Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 grudnia 2017
w Esensji w Esensjopedii

East Side Story: 7 grudnia 1988 roku, w samo (niemal) południe

Esensja.pl
Esensja.pl
7 grudnia minęło dwadzieścia osiem lat od największej katastrofy naturalnej, jaka nawiedziła Armenię (wtedy jeszcze będącą republiką radziecką) w jej nowożytnej historii. Trzęsienie ziemi zniszczyło kilka miast, najbardziej ucierpiał ówczesny Leninakan (współczesne Giumri). W rocznicę tych wydarzeń ormiański reżyser Sarik Andreasian postanowił nakręcić film, który jest hołdem zarówno dla ofiar, jak i tych, którzy z narażeniem życia nieśli im pomoc.

Sarik Andreasian
‹Trzęsienie ziemi›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTrzęsienie ziemi
Tytuł oryginalnyЗемлетрясение
ReżyseriaSarik Andreasian
ZdjęciaJurij Korobiejnikow
Scenariusz
ObsadaKonstantin Ławronienko, Maria Mironowa, Wiktor Stiepanian, Mikael Pogosian, Sabina Achmedowa, Tatew Owakimian, Daniił Izotow, Grant Tochatian, Mikael Dżanibekian, Sos Dżanibekian, Arsen Grigorian, Armen Markarian, Asia Aleksanian, Arewik Martirosian
MuzykaAjk Akopian
Rok produkcji2016
Kraj produkcjiArmenia, Rosja
Czas trwania102 miny
Gatunekakcja, dramat
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
To był dzień pracy jak każdy inny. Sam środek tygodnia. Około godziny w Leninakanie (tak obecnej Giumri, drugie co do wielkości miasto Armenii, nazywało się w czasach sowieckich, od 1924 do 1990 roku) 11.41 zatrzęsła się ziemia; parę sekund później miał miejsce kolejny wstrząs; do 12 grudnia sejsmografy odnotowały jeszcze sto dziewięćdziesiąt wstrząsów wtórnych. Magnituda tego pierwszego, najbardziej niszczycielskiego, wyniosła 6,8. Jego epicentrum było około czterdziestu kilometrów na północ, mniej więcej dziesięć kilometrów pod powierzchnią. Niskie temperatury utrudniały akcję ratowniczą; w efekcie szacuje się, że straty wyniosły 25 tysięcy zabitych i 19 tysięcy rannych; bez dachu nad głową znalazło się w sumie w całym regionie ponad pół miliona osób. Pomoc nadchodziła z całego świata, między innymi z Francji, Stanów Zjednoczonych i Indii. W samym Leninakanie zawaliła się połowa budynków; miasto, które do katastrofy liczyło mniej więcej 250 tysięcy mieszkańców, w roku następnym miało ich już tylko 120 tysięcy. Ze wsparciem pospieszyli nawet muzycy rockowi, którzy zorganizowali koncert pod hasłem Live Aid Armenia; ukazała się także okolicznościowa płyta – „Rock Aid Armenia” (1990), dochód z której przeznaczony został dla poszkodowanych.
Zaskakiwać może fakt, że na upamiętnienie tego tragicznego wydarzenia ormiańscy filmowcy czekali prawie trzy dekady. Ale wreszcie, przy pomocy producentów rosyjskich, dopięli swego. Za ten ambitny projekt zabrał się, urodzony w 1984 roku w Erywaniu, Sarik Andreasian, dotąd znany raczej z mało ambitnych i artystycznie raczej słabych komedii romantycznych („Romans biurowy. Nasze czasy”) i filmów sensacyjnych („Mafia: Gra o przeżycie”). Można więc było mieć spore obawy, jak poradzi sobie z pierwszym w swej karierze – a siódmym w ogóle – pełnometrażowym dziełem o takiej wadze, jeśli chodzi o temat, i takim budżecie (wynoszącym 200 milionów rubli). Prace nad scenariuszem, za który odpowiadał przede wszystkim duet Siergiej Judakow i Aleksiej Grawicki, trwały dwa lata (inne źródła mówią nawet o czterech). Na zdjęcia przeznaczone czterdzieści dwa dni; sceny rozgrywające się w Leninakanie przed katastrofą kręcono w Giumri, te po katastrofie – w Moskwie, na terenie jednej z zamkniętych fabryk. Obraz zniszczonych ulic rekonstruowano na podstawie zachowanych zdjęć; fabułę w dużej mierze oparto natomiast na wspomnieniach mieszkańców i ratowników. Jako statyści wystąpili zresztą mieszkańcy dawnego Leninakanu, którzy przeżyli trzęsienie ziemi.
Obok tegorocznych „Załogi” (czyli remake’u klasycznego „Samolotu w płomieniach”), „Lodołamacza” oraz „Pojedynku”, „Trzęsienie ziemi” już wiele miesięcy temu zapowiadano jako jedną z największych produkcji filmowych w Rosji ostatnich lat. I tak na film Sarika Andreasiana należy patrzeć: z jednej strony jako na hołd oddany ofiarom i spieszącym im na pomoc ratownikom, z drugiej – jak na film powielający schemat hollywoodzki, który powstał także po to, by stać się kasowym przebojem. Czy tak będzie w rzeczywistości? Można wątpić, albowiem obraz erywańskiego reżysera jest dużo bardziej ambitny aniżeli większość podobnych produkcji zza Atlantyku. Pojawiające się w nim wątki melodramatyczne służą jedynie jako smaczki, nie spychają na plan dalszy tego, co najważniejsze – ludzkiej tragedii. Choć gdyby Andreasian powstrzymał się przed ostatnią, chyba trochę na wyrost optymistyczną sceną, film nic by na tym nie stracił. W każdym razie w pierwszy weekend po oficjalnej premierze, która miała miejsce 1 grudnia, „Trzęsieniu ziemi” udało się wskoczyć na czwarte miejsce rosyjskiego box-office’u, spychając na piąte inną rodzimą produkcję – „Dwudziestu ośmiu panfiłowców”.
Każdy dzień zdjęciowy rozpoczynano od minuty milczenia, co można zrozumieć, biorąc pod uwagę nie tylko sam temat filmu, ale i fakt, że przynajmniej dwie osoby obecne na planie – producent Ruben Diszdiszian i aktor Grant Tochatian – byli jesienią i zimą 1988 roku wśród niosących mieszkańcom Leninakanu pomoc; z kolei mieszkająca w stolicy Armenii rodzina Sarika Andreasiana zaopiekowała się czterema sierotami. Ale przejdźmy w końcu do fabuły. Na wydarzenia sprzed dwudziestu ośmiu lat patrzymy przede wszystkim przez pryzmat dwóch bohaterów: mieszkającego w Leninakanie Rosjanina Konstantina Biereżnego i pochodzącego z tego miasta Ormianina Roberta Melkoniana. Ich drogi przecięły się po raz pierwszy w bardzo dramatycznej sytuacji w 1980 roku. Nieuważnie prowadzący samochód w skalnym tunelu Konstantin spowodował czołowe zderzenia z wozem, w którym jechała rodzina Melkonianów. Rodzice Roberta zginęli na miejscu; jego samego natomiast, wówczas zaledwie dwunastolatka, uratował, wyciągając z rozbitego auta, Bierieżnoj. Mimo tego usłyszał wyrok ośmiu lat więzienia. Idąc za kraty, w Leninakanie pozostawił żonę, Annę, oraz dwoje dzieci – córkę i dopiero co narodzonego synka; osierocony Robert trafił zaś pod opiekę rodziny.
W grudniu 1988 roku Konstantin wychodzi z więzienia, wsiada w samolot i leci do Leninakanu. Anna przygotowuje się do powrotu męża; jej synek Wania podekscytowany jest faktem, że wreszcie zobaczy ojca. Ale na Biewrieżnego czeka ktoś jeszcze; to dorosły już Robert, który chce stanąć twarzą w twarz z człowiekiem, który zabił – nieważne, że niechcący – jego rodziców. Dowiedziawszy się o jego powrocie, idzie pod dom, w którym mieszka Konstantin. I właśnie wtedy zaczyna się katastrofa. W ciągu sekund tysiące domów walą się w gruzy, ludzie giną bądź zostają zasypani rumowiskiem. Początkowo pomoc jest oddolna, kto potrafi i czuje się na siłach, odgruzowuje budynki, wyciąga trupy bądź rannych; z czasem do akcji włączają się wojsko i milicja, docierają też posiłki z zagranicy. Konstantin z lotniska dociera do domu, po którym nie ma już śladu; spotyka tam Melkoniana, nie wiedząc, że to chłopak, który przed ośmioma laty z jego winy stracił najbliższych. Robert także nie rozpoznaje w ponad pięćdziesięcioletnim mężczyźnie sprawcy swojego nieszczęścia. Dzięki temu mogą bez uprzedzeń nawiązać współpracę i iść z pomocą potrzebującym. Lecz – tego w końcu wymaga podobna fabuła – musi wreszcie nadejść moment, kiedy młody Ormianin zda sobie sprawę z tego, z kim ma do czynienia.
Takie tragedie rodzą bohaterów, ale sprawiają także, że zwykli ludzie, po których nie spodziewalibyśmy się niczego złego, stają się „czarnymi charakterami”, by nie rzec – bestiami. Andreasian pokazuje w swoim filmie zachowania nadzwyczaj piękne, lecz i paskudne. Świat przecież, jak wiemy, nie jest czarno-biały – i bardzo dobrze, że ormiański reżyser o tym pamiętał. Dlatego stary Erem przekonuje się do męża swojej córki, Gajane, choć wcześniej nie chciał go znać. Dlatego Robert staje naprzeciw swego krewnego, Senika, chociaż to jego ojciec wziął go na wychowanie, kiedy młody Melkonian stracił rodziców. Twórcy filmu starają się wyważać emocje – nie epatować ani koszmarem (o co byłoby przecież łatwo), ani patetyzmem (co też nie nastręczałoby kłopotów). Co jednak wcale nie oznacza, że w „Trzęsieniu ziemi” brakuje momentów, które wywołują autentyczne wzruszenie, i sprawiają, że w oczach kręci się łza. To nade wszystko skutek znakomitej gry aktorskiej, lecz także przyjętego przez Andreasiana sposobu narracji – bliskiego dokumentalizmowi, starającego się jak najwierniej odtworzyć wydarzenia z grudnia 1988 roku. Swoje „trzy grosze” dorzucili również specjaliści od efektów specjalnych, którzy wykonali swoją pracę tak, by komputerowa obróbka nie zdominowała obrazu.
W rolach głównych, poza jednym przypadkiem, Sarik Andreasian obsadził aktorów znanych z wielkiego ekranu. Bierieżnego zagrał Konstantin Ławronienko („Nowa Ziemia”, „Terytorium”), jego żonę, Annę – Maria Mironowa („Huśtawka”, „Trzynaście miesięcy”, „Trzej muszkieterowie”), Gajane – Azerka Sabina Achmedowa („Olympus inferno”, „Norweg”). Jedynie w Melkoniana wcielił się debiutant (przynajmniej jeśli chodzi o kino), dwudziestoośmioletni Wiktor Stiepanian, który w 2012 roku został absolwentem moskiewskiej Wyższej Szkoły Teatralnej imienia Michaiła Szczepkina. Za zdjęcia odpowiadał Jurij Korobiejnikow, dotąd współpracujący przede wszystkim z reżyserem Jegorem Baranowem („Rozbójnik Sołowiej”, 2012; „Szarańcza”, 2013; „Jerej-san: Spowiedź samuraja”, 2015). Ścieżka dźwiękowa wyszła natomiast spod ręki Ajka Akopiana, gwiazdy ormiańskiej muzyki pop, reprezentanta swego kraju na festiwalu Eurowizji w 2007 roku. Nie spodziewajcie się jednak z tego powodu muzyki lekkiej, łatwej i przyjemnej; Akopian – ukrywający się na co dzień pod pseudonimem Ajko – stworzył symfoniczny soundtrack pełen podniosłych i przejmujących melodii, idealnie pasujący do dramatu rozgrywającego się na ekranie i tym samym kapitalnie dopełniający fabułę.
koniec
11 grudnia 2016
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

East Side Story: …i nie stanie się nic – aż do końca!
Sebastian Chosiński

17 XII 2017

„Arytmia” to festiwalowy pewniak – film z gatunku tych, w których nie dzieje się (prawie) nic, a jednocześnie cały świat bohaterów zostaje przewrócony do góry nogami. Jurorzy i krytycy takie właśnie dzieła uwielbiają, potrafią wyłuskać z nich prawdę o otaczającej nas rzeczywistości. W tym kontekście nie dziwią główne nagrody dla obrazu Borisa Chlebnikowa na przeglądach w Soczi i Warszawie.

więcej »

Poczuć się jak dziesięciolatek
Konrad Wągrowski

14 XII 2017

„Ostatni Jedi” nie jest nowym „Imperium kontratakuje”, nie „wychodzi ze swojej strefy komfortu”, pozostając filmem raczej bezpiecznym, ale jest bardziej efektowny, bardziej złożony i po prostu zwyczajnie lepszy od „Przebudzenia Mocy”.

więcej »

East Side Story: Skandal?… Wiele hałasu o nic!
Sebastian Chosiński

10 XII 2017

Nazwisko reżysera Aleksieja Uczitiela i podjęty temat – czyli rzekomy romans cara Mikołaja II Romanowa i primabaleriny petersburskiego Teatru Maryjskiego Krzesińskiej – sprawiały, że po „Matyldzie” można było spodziewać się naprawdę dużo. Niestety, cały potencjał tkwiący w tej opowieści został zmarnowany, utopiony we łzach ckliwego melodramatu, na dodatek prawdopodobnie daleko odbiegającego od prawdy historycznej.

więcej »

Polecamy

Chwała na wysokości?

Dobry i Niebrzydki:

Chwała na wysokości?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Podręczne z Kairu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Atak paniki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Z tego cyklu

…i nie stanie się nic – aż do końca!
— Sebastian Chosiński

Skandal?… Wiele hałasu o nic!
— Sebastian Chosiński

Zdążyć przed Amerykanami
— Sebastian Chosiński

Półwysep zbuntowany
— Sebastian Chosiński

Schemat goni schemat
— Sebastian Chosiński

Wiedźmy kontra kapitalizm
— Sebastian Chosiński

Gogol kontra Czarny Jeździec
— Sebastian Chosiński

Film jednorazowego użytku
— Sebastian Chosiński

Cztery kobiety w (prawie) średnim wieku
— Sebastian Chosiński

Gdy nie chce się nic, a sens życia ucieka…
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Non omnis moriar: Gdy trudno się zdecydować…
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Bohater każdych czasów
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Na wojennym szlaku
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (2)
— Sebastian Chosiński

Gdzie diabeł nie może, tam Durango pośle…
— Sebastian Chosiński

Przekorna apokalipsa
— Sebastian Chosiński

Radzę ci dobrze: Nie wkurzaj Kurdy’ego!
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Free w granicach rozsądku
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Różne oblicza Joachima Kühna
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Starcie tytanów
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.