Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 stycznia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Esensja ogląda: Czerwiec 2014 (1)

Esensja.pl
Esensja.pl
Pierwsza czerwcowa edycja Esensja Ogląda obejmuje sześć tytułów – jeden kinowy, dwa DVD oraz trzy propozycje szeroko pojętego kina świata.
WASZ EKSTRAKT:
90,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
X-Men: Przeszłość, która nadejdzie
Agnieszka Szady [80%]
Nowa część X-Menów dzieje się w przeważającej mierze w roku 1973 – jaźń Rosmaka zostaje przeniesiona w przeszłość, aby mógł on zapobiec wydarzeniom prowadzącym do wyniszczającej wojny. Jak na film o podróży w czasie, fabuła jest całkiem spójna. Spodobał mi się pomysł z przeniesieniem tylko umysłu, a nie fizycznie ciała, oraz fajny kruczek, że jest to akurat Wolverine, który przez kilkadziesiąt lat nie postarzał się wizualnie, dzięki czemu jest dla widza niejako łącznikiem między jedną i drugą epoką. Bohaterowie – co zawsze było mocną stroną tej serii – są przekonujący, dobrze zagrani; akcja należycie wciąga, a efekty specjalne powalają: szczególnie scena strzelających strażników w kuchni Pentagonu, zatrzymana w ruchu, bo widziana oczami superszybkiego chłopaka.
Obrazy zrujnowanego świata przyszłości z unoszącymi się nad nim pojazdami (wyglądającymi trochę jak latające budynki z obrazów Beksińskiego) są niezwykle malownicze, szkoda, że niewiele się o nim dowiadujemy – czy tępienie mutantów doprowadziło do zagłady całej ludzkości? Żałuję też, że więcej czasu nie dostali młodzi X-Meni z przyszłości: wyglądają ciekawie, lecz bez znajomości komiksu czasem trudno nawet załapać, jakie który ma moce. Podobnie ze sceną po napisach, w której jakaś białoskóra postać na pustyni telekinetycznie buduje piramidę.
„Przeszłość, która nadejdzie” to film atrakcyjny dla wszystkich miłośników kina SF, natomiast trudno mi ocenić, na ile byłby zrozumiały dla odbiorcy nieznającego przynajmniej jednej części cyklu o X-Menach.
• • •
DVD
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Pod Mocnym Aniołem (2014)
Sebastian Chosiński [50%]
Nie da się ukryć, że miał się z kim Wojtek Smarzowski mierzyć. Obrazów o inteligentach topiących swój talent i życie w alkoholu powstało już co nie miara – zarówno na świecie, jak i w Polsce. Wystarczy wspomnieć zapijającego się artystę-plastyka w „Pętli” (1957) Wojciecha Jerzego Hasa i biznesmena w „Żółtym szaliku” (2000) Janusza Morgensterna, dyplomatę w „Pod wulkanem” (1984) Johna Hustona i scenarzystę filmowego w „Zostawić Las Vegas” (1995) Mike’a Figgisa. Taka konkurencja zobowiązuje! Tym bardziej jeśli za mocną męską prozę Jerzego Pilcha bierze się reżyser znany z mocnych męskich filmów („Dom zły”, „Róża”, „Drogówka”). A jednak tym razem coś poszło nie tak. „Złote dziecko” – choć już pięćdziesięcioletnie – polskiego kina zaliczyło pierwszą poważniejszą wtopę. To, co przeszkadza najbardziej w odbiorze „Pod Mocnym Aniołem”, to charakterystyczny styl reżysera, polegający na nieustannym mieszaniu planów czasowych i wątków fabularnych, przeskokach od jednej postaci do drugiej. Nie sprawdza się też najlepiej sposób realizacji zdjęć – raz kręconych z ręki, innym znów razem wykorzystujący obraz z kamer monitoringu. To może dziwić, ponieważ wprowadzane tą metodą pewne rozedrganie emocjonalne narracji powinno pomóc Smarzowskiemu oddać deliryczne stany upojenia alkoholowego głównego bohatera, zacierającą się w jego umyśle ciągłość zdarzeń i pojawiającą się z tego powodu paranoję. Tymczasem cała historia rozpada się na drobne, nie zawsze do siebie przystające części. I choć, co prawda, przy odrobinie wysiłku da się z nich na koniec sklecić w miarę spójny portret Jerzego, widz – dotarłszy do finału – może mieć mimo wszystko poczucie daremności starań. Nie otrzymuje bowiem nic ponad to, niż gdyby reżyser zaoferował mu tę samą fabułę opowiedzianą znacznie bardziej „po bożemu”. Miejscami „Pod Mocnym Aniołem” przypomina telewizyjny reportaż z oddziału odwykowego szpitala psychiatrycznego, kiedy indziej przeradza się w zbiór mniej lub bardziej zabawnych bądź makabrycznych anegdot z życia pijaków; prawdy o Polsce – co zapowiadano przed premierą dzieła – jest w nim niewiele. Na dodatek skorzystanie w obsadzie najważniejszych ról z tych samych aktorów co w kilku poprzednich produkcjach (vide Marian Dziędziel, Jacek Braciak, Arkadiusz Jakubik, Marcin Dorociński, Lech Dyblik, Eryk Lubos, Robert Więckiewicz, Iwona Wszołkówna), sprawia, że widz podświadomie poszukuje nawiązań do nich, skupiając się na wynajdywaniu ciekawostek (a może nawet to i lepiej, bo przez wiele minut z ekranu wieje nudą). Inna sprawa, że autocytatów nie brakuje. Ba! Smarzowski chyba za punkt honoru uznał uratowanie przed zapomnieniem swego debiutanckiego dziełka – nakręconej w 1998 roku „Małżowiny”. Tylko czemu ten zabieg miał służyć?
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Maczeta zabija
Jarosław Loretz [50%]
Nie do końca wiem, jak potraktować ten film. Jako kontynuacja – jest rozczarowująco wtórny, niosąc ledwie kilka rzeczywiście świeżych pomysłów. Jako pastisz – mówiąc delikatnie – nie porywa, popadając od bylejakości po ewidentną, bynajmniej nie zabawną przesadę. Jako komedia – zastanawiająco słabo śmieszy, lekko nadrabiając nagromadzeniem absurdów w ostatnich trzydziestu minutach. Jako niezobowiązująca rąbanka – za często siada w nim akcja, ustępując miejsca nie do końca dowcipnym dialogom. Co przy tym wszystkim jednak zabawne – jako całość, jako na swój sposób miszmasz różnych gatunków, stylów narracji i rodzajów humoru, „Maczeta zabija” potrafi utrzymać przy ekranie i dostarczyć trochę rozrywki. Na tyle dużo, by nie ziewać w trakcie seansu, i by nie zerkać co chwila na zegarek czy zastanawiać się, co też mogło się ciekawego urodzić w Internecie. Jak na mój gust to jednak licha rekomendacja dla filmu, który próbował drugi raz zagrać na tej samej nucie. A przecież szykuje się jeszcze część trzecia. Owszem, trailer zapowiada się smakowicie, już sama maczeta świetlna obiecuje sporo ekranowej frajdy, ale jeśli Rodriguez po raz kolejny zrobi wszystko na to samo kopyto, to nie wróżę mu zbyt szybkiego zwrotu inwestycji…
• • •
Kino świata
Człowiek, który pokochał Yngvego (2008)
Sebastian Chosiński [70%]
Pełnometrażowy debiut Stiana Kristiansena, oparty na bestsellerowej, wydanej również w Polsce powieści norweskiego prozaika Torego Renberga, zgarnął przed sześcioma laty najważniejsze nagrody w swojej ojczyźnie. I nic w tym dziwnego – bo i książka, i jej ekranizacja udały się autorom nad wyraz. Głównym bohaterem jest Jarle Klepp, najważniejsza postać literacka stworzona przez pisarza, której młodości, a następnie wkraczaniu w dorosłość Renberg poświęcił w sumie (przynajmniej do tej pory) pięć dzieł; oprócz „Człowieka, który pokochał Yngvego” (premiera w 2003 roku) ukazały się jeszcze – przeniesiona na ekran przed dwoma laty przez Arilda Andresena – „Rodzina Orheim” (2005), również przetłumaczona na język polski „Charlotte Isabel Hansen” (2008), „Pixley Mapogo” (2009) oraz „Dette er mine gamle dager” (2011). Klepp jest w dużym stopniu alter ego pisarza; jak on, urodził się w 1972 roku w Stavanger, podobnie wyglądały ich lata licealne (włącznie z udzielaniem się w zespole punkrockowym), podobnie studenckie (poświęcone zgłębianiu tajników literatury). „Człowiek, który pokochał Yngvego” opowiada o tych pierwszych; jego akcja chronologicznie rozgrywa się cztery lata po wydarzeniach opisanych w „Rodzinie Orheim”. Jest jesień 1989 roku, w Europie Środkowo-Wschodniej zachodzą zmiany polityczne o kolosalnym znaczeniu; w Norwegii nie mówi się praktycznie o niczym innym jak upadek muru berlińskiego. Siedemnastoletni Jarle (w tej roli Rolf Kristian Larsen) przeżywa okres buntu i naporu; zaprzyjaźnia się z Helgem Ombo (Arthur Berning, znany z „Jackpot”), z którym zakłada zespół punkowy, a resztę czasu wolnego poświęca ukochanej, Cathrine Halsnes (gra ją Ida Elise Broch). Tę „małą stabilizację” Jarlego narusza pojawienie się w szkole ucznia przybyłego z Oslo. Yngve Lima (Ole Christoffer Ertvaag) jest zupełnie inny od Kleppa i Ombo, słucha Japan i synth-popu, gra w tenisa, ma normalny, szczęśliwy dom. Jarle fascynuje się nowym kolegą od pierwszego wejrzenia, z biegiem czasu zauroczenie to pogłębia się, aż w końcu przeradza w platoniczną miłość. Zdezorientowany nastolatek nie potrafi pogodzić się z własnymi odczuciami; boi się też, jak jego bliską zażyłość z Yngvem przyjmie otoczenie. Obraz Kristiansena w bardzo subtelny sposób opowiada o poszukiwaniu własnej tożsamości, nie wdziera się buciorami w duszę bohaterów, raczej wraz z nimi odkrywa zawiłości ich życia uczuciowego.
Podróżuję sam (2011)
Sebastian Chosiński [70%]
Trzy lata po „Człowieku który pokochał Yngvego” ten sam reżyser, Stian Kristiansen, postanowił przenieść na ekran kolejną powieść Torego Renberga o Jarle Kleppie; w wersji filmowej „Charlotte Isabel Hansen” została, nie wiedzieć czemu, przechrzczona na „Podróżuję sam”. Od ostatnich wydarzeń minęło osiem lat; Jarle (ponownie Rolf Kristian Larsen) jest już dorosłym, dwudziestopięcioletnim mężczyzną; ze Stavanger przeniósł się do Bergen, gdzie na miejscowym uniwersytecie studiuje literaturoznawstwo. Jako krytyk współpracuje z wieloma czasopismami, specjalizuje się zaś w twórczości Marcela Prousta; jemu właśnie – a mówiąc konkretnie onomastyce cyklu powieściowego „W poszukiwaniu straconego czasu” – chce poświęcić swą pracę magisterską (to kolejny element łączący biografię Jarlego z Renbergiem). Z równym oddaniem, co francuskiemu pisarzowi, oddaje się jednak także przelotnym miłostkom; jego związek z blondwłosą koleżanką ze studiów, Herdis Snartemo (gra ją Ingrid Bolsø Berdal, grająca główną rolę w horrorze „Czarnobyl. Reaktor strachu” Brada Parkera), nie należy, na pierwszy rzut oka, do szczególnie trwałych, ale gdy dziewczyna zdradza go z wykładowcą uniwersyteckim, czuje się urażony. Na szczęście nie ma zbyt dużo czasu, by rozpaczać, ponieważ musi opiekować się… córką. O istnieniu siedmioletniej Charlotte Isabel (młodziutka i urocza Amina Eleonora Bergrem) dowiaduje się zaś chwilę wcześniej z listu przysłanego przez matkę dziewczynki, w którym Anette Hansen (jedyna rola Marte Aarseth) prosi go, by podczas jej tygodniowej nieobecności zajął się Lotte. Beztroskie życie Jarlego w ciągu kilku minut wali się w gruzy. Dwudziestopięciolatek nie jest bowiem przygotowany psychicznie do odegrania roli ojca, w czym zresztą za wszelką cenę stara się utwierdzić siebie i całe otoczenie w ciągu pierwszych dni pobytu córki w Bergen. Z czasem jednak mała sprawia, że jego niedojrzałość znika, a między mężczyzną i dzieckiem rodzi się bliska więź. Ale to jeszcze nie koniec komplikacji w życiu „wiecznego chłopca”… Stian Kristiansen po raz kolejny odnosi się do swego bohatera z dużą wyrozumiałością; choć Klepp zdecydowanie nie jest postacią kryształową, jego wady zostają pokazane w taki sposób, aby wzbudzić uśmiech i zrozumienie widza. Także z tego powodu „Podróżuję sam” jest bardzo pogodną obyczajową opowieścią o zakrętach ludzkiego losu, a przy tym dodającą otuchy, nadziei i wiary. W co? Że nawet jeśli nie jest najgorzej, to zawsze może być lepiej.
Cyrk Columbia (2010)
Sebastian Chosiński [70%]
Urodzony w bośniackiej, choć zamieszkanej przez kilka narodowości, Zenicy Danis Tanović (rocznik 1969) od lat snuje opowieść o tragicznej historii swojej ojczyzny na przestrzeni ostatnich dekad. Studia reżyserskie rozpoczął w Sarajewie, ale z powodu wybuchu wojny domowej musiał je przerwać; naukę dokończył parę lat później w Brukseli. Zadebiutował w 2001 roku głośną tragikomedią wojenną „Ziemia niczyja”, za którą zgarnął Oscara. Skomplikowanej sytuacji na Bałkanach poświęcił też kolejne obrazy: „Cyrk Columbia” (2010) oraz – docenioną na ubiegłorocznym Berlinare – „Senadę” (2013). Akcja, opartego na powieści Ivicy Djikicia, „Cyrku…” rozgrywa się w końcu lat 80. ubiegłego wieku, w tym samym czasie, kiedy w Berlinie upada mur. Dojrzały już Divko Buntić (w tej roli znany z filmów Emira Kusturicy „Underground” bądź „Czarny kot, biały kot” Predrag Manojlović) wraca do rodzinnego miasteczka w Bośni. Nie było go tu przez dwadzieścia lat. Uciekł z kraju do Niemiec zachodnich, ponieważ jako syn chorwackiego ustasza obawiał się prześladowań ze strony władz komunistycznych. Teraz, gdy komunizm – także w Jugosławii – zaczyna walić się w gruzy, uznaje, że nic mu już nie grozi. Tym bardziej że burmistrzem w miasteczku został jego przyjaciel z lat młodości, Serb Ranko Ivanda (gra go Milan Strljić), któremu Divko pomagał zresztą przez wiele lat, śląc pieniądze. Wraca mercedesem i ze znacznie młodszą od siebie narzeczoną Azrą (Jelena Stupljanin) u boku. Chce przejąć dom należący niegdyś do jego dziada i ojca; prosi więc Ranka o pomoc w eksmisji wciąż mieszkającej tam żony Luciji (od lat robiąca karierę na Zachodzie i w Stanach Zjednoczonych Mira Furlan). Wraz z nią wyrzucony na bruk zostaje dwudziestoletni syn Bunticia, Martin (Boris Ler, który rok później zagrał w wyreżyserowanym przez Angelinę Jolie melodramacie wojennym „Kraina miodu i krwi”). Powrót Divka wywołuje więc wielkie zamieszanie w miasteczku, sprawia też, że odżywają stare waśnie. Wszystko to z kolei rozgrywa się na tle pełzającego konfliktu narodowościowego, który niebawem przeistoczy się w najkrwawszą wojnę w Europie po 1945 roku. Danis Tanović nie uderza jednak w tony martyrologiczne; wręcz przeciwnie, idąc szlakiem wytyczonym przez Kusturicę, przydaje swoim bohaterom pewne cechy tragikomiczne. Ale przychodzi moment, gdy żarty się kończą, a Divko, nie bacząc na rodzinne nieporozumienia, musi ratować Luciję i Martina. Ogląda się „Cyrk Columbia” trochę jak ponurą bajkę z odległej przeszłości. Tyle że przedstawiona w nim rzeczywistość wcale nie odeszła do historii; podziały i animozje wciąż są w krajach byłej Jugosławii żywe. Warto więc potraktować ten film również jak ostrzeżenie – przed tym co, niechciane, może jednak powrócić.
koniec
3 czerwca 2014
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

East Side Story: Współczesny western górniczy
Sebastian Chosiński

14 I 2018

Nieczęsto zdarza się, aby uznany reżyser zdecydował się stanąć przed kamerą po… ćwierćwieczu milczenia. Mówiąc jednak precyzyjniej: po dwudziestu pięciu latach przerwy w realizacji filmów fabularnych. Bo dokumentalne jednak w tym czasie kręcił. Chodzi o Ormianina Karena Geworkiana, który „Całą naszą nadzieją…” postanowił zabrać głos w dyskusji nad bardzo ważną dla Rosji (choć nie tylko dla niej) kwestią społeczną.

więcej »

Blaski i cienie świata liliputów
Konrad Wągrowski

11 I 2018

Najnowszy film Alexandra Payne’a zaskakuje formą i tematem, ale budzi przy tym raczej mieszane uczucia.

więcej »

6. Konkurs na Recenzję Filmową: Problemy wiekuiste
Jakub Tyszkowski

10 I 2018

Katechizmy trzeba spisać na nowo. Okazuje się, że po śmierci ludzie zamieniają się w duchy – w prześcieradła z wyciętymi na oczy, czarnymi otworami. Uwaga, spoiler, film Davida Lowery′ego nie jest horrorem. W „A Ghost Story” duchy bywają smutne i nigdzie im się nie śpieszy.

więcej »

Polecamy

Partia na party w czasach Brexitu

Dobry i Niebrzydki:

Partia na party w czasach Brexitu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Jak smakują Porgi?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Chwała na wysokości?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Podręczne z Kairu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Atak paniki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

O mutancie, który skakał przez czas
— Konrad Wągrowski

Splot faktów - pętla
— Gabriel Krawczyk

Z tego cyklu

Styczeń 2018 (1)
— Jarosław Loretz

Grudzień 2017 (4)
— Konrad Wągrowski

Grudzień 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Grudzień 2017 (2)
— Sebastian Chosiński

Grudzień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Listopad 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Kamil Witek

Listopad 2017 (2)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Listopad 2017 (1)
— Jarosław Loretz, Anna Nieznaj

Październik 2017 (3)
— Jarosław Loretz

Październik 2017 (2)
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Remanent filmowy 2016
— Sebastian Chosiński, Gabriel Krawczyk, Jarosław Loretz, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Idąc i patrząc
— Sebastian Chosiński

Powszedniość końca świata
— Jarosław Robak

Miasto nie do końca warte grzechu
— Konrad Wągrowski

Splot faktów - pętla
— Gabriel Krawczyk

Wspomnienia z niepamięci
— Gabriel Krawczyk

Film rozdzierający
— Konrad Wągrowski

Gdzie diabeł mówi „buenas noches”
— Piotr Dobry

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (11)
— Jakub Gałka

Tango na błocie
— Beata Zatońska

Tegoż autora

Jamochłon na niebiesiech
— Jarosław Loretz

Z filmu wyjęte: Potęga ducha II
— Jarosław Loretz

Esensja czyta dymki: Styczeń 2018
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

East Side Story: Współczesny western górniczy
— Sebastian Chosiński

Pożegnania 2017 (1)
— Jarosław Loretz

Kadr, który…: Siostrilla
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Z filmu wyjęte: Potęga ducha
— Jarosław Loretz

East Side Story: Bardzo starzy oboje i ich wnuczka
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: W poszukiwaniu własnego języka
— Sebastian Chosiński

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.