Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Esensja ogląda: Maj 2014 (3)

Esensja.pl
Esensja.pl
W kolejnej edycji „Esensja ogląda” dwie recenzje potencjalnych blockbusterów („Transcendencja” i ponownie „Godzilla”), recenzja niedawnej premiery „Innej kobiety” słów kilka na temat wchodzącego do naszych kin w najbliższy piątek „Powiem ci wszystko” oraz Kino Świata.
Transcendencja
Agnieszka Szady [70%]
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Skrzyżowanie thrillera sf z dramatem miłosnym. Żona umierającego naukowca Willa Castera (w tej roli Johnny Depp) decyduje się wgrać jego świadomość do ultrazaaawansowanego komputera, by ocalić choć cząstkę ukochanego. W obliczu zagrożenia wpuszcza go do internetu, na skutek czego powstaje byt nieomal wszechmocny. I tu rodzi się pytanie: na ile jest to jeszcze człowiek? W jakim stopniu można cyfrowo odtworzyć skomplikowane nieraz ludzkie emocje i czy istota dysponująca mocą obliczeniową wielokrotnie przekraczającą zdolność ludzkiego mózgu nie zacznie ewoluować w jakimś zupełnie niepojętym kierunku? Twórcy filmu zdają się sugerować odpowiedź, że o człowieczeństwie świadczą czyny, w szczególności zdolność do poświęceń. Jednak Will z jednej strony zachowuje się jak kochający mąż i altruistyczny obywatel, z drugiej – przejawia zachowania mocno niepokojące, trochę jak program czy raczej wirus komputerowy dążący do kopiowania się w jak największej liczbie. Ale pragnienie rozmnażania też jest przecież bardzo ludzkie… Szkoda, że scenarzyści nie dali widzom możliwości głębszego poznania obojga bohaterów na początku filmu, przez co trudno powiedzieć, na ile reakcje cyfrowego Willa wynikają z jego autentycznej osobowości, a na ile są wynikiem przemiany w byt postludzki.
„Transcendencja”, której tytuł więcej obiecuje, niż daje, nieźle się sprawdza jako moralitet stawiający pytania o możliwości i zagrożenia płynące z niepohamowanego rozwoju technologii oraz rozgrywający popularne ostatnio obawy o świat pełen nieustannej inwigilacji. Jako dramat o osamotnionej wdowie wypada wzruszająco, natomiast jeśli potraktujemy film jako kino akcji – którym również w dużym stopniu jest – to natychmiast wpadamy na mielizny logiczne i niewyjaśnione deusy ex machina (na przykład wrogowie głównych bohaterów jakimś cudem mają szpiega akurat w położonym pośrodku pustkowia zabitym dechami miasteczku, gdzie trafia pani Caster).
Godzilla
Grzegorz Fortuna [90%]
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
„Godzilla” to chyba jedyny obok „Skyfalla” blockbuster z ostatnich lat, który traktuje swoją legendę z ogromnym szacunkiem, ale nie jest jednocześnie pustym hołdem posklejanym z mniejszych lub większych odniesień. Zarzuca się reżyserowi, Garethowi Edwardsowi, że nie potrafi związać widzów z bohaterami tak, jak to robił choćby Steven Spielberg. Tego typu oskarżenia są jednak kompletnie bez sensu, bo Edwards nawet nie próbuje tego robić. Jego „Godzilla” to w zasadzie ciąg wspaniale zaaranżowanych miniatur – ich bohaterami bywają zresztą zupełnie przypadkowi ludzie – które mają przygotować widza na finałowe spotkanie z Królem Potworów. Nie bez powodu najbardziej emocjonujące (a czasami wręcz urokliwe) sceny dotyczą tu nie ludzi, ale właśnie gigantycznych kreatur – to one są dla reżysera najważniejsze i to ich porażający majestat jest na każdym kroku podkreślany. Dzięki temu Godzilla nie jest u Edwardsa zagrożeniem, które dzielna armia USA musiałaby czym prędzej zbombardować, ale mitycznym, wzbudzającym respekt stworem, na którego kłębiąca się gdzieś w dole ciżba może sobie co najwyżej popatrzeć. Efekt jest taki, że „Godzilla” chwyta za gardło dokładnie wtedy, kiedy powinna, a po ostatnim ujęciu – też zresztą zaskakującym – ma się ochotę zamówić bilety na dziesięć kolejnych seansów. Nie wiem, jakim cudem Gareth Edwards zmusił producentów do wyłożenia 160 milionów dolarów na film, który tak bardzo olewa oczekiwania widzów, ale chciałbym, żeby od dzisiaj kręcił wszystkie wakacyjne blockbustery.
Inna kobieta
Agnieszka Szady [60%]
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Dzięki kuriozalnej decyzji producenta zwiastun zdradza bez mała 90% fabuły, w wyniku czego żaden zwrot akcji nie ma szans nas zaskoczyć. Jedyną zagadką filmu jest sposób, w jaki trzy oszukane kobiety ostatecznie zemszczą się na niewiernym mężczyźnie – niestety, choć sposób ten jest logiczny pod względem życiowym, to jednak pod względem „filmowości” jest raczej mało pomysłowy i nie wykorzystuje potencjału, jaki stwarzałoby współdziałanie triady bohaterek.
Na plus trzeba zaliczyć, że komedia jest nieźle zagrana, a momentami naprawdę zabawna, na przykład w scenie, gdy żona przychodzi do domu kochanki i pyta, gdzie może usiąść, bo nie chce siedzieć w miejscu, gdzie uprawiano seks… okazuje się, że nawet blat biurka nie wchodzi w grę. Minusem jest amerykańskie zamiłowanie do żartów klozetowych – Jankesi nie byliby sobą, gdyby nie umieścili w filmie dość prymitywnego wicu z wsypaniem niewiernemu środka przeczyszczającego do drinka. Kilka wątków sprawia wrażenie pozbawionych puenty: faszerowanie męża żeńskimi hormonami nie ma żadnego sensownego fabularnie skutku, wielki pies znika bez śladu, choć początkowo zdawało się, że musi odegrać jakąś znaczącą rolę. Udane za to są postaci trzecioplanowe: brat żony, ojciec kochanki oraz jej asystentka w biurze prawnym, grana przez chodzący cud chirurgii plastycznej, z inną fryzurą w każdej scenie.
Powiem ci wszystko
Gabriel Krawczyk [70%]
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Podczas gdy jedna kobieta z brodą powoduje trwożliwe zagubienie u najtwardszych nawet Polaków, Finlandczyk Simo Halinen skutecznie przekonuje, że nie taki diabeł straszny, jak go niektórzy malują. „Powiem ci wszystko” to kolejny głos w obronie mniejszości, dający dowody normalności „innego”. Wszyscy jesteśmy zbudowani z jednej gliny, wyrażamy te same emocje i wymagamy podobnego odwzajemnienia uczuć, uświadamia Halinen. Maarit, transseksualna bohaterka jego premierowego filmu, nie poddaje się zarzutom o drażliwą arogancję, które niejednokrotnie wysuwane były pod adresem drag queens z kolorowej twórczości Pedro Almodovara. Zarówno wadą, jak i zaletą skandynawskiego filmu jest bowiem jego zwyczajność. „Powiem ci wszystko” nie ma siły protest songu lansującego wolność obyczajową. To raczej zaskakująco ciepła krzyżówka dramatu rodzinnego i poprawnego romansu opowiadanego tak, jak zapewne chciałaby tego sama, marząca o szczęśliwym związku, bohaterka. Hołubiona jest tutaj mieszczącą się w granicach normy seksualnej miłość romantyczna. Potwierdzenie tego stanowi wybór głównej aktorki, wcale atrakcyjnej Leei Klemoli. Jak gdyby szczególnie zależało reżyserowi na niewzbudzaniu efektu obcości u widza, na tym, by mógł z bohaterką jakoś się utożsamić. To się udało: Maarit szuka w życiu szczęścia, podejmuje ryzyko i niejednokrotnie popełnia te same błędy, jakie popełnia wiele aprobujących swoją płeć osób.
Halinen wprawia w ruch konwencjonalne trybiki, a w pewnym momencie już tylko odhacza punkty z niezbyt wyszukanego schematu małżeńskiej zdrady. Udaje mu się jednak zawrzeć także wiarygodny portret tamtejszych społeczności. W Finlandii Halinena wciąż da się zauważyć wyraźny podział na – odpowiadającą miejscu zamieszkania – mentalną prowincję i mniej wrogą inności społeczność miejską. Widać przy tym, że stojący po stronie swojej bohaterki reżyser nie patrzy na skonfliktowane z nią osoby z wrogością, a z rodzajem ciepła i nadzieją, której próżno szukać na wiecznie zwaśnionym, pełnym uprzedzeń polskim poletku. Paradoksalnie więc sztampowość samej historii, opowiedzianej wdzięcznie i bezpretensjonalnie, może stanowić o jej wyjątkowej jakości. Takiej bowiem sztampy niejedna (w tym polska) kinematografia może Finlandii pozazdrościć.
• • •
Kino świata
Delta (2008)
Sebastian Chosiński [70%]
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Nominowana do Złotej Palmy i uhonorowana nagrodą FIPRESCI „Delta” Kornéla Mundruczó – aktora, scenarzysty i reżysera – była czwartym pełnometrażowym projektem węgierskiego twórcy; wcześniej dał się poznać przede wszystkim dramatami „Kilka pogodnych dni” (2002) i zrealizowaną w formie musicalu „Joanną” (2005). „Delta” utrzymana jest w klimacie przedwojennych „powieści chłopskich”, w których sielankowy nastrój zderzony został z naturalistyczną wizją świata wiejskiego, prowadzącą bohaterów prostą drogą do tragedii w niemalże antycznym wymiarze. Z tego też powodu w pracy scenarzystki Yvette Bíró (i samego Mundruczó) można dostrzec wpływy zarówno „Hordubala” Karela Čapka, jak i „Obcy przyszedł na farmę” (1937) Miki Waltariego, które to powieści doczekały się zresztą ich wersji filmowych. W obrazie Węgra głównym bohaterem jest tajemniczy Mihail (w tej roli pochodzący z serbskiej Wojwodiny kompozytor Félix Lajkó), który po wielu latach wraca w rodzinne strony, gdzieś w tytułowej delcie Dunaju, i odnajduje matkę. Kobieta, której mąż od dawna już nie żyje, ułożyła sobie wszystko od nowa; wraz z kolejnym partnerem prowadzi gospodę, a pomaga im w tym córka kobiety, Fauna (gra ją obdarzona charakterystyczną urodą Orsolya Tóth, dla której rola ta była trampolina do kariery w Europie Zachodniej). Mihail nigdy jej nie widział; jest więc zaskoczony nie tylko istnieniem siostry, ale również jej pięknem. Sytuację w rodzinie trudno uznać za idylliczną, dla Fauny pojawienie się nieznanego wcześniej brata staje się zatem szansą na wyrwanie się z domu. Gdy młody mężczyzna postanawia z dala od ludzkich siedzib, w delcie rzeki, wybudować dom na palach, ona przenosi się do niego. Codzienne, wspólnie dzielone troski powodują, że między rodzeństwem rodzi się specyficzna więź, nie do zaakceptowania dla rządzącej się twardymi zasadami społeczności wiejskiej. Mundruczó podejmuje bardzo kontrowersyjny temat, ale robi to w sposób subtelny, bez szokowania widzów. Ta delikatność przekazu ma też jednak swój minus – postaci nie są tak wyraziste, jak mogłyby i chyba nawet powinny być. Mało przekonujący jest zwłaszcza Mihail, wycofany, ciągle w odwrocie, mimo determinacji w budowie domu, pozwalający się nieść fali; Fauna zdaje się być jego przeciwieństwem – i być może właśnie dlatego to ją spotykają kolejne ciosy.
koniec
19 maja 2014
dodajdo

Komentarze

19 V 2014   14:21:40

"Finlandczyk"? Srsly?

20 V 2014   10:22:56

Finladczyk i Isl w jednym stali domu, Finladczyk na górze, takoż Isl na dole... :)

20 V 2014   12:26:48

Dziękuję za poprawkę.

20 V 2014   14:47:44

Po interwencji autora, wycofujemy poprawkę: http://so.pwn.pl/lista.php?co=finlandczyk

20 V 2014   14:48:37

http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=9477

20 V 2014   16:52:28

Cytat z poradni PWN, abstrahując od tematu:
"Niektóre z nich kwalifikują te formy jako przestarzałe, ale chyba niesłusznie, skoro Google znajduje tysiące przykładów użycia."
Akurat to, że Google znajduje tysiące przykładów użycia, nie powinno mieć chyba żadnego znaczenia. Powoływanie się na to przez autorytety jest lekko niepokojące.

20 V 2014   17:27:10

Ma znaczenie, gdy mowa o przestarzałości. Natomiast co do poprawności "Finlandczyka" autorytety żadnej wątpliwości nie mają :)

20 V 2014   18:50:08

Czyli zdaniem autora Halinen nie jest Finem, tylko przedstawicielem innej narodowości jedynie zamieszkującym Finlandię. Czy mógłbym prosić o jakieś uzasadnienie merytoryczne tej opinii, która nie znajduje pokrycia w znanych mi faktach?

20 V 2014   20:23:27

Autor dziwi się Garmowi, skąd takie założenie. Pisząc jedno, autor nie wyklucza automatycznie drugiego: Fin może być równocześnie Finlandczykiem, mężczyzna narodowości fińskiej może być równocześnie obywatelem tego państwa. Bo do tego, a nie do miejsca zamieszkania, sprowadzają się owe definicje.

Autor równocześnie przyznaje, że nie ma pewności co do obywatelstwa Halinena. Znając jednak miejsce jego urodzenia (Helsinki) i widząc takie a nie inne nazwisko, nie widział powodu, by zakładać, że jest inaczej. Autor ocenił szanse i tyle. Jeśli się pomylił, to on prosi o merytoryczne potwierdzenie słuszności oskarżenia.

20 V 2014   20:35:55

OK - rozumiem, że dla Ciebie Fin i Finlandczyk są synonimami. Dla mnie nie są i liczyłem, że podasz jakąś konkretną motywację dla użycia takiego a nie innego określenia, które jest poprawne - ale w określonych kontekstach, których tutaj nie dostrzegam (być może z powodu własnej niedostatecznej wiedzy).

Pozdrawiam i czekam na teksty o Armeńczykach z Giumri i Angielczykach z Londynu.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu potrzebne są rozwiązania systemowe
Agnieszka ‘Achika’ Szady

22 XI 2017

Co ma wspólnego Batman z romantyzmem i dlaczego nie pamiętam, z kim walczył w poprzednim filmie? Czyli trochę o „Lidze Sprawiedliwości”, a trochę o superbohaterach w ogólności.

więcej »

Asgard to nie miejsce…
Agnieszka ‘Achika’ Szady

20 XI 2017

…mówił Odyn, a mnie w głowie narzucało się: „…Asgard to stan umysłu”. W każdym razie na pewno stan umysłu twórców trzeciej części przygód Thora był zbliżony do stanu umysłu twórców „Strażników galaktyki”, bo po raz kolejny w Marvel Cinematic Universe pojawiła się komedia. I to dobra!

więcej »

Nie tak ładnie pachniesz
Konrad Wągrowski

17 XI 2017

„Liga Sprawiedliwości” mogła być czymś więcej niż zwykłym filmem o drużynie superbohaterów walczącej w obronie Ziemi. Ale zabrakło i odwagi, i chyba trochę też talentu.

więcej »

Polecamy

Czeska babcia w roli Kaja

Dobry i Niebrzydki:

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Marzec 2015 (3)
— Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Czerwiec 2014 (2)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Bez owijania w bawełnę
— Sebastian Chosiński

17. Cropp Kultowe: Dzień 1. Potworna piękność
— Ewa Drab

Powrót Króla Potworów
— Krzysztof Spór

W labiryncie natury
— Katarzyna Bluszcz

Z tego cyklu

Listopad 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Kamil Witek

Listopad 2017 (2)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Listopad 2017 (1)
— Jarosław Loretz, Anna Nieznaj

Październik 2017 (3)
— Jarosław Loretz

Październik 2017 (2)
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Październik 2017 (1)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Wrzesień 2017 (3)
— Jarosław Loretz

Wrzesień 2017 (2)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Wrzesień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Sierpień 2017 (1)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry

Tegoż twórcy

Gwiezdny pył
— Kamil Witek

Ciemna strona Rebelii
— Konrad Wągrowski

Filmy Nowych Horyzontów 2011 (2/3)
— Ewa Drab, Karol Kućmierz, Urszula Lipińska, Patrycja Rojek, Konrad Wągrowski, Kamil Witek, Zuzanna Witulska

Strefa X, czyli kosmici z garażu
— Agata Malinowska

Miłość z fotoplastykonu
— Ewa Drab

Tegoż autora

Kadr, który…: Sącząca się groza
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Tu potrzebne są rozwiązania systemowe
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja czyta dymki: Listopad 2017 (3)
— Marcin Mroziuk, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Asgard to nie miejsce…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kobieta kobiecie półwilkiem
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja czyta dymki: Listopad 2017 (2)
— Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

East Side Story: Półwysep zbuntowany
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Różne oblicza Joachima Kühna
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Starcie tytanów
— Sebastian Chosiński

Kadr, który…: Kraków w dwóch odsłonach
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.