnego widowiska akcji. Reżyserzy doskonale wykorzystali schemat ściganego przez system bohatera, który jako jedyny może udaremnić globalny spisek. W filmie nie zabrakło monumentalnych katastrof i pościgów w najlepszym wydaniu. Agenci T.A.R.C.Z.Y. używają gadżetów (duże wrażenie robi pojazd Nicka Fury’ego), których pozazdrościłby James Bond, a dopracowane sceny walki (nieco słabiej wyglądające w trójwymiarze) to efektowna mieszanina boksu, Wushu, ju-jitsu, Muay Thai (w ruch często „idą” kolana i łokcie) i parkourowych ucieczek. To zdecydowanie jedna z mocniejszych stron filmu.
Kolejną są postaci drugoplanowe. Tam gdzie sojusznicy okazują się wrogami, sprzymierzeńców policzyć można na placach jednej ręki. Zaskakująco dobrze w filmie prezentuje się Sam Wilson jako Falcon. Tutaj również udało się twórcom uniknąć nadmiernego przerysowania postaci. Niepozorny na pozór bohater doskonale uzupełnia poczynania Kapitana Ameryki. Jak zwykle nie zawodzi czarująca i niebezpieczna Czarna Wdowa – kreacja stworzona przez Johansson tak spodobała się publice i producentom, że po premierze „Zimowego żołnierza” pojawiły plotki, jakoby miała dostać swój własny film. Spory potencjał w kontekście dalszego rozwoju imperium Marvela zdradzają także dwie inne kobiety: trwająca u boku Fury’ego agentka Hill nie jest już tak śmieszna, jak w Avengers, a na scenie pojawia się tajemnicza agentka 13.
Znany z „Pierwszego starcia” „czarno-biały” świat II wojny światowej, świat wyraźnych dychotomii i jasno określonych stron konfliktu, w „Zimowym żołnierzu” staje się jedynie wspomnieniem, przeszłością, do której paradoksalnie, z chęcią wróciłby kapitan Steve Rogers. W drugiej odsłonie przygód narodowego herosa Ameryki, zupełnie jak w czasach nam współczesnych, wroga trudno jest sprowadzić do jednej osoby – chowa się on raczej za szyldami międzynarodowych organizacji. I choć brzmi to jak teorie Ericha von Dänikena, ciężko jest odmówić produktom ze stajni Marvela, umiejętności dokonywania społecznych analiz, nieważne czy chodzi o wykluczonych mutantów, kryzys gospodarczy czy kwestie wyznaniowe. Pewne jest natomiast to, że „Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz” to znakomita rozrywka szanująca inteligencję odbiorcy i potwierdzająca zwyżkową tendencję kolejnych filmów o komiksowych herosach.
koniec
22 kwietnia 2014
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Asgard to nie miejsce…
Agnieszka ‘Achika’ Szady

20 XI 2017

…mówił Odyn, a mnie w głowie narzucało się: „…Asgard to stan umysłu”. W każdym razie na pewno stan umysłu twórców trzeciej części przygód Thora był zbliżony do stanu umysłu twórców „Strażników galaktyki”, bo po raz kolejny w Marvel Cinematic Universe pojawiła się komedia. I to dobra!

więcej »

Nie tak ładnie pachniesz
Konrad Wągrowski

17 XI 2017

„Liga Sprawiedliwości” mogła być czymś więcej niż zwykłym filmem o drużynie superbohaterów walczącej w obronie Ziemi. Ale zabrakło i odwagi, i chyba trochę też talentu.

więcej »

Esensja ogląda: Listopad 2017 (3)
Jarosław Loretz, Kamil Witek

16 XI 2017

Dziś w naszym cyklu trzy recenzje: „HHhH”, „Obcy: Przymierze” i „Hel”.

więcej »

Polecamy

Czeska babcia w roli Kaja

Dobry i Niebrzydki:

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Maj 2015 (2)
— Jarosław Loretz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja ogląda: Czerwiec 2014 (2)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Kwiecień 2014 (2)
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Agnieszka Szady

Bohater na nasze czasy
— Jarosław Robak

Z tego cyklu

Wspomnienie miłości, czyli „Grand Budapest Hotel”
— Karolina Rochnowska

Dandys-wędrowiec
— Elżbieta Obroślak

Przemoc w czasach dobrobytu
— Marcin Sarna

Piękne kino
— Bartosz Marzec

Wszystko o pewnej matce
— Katarzyna Pochmara-Balcer

Bohater na nasze czasy
— Jarosław Robak

Depresja wampira
— Maciej Rumiancew

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Sierpień 2017 (1)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry

Who Watches the Watchmen?
— Kamil Witek

Esensja ogląda: Maj 2015 (2)
— Jarosław Loretz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.