Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 24 stycznia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tam, gdzie diabeł mówi dobranoc

Esensja.pl
Esensja.pl
W kontekście polskiego repertuaru kinowego południowokoreański „Lament” jawi się trochę jak jego protagonista – przypadkowy heros podejmujący nierówną walkę z dużo potężniejszymi siłami, cichy bohater roku.

Hong-jin Na
‹Lament›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLament
Tytuł oryginalny곡성 [Gokseong]
Dystrybutor Mayfly
Data premiery2 grudnia 2016
ReżyseriaHong-jin Na
ZdjęciaKyung-Pyo Hong
Scenariusz
ObsadaDo Won Kwak, Woo-hee Chun, Jung-min Hwang, So-yeon Jang, Han-Cheol Jo, Jun Kunimura
Rok produkcji2016
Kraj produkcjiKorea Południowa
Czas trwania156 min
WWW
Gatunekdramat, fantasy, groza / horror
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Film zaczyna się ujęciem rybaka nadziewającego glistę na haczyk. Owa metafora pozostaje niejasna do samego finału, a w międzyczasie poznajemy losy Jong-goo (Kwak Do-won), zwalistego i apatycznego sierżanta policji z prowincjonalnej mieściny.
Ekspozycja postaci wypada fenomenalnie. Wczesnym rankiem Jong-goo dostaje pilne wezwanie w związku z podwójnym morderstwem. Zaraz potem następuje scena rodem z „Dnia świra” Koterskiego – matka nie chce puścić bohatera z domu bez śniadania. Po chwili tonacja znów raptownie się zmienia – miejsce zbrodni przypomina krwawą łaźnię z „Siedem” Finchera. Potencjalny zabójca od razu zostaje pojmany; obłęd w jego oczach i dziwne wypryski na całym ciele pozwalają śledczym wysnuć hipotezę o grzybach halucynogennych.
Późniejsza narracja w dużej mierze powiela schemat rasowego kryminału o seryjnym mordercy: kolejne ofiary, kolejni zainfekowani – łącznie z małoletnią córką bohatera (Kim Hwan-hee), nowe poszlaki. Główny trop prowadzi do starego Japończyka (Jun Kunimura, szerszej publiczności znany z „Kill Billa”) mieszkającego samotnie w lesie i od lat pozostającego zagadką dla miejscowych. Może mnich, może szaman, na pewno Obcy.
„Lament” stanowi poniekąd kontynuację klimatów, do jakich przyzwyczaił nas Na Hong-jin w swoich wcześniejszych brutalnych thrillerach, jak „W pogoni” o alfonsie ścigającym wielokrotnego zabójcę prostytutek czy „Morze Żółte” o taksówkarzu poszukującym zaginionej żony. Zarazem jednak reżyser eksploruje nowe tereny – twardemu realizmowi od początku towarzyszy aura tajemniczości, a w miarę upływu czasu, gdy na fabularnej szachownicy przybywa pionków, jak katolicki ksiądz czy ekscentryczny egzorcysta, klasyczny hitchcockowski suspens coraz mocniej nasiąka metafizyką.
Psychodeliczne wizje, okultystyczne rytuały, złowróżbne figury-symbole z folkloru koreańskiego i nie tylko – poszczególne motywy odsyłają raz to do „Kultu” Robina Hardy’ego, raz to do „Nie oglądaj się teraz” Nicolasa Roega, innym razem znowu do horrorów o zombie spod znaku Romero.
Jednocześnie reżyser w pierwszym akcie funduje nam elementy absurdu i slapsticku – i to nie w tonie lekko komediowym, ale takim, który zrywa przeponę, nie burząc gęstej atmosfery niepokoju; symbioza grozy i humoru jest tu niezwykła nawet jak na unikatową w tym względzie specyfikę kinematografii azjatyckich.
Kwak, etatowy aktor drugiego planu, rewelacyjnie radzi sobie na szpicy – jego Jong-goo przechodzi wiarygodną przemianę od niedojdy i tchórza, postaci, jaka w horrorach zwykle robi za comic reliefa i/lub ginie jako jedna z pierwszych, do bohatera „na serio”, człowieka czynu, zdolnego do najwyższych poświęceń dla ukochanego dziecka.
Topos miłości ojca i córki wybrzmiewa dojmująco również za sprawą fantastycznej Kim, niesamowicie swobodnej zarówno w scenach „normalnych”, prozaicznych, jak i w scenach opętania, gdy skręca się w konwulsjach i klnie z realizmem, jakiego mogłaby jej pozazdrościć Linda Blair z „Egzorcysty”.
Bardzo realistyczne są także zdjęcia Honga Kyung-pyo („Snowpiercer”), kręcone głównie w świetle naturalnym, w plenerze, z inwencją wykorzystujące autentyczne lokacje, ze śladowym wsparciem efektów komputerowych. Realistyczne, a zarazem na swój sposób odrealnione, oddające ducha osobliwej społeczności z miejsca, gdzie diabeł mówi dobranoc, niczym w „Twin Peaks” albo powieściach Stephena Kinga.
Skądinąd „Lament” podobnie przynosi satyrę na religijną dewocję i małomiasteczkową mentalność, skłonność do osądzania innych. Przy czym temat ksenofobii oddziałuje tu tak na płaszczyźnie uniwersalnej, jak i lokalnej, ściśle zakorzenionej w skomplikowanych historycznie relacjach japońsko-koreańskich, tych samych, jakie mogliśmy niedawno oglądać w znakomitej „Służącej” Park Chan-wooka.
Wielopoziomowy, niespotykanie sugestywny, wybitnie oryginalny – „Lament” trwa bite dwie i pół godziny, ale warto mu poświęcić każdą minutę. Odpłaci niezapomnianymi wrażeniami.
koniec
29 grudnia 2016
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Rozszczepieni
Jarosław Robak

23 I 2017

Jeszcze niedawno reżyser M. Night Shyamalan był gwarantem artystycznej i finansowej klęski – aż trudno uwierzyć, że swego czasu należał on do najważniejszych twórców kina popularnego. W thrillerze „Split”, które właśnie wchodzi do kin, twórca przypomina o swojej lepszej stronie, w czym spora zasługa Jamesa McAvoya, który dwoi się i troi w roli jednego z najciekawszych filmowych czarnych charakterów ostatnich lat.

więcej »

East Side Story: „Nowa Moskwa” mówi po tadżycku
Sebastian Chosiński

22 I 2017

Podczas ubiegłorocznego festiwalu filmów rosyjskich „Sputnik nad Polską” wyjątkowo ciekawie prezentowała się sekcja dokumentalna. Przed tygodniem pisaliśmy o poświęconych Jakutom „24 śniegach”, dzisiaj przyjrzymy się bliżej „Cudzej robocie” Denisa Szabajewa, której bohaterami są imigranci zarobkowi z Tadżykistanu.

więcej »

Chińscy elfowie i komputerowe orki
Agnieszka ‘Achika’ Szady

21 I 2017

„Wielki Mur” należy do kategorii filmów, które są jak supermodelki: nieważne, czy głupie, grunt, żeby były ładne. Tutaj wszystkie potrzebne składniki udało się połączyć w atrakcyjną całość. Jest malowniczo, dynamicznie, a mózg widza może sobie odpocząć, bo i tak do niczego nie jest potrzebny.

więcej »

Polecamy

Dziecięca odyseja

CamerImage 2016:

Dziecięca odyseja
— Konrad Wągrowski

Żywot człowieka nie do końca poczciwego
— Konrad Wągrowski

Wypijmy za marzycieli!
— Konrad Wągrowski

Superbohaterka z dysfunkcyjnej rodziny
— Konrad Wągrowski

Ostatnie dzieło mistrza
— Konrad Wągrowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.