Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 28 marca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Esensja ogląda: Styczeń 2017 (1)

Esensja.pl
Esensja.pl
Pierwsza w tym roku edycja „Esensja ogląda” zawiera recenzje sześciu filmów – DVD i kina świata, w tym, uwaga, turecki horror SF.
DVD / BD
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Piotruś. Wyprawa do Nibylandii
(2015, reż. Joe Wright)
Jarosław Loretz [50%]
Nieco zbędna, bezsensownie wypchana efektami specjalnymi i przeszarżowana finansowo „dyskusja” z „Przygodami Piotrusia Pana” Barriego. Zamiast dyskretnej i pełnej uroku opowieści twórcy proponują głośną historię z przytupem, gubiącą gdzieś przesłanie książkowego pierwowzoru i przedziwnie traktującą śmierć (ot, jedni rozsypują się w kłąb kolorowego dymu, inni zaś spadają gdzieś daleko, daleko w dół), i to w sytuacji, gdy jednocześnie wprowadzone zostały wątki handlu dziećmi, niewolniczej pracy w kopalni i wręcz holocaustu wróżek. Co jeszcze bardziej osobliwe – w filmie, w którym są widoczne setki osób, można dostrzec jedynie trzy kobiety – enigmatyczną matkę bohatera, pojawiającą się głównie jako niezbyt zgrabne CGI, zadziorną i chwilami przypominającą zachowaniem mężczyznę Tiger Lily oraz wredną i chciwą szefową sierocińca. Cała reszta to faceci. Średnio to wróży przyszłemu władcy Nibylandii i pokrętnie wyjaśnia, czemu później musiał skoczyć po Wendy. W końcu ile można się bawić w towarzystwie piratów, górników i zgarniętych z naszego świata sierot…
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Zanim się obudzę
(2016, reż. Mike Flanagan)
Jarosław Loretz [70%]
Zaskakująco zgrabnie skonstruowany, klimatyczny film, któremu wyrządzono krzywdę przypisaniem do horroru. Co gorsza – sam reżyser, który zarzekał się, że kręci dramat fantasy, nawpychał do historii różnych absolutnie zbędnych straszaków, które może i są w stanie lekko zjeżyć włos na głowie, ale ewidentnie zabierają czas, którego zabrakło na przykład na pogłębienie psychologii postaci czy podkręcenie wyczuwalnie apatycznej akcji. Sama historia jest jednak przedstawiona ciekawie i – nawet jeśli można w niej wyczuć reminiscencje „Koszmaru z ulicy Wiązów” – wyróżnia się oryginalnością. Podstawą fabuły jest założenie, że przygarniany przez kolejne zastępcze rodziny dzieciak potrafi w trakcie snu powoływać do życia zupełnie realistyczne twory, jak najbardziej namacalne i w pewnym sensie obdarzone swoją własną wolą. Jednak o ile bajecznie kolorowe motyle są zupełnie nieszkodliwe, a kopia zmarłego dziecka aktualnej rodziny co najwyżej przywołuje bolesne wspomnienia, to obok tego – gdzieś w mroku – czai się groźny „Stwór”, potrafiący bez śladu wchłonąć w siebie dowolną osobę. Jednak wbrew pozorom ów „Stwór” wcale nie staje się główną osią historii, bo – jak już nadmieniłem – niezupełnie o straszenie tu chodzi. Film jest bardzo przyzwoicie zrobiony i potwierdza wysoką kulturę reżyserską Mike′a Flanagana, mającego na swoim koncie zupełnie przyzwoitego „Oculusa” i interesująco mroczną, choć niskobudżetową „Absentię”, a także skłania do zwrócenia uwagi na rozwój kariery Jacoba Tremlbaya, kolejnego cudownego dziecka Hollywood.
Kino świata
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Pusher II
(2004, reż. Nicolas Winding Refn)
Sebastian Chosiński [80%]
Wielka kariera, także hollywoodzka, Duńczyka Nicolasa Windinga Refna – dzisiaj kojarzonego głównie z takich obrazów, jak „Valhalla: Mroczny wojownik” (2009), „Drive” (2011) czy „Tylko Bóg wybacza” (2013) – zaczęła się w połowie lat 90. ubiegłego wieku od dramatu kryminalno-psychologicznego „Pusher”, w którym główną rolę zagrał jeden z ulubionych aktorów reżysera, Mads Mikkelsen. Po kilku latach przerwy Refn powrócił do tematu i nakręcił jeszcze dwie części swej krwawej opowieści o kopenhaskim półświatku przestępczym. „Pusher II” miał premierę w 2004 roku i bezpośrednio kontynuował wątki obecne w części pierwszej. Głównym bohaterem jest Tonny (którego ponownie zagrał Mads Mikkelsen, gwiazda „Podziemnego frontu”, „Michaela Kohlhaasa”, „Polowania”), który po kilkuletniej odsiadce wychodzi na wolność. Wychodzi z długami, których niespłacenie byłoby wielką nieroztropnością. Musi więc jak najszybciej rozejrzeć się za jakąś intratną fuchą. Pierwsze kroki kieruje więc do swego ojca, Smeddego (w tej roli Leif Sylvester Petersen), który oficjalnie prowadzi warsztat samochodowy, nieoficjalnie natomiast handluje kradzionymi wozami, niejako na boku inwestując w narkotyki i burdele. Po synu nie spodziewa się niczego dobrego, ale to w końcu jego krew – zawsze warto dać takiemu drugą szansą.
Tonny nie jest człowiekiem nadto rozgarniętym; jak na członka mafii jest zdecydowanie zbyt naiwny. Gdy dziewczyna przyjaciela, Gry (Maria Erwolter), informuje go, że jego dawna kochanka, Charlotte (Anne Sørensen), urodziła syna, który jest jego dzieckiem, uznaje to za prawdę. I nie ma dla niego znaczenia fakt, że z Charlotte spała „połowa miasta”. Daje się też wciągnąć w kombinacje, robiącego interesy ze Smeddem, Kussego-Kurta (Kurt Nielsen, który debiutował na początku lat 90. w „Chłopcach świętego Piotra” Sørena Kragha-Jacobsena). Ma po prostu zbyt dobre serce, aby odmówić, i zbyt mało rozumu, aby połapać się w machlojkach robionych przez innych. Poniżany i wyśmiewany, chce mimo wszystko okazać się przydatny rodzinie – i tej mafijnej, i ojcu – tym bardziej że z biegiem czasu sam zaczyna czuć odpowiedzialność za swego domniemanego syna. Mikkelsen, który w 1996 roku debiutował na dużym ekranie właśnie rolą Tonny’ego, grając tę postać o raz drugi, dopracował ją do perfekcji. Wyłuskał z niej wszelkie niuanse; grany przez niego bandzior z jednej strony przeraża (vide tatuaże na niemal całym ciele, blizny na głowie), z drugiej jednak – wzbudza litość. Im bardziej pozbawiany jest przez innych godności, tym bardziej próbuje się o nią upomnieć. Co prowadzi zresztą do tragicznego finału.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Pusher III
(2005, reż. Nicolas Winding Refn)
Sebastian Chosiński [70%]
Po roku Nicolas Winding Refn postanowił jeszcze raz wrócić do swoich bohaterów z kopenhaskiego półświatka i tym samym zwieńczyć poświęconą im trylogię (choć tak naprawdę po fabule wcale nie widać, że to miało być definitywne zakończenie serii). Tym razem na główną postać, podobnie jak w pierwszej części „Pushera” (z 1996 roku), wyrasta Milo (po raz trzeci w tej roli pochodzący z Chorwacji Zlatko Burić), przywódca gangu zrzeszającego emigrantów (bądź ich potomków) z byłej Jugosławii. Milo od lat handluje heroiną i kokainą – i na tym zna się doskonale. Aż pewnego dnia staje przed nowym dla siebie wyzwaniem. Przypadek sprawia bowiem, że w jego ręce dostaje się paczka z tabletkami ecstasy. Skuszony wizją łatwego zarobku, decyduje się kupić ją – częściowo na kredyt – i spróbować sprzedać. Tak się składa, że podejmuje się tego kompan Milo od interesów, Turek Muhammad (Ilyas Agac), który bierze towar i… znika, choć obiecał, że opchnięcie ecstasy zajmie mu nie więcej niż dwie godziny. Dla Jugosłowianina to spory kłopot, ponieważ Albańczycy, od których wziął tabletki, domagają się pieniędzy, które muszą jeszcze tego samego dnia odesłać do Holandii.
Milo udaje się z nimi dogadać. Ale to tylko pozorne porozumienie. Gdy jeszcze tego samego dnia wieczorem w prowadzonym przez niego barze pojawia się Rexho (Ramadan Huseini), Milo przekonuje się, że cena, jaką będzie musiał zapłacić za numer wycięty mu przez Muhammada, jest bardzo wysoka. Chcąc ratować swoją pozycję w przestępczym światku, zostaje zmuszony udać się po pomoc do kompana z dawnych lat, Serba Radovana (Slavko Labović). A Radovan to rzeczywiście człowiek od specjalnych poruczeń. W przeciwieństwie do „Pushera II” ostatnia część trylogii nie jest już tam mroczna, mimo że poziomem makabry zdecydowanie ją przewyższa. Jak to możliwe? Tym razem Refn zadbał bowiem o to, aby od czasu do czasu rozładować niebezpiecznie rosnące napięcie. Temu przede wszystkim służy zainscenizowana z rozmachem impreza urodzinowa, jaką Milo funduje swojej dwudziestopięcioletniej córce Milenie (Marinela Dekić). Reżyser potraktował ją jako odskocznię, pozwalającą mu wyrwać się z prawdziwego dance macabre, jaki funduje widzom i samemu sobie. Dużo w tym wszystkim inspiracji Quentinem Tarantino (na pewno więcej niż we wcześniejszych odsłonach), ale też niemało – co może zaskakiwać – liryzmu. Bo jednak Milo to postać ze wszech miar tragiczna. I tym samym nie dziwi, że duński reżyser postanowił opowiedzieć jego historię, zachowując klasyczną zasadę jedności miejsca, czasu i tematu.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Płomień
(2014, reż. Syllas Tzoumerkas)
Sebastian Chosiński [70%]
Kinematografia grecka ma się w ostatnich latach coraz lepiej, o czym świadczą wysokie oceny i laury zdobywane przez takie obrazy, jak „Kieł” (2009), „Alpy” (2011) czy „Lobster” (2015). Co ciekawe, w każdym z nich miała okazję pojawić się na planie filmowym aktorka Angeliki Papoulia, która wcieliła się również w główną bohaterkę „Płomienia”. Dzieło to – nominowane do najważniejszych nagród na festiwalach w Locarno, Sarajewie czy Seattle – wyszło spod ręki, pochodzącego z Salonik, Syllasa Tzoumerkasa. Był to jego drugi, po debiutanckiej „Ojczyźnie” z 2010 roku, film w karierze. Film – dodajmy – obyczajowo bardzo śmiały, a narracyjnie skomplikowany. Tzoumerkas opowiada historię Marii (w tej właśnie roli pojawia się Papoulia) niejako od końca; co rusz jednak miesza płaszczyzny czasowe, dlatego trzeba wiele cierpliwości i skupienia, by sobie wszystko dokładnie i chronologicznie poukładać. Co dowiadujemy się na samym początku? Że pewnego dnia Maria, żona marynarza i matka trojga dzieci, postanawia opuścić dom, zrywając wszystkie więzy. Dzieci pozostawia u swojej siostry, wsiada w samochód i rusza w nieznane. To znaczy: ona może i ma jakiś plan, ale widz nie zostaje w niego wprowadzony.
Kiedy wiemy już, jak – mniej więcej – historia ta się kończy, reżyser zaczyna opowiadać, jak się zaczęła, tym samym wraz z widzami doszukując się odpowiedzi na pytanie: dlaczego tak dzieje? Cofamy się więc do momentu, kiedy dwudziestoletnia Maria poznaje nieco starszego od siebie Yannisa (debiutujący Vassilis Doganis); uczucie, które ich łączy ma niezwykłą intensywność – nie widząc świata poza sobą, oboje spalają się zarówno w miłości psychicznej, jak i fizycznej. Szybko dochodzi do ślubu, z czasem pojawiają się dzieci. Coraz częściej daje też o sobie znać proza życia. Nadpobudliwa Maria nie radzi sobie z problemami, tym bardziej że Yannis większość roku spędza na statku. Kłopoty pogłębiają się, kiedy Grecja pogrąża się w kryzysie ekonomicznym. Stopniowo wszelkie nadzieje na lepsze życie sypią się w gruzy, w czym niemało jest winy rodziców kobiety – poruszającej się na wózku inwalidzkim matki (Themis Bazaka) i spolegliwego ojca (Giorgos Biniaris). Tzoumerkas świadomie tak „kroi” postać głównej bohaterki, by widz miał w związku z jej oceną dylemat. Trudno bowiem w wielu kwestiach nie przyznać racji Marii, nie stanąć po jej stronie; z drugiej strony jest to o tyle trudne, że kobieta poprzez swoją wybuchowość i nieprzewidywalność, bunt wobec całego otoczenia – mimo wszystko wzbudza antypatię. Ten film przyprawia o ból głowy, o irytację, jest jak sól sypana na otwartą ranę.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Bluszcz
(2015, reż. Tolga Karaçelik)
Sebastian Chosiński [70%]
Nieczęsto zdarza się, abyśmy mieli do czynienia z tureckimi filmami z pogranicza fantastyki. Właśnie, z pogranicza. Bo z klasyfikacją gatunkową „Bluszczu” jest mimo wszystko pewien problem. Bywa on określany jako dramat science fiction, ale tak naprawdę więcej w nim grozy niż twardej fantastyki. Na dodatek takiej grozy, której na ekranie nie widać. Warto bowiem podkreślić, że to obraz niezależny, nakręcony z wykorzystaniem niewielkiego budżetu (i z pewną pomocą producentów niemieckich), całkowicie pozbawiony efektów specjalnych. Konstruując scenariusz, Tolga Karaçelik (będący jednocześnie reżyserem tego dzieła), wykorzystał fragmenty utworów pisarzy, których możemy uznać za typowe „wilki morskie”: angielskiego poety preromantycznego Samuela Taylora Coleridge’a (tego od „Rymów o sędziwym marynarzu”), amerykańskiego prozaika Hermana Melville’a (autora „Moby Dicka”) oraz pochodzącego z Polski Josepha Conrada. „Bluszcz” nie jest jednak ekranizacją ich książek, nawiązania do nich są bardzo luźne i dotyczą raczej ogólnego nastroju, w jakim utrzymany jest film.
Akcja rozgrywa się na płynącym z Cypru do Egiptu statku handlowym, którego armator z dnia na dzień przestaje płacić swoim pracownikom. Kapitan Beybaba (w tej roli Osman Alkas) decyduje się w takiej sytuacji zwolnić część marynarzy do domu, pozostaje tylko niewielkie grupka, po części dość przypadkowych osób; są wśród nich tacy, którzy zamustrowali się na pokład tuż przed wyruszeniem w rejs. Nie mają wielkiego doświadczenia, ale do pilnowania pozostawionego ładunku nadają się. Kapitanowi z kolei, który zdaje sobie sprawę z tego, że każdy kolejny dzień bezczynności będzie trudniejszy do wytrzymania, zależy na tym, aby utrzymać spokój. Prowadzi więc swoistą grę psychologiczną, nakłaniając w rozmowie w cztery oczy kolejnych marynarzy, by mieli oko na pozostałych i donosili mu o każdym przejawie niesubordynacji. Okazuje się to o tyle istotne, że niebawem rzeczywiście zaczynają dziać się na statku dziwne rzeczy. Znika Kürt (Seyithan Özdemir), a cwaniaczek Cenk (gra go Nadir Saribacak, znany z „Zimowego snu” oraz serialu „Wspaniałe stulecie: Sułtanka Kösem”) popada w szaleństwo. Pozostali – kumpel Cenka, Alper (Özgür Emre Yildirim), Nadir (Hakan Karsak) i Ismail (Kadir Cermik, Ludwik Jagiellończyk we „Wspaniałym stuleciu) – starają się przede wszystkim przeżyć, doczekać momentu, gdy będą mogli wreszcie opuścić feralny okręt. Jeśli nie będziemy oczekiwać od „Bluszczu” napięcia w stylu Alfreda Hitchcocka czy Davida Finchera i ani przez moment nie zapomnimy, że mamy do czynienia z filmem niezależnym, może on sprawić dużo radości; w przeciwnym wypadku zanudzi na śmierć.
koniec
4 stycznia 2017
dodajdo

Komentarze

04 I 2017   21:23:57

Główną rolę w pierwszej części Pushera zagrał przecież Kim Bodnia.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Esensja ogląda: Marzec 2017 (4)
Piotr Dobry, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady

28 III 2017

Marzec zbliża się do końca, ale udało nam się przygotować w tym miesiącu jeszcze jedną edycję zbioru krótkich recenzji filmowych. Edycję zacną, bo zawierającą teksty o zbiorze niedawnych bądź przyszłych premier kinowych – „Loganie”, „Johnie Wicku 2”, „Ciemniejszej stronie Greya” (na tę recenzję z pewnością czekaliście z niecierpliwością), „Gold” i wchodzącym w piątek do naszych kin „American Honey”.

więcej »

East Side Story: Urok mocno wyblakły
Sebastian Chosiński

26 III 2017

Najlepszy okres w karierze Siergiej Sołowjow przeżywał w latach 70. i 80. ubiegłego wieku. To wtedy powstały jego najwybitniejsze filmy, dzięki którym na trwałe zapisał się w historii kinematografii swojej ojczyzny. Po politycznym przełomie i upadku Związku Radzieckiego wiodło mu się różnie; w każdym razie w ciągu minionego ćwierćwiecza nie nakręcił żadnego obrazu, który na dłużej pozostaje w pamięci. Nie inaczej rzecz ma się z „Tram-pkami” (sic!).

więcej »

Esensja ogląda: Marzec 2017 (3)
Piotr Dobry, Marcin Osuch, Jarosław Robak

20 III 2017

To już trzecie marcowa edycja Esensja ogląda a w niej piszemy krótko o pięciu niedawnych kinowych premierach: „Elle”, „Lego Batmanie”, „Pięknej i bestii”, „Wyspie czaszek” i „Zło we mnie”.

więcej »

Polecamy

Małpa musi się pobrudzić

Dobry i Niebrzydki:

Małpa musi się pobrudzić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Dysfunkcyjna rodzina w podróży, czyli rzeźnia, która wzrusza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zabić jelenia gołymi rękami i wyrecytować Konstytucję przez sen
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

You complete me!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oscary intymne i okruchy życia
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

„Wstręt” w baletkach, czyli prawdziwa sztuka rodzi się w bólach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pola, łączki, lasy, czyli zaświaty według Jacksona
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

A idź z tym gniotem!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Krwawa makabra jest dobra
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To jest bingo!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Marzec 2017 (4)
— Piotr Dobry, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Marzec 2017 (3)
— Piotr Dobry, Marcin Osuch, Jarosław Robak

Marzec 2017 (2)
— Sebastian Chosiński, Marcin Mroziuk

Marzec 2017 (1)
— Grzegorz Fortuna

Luty 2017 (1)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz

Grudzień 2016 (6)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Jarosław Robak

Grudzień 2016 (5)
— Sebastian Chosiński

Grudzień 2016 (4)
— Sebastian Chosiński

Grudzień 2016 (3)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz, Marcin Osuch

Grudzień 2016 (2)
— Jarosław Loretz

Tegoż twórcy

Pojedynek w mroku
— Jarosław Loretz

Kompleks Edypa
— Ewa Drab

Film w teatrze, teatr w filmie
— Konrad Wągrowski

I want to drive you through the night…
— Judyta Żelosko

Jazda
— Łukasz Gręda

Shut up and drive
— Karol Kućmierz

Filmy Nowych Horyzontów 2011 (1/3)
— Ewa Drab, Karol Kućmierz, Urszula Lipińska, Patrycja Rojek, Konrad Wągrowski, Kamil Witek, Zuzanna Witulska

Dziecko z krwią na rękach
— Ewa Drab

Na ramieniu sztuki
— Ewa Drab

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (7)
— Jakub Gałka

Tegoż autora

Dwupak tematyczny: Czerpiąc pełnymi garściami…
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Urok mocno wyblakły
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Milicjant – „Rycerz Prawa”
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Patrząc na nieznany, daleki brzeg…
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Niewiarygodne przygody Norwegów w Nowym Jorku
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Scena to dziwna…
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Mutant – to brzmi dumnie!
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Bo ja jestem, proszę pana, „na zakręcie”…
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Desant zza dwóch oceanów
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Chwila, która mogłaby trwać w nieskończoność
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.