Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 30 kwietnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Filmy

Magazyn CLXV

Konkursy

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »

East Side Story: Moskwa przyszłości? – Nie, dziękuję

Esensja.pl
Esensja.pl
Ormiański, choć mieszkający od lat i pracujący w Rosji, reżyser Sarik Andreasian dotąd specjalizował się głównie w komediach romantycznych i kinie akcji. Fakt, że zabrał się za fantastykę nie wróżył więc najlepiej. I rzeczywiście: „Mafia: Gra o przeżycie” okazała się obrazem, który mógłby posłużyć za klasyczne zobrazowanie tematu: „Jak nakręcić film, mając do dyspozycji szkic scenariusz nakreślony na kolanie”.

Sarik Andreasian
‹Mafia: Gra o przeżycie›

EKSTRAKT:20%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMafia: Gra o przeżycie
Tytuł oryginalnyМафия: Игра на выживание
ReżyseriaSarik Andreasian
ZdjęciaAnton Zienkowicz
Scenariusz
ObsadaWadim Całłati, Wioletta Gietmanska, Wieniamin Smiechow, Wiktor Wierżbicki, Olga Tumajkina, Aleksiej Griszyn, Natalia Rudowa, Wiaczesław Razbiegajew, Andriej Czadow, Jurij Czursin, Jewgienij Koriakowski, Artiom Suczkow, Karen Badałow, Wsiewołod Kuzniecow
MuzykaArtaszes Andreasian
Rok produkcji2015
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania91 min
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Rosyjskie kino science fiction, mimo że od czasu do czasu czyni takie starania, nie jest w stanie nawiązać ani poziomem, ani popularnością do epoki radzieckiej. Filmy, których nie trzeba się wstydzić, jak „Pora deszczów” Konstantina Łopuszanskiego, „Przenicowany świat” Fiodora Bondarczuka czy „Trudno być bogiem” Aleksieja Germana (to chyba nie przypadek, że wszystkie są ekranizacjami dzieł Braci Strugackich), powstają nadzwyczaj rzadko; znacznie częściej mamy do czynienia ze średniakami (vide „Paragraf 78” Michaiła Chlebodorowa, „Kalkulator” Dmitrija Graczowa), a nawet katastrofami pod względem artystycznym (na przykład „Zakazana Rzeczywistość” Konstantina Maksimowa, względnie „Mroczny świat: Równowaga” Olega Asadulina). „Mafia: Gra o przeżycie” zalicza się, niestety, do tych ostatnich. Ale też trudno było oczekiwać arcydzieła od twórcy, który do tej pory ani jednym swoim filmem nie wybił się ponad przeciętność.
Sarik Andreasian urodził się w 1984 roku w Erywaniu. Jest nie tylko reżyserem, ale także producentem i scenarzystą. Jedną z pierwszych jego profesjonalnych prac był „Romans biurowy. Nasze czasy” – mało udany remake klasycznej komedii romantyczno-obyczajowej Eldara Riazanowa z lat 70. ubiegłego wieku. W kolejnych latach Ormianin trzymał się tej samej tematyki i tego samego poziomu. W kontekście tego może trochę dziwić, że dwa lata temu dane mu było zrealizować – w koprodukcji z Amerykanami – sensacyjny „Skok po amerykańsku”, w którym główne role zagrały gwiazdy Hollywood: Adrien Brody i Hayden Christensen. Być może właśnie po tej przygodzie reżyser uwierzył w swe siły tak bardzo, że postanowił spróbować szczęścia na poletku, które do tej pory raczej omijał – w kinie fantastycznonaukowym. Efekt okazał się więcej niż mizerny, co sprawia, że należy drżeć o poziom kolejnych dzieł Andreasiana, których premiera zapowiedziana została na 2016 rok: dramatu katastroficznego „Trzęsienie ziemi” (o wydarzeniach, jakie miały miejsce w Armenii w 1988 roku) oraz filmu fantasy „Obrońcy”.
Scenariusz „Mafii” wyszedł spod ręki debiutanta, Andrieja Gawriłowa, absolwenta – z rocznika 2008 – wydziału scenariuszowo-krytycznego Wszechrosyjskiego Państwowego Instytutu Kinematografii (WGIK), a oparty został na grze psychologicznej autorstwa niejakiego Dmitrija Dawydowa. Dawydow wymyślił ją równo trzydzieści lat temu, będąc jeszcze studentem psychologii Uniwersytetu Moskiewskiego. Po ukończeniu studiów wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Pewnie bardzo się zdziwił, gdy pewnego dnia skontaktowali się z nim producenci filmowi i zaproponowali kupno praw do ekranizacji jego pomysłu. To, że je sprzedał – świadczy o tym, że nie stracił kontaktu z rzeczywistością, z kolei to, że nie zażądał, aby jego nazwisko znalazło się w napisach filmu – o szóstym zmyśle. „Mafii” nic bowiem nie było w stanie pomóc. Ani spory budżet (180 milionów rubli), ani zdjęcia plenerowe kręcone na Teneryfie, ani nawet prawie dwustu specjalistów od grafiki komputerowej, starających się ożywić umierające z minuty na minutę napięcie. Premiera dzieła Andreasiana miała miejsce 1 stycznia tego roku i trzeba przyznać, że w pierwszy weekend wyświetlania obraz poradził sobie całkiem nieźle. Z każdym kolejnym dniem było już jednak dużo gorzej.
Akcja filmu rozgrywa się w Moskwie w 2072 roku. Choć, prawdę mówiąc, ani miejsce, ani rok nie mają tu najmniejszego znaczenia, ponieważ przez ponad trzy czwarte czasu wszystko i tak dzieje się w futurystycznym studiu telewizyjnym. Zamknięto w nim jedenastu uczestników specyficznego teleturnieju, którego stawką jest… życie. Program cieszy się od lat znakomitą oglądalnością; dość powiedzieć, że to już jego pięćdziesiąty siódmy sezon. Na czym – w dużym skrócie – polega? Dziewięcioro jego uczestników to zwykli obywatele, pozostała dwójka – to przestępcy, tytułowi, choć raczej w znaczeniu symbolicznym, mafiosi. Co jakiś czas odbywa się głosowanie, które polega na wskazaniu tych drugich. Po co, do końca nie wiadomo, ponieważ osoba nominowana, nawet jeżeli nie okazuje się gnidą, zostaje „zjedzona” przez coś na kształt malutkiej gwiazdy neutronowej. Kula ta przenosi swoją ofiarę w świat wirtualny, w którym musi ona zmierzyć się ze swoimi największymi traumami. Jeśli ktoś na przykład boi się latać samolotem, zostaje przeniesiony na pokład maszyny, która na dodatek za chwilę ma się rozbić. Czemu ta dodatkowa kara ma służyć, warto chyba przy nadarzającej się okazji spytać scenarzystę, bo z filmu to jednoznacznie (niejednoznacznie zresztą też nie) nie wynika.
Intrygującym, ale tylko w cudzysłowie, zapisem regulaminu teleturnieju jest to, że uczestniczący w nim mafiosi mają prawo do odwetu. To znaczy że oni też mogą wskazać osobę do „eksterminacji”. Jak się odbywa ich głosowanie i czym się kierują, podejmując decyzję – tego jednak nie wiadomo. Zapomniano pokazać. Nie zapomniano natomiast poinformować, co dostanie zwycięzca „Mafii” – milion rubli. To z tego powodu ludzie zgłaszają się do teleturnieju i ryzykują życiem. Ilja potrzebuje pieniędzy, bo wie, że umiera na raka i chce zabezpieczyć najbliższą rodzinę. Maria była kiedyś primabaleriną, ale przeżyła – cudem – wypadek samochodowy i została okaleczona; może wrócić na scenę, ale tylko wtedy, gdy wszczepi sobie cudowną protezę. Inni nie mają nawet takich marzeń. Jako że większość bohaterów ostatecznie zostaje „zjedzona”, widzowie dowiadują się przy okazji, jakie dręczyły ich za życia koszmary. Efekt tego zabiegu jest taki, że film rozbity zostaje na kilka krótkich epizodów, które w żaden sposób nie są ze sobą powiązane i w żadnym elemencie nie posuwają akcji do przodu.
Ba! w „Mafii” nie ma żadnej akcji; jest za to dużo egzaltowanego gadulstwa, a pod koniec – co okazuje się już kompletnie nieznośne – pojawia się ni stąd, ni zowąd wątek romantyczny. Miłość od pierwszego wejrzenia, która – jak wiemy doskonale z tysięcy innych bajek – potrafi przenosić góry i inne takie bzdury. Można jeszcze zrozumieć fakt, że ktoś napisał tak idiotyczny scenariusz, jak ten autorstwa Andrieja Gawriłowa – wszak papier jest cierpliwy. Ale jak wytłumaczyć zdroworozsądkowo, że ktoś inny zdecydował się wyłożyć na to pieniądze? Duże pieniądze! Że zaciągnął do tego projektu setki ludzi, których przekonał do pracy nad dziełem bez jakiejkolwiek wartości (o artystycznej nie ma nawet co wspominać). To obraz z gatunku wydmuszek – na zewnątrz wyglądają one całkiem ładnie (w „Mafii” postarali się o to graficy komputerowi i scenografowie bezczelnie rżnący pomysły od świętej pamięci Hansa Rudolfa Gigera), ale w środku są przeraźliwie puste. Nie niosą ze sobą żadnego przesłania, choć obiecują wiele.
Fabuła „Mafii” wymusiła na producentach zaangażowanie przynajmniej kilku aktorów o rozpoznawalnych twarzach; pojawiające się w filmie postaci pełnią bowiem w miarę równorzędną rolę. Jedyną różnicą jest to, że jedne znikają z ekranu szybciej, inne później. Najdłużej oglądać możemy pochodzącego z Osetii Północnej Wadima Całłatiego („Szultes”, „Olympus inferno”, „Róże dla Elzy”), który wcielił się w Kiryła, oraz debiutującą na dużym ekranie Wiolettę Gietmanską, studentkę moskiewskiej Wyższej Szkoły Teatralnej imienia Borisa Szczukina. Poza nimi zobaczyć możemy między innymi Wieniamina Smiechowa („Powrót muszkieterów, czyli Skarby kardynała Mazzariniego”), Wiktora Wierżbickiego („Czarna Błyskawica”, „Szpieg”, „Moskwa nigdy nie śpi”), Wiaczesława Razbiegajewa („Huśtawka”), Andrieja Czadowa („Prosto w serce”, „Spokojna strażnica”), Jurija Czursina („Trzej muszkieterowie”), Karena Badałowa („Dyrygent”, „Paradżanow”) oraz Olgę Tumajkinę („Utracone imperium”, „Pocałuj przez ścianę”) i Natalię Rudową („V Centuria. W poszukiwaniu zaczarowanych skarbów”). Aż dziw bierze, że tak doświadczeni artyści nie dostali w zasadzie nic do zagrania. Inna sprawa, że w tym filmie nic nie gra, włącznie z hałaśliwą ścieżką dźwiękową i zdjęciami Antona Zienkowicza (stałego współpracownika Andreasiana od 2011 roku), który mógł przynajmniej cieszyć się pobytem na Teneryfie.
koniec
21 lutego 2016
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Oscars 2017 so Sundance
Wojciech Lewandowski

27 IV 2017

Nagrody Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy filmowej mimo niesłabnącej opinii najbardziej politycznych nagród Hollywood, z roku na rok zdają się robić coraz bardziej kameralne. Tak jak rok temu wyrazem irytacji stały się posty z hasztagiem – Oscarssowhite, tak teraz najlepszym opisem oskarowej stawki jest #Oscars2017soSundance.

więcej »

Wielkopostne podpłomyki
Wojciech Lewandowski

25 IV 2017

Po latach strzelanin, pościgów, biografii większych niż życie i formalnego uniesienia i energii, Scorsese ponownie wraca do swojej samotni, gdzie przyklęka i rozpoczyna modlitwę z Bogiem. Nie krzyczy jednak, nie unosi się pychą ani nie drwi. W skupieniu kontempluje i milczy.

więcej »

East Side Story: A Anna Karenina żyła długo i szczęśliwie…
Sebastian Chosiński

23 IV 2017

Władimir Bortko nie powinien już kręcić melodramatów. Ani ubranych w kostium historyczny, ani w sensacyjno-szpiegowski. Ba! nawet od jak najbardziej współczesnych, obyczajowych historii miłosnych powinien trzymać się z daleka. Ma zwyczajnie zbyt ciężką, toporną rękę, aby z finezją oddać zawiłości relacji międzyludzkich. Czego dobitnym dowodem najnowsze dzieło cenionego przed laty reżysera – „O miłości”.

więcej »

Polecamy

Co ludzie powiedzą?

Dobry i Niebrzydki:

Co ludzie powiedzą?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

One woman show
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pieprzeni kamikadze w kalifornijskim raju
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pancerz bez ducha
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpa musi się pobrudzić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Dysfunkcyjna rodzina w podróży, czyli rzeźnia, która wzrusza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zabić jelenia gołymi rękami i wyrecytować Konstytucję przez sen
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

You complete me!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oscary intymne i okruchy życia
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

„Wstręt” w baletkach, czyli prawdziwa sztuka rodzi się w bólach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Z tego cyklu

A Anna Karenina żyła długo i szczęśliwie…
— Sebastian Chosiński

„Woschod 2” jak „Apollo 13”
— Sebastian Chosiński

Pierścionek bez orła w brzuchu
— Sebastian Chosiński

Wampir po rosyjsku
— Sebastian Chosiński

Urok mocno wyblakły
— Sebastian Chosiński

Mutant – to brzmi dumnie!
— Sebastian Chosiński

Pogańska chuć, chrześcijańskie opanowanie
— Sebastian Chosiński

Romeo z przestrzeni kosmicznej
— Sebastian Chosiński

Nudne jest życie chirurga
— Sebastian Chosiński

Droga bez powrotu
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Kapitan Żbik: Oczy i uszy szeroko otwarte
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Amerykanin na Starym Kontynencie
— Sebastian Chosiński

Nie tylko Temida jest ślepa
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: W poszukiwaniu życia w Kosmosie
— Sebastian Chosiński

Okrutny seks komisarza Warskiego
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Więcej takich płyt, panie Schmidt!
— Sebastian Chosiński

Zemsta za „potop”?
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Na dworcach w Poznaniu i Bydgoszczy
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Berlin Wschodni to dobre miejsce na schadzkę
— Sebastian Chosiński

Łotrzykowska ballada bez happy endu
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.