Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Czego wstydzi się Iñárritu

Esensja.pl
Esensja.pl
Dwanaście nominacji do Oscara to nie przelewki. Pytanie, czy „Zjawa” zasłużyła na takie honory. W kategoriach technicznych – na pewno. Sam film już jednak nie jest tak dobry, na jaki go upozowano.

Alejandro González Iñárritu
‹Zjawa›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZjawa
Tytuł oryginalnyThe Revenant
Dystrybutor Imperial CinePix
Data premiery29 stycznia 2016
ReżyseriaAlejandro González Iñárritu
ZdjęciaEmmanuel Lubezki
Scenariusz
ObsadaTom Hardy, Leonardo DiCaprio, Domhnall Gleeson, Will Poulter, Paul Anderson, Lukas Haas, Javier Botet, Brendan Fletcher
MuzykaBryce Dessner, Carsten Nicolai, Ryuichi Sakamoto
Rok produkcji2015
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania151 min
WWW
Gatunekdramat, przygodowy, western
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Przede wszystkim Alejandro González Iñárritu jakby się wstydził, że nakręcił remake. Jakby się wstydził, że rok po oscarowym (i też, swoją drogą, przecenionym) „Birdmanie” nie ma do zaproponowania nic oryginalnego i sięga po cudze. Zapewne dlatego w materiałach prasowych, wywiadach z twórcami, recenzjach próżno szukać wzmianki, że „Zjawa” jest nową wersją zapomnianego „Człowieka w dziczy” (1971) z Richardem Harrisem. Zapomnianego chyba głównie z tego powodu, że reżyser Richard C. Sarafian w tym samym roku wypuścił kultowy dziś „Znikający punkt”, na którym skupiła się cała uwaga krytyki i widowni.
Oficjalnie zresztą „Zjawa” remakiem nie jest, a jedynie bazuje na tej samej historii Hugh Glassa, XIX-wiecznego trapera, który podczas jednej z ekspedycji wzdłuż rzeki Missouri został zaatakowany przez niedźwiedzicę grizzly, a następnie porzucony półżywy przez towarzyszących mu handlarzy skór, by w końcu wygrać ze śmiercią i ruszyć śladem dawnych kompanów.
Całkowite odcięcie się Iñárritu od wersji Sarafiana jest o tyle dziwne, że oba filmy nie tylko łączy szkielet fabularny, ale także sporo pomysłów inscenizacyjnych robi wrażenie skopiowanych jeden do jednego. Najbardziej znaczącą zmianą poczynioną przez Iñárritu jest dopisanie bohaterowi fikcyjnego syna, nastoletniego pół-Indianina Hawka (Forrest Goodluck), co z jednej strony stanowi dodatkowy wabik emocjonalny na widza, z drugiej – pozwala rozbudować wątek związków Glassa z autochtonami. Inaczej niż w „Człowieku w dziczy”, bohater jest więc kimś więcej niż tłumaczem i przewodnikiem po świecie rdzennych Amerykanów. Jest kimś rytualnie przyjętym do plemienia, kimś na kształt Johna Smitha z „Pocahontas”, porucznika Dunbara z „Tańczącego z wilkami” czy Johna Morgana z innego filmu ze wspomnianym już Harrisem, „Człowieka zwanego Koniem”. Przynależy do obu kultur.
Początkowo zdaje się nawet, że reżysera „Zjawy” nade wszystko interesuje właśnie eksploracja relacji ludzi Zachodu z „prymitywnymi” tubylcami. W pewnym momencie Glass tłumaczy oskalpowanemu towarzyszowi, że za swoje krzywdy nie powinien winić Arikarów, lecz Siuksów, na co tamten odburkuje, że to przecież „wszystko jedno”. Z miejsca nasuwa się paralela ze światem współczesnym, gdzie na fali ksenofobii wobec protekcjonalnie i tchórzliwie ujętych we wspólny mianownik uchodźców mało kto zadaje sobie trud rozróżnienia Araba od Kopta, szyity od sunnity et cetera.
Iñárritu szybko jednak porzuca podobnie alegoryczne tropy na rzecz mikstury westernu survivalowego z thrillerem o zemście. I wszystko byłoby świetnie – ot, „John Wick” w pięknych okolicznościach przyrody, super – gdyby nie objawiające się już w zasadzie przy każdym wcześniejszym filmie Meksykanina pretensje do wielkości. Jego nie interesuje kino przygodowe, kino gatunkowe, choćby i wybitne, wzbogacone w bonusie jakąś światłą myślą. Nie, on się takiego kina wstydzi równie mocno, jak podpisania pod remakiem, toteż musi od razu pakować się na poziom mistyczny, podniosły wielce, boski niemal, pozornie niedostępny zwykłym rzemieślnikom-śmiertelnikom.
Tyle tylko, że za tą potężną fasadą nie ma żadnego objawienia. Jest natura filmowana przez Emmanuela Lubezkiego z takim namaszczeniem, jakby „Podróż do Nowej Ziemi” Terrence’a Malicka nigdy się nie wydarzyła i operator faktycznie odkrywał przed nami Nieznane. Jest po hollywoodzku infantylna metafizyka, kiedy to niczym w „Gladiatorze”, „Przetrwaniu” z Neesonem czy co słabszych odcinkach „The Walking Dead”, duch zmarłej żony służy bohaterowi jako wyrocznia. Jest niezamierzony komizm w scenie z niedźwiedzicą z CGI (trzeba przyznać – jak żywą; pierwszorzędna robota), która majta biednym DiCaprio na wszystkie strony. Jest kuriozalnie długi pojedynek niezniszczalnych herosów, który nie tylko poprzez udział Toma Hardy’ego bardziej kojarzy się ze starciem Batmana i Bane’a, niż postaci wzorowanych na autentycznych. Jest wreszcie symbolika toporna do tego stopnia, że w jednej ze scen widzimy znak z francuskim tekstem „Wszyscy jesteśmy dzicy”. Serio.
W efekcie całość prezentuje się trochę tak, jakby z materiału niewykorzystanego przy „Apocalypto” Gibsona próbowano zrobić „Fitzcarraldo” Herzoga. Jedną nogą w efekciarskim blockbusterze, drugą – w kinie transgresji. Nie ma mocy ten Frankenstein.
Zwyczajowo nie ma jej też DiCaprio, który stara się jak może i daje całkiem sugestywną, bardzo fizyczną kreację, ale nie jest przecież charyzmatycznym aktorem metodycznym miary Harrisa, zdolnym dźwignąć na barkach nawet mniej udany film. Tutaj gwiazdora przyćmiewa zarówno ucharakteryzowany nie do poznania Hardy, jak i Domhnall Gleeson w niedużej, aczkolwiek znaczącej dla fabuły roli kapitana Henry’ego, którego u Sarafiana odgrywał sam John Huston.
Największe zalety „Zjawy” to jednak wspaniałe krajobrazy bezkresnej tajgi i tundry oraz niepokojąco minimalistyczna muzyka będąca wspólnym dziełem Ryūichiego Sakamoto i berlińskiego elektronika Alva Noto. To dzięki tym składowym można co jakiś czas otrząsnąć się ze stuporu i wczuć w klimat filmu. Dobre i tyle, choć jak na dwanaście nominacji do Oscara – wciąż nie za wiele.
koniec
27 stycznia 2016
dodajdo

Komentarze

27 I 2016   10:50:34

A niedźwiedź?! :-)

27 I 2016   21:48:08

Ten tekst z rzekomą "falą ksenofobii" w Europie jest żałosny i nic nie wnosi do recenzji. To już druga recenzja po "Creedzie" pana Dobrego w której prezentuje on pewne irytujące oderwanie od rzeczywistości, świadczące, jak mniemam, o bardzo naiwnym podejściu do problemów współczesnego świata.

Co do filmu - jego największym problemem jest to, że nie wzbudza jakichkolwiek głębszych refleksji. Po co ten obraz właściwie został nakręcony? Co chciał nam przekazać reżyser? Nie wiadomo. Że "blade twarze" są złe a Indianie szlachetni i dobrzy? Że człowiek zostawiony sam sobie na łonie natury dziczeje? Nie, zaraz, on nie dziczeje. On właśnie wtedy staje się "dobry", taki biały Indianin. Wniosek: biały człowiek, jeśli chce się wyzwolić z piętna swej "ksenofobicznej" rasy zmienia się w białego Indianina gadającego po indiańsku oraz mającego indiańską kobietę z którą ma indiańskiego syna. Normalnie "Avatar", proszę państwa. Kolejna ekologiczna, lewicowa bajka, czyli deszcz Oscarów pewny. Tylko czy Leo dostanie upragniona nagrodę? Obawiam się, że znowu nie. Może gdyby zagrał transwestytę...

30 I 2016   17:44:26

Podsumuję cytatem z "Fight Club": kopia kopii z kopii.

31 I 2016   23:27:24

A ja chciałbym tylko podziękować za interesujący tekst. Filmu nie widziałem jeszcze, ale mam podobne obawy z powodu osoby reżysera co recenzent spostrzerzenia. Pozdrawiam

09 II 2016   00:35:28

Tekst Pana Piotra o fali ksenofobii jest nad wyraz trafny i jak najbardziej aktualny a zdarzenia ukazane w filmie pozwala ujrzeć w szerszym kontekście. Nie dajmy się zwieść niedouczonym ksenofobom, takim jak żałosny dd :)

27 III 2016   17:28:55

Tekst o paraleli odnośnie fali ksenofobii, która dopiero wzbiera, czego zwiastunem jest komentarz DD. Tak samo odebrałem to podczas seansu.

Trudno mi się zgodzić z tendencyjnym twierdzeniem, że DiCaprio "zwyczajowo" nie ma mocy, bo jej braku u aktora specjalnie często nie uświadczam.

28 III 2016   00:19:06

Ksenofobia jest tu złym słowem. Sednem nie jest 'banie się obcości'. Nikt nie boi się przyjeżdżających do Europy Amerykanów. Nie boją się ludzie latynosów. Nie boją się mieszkańców byłego ZSRR, nie boją się Chińczyków, Wietnamczyków.
Dlaczego?
Też są obcy. Bardziej lub mniej (niektórzy z nich wcale nie mniej, niż muzułmanie).
Dlaczego więc wątpliwości budzą właśnie oni?

Odpowiedź: bo niestety obecnie jest z nimi jak z Ebolą. Gdy wybucha krwiożercza epidemia, to przyjmując człowieka przybyłego z tego rejonu, nie wiemy czy ucieka przed śmiercią, czy go nam niesie.
Tego ludzie się boją
(I czegoś jeszcze. Obejrzcie sobie 'minuty ciszy' dla ofiar zamachów w Paryżu na zawodach sportowych w krajach muzułmańskich. Gwizdy)

05 IV 2016   09:37:41

Adamie - właśnie nazwałeś ludzi wirusami. To ksenofobia w czystej postaci.

05 IV 2016   21:54:17

"Gdyby kózka nie skakała to by nóżki nie złamała" - obywatel A. twierdzi, że afroamerykanie to zwierzęta.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Hercules Poirot w szarej strefie moralności
Konrad Wągrowski

24 XI 2017

Kenneth Branagh sięga znów po klasyczną opowieść kryminalną, by przybliżyć ją widzom, którzy mogą nie znać ani książki Agathy Christie ani wersji filmowej z 1974 roku, ale decydujące jest chyba to, że powrót do Orient Expressu jemu samemu sprawia wyraźną przyjemność.

więcej »

Tu potrzebne są rozwiązania systemowe
Agnieszka ‘Achika’ Szady

22 XI 2017

Co ma wspólnego Batman z romantyzmem i dlaczego nie pamiętam, z kim walczył w poprzednim filmie? Czyli trochę o „Lidze Sprawiedliwości”, a trochę o superbohaterach w ogólności.

więcej »

Asgard to nie miejsce…
Agnieszka ‘Achika’ Szady

20 XI 2017

…mówił Odyn, a mnie w głowie narzucało się: „…Asgard to stan umysłu”. W każdym razie na pewno stan umysłu twórców trzeciej części przygód Thora był zbliżony do stanu umysłu twórców „Strażników galaktyki”, bo po raz kolejny w Marvel Cinematic Universe pojawiła się komedia. I to dobra!

więcej »

Polecamy

Czeska babcia w roli Kaja

Dobry i Niebrzydki:

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.