Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 25 kwietnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Filmy

Magazyn CLXV

Konkursy

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »

East Side Story: Czy leci z nami pilot?

Esensja.pl
Esensja.pl
Nikołaj Lebiediew podjął się niezwykle trudnego i karkołomnego zadania – postanowił nakręcić remake legendarnego radzieckiego filmu katastroficznego „Samolot w płomieniach”. I choć zarówno producenci, jak i sam reżyser co rusz podkreślają w wywiadach, że ich „Załoga” z dziełem Aleksandra Mitty wspólny ma tylko tytuł (w oryginale) – nie wierzcie im! To jest remake. Na szczęście całkiem udany.

Nikołaj Lebiediew
‹Załoga›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZałoga
Tytuł oryginalnyЭкипаж
ReżyseriaNikołaj Lebiediew
ZdjęciaIreneusz Hartowicz
Scenariusz
ObsadaDaniła Kozłowski, Władimir Maszkow, Agnė Gruditė, Siergiej Kiempo, Katierina Szpica, Siergiej Szakurow, Siergiej Gazarow, Jelena Jakowlewa, Aliona Babienko, Siergiej Romanowicz, Ksenia Gieorgiadi, Irina Łaczina, Wiaczesław Razbiegajew, Władimir Jagłycz, Wasilij Miszczenko, Dmitrij Zołotuchin, Irina Piegowa, Anton Pampusznyj, Nina Usatowa, Nikołaj Lebiediew
MuzykaArtiom Wasiljew
Rok produkcji2016
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania138 min
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Aleksandr Mitta „Samolot w płomieniach” (1979) nakręcił na wielkiej fali popularności amerykańskich dramatów katastroficznych z lat 70. XX wieku („Trzęsienie ziemi”, „Płonący wieżowiec”, a przede wszystkim trylogia „Port lotniczy”). Film wszedł do kin w 1980 roku i z miejsca stał się wielkim hitem; w ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy obejrzało go około 70 milionów widzów w całym Kraju Rad (a i tak został wyprzedzony przez dwa inne obrazy). Trudno więc dziwić się, że po prawie czterech dekadach postanowiono temat odświeżyć, licząc na kolejny gigantyczny sukces komercyjny. Pomysł wyszedł od reżysera Nikołaja Lebiediewa, twórcy między innymi wojennego dramatu „Kryptonim Gwiazda” (2002), thrillera „Zapis namiętności” (2009) oraz biograficznej „Legendy z numerem 17” (2012). Ale sam pomysł to za mało; trzeba było zdobyć jeszcze odpowiednie środki finansowe. Ich poszukiwanie trwało kilka lat, aż wreszcie kosztownym projektem zainteresowało się studio Nikity Michałkowa „TriTe”. Od tej chwili prace ruszyły pełną parą.
Producenci skontaktowali się z Mosfilmem i jednocześnie dogadali z Aleksandrem Mittą, odkupując przy okazji prawa do oryginalnego tytułu dzieła z 1979 roku – „Экипаж”, czyli „Załoga”. W kontekście tego dziwić mogą trochę ich niekiedy nachalne zapewnienia, że obraz Lebiediewa nie jest przeróbką „Samolotu w płomieniach”. Leonid Wierieszczagin powiedział wprost: „To nie jest remake. Wykorzystaliśmy inną historię, innych bohaterów”. Niby ma rację – bohaterowie noszą inne nazwiska, w codziennym życiu borykają się z innymi problemami, ale przecież schemat opowieści jest identyczny. I nic tego nie zmieni. Okres zdjęciowy był, jak na tak wielką produkcję, krótki – trwał (mniej więcej) od połowy września 2014 do połowy lutego 2015 roku. Ekipa pracowała w Moskwie i okolicach oraz na Krymie, gdzie realizowano sceny rozgrywające się na wulkanicznej wyspie Kanwoo. Całość pochłonęła 650 milionów rubli. Jak na warunki rosyjski, to ogromna kwota, ale producenci chyba nie muszą się specjalnie obawiać finansowej katastrofy – „Załoga” cieszy się bowiem od 21 kwietnia, kiedy to weszła do kin, olbrzymim zainteresowaniem.
Fabuła obrazu wyszła przede wszystkim spod ręki Nikołaja Kulikowa („Szpieg”), który współpracował już z Lebiediewem przy „Legendzie…”. Poza nim co nieco dołożyli od siebie sam reżyser oraz trzej inni scenarzyści: doświadczony Jurij Korotkow („Bikiniarze”, „Stalowy motyl”, „Tak tu cicho o zmierzchu…”), Tichon Korniew oraz Aleksiej Oniszczenko. Warto zaznaczyć, że za kamerą stanął nasz rodak, absolwent (z 1980 roku) wydziału operatorskiego łódzkiej „filmówki” Ireneusz Hartowicz, który po krótkim pobycie w Stanach Zjednoczonych w ciągu minionej dekady już na dobre zadomowił się w Rosji („Hitler kaput!”, inne dzieła Lebiediewa). Za ścieżkę dźwiękową odpowiadał natomiast wciąż jeszcze pracujący na swoją markę Artiom Wasiljew, ostatnio znany głównie jako nadworny kompozytor cenionego od lat reżysera Stanisława Goworuchina (vide „Weekend”, „Koniec pięknej epoki”). I o ile muzyka jakoś szczególnie w pamięć nie zapada, o tyle na pewno można pochwalić polskiego operatora, który do spółki ze specami od efektów specjalnych stworzył bardzo przekonującą katastroficzną wizję. I nie ma tu nic do rzeczy fakt, że od strony fabularnej mocno nierealistyczną.
Ta cudowność opowiedzianej przez Nikołaja Lebiediewa historii wynikła zapewne z chęci przebicia reżyserów amerykańskich. Wszak w podobnych tematycznie filmach hollywoodzkich prezentowano już niejedną niedorzeczność; Rosjanie mogli więc wyjść z założenia, że jeśli zdecydują się zrobić krok dalej, nikt – przynajmniej w ojczyźnie – nie powinien poczytywać im tego za złe. Podobnie jak pierwowzór Mitty, także „Załoga” (trzymamy się dosłownego tłumaczenia tytułu oryginalnego, aby łatwiej było oba dzieła odróżnić) dzieli się wyraźnie na dwie części: obyczajowo-melodramatyczną (z nutką komizmu) oraz sensacyjno-katastroficzną. Pierwszą godzinę seansu twórcy wykorzystują do przedstawienia bohaterów. Na plan pierwszy wybijają się trzy postaci. Tą najważniejszą jest dwudziestokilkuletni pilot wojskowy Aleksiej Guszczin, który pewnego dnia podpada swemu przełożonemu, generałowi, do tego stopnia, że musi odejść z armii. Ma jednak to szczęście, że jego ojciec, przed laty znany konstruktor samolotów, wciąż ma spore znajomości w branży. Wystarczy jeden jego telefon, aby Alosza dostał kolejną szansę. Ale „dostanie szansy” nie oznacza automatycznie zatrudnienia – Guszczin junior musi najpierw przejść testy, co wcale nie jest bułką z masłem, biorąc pod uwagę, że ocenia go niezwykle doświadczony pilot Leonid Zinczienko.
Zinczienko to oficer starej daty – poukładany, nade wszystko ceniący procedury. Charakter Guszczina bardzo go irytuje, chłopak wydaje mu się zbyt brawurowy i pewny siebie. Kiedy więc w czasie symulacji lotu w skrajnie trudnych warunkach Aleksiej rozbija samolot, Leonid bez najmniejszego żalu postanawia go oblać. Za młodym Guszczinem, choć nie przy nim, stawia się wówczas przyjaciel jego ojca, dyrektor linii lotniczej Pegas Avia, Szestakow, powątpiewający w to, czy samemu Zinczience udałoby się w takich warunkach szczęśliwie posadzić maszynę. Okazuje się, że nie. W efekcie przyznaje się on do błędu i Aliosza zostaje przyjęty do pracy jako drugi pilot. Jest prawą ręką Leonida, który z biegiem czasu stopniowo przekonuje się do młodziana. Ten z kolei, oprócz zawodowych, przeżywa również perypetie sercowe – zakochuje się w pięknej pilotce Aleksandrze Kuzminej, chociaż w przeciwieństwie do niej, ma raczej nadzieję na dość luźny związek. Co oczywiście rodzi spore komplikacje. Na to nakładają się jeszcze kłopoty rodzinne Zinczienki, który z racji częstych nieobecności w domu nie potrafi właściwie wychować swego jedynaka – Walerija. Wszystko to zostaje pokazane przez Lebiediewa z lekkim przymrużeniem oka, co okazuje się o tyle trafnym zabiegiem, że w części drugiej reżyser porzuca ten odrobinę burleskowy ton.
To, co w „Załodze” najważniejsze, dzieje się właśnie w drugiej godzinie filmu. Ukarani przez przełożonych Zinczienko i Guszczin zostają na kilka tygodni osunięci od liniowych lotów pasażerskich. Ale to nie znaczy, że nie muszą pracować. Na położonej w Pacyficznym Pierścieniu Ognia wysepce Kanwoo budzi się wulkan; jego aktywność zagraża pracującym tam rosyjskim inżynierom i górnikom oraz ich rodzinom, które mają zostać natychmiast ewakuowane. Leci po nich doskonale znana nam załoga (do której Leonid dokooptowuje jeszcze Aleksandrę, jak i swojego niesfornego syna Walerę). Na miejscu okazuje się, że sytuacja jest śmiertelnie niebezpieczna, na dodatek pogarsza się praktycznie z minuty na minutę. Chcąc uratować ludzi, piloci muszą wykazać się nie tylko znajomością swego fachu i odwagą, ale również… brawurą. Efekty specjalne prezentują się tu nadzwyczaj przyzwoicie, a napięcie jest odpowiednio podbijane. Świetni aktorzy radzą sobie doskonale z powierzonym im zadaniem, co sprawia, że nawet ewidentną przesadę w budowaniu dramatyzmu da się jakoś przełknąć. Choć nie da się ukryć, że podobne sceny w „Samolocie w płomieniach” budziły mimo wszystko większą grozę i bardziej elektryzowały, choć dzisiaj – z perspektywy kilku dekad – mogą wydawać się już nieco archaiczne.
Czy warto było wydawać kilkaset milionów rubli na remake – będziemy się przy tym słowie upierać! – filmu Aleksandra Mitty? Skoro publiczność przyjęła „Załogę” z takim entuzjazmem (w ciągu miesiąca od premiery w samej tylko Rosji obraz zarobił niemal półtora miliarda), odpowiedź wydaje się jednoznaczna. Jak na superprodukcję przystało, w rolach głównych pojawiły się wielkie gwiazdy kina rosyjskiego. W Guszczina wcielił się Daniła Kozłowski („Pięć narzeczonych”, „DuchLess”, „Dubrowski”), w jego ojca – Siergiej Szakurow („Syberiada”, „Paragraf 78”), w Zinczienkę – Władimir Maszkow („Kandahar”, „Na końcu świata”, „Rasputin”), synem tego ostatniego został natomiast Siergiej Romanowicz („Mecz”, „Boisko”). Poza tym w rolach drugoplanowych zobaczyć możemy Katierinę Szpicę („Metro”, „Poddubny”) i Siergieja Kiempo („Noc dłuższa niż życie”) jako stewardessę Wiktorię i stewarda Andrieja; pasażerami nieszczęśliwych lotów są zaś Aliona Babienko („Kierowca dla Wiery”, „Moskwa nigdy nie śpi”) i Władimir Jagłycz („Jesteśmy z przyszłości”, „Wojownik”).
Nie można nie wspomnieć też o debiutującej w kinie rosyjskim Litwince (rodem z Szawel) Agnė Gruditė (rocznik 1986), która ofiarowała swą twarz pilotce Aleksandrze, ukochanej Guszczina. Dlaczego Lebiediew zdecydował się właśnie na nią – trudno zgadnąć. Może dlatego, że chciał, aby w najważniejszą rolę żeńską wcieliła się aktorka jeszcze nieopatrzona, dla której występ w „Załodze” stanie się trampoliną do prawdziwej kariery.
koniec
13 czerwca 2016
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Wielkopostne podpłomyki
Wojciech Lewandowski

25 IV 2017

Po latach strzelanin, pościgów, biografii większych niż życie i formalnego uniesienia i energii, Scorsese ponownie wraca do swojej samotni, gdzie przyklęka i rozpoczyna modlitwę z Bogiem. Nie krzyczy jednak, nie unosi się pychą ani nie drwi. W skupieniu kontempluje i milczy.

więcej »

East Side Story: A Anna Karenina żyła długo i szczęśliwie…
Sebastian Chosiński

23 IV 2017

Władimir Bortko nie powinien już kręcić melodramatów. Ani ubranych w kostium historyczny, ani w sensacyjno-szpiegowski. Ba! nawet od jak najbardziej współczesnych, obyczajowych historii miłosnych powinien trzymać się z daleka. Ma zwyczajnie zbyt ciężką, toporną rękę, aby z finezją oddać zawiłości relacji międzyludzkich. Czego dobitnym dowodem najnowsze dzieło cenionego przed laty reżysera – „O miłości”.

więcej »

Zordon, który puka się w czoło
Przemysław Ciura

22 IV 2017

„Power Rangers” to lekka rozrywka wypieczona jakby według sprawdzonej recepty na domowy torcik. Pulchne ciasto popularnej franczyzy, chrupki wafel efekciarstwa i bita śmietana beztroskiej łupanki po gębach kitowców. Te wszystkie słodkości podlano musztardą terapii grupowej, po czym zamarynowano w dylematach rodem z brukowej fotostory.

więcej »

Polecamy

Co ludzie powiedzą?

Dobry i Niebrzydki:

Co ludzie powiedzą?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

One woman show
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pieprzeni kamikadze w kalifornijskim raju
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pancerz bez ducha
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpa musi się pobrudzić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Dysfunkcyjna rodzina w podróży, czyli rzeźnia, która wzrusza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zabić jelenia gołymi rękami i wyrecytować Konstytucję przez sen
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

You complete me!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oscary intymne i okruchy życia
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

„Wstręt” w baletkach, czyli prawdziwa sztuka rodzi się w bólach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Z tego cyklu

A Anna Karenina żyła długo i szczęśliwie…
— Sebastian Chosiński

„Woschod 2” jak „Apollo 13”
— Sebastian Chosiński

Pierścionek bez orła w brzuchu
— Sebastian Chosiński

Wampir po rosyjsku
— Sebastian Chosiński

Urok mocno wyblakły
— Sebastian Chosiński

Mutant – to brzmi dumnie!
— Sebastian Chosiński

Pogańska chuć, chrześcijańskie opanowanie
— Sebastian Chosiński

Romeo z przestrzeni kosmicznej
— Sebastian Chosiński

Nudne jest życie chirurga
— Sebastian Chosiński

Droga bez powrotu
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Psiejsko czarodziejsko
— Jarosław Loretz

Tegoż autora

Tu miejsce na labirynt…: Więcej takich płyt, panie Schmidt!
— Sebastian Chosiński

Zemsta za „potop”?
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Na dworcach w Poznaniu i Bydgoszczy
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Berlin Wschodni to dobre miejsce na schadzkę
— Sebastian Chosiński

Łotrzykowska ballada bez happy endu
— Sebastian Chosiński

Wizja lokalna
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!
— Sebastian Chosiński

Za dużo kalkulacji
— Sebastian Chosiński

Nie ten człowiek!
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Niebiański pogrzeb w świetle księżyca
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.