Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 22 sierpnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

East Side Story: Moskwa przyszłości? – Nie, dziękuję

Esensja.pl
Esensja.pl
Ormiański, choć mieszkający od lat i pracujący w Rosji, reżyser Sarik Andreasian dotąd specjalizował się głównie w komediach romantycznych i kinie akcji. Fakt, że zabrał się za fantastykę nie wróżył więc najlepiej. I rzeczywiście: „Mafia: Gra o przeżycie” okazała się obrazem, który mógłby posłużyć za klasyczne zobrazowanie tematu: „Jak nakręcić film, mając do dyspozycji szkic scenariusz nakreślony na kolanie”.

Sarik Andreasian
‹Mafia: Gra o przeżycie›

EKSTRAKT:20%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMafia: Gra o przeżycie
Tytuł oryginalnyМафия: Игра на выживание
ReżyseriaSarik Andreasian
ZdjęciaAnton Zienkowicz
Scenariusz
ObsadaWadim Całłati, Wioletta Gietmanska, Wieniamin Smiechow, Wiktor Wierżbicki, Olga Tumajkina, Aleksiej Griszyn, Natalia Rudowa, Wiaczesław Razbiegajew, Andriej Czadow, Jurij Czursin, Jewgienij Koriakowski, Artiom Suczkow, Karen Badałow, Wsiewołod Kuzniecow
MuzykaArtaszes Andreasian
Rok produkcji2015
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania91 min
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Rosyjskie kino science fiction, mimo że od czasu do czasu czyni takie starania, nie jest w stanie nawiązać ani poziomem, ani popularnością do epoki radzieckiej. Filmy, których nie trzeba się wstydzić, jak „Pora deszczów” Konstantina Łopuszanskiego, „Przenicowany świat” Fiodora Bondarczuka czy „Trudno być bogiem” Aleksieja Germana (to chyba nie przypadek, że wszystkie są ekranizacjami dzieł Braci Strugackich), powstają nadzwyczaj rzadko; znacznie częściej mamy do czynienia ze średniakami (vide „Paragraf 78” Michaiła Chlebodorowa, „Kalkulator” Dmitrija Graczowa), a nawet katastrofami pod względem artystycznym (na przykład „Zakazana Rzeczywistość” Konstantina Maksimowa, względnie „Mroczny świat: Równowaga” Olega Asadulina). „Mafia: Gra o przeżycie” zalicza się, niestety, do tych ostatnich. Ale też trudno było oczekiwać arcydzieła od twórcy, który do tej pory ani jednym swoim filmem nie wybił się ponad przeciętność.
Sarik Andreasian urodził się w 1984 roku w Erywaniu. Jest nie tylko reżyserem, ale także producentem i scenarzystą. Jedną z pierwszych jego profesjonalnych prac był „Romans biurowy. Nasze czasy” – mało udany remake klasycznej komedii romantyczno-obyczajowej Eldara Riazanowa z lat 70. ubiegłego wieku. W kolejnych latach Ormianin trzymał się tej samej tematyki i tego samego poziomu. W kontekście tego może trochę dziwić, że dwa lata temu dane mu było zrealizować – w koprodukcji z Amerykanami – sensacyjny „Skok po amerykańsku”, w którym główne role zagrały gwiazdy Hollywood: Adrien Brody i Hayden Christensen. Być może właśnie po tej przygodzie reżyser uwierzył w swe siły tak bardzo, że postanowił spróbować szczęścia na poletku, które do tej pory raczej omijał – w kinie fantastycznonaukowym. Efekt okazał się więcej niż mizerny, co sprawia, że należy drżeć o poziom kolejnych dzieł Andreasiana, których premiera zapowiedziana została na 2016 rok: dramatu katastroficznego „Trzęsienie ziemi” (o wydarzeniach, jakie miały miejsce w Armenii w 1988 roku) oraz filmu fantasy „Obrońcy”.
Scenariusz „Mafii” wyszedł spod ręki debiutanta, Andrieja Gawriłowa, absolwenta – z rocznika 2008 – wydziału scenariuszowo-krytycznego Wszechrosyjskiego Państwowego Instytutu Kinematografii (WGIK), a oparty został na grze psychologicznej autorstwa niejakiego Dmitrija Dawydowa. Dawydow wymyślił ją równo trzydzieści lat temu, będąc jeszcze studentem psychologii Uniwersytetu Moskiewskiego. Po ukończeniu studiów wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Pewnie bardzo się zdziwił, gdy pewnego dnia skontaktowali się z nim producenci filmowi i zaproponowali kupno praw do ekranizacji jego pomysłu. To, że je sprzedał – świadczy o tym, że nie stracił kontaktu z rzeczywistością, z kolei to, że nie zażądał, aby jego nazwisko znalazło się w napisach filmu – o szóstym zmyśle. „Mafii” nic bowiem nie było w stanie pomóc. Ani spory budżet (180 milionów rubli), ani zdjęcia plenerowe kręcone na Teneryfie, ani nawet prawie dwustu specjalistów od grafiki komputerowej, starających się ożywić umierające z minuty na minutę napięcie. Premiera dzieła Andreasiana miała miejsce 1 stycznia tego roku i trzeba przyznać, że w pierwszy weekend wyświetlania obraz poradził sobie całkiem nieźle. Z każdym kolejnym dniem było już jednak dużo gorzej.
Akcja filmu rozgrywa się w Moskwie w 2072 roku. Choć, prawdę mówiąc, ani miejsce, ani rok nie mają tu najmniejszego znaczenia, ponieważ przez ponad trzy czwarte czasu wszystko i tak dzieje się w futurystycznym studiu telewizyjnym. Zamknięto w nim jedenastu uczestników specyficznego teleturnieju, którego stawką jest… życie. Program cieszy się od lat znakomitą oglądalnością; dość powiedzieć, że to już jego pięćdziesiąty siódmy sezon. Na czym – w dużym skrócie – polega? Dziewięcioro jego uczestników to zwykli obywatele, pozostała dwójka – to przestępcy, tytułowi, choć raczej w znaczeniu symbolicznym, mafiosi. Co jakiś czas odbywa się głosowanie, które polega na wskazaniu tych drugich. Po co, do końca nie wiadomo, ponieważ osoba nominowana, nawet jeżeli nie okazuje się gnidą, zostaje „zjedzona” przez coś na kształt malutkiej gwiazdy neutronowej. Kula ta przenosi swoją ofiarę w świat wirtualny, w którym musi ona zmierzyć się ze swoimi największymi traumami. Jeśli ktoś na przykład boi się latać samolotem, zostaje przeniesiony na pokład maszyny, która na dodatek za chwilę ma się rozbić. Czemu ta dodatkowa kara ma służyć, warto chyba przy nadarzającej się okazji spytać scenarzystę, bo z filmu to jednoznacznie (niejednoznacznie zresztą też nie) nie wynika.
Intrygującym, ale tylko w cudzysłowie, zapisem regulaminu teleturnieju jest to, że uczestniczący w nim mafiosi mają prawo do odwetu. To znaczy że oni też mogą wskazać osobę do „eksterminacji”. Jak się odbywa ich głosowanie i czym się kierują, podejmując decyzję – tego jednak nie wiadomo. Zapomniano pokazać. Nie zapomniano natomiast poinformować, co dostanie zwycięzca „Mafii” – milion rubli. To z tego powodu ludzie zgłaszają się do teleturnieju i ryzykują życiem. Ilja potrzebuje pieniędzy, bo wie, że umiera na raka i chce zabezpieczyć najbliższą rodzinę. Maria była kiedyś primabaleriną, ale przeżyła – cudem – wypadek samochodowy i została okaleczona; może wrócić na scenę, ale tylko wtedy, gdy wszczepi sobie cudowną protezę. Inni nie mają nawet takich marzeń. Jako że większość bohaterów ostatecznie zostaje „zjedzona”, widzowie dowiadują się przy okazji, jakie dręczyły ich za życia koszmary. Efekt tego zabiegu jest taki, że film rozbity zostaje na kilka krótkich epizodów, które w żaden sposób nie są ze sobą powiązane i w żadnym elemencie nie posuwają akcji do przodu.
Ba! w „Mafii” nie ma żadnej akcji; jest za to dużo egzaltowanego gadulstwa, a pod koniec – co okazuje się już kompletnie nieznośne – pojawia się ni stąd, ni zowąd wątek romantyczny. Miłość od pierwszego wejrzenia, która – jak wiemy doskonale z tysięcy innych bajek – potrafi przenosić góry i inne takie bzdury. Można jeszcze zrozumieć fakt, że ktoś napisał tak idiotyczny scenariusz, jak ten autorstwa Andrieja Gawriłowa – wszak papier jest cierpliwy. Ale jak wytłumaczyć zdroworozsądkowo, że ktoś inny zdecydował się wyłożyć na to pieniądze? Duże pieniądze! Że zaciągnął do tego projektu setki ludzi, których przekonał do pracy nad dziełem bez jakiejkolwiek wartości (o artystycznej nie ma nawet co wspominać). To obraz z gatunku wydmuszek – na zewnątrz wyglądają one całkiem ładnie (w „Mafii” postarali się o to graficy komputerowi i scenografowie bezczelnie rżnący pomysły od świętej pamięci Hansa Rudolfa Gigera), ale w środku są przeraźliwie puste. Nie niosą ze sobą żadnego przesłania, choć obiecują wiele.
Fabuła „Mafii” wymusiła na producentach zaangażowanie przynajmniej kilku aktorów o rozpoznawalnych twarzach; pojawiające się w filmie postaci pełnią bowiem w miarę równorzędną rolę. Jedyną różnicą jest to, że jedne znikają z ekranu szybciej, inne później. Najdłużej oglądać możemy pochodzącego z Osetii Północnej Wadima Całłatiego („Szultes”, „Olympus inferno”, „Róże dla Elzy”), który wcielił się w Kiryła, oraz debiutującą na dużym ekranie Wiolettę Gietmanską, studentkę moskiewskiej Wyższej Szkoły Teatralnej imienia Borisa Szczukina. Poza nimi zobaczyć możemy między innymi Wieniamina Smiechowa („Powrót muszkieterów, czyli Skarby kardynała Mazzariniego”), Wiktora Wierżbickiego („Czarna Błyskawica”, „Szpieg”, „Moskwa nigdy nie śpi”), Wiaczesława Razbiegajewa („Huśtawka”), Andrieja Czadowa („Prosto w serce”, „Spokojna strażnica”), Jurija Czursina („Trzej muszkieterowie”), Karena Badałowa („Dyrygent”, „Paradżanow”) oraz Olgę Tumajkinę („Utracone imperium”, „Pocałuj przez ścianę”) i Natalię Rudową („V Centuria. W poszukiwaniu zaczarowanych skarbów”). Aż dziw bierze, że tak doświadczeni artyści nie dostali w zasadzie nic do zagrania. Inna sprawa, że w tym filmie nic nie gra, włącznie z hałaśliwą ścieżką dźwiękową i zdjęciami Antona Zienkowicza (stałego współpracownika Andreasiana od 2011 roku), który mógł przynajmniej cieszyć się pobytem na Teneryfie.
koniec
21 lutego 2016
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

East Side Story: Nie chciałbyś tam się znaleźć
Sebastian Chosiński

20 VIII 2017

Z jakiegoś powodu „Czarna woda” Romana Karimowa – mieszanka psychologicznego dramatu z filmem grozy – czekała na premierę kinową dwa lata. Na tyle długo, że wyprzedził ją w drodze na duże ekrany inny film tego reżysera, komedia romantyczna „Wasia, na spacer!”. Dobrze jednak, że w końcu została udostępniona widzom, bo choć to bardzo kameralne, niskobudżetowe dzieło, to mimo wszystko trzyma w napięciu.

więcej »

Na troje babka wróżyła
Sebastian Chosiński

16 VIII 2017

Przenieść na ekran dzieło, które uchodzi za kultowe, to nie lada wyzwanie. Także jeżeli chodzi o komiks, a film jest animacją. Zadania tego podjął się Sam Liu, biorąc na warsztat „Zabójczy żart” – jedną z najbardziej znanych (i kochanych przez fanów) opowieści z uniwersum Batmana. Pomógł mu w tym nie byle kto, bo obowiązki scenarzysty wziął na siebie sam Brian Azzarello.

więcej »

Dwa Brzegi 2017
Konrad Wągrowski

15 VIII 2017

Weekendowa wyprawa na tegoroczne Dwa Brzegi do Kazimierza Dolnego zaowocowały uczestnictwem w znakomitym koncercie Młynarski Plays Młynarski oraz pięcioma seansami filmowymi. Nie zawadzi więc parę słów o tych filmach napisać.

więcej »

Polecamy

Ferris Bueller kontra Władysław Frasyniuk

Dobry i Niebrzydki:

Ferris Bueller kontra Władysław Frasyniuk
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Cezar - szympans, który został Mojżeszem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ucieczka do zwycięstwa
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Baby jest jakiś inny
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ove chce się zabić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Gdy zajrzy w oczy widmo korozji…
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pod skorupą
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Superheroina nie z „Playboya”
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oliver Twist i wybuchające siusiaki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.