Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 24 kwietnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Filmy

Magazyn CLXV

Konkursy

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »

Koniec niewinności

Esensja.pl
Esensja.pl
Rzadko, ale zdarza się, że egzotyczni (względem Hollywoodu) reżyserzy w swych anglojęzycznych debiutach nie zatracają niezależności artystycznej. Tak było w przypadku „Lobstera” Giorgosa Lanthimosa, i tak jest w przypadku nowego filmu Chilijczyka Pabla Larraína. „Jackie” to bardziej psychodrama niż kino biograficzne.

Pablo Larraín
‹Jackie›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJackie
Dystrybutor Kino Świat
Data premiery3 lutego 2017
ReżyseriaPablo Larraín
ZdjęciaStéphane Fontaine
Scenariusz
ObsadaNatalie Portman, Peter Sarsgaard, Greta Gerwig, Billy Crudup, John Hurt, Richard E. Grant, Caspar Phillipson, Beth Grant
MuzykaMica Levi
Rok produkcji2016
Kraj produkcjiChile, Francja, USA
Czas trwania100 min
WWW
Gatunekbiograficzny, dramat
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Choć o „Jackie” mówi się głównie w kontekście szeroko nagradzanej roli Natalie Portman, a materiały promocyjne sugerują kolejny melodramatyczny obrazek z życia sławnej kobiety, film w niczym nie przypomina wystawnych produkcji pokroju „Grace, księżnej Monako”. Larraín, autor znakomitych iberyjskich dramatów politycznych, jak „Nie” czy „Neruda”, realizuje tu cudzy scenariusz Noaha Oppenheima (znanego dotąd, co dość zaskakujące, jedynie z młodzieżowych dystopii, jak „Więzień labiryntu” i „Wierna”), ale nie daje się złapać na oscarową przynętę. Jak wielu przed nim, zawęża spektrum do przełomowego momentu z biografii postaci historycznej, jednak proponuje przy tym wizję oryginalną i bezkompromisową.
Ciekawe, że spośród tuzinów filmów skoncentrowanych wokół zabójstwa JFK na Dealey Plaza w Dallas w roku 1963, żaden nie zgłębiał pozamachowej traumy Pierwszej Damy. Nawet przekrojowy miniserial „Kennedy” (1983) z Martinem Sheenem i Blair Brown kończył się szpitalną sceną z Jacqueline asystującą przy noszach przewożonego pospiesznie męża – to on był zawsze najważniejszy.
Paradoksalnie, bodaj jedynie w filmie niepoświęconym Kennedym, „Kamerdynerze” Lee Danielsa, kamera zatrzymuje się przy rozmontowanej psychicznie Jackie na trochę dłużej – widzimy tam scenę z roztrzęsioną prezydentową, wciąż w zakrwawionej różowej garsonce (symbolicznej u Larraína), szlochającą samotnie w jednym z pokojów Białego Domu.
W rzeczywistości młoda wdowa szybko musiała się otrząsnąć, przynajmniej na pozór. Już tydzień po tragedii udzieliła głośnego wywiadu, w którym pierwszy raz przyrównała prezydenturę JFK do arturiańskiego Camelotu. Przeprowadzona w prywatnej posiadłości Kennedych w Massachusetts rozmowa Jackie z dziennikarzem magazynu „Life”, Theodore’em H. White’em (Billy Crudup), służy Larraínowi za ramy opowieści. Odwrotnie niż w sztuce i ekranizacji „Frost/Nixon”, to nie dziennikarz kontroluje przebieg spotkania. Jackie od początku dokładnie wie, co chce powiedzieć, i gdy tylko zdarza jej się otworzyć bardziej niżby chciała, na przykład wracając z drastycznymi detalami do chwili, kiedy próbowała poskładać do kupy rozpłataną czaszkę męża, natychmiast daje White’owi do zrozumienia, że nie ma mowy o publikacji podobnych wynurzeń. Amerykanom trzeba sprzedać bajkę, legendę o zamachu na mit, nie na człowieka.
Larraín tymczasem jest zainteresowany „ludzką” stroną swojej bohaterki, w której to eksploracji wydatnie pomaga mu Natalie Portman. To wielka rola, ale nie tylko dlatego, że odtwórczyni perfekcyjnie imituje akcent i manieryzmy Jacqueline Kennedy, i dzielnie znosi dziesiątki niekomfortowych zbliżeń, jakich nie szczędzi jej reżyser. Kluczowe pozostaje to, że Portman należy do tych charyzmatycznych aktorek, które zawsze wyzierają spod roli. Niekiedy bywa to przekleństwem, innym razem – jak w „Czarnym łabędziu” czy właśnie „Jackie” – błogosławieństwem.
Wyrwana z kontekstu, kreacja Portman mogłaby się nawet zdać karykaturalna, przestylizowana w całej swej intensywności. W filmie obserwujemy jednak, jak aktorka gra „aktorkę”, świadomie skrytą za maską osobę ze świecznika, której najbardziej intymne uczucia pozostają przedmiotem publicznych spekulacji. Portman pasuje zatem do roli Jackie praktycznie na każdej możliwej płaszczyźnie – jako aktorka o konkretnych predyspozycjach, jako „ulubienica Ameryki”, jako celebrytka stale wystawiona na ostrzał medialny, jako gwiazda obdarzona specyficznym glamourem, którą wszakże znamy również z szeregu ról „zwykłych śmiertelniczek”, jak w „Thorze” czy „Powrocie do Garden State”.
Jacqueline Kennedy, która też poniekąd pielęgnowała i swoją „zwykłość”, i „boskość”, przeszła do historii głównie jako ikona stylu i najbardziej znana przed Dianą „królowa ludzkich serc”. Film Larraína pokazuje między innymi, jak sama się do takiego wizerunku przyczyniła. Jackie „kontroluje narrację” i podczas wywiadów, i podczas publicznych wystapień, a nawet chwilę po śmierci męża. Kiedy jej przyszła następczyni, „Lady Bird” Johnson, żona Lyndona B. Johnsona, chce jej pomóc ściągnąć zakrwawiony kostium, Jackie stanowczo odmawia. „Niech zobaczą, co zrobili”, oznajmia chłodno. Plamy krwi na pudrowo-różowej garsonce to koniec niewinności tak Pierwszej Damy, jak i Ameryki.
W innej scenie, w trakcie spowiedzi/rozmowy z irlandzkim księdzem (nieodżałowany John Hurt), Jackie najpierw przyznaje się do kryzysu wiary, by po chwili zapytać duchownego, jak teraz będą ją postrzegać mężczyźni. „Sprawiałam, że się uśmiechali”, lamentuje. Oto dramat kobiety w zwielokrotnionej żałobie – po swoim mężu, swoim prezydencie, swoim imidżu, swoim dotychczasowym życiu.
Stąd też mit Camelotu, bajkowej quasi-monarchii, jaki świeża wdowa i strażniczka rodowej spuścizny w jednej osobie wciska opinii publicznej w wywiadzie dla „Life’a”. „Prezydent Kennedy był silnie zafascynowany legendą Camelotu, ponieważ był idealistą, który postrzegał historię jako coś kreowanego przez herosów w rodzaju Króla Artura”, mówi White’owi, choć oboje wiedzą, że to nieprawda. „Będą jeszcze kolejni wielcy prezydenci – dodaje – ale nie będzie już innego Camelotu”.
Jest w filmie jedna szczególnie wspaniała sekwencja, gdy Jackie samotnie przemierza puste pokoje i korytarze Białego Domu, w każdym pomieszczeniu ubrana w inną olśniewającą kreację ze swej przepastnej szafy, w każdym wychylająca coraz to więcej kieliszków wina – a w tle leci wówczas piosenka z musicalu „Camelot” z lat sześćdziesiątych, ze słowami „Don’t ever let it be forgot, that once there was a spot, for one brief shining moment that was Camelot”. Larraínowi i Portman rewelacyjnie, indywidualnie i uniwersalnie zarazem, udaje się uchwycić odczucia osoby ze świecznika na etapie „przejściowym”, już-nie-najważniejszej, ale jeszcze-nie-nieważnej.
Motorem napędowym „Jackie” pozostaje wybitna kreacja Portman, jednak nie sposób zlekceważyć roli, jaką w filmie odgrywają imponujące kostiumy Madeleine Fontaine, ziarnisty realizm zdjęć Stéphane’a Fontaine’a, bezbłędny montaż Sebastiána Sepúlvedy, dyskretnie elegancka scenografia Jeana Rabasse’a oraz – last but not least – atonalna, kakofoniczna muzyka Miki Levi, przypominająca nieco wcześniejszy soundtrack eksperymentalistki do kameralnego filmu SF „Pod skórą” Jonathana Glazera.
Dźwięki rodem z mrocznego science fiction skontrastowane z dramatem kostiumowym robią piorunujące wrażenie. W nieoczywisty sposób oddają zarówno stan ducha bohaterki, jak i grozę wydarzeń na Dealey Plaza. Działają też trochę na zasadzie pomostu między historią a współczesnością, niejako podskórnie wzbogacają film o wymiar metaforyczny. W końcu „Jackie” trafia do nas w momencie, gdy Ameryka kolejny raz utraciła niewinność.
koniec
3 lutego 2017
dodajdo

Komentarze

04 II 2017   14:16:18

I tylko dziwnie brzmi mi hasło" utrata niewinności" w kontekście państwa, które zbudowało swój dobrobyt na krwi i wyniszczeniu rdzennej ludności, wyzysku i krzywdzie. O niewolnictwie się teraz mówi, ale o Indianach wciąż cisza. Inne kraje przynajmniej próbuje się w pewien sposób rozliczać z ich przeszłości, a w tym przypadku jakoś specjalnie głośno się o tym nie mówi.

04 II 2017   14:55:40

Piszę o "utracie niewinności" w konkretnym kontekście kolejnego punktu zwrotnego w polityce USA. Natomiast z ogólnej perspektywy historycznej - zgoda - Stany Zjednoczone nigdy niewinne nie były.

04 II 2017   21:43:53

Zwrot - ok, ale gdzie tu utrata niewinności?

04 II 2017   22:09:14

Bardzo proszę nie odbierać wszystkiego tak dosłownie. Chodzi o kontekst wyrażony np. w eseju pisarza Kevina Bakera zamieszczonym w "New York Timesie": https://www.nytimes.com/2017/01/21/opinion/sunday/the-america-we-lost-when-trump-won.html

(ale znów - nie z każdym słowem Bakera się zgadzam, zawczasu uprzedzę)

06 II 2017   11:58:20

zostawmy politykę Beatrycze. Państwa nie są niewinne, ludzie nimi rządzący nie są bohaterami płaszcza i szpady.

a w temacie dziękuję Panu Dobremu za wnikliwą recenzję, a w kontekście tej wysokiej jakości, jestem skłonny darować ten wtręt na koniec.

06 II 2017   16:05:37

Dziękuję za dobre słowo. I nadmienię tylko, że w kontekście filmu poniekąd politycznego wtręt o polityce wydaje mi się ze wszech miar uzasadniony.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

East Side Story: A Anna Karenina żyła długo i szczęśliwie…
Sebastian Chosiński

23 IV 2017

Władimir Bortko nie powinien już kręcić melodramatów. Ani ubranych w kostium historyczny, ani w sensacyjno-szpiegowski. Ba! nawet od jak najbardziej współczesnych, obyczajowych historii miłosnych powinien trzymać się z daleka. Ma zwyczajnie zbyt ciężką, toporną rękę, aby z finezją oddać zawiłości relacji międzyludzkich. Czego dobitnym dowodem najnowsze dzieło cenionego przed laty reżysera – „O miłości”.

więcej »

Zordon, który puka się w czoło
Przemysław Ciura

22 IV 2017

„Power Rangers” to lekka rozrywka wypieczona jakby według sprawdzonej recepty na domowy torcik. Pulchne ciasto popularnej franczyzy, chrupki wafel efekciarstwa i bita śmietana beztroskiej łupanki po gębach kitowców. Te wszystkie słodkości podlano musztardą terapii grupowej, po czym zamarynowano w dylematach rodem z brukowej fotostory.

więcej »

East Side Story: „Woschod 2” jak „Apollo 13”
Sebastian Chosiński

16 IV 2017

Rosjanie nie mogą ustępować Amerykanom. W niczym. Nie tylko w sferze polityki. Także kinematografii. A zwłaszcza tej jej części, która dotyczy podboju kosmosu. Przecież to Rosjanin był pierwszym człowiekiem, który poleciał w otwartą przestrzeń. To Rosjanin jako pierwszy odbył w niej kilkuminutowy spacer. I o tym właśnie wydarzeniu opowiada oparty na faktach „Czas pionierów” Dmitrija Kisieliowa (i Jurija Bykowa).

więcej »

Polecamy

Co ludzie powiedzą?

Dobry i Niebrzydki:

Co ludzie powiedzą?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

One woman show
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pieprzeni kamikadze w kalifornijskim raju
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pancerz bez ducha
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpa musi się pobrudzić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Dysfunkcyjna rodzina w podróży, czyli rzeźnia, która wzrusza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zabić jelenia gołymi rękami i wyrecytować Konstytucję przez sen
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

You complete me!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oscary intymne i okruchy życia
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

„Wstręt” w baletkach, czyli prawdziwa sztuka rodzi się w bólach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Marzec 2017 (1)
— Grzegorz Fortuna

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Październik 2015 (2)
— Jarosław Loretz, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady

13. T-Mobile Nowe Horyzonty: Relacja druga
— Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Walka żywiołów
— Piotr Dobry

Wszyscy jesteśmy Patersonami
— Piotr Dobry

Tam, gdzie diabeł mówi dobranoc
— Piotr Dobry

Magia i mózg
— Piotr Dobry

Solidarni z uchodźcami
— Piotr Dobry

Viva forever!
— Piotr Dobry

Żona gorsza od dyktatora, czyli rzecz o normalnej irańskiej rodzinie
— Piotr Dobry

Nie tylko grecka tragedia, czyli kto ma większego
— Piotr Dobry

Pro-choice, czyli pro-life
— Piotr Dobry

Luksus bycia sobą
— Piotr Dobry

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.