Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 28 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

East Side Story: Efekty bez fabuły. Za 200 milionów rubli!

Esensja.pl
Esensja.pl
Pomimo świetnej obsady i intrygującego punktu wyjściowego, czwarty pełnometrażowy film Aleksandra Wojtinskiego uznać należy za artystyczną porażkę. Ba! katastrofę. I nie zmienia tego fakt, że w ciągu miesiąca przyciągnął on tłumy widzów do kin. „Dziadek Mróz. Bitwa magów” jest tak samo infantylny, jak jego tytuł.

Aleksandr Wojtinski
‹Dziadek Mróz. Bitwa magów›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDziadek Mróz. Bitwa magów
Tytuł oryginalnyДед Мороз. Битва магов
ReżyseriaAleksandr Wojtinski
ZdjęciaAnton Zienkowicz
Scenariusz
ObsadaFiodor Bondarczuk, Aleksiej Krawczenko, Taisija Wiłkowa, Nikita Wołkow, Jegor Bierojew, Siergiej Badiuk, Ksenia Ałfierowa, Władimir Gostiuchin, Irina Antonienko, Filip Gorensztejn, Igor Czechow, Swietłana Piermiakowa, Jan Capnik
MuzykaDmitrij Sielipanow
Rok produkcji2016
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania117 min
Gatunekfantasy
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Film z taką obsadą, z takimi efektami specjalnymi, który na dodatek miał swoją kinową premierę na tydzień przed Nowym Rokiem (nie bez powodu, bo jego fabuła kręci się wokół tematu noworoczno-świątecznego, sic!, w Rosji właśnie tak, nie na odwrót) – skazany był na sukces. O jego popularności zdecydowała jednak przede wszystkim akcja marketingowa, ponieważ pod względem artystycznym mamy do czynienia co najwyżej z półproduktem. To film w zasadzie bez scenariusza, w którym większe znaczenie, niż pojawiający się na planie aktorzy, mają dublujący ich kaskaderzy; dość powiedzieć, że pojawiają się oni w siedemdziesięciu procentach scen. Zaskakujące? Tylko dla tych, którzy nie znają twórczej drogi Aleksandra Wojtinskiego. Ten – urodzony w Moskwie w 1961 roku – reżyser z wykształcenia jest ekonomistą. Jako dwudziestoośmiolatek spotkał na swojej drodze życiowej Timura Bekmambetowa – Kazacha z pochodzenia, który prawie od dekady kręci filmy głównie w Stanach Zjednoczonych („Wanted. Ścigani”, 2008; „Abraham Lincoln: Łowca wampirów”, 2012; „Ben-Hur”, 2016) – i założył do spółki z nim firmę produkującą reklamówki i teledyski.
Dekadę później był jednym z pomysłodawców stworzenia żeńskiego duetu t.A.T.u., skomponował dla niego także kilka piosenek. Wszystko to wyraziście wskazuje, jakie jest podejście Wojtinskiego do kultury. Postrzega ją jedynie jako towar, który trzeba sprzedać. Względy artystyczne schodzą na drugi, a nawet na trzeci plan. Mimo to jego fabularny debiut – nakręcona wspólnie z Dmitrijem Kisieliowem sensacyjno-superbohaterska „Czarna Błyskawica” (2009) – prezentował się całkiem nieźle. Choć pewnie głównie z tego powodu, że całość twardo trzymał swą producencką dłonią Bekmambetow. Rok później Wojtinski nakręcił jedną z nowel, która weszła w skład zbioru „Choinki”, a następnie kolejne pełnometrażowe fabuły: komedię przygodową „Dżungla” (2012) oraz komedię mistyczną „Duch” (2015). Mimo że za każdym razem nie musiał martwić się o budżet, „kładł” filmy bądź to nieumiejętną reżyserią, bądź mało atrakcyjną fabułą. I ta sama choroba dotknęła jego najnowsze dzieło – nakręconą za 200 milionów rubli (w przeliczeniu: 3 miliony dolarów) przygodówkę fantasy „Dziadek Mróz. Bitwa magów”.
Pomysł filmu wyszedł od samego Wojtinskiego, ale widocznie był na tyle niekonkretny (a może zwyczajnie słaby), że pierwszy wariant scenariusza oddano w ręce kolejnych autorów. i tak do tekstu dopisało się ich jeszcze troje: Lew Karasiew, Lew Murzienko oraz Anna Owsiannikowa. Jaki był ich wkład, trudno stwierdzić, ale jeżeli ich zadaniem było ratowanie dzieła – należy stwierdzić, że nie podołali mu. „Bitwa magów” to obraz, w którym – poza efektami specjalnymi – nie ma nic, co usprawiedliwiałoby wybranie się na niego do kina. Film jest potwornie nudny, pozbawiony jakiegokolwiek napięcia. Zaskakiwać może też to, że choć główni bohaterowie mają po mniej więcej dwadzieścia lat (a może i więcej), zostają przedstawieni w taki sposób, jakby byli co najmniej o połowę młodsi. W efekcie powstało dzieło skierowane do starszej młodzieży, ale posługujące się kliszami charakterystycznymi dla kina dziecięcego. Tym sposobem na Maszę i Nikitę patrzymy trochę jak na nastolatków specjalnej troski.
O fabule nie da się powiedzieć zbyt wiele, jest ona bowiem jedynie patchworkiem zszytym z luźnych, pozbawionych ciągu przyczynowo-skutkowego scen. Akcja zaczyna się zimą 2007 roku. Ojciec młodziutkiej Maszy Pietrowej ni stąd, ni zowąd oznajmia przy stole małżonce, że… musi odejść. Na pytanie: „Na długo?”, odpowiada: „Być może na zawsze”. Chwilę później uspokaja ją jednak: „Ale postaram się wrócić”. Następnie idzie pożegnać się ze śpiącą córeczką, czyta napisany przez nią list do Dziadka Mroza i odchodzi. Później przenosimy się w czasy współczesne. Masza jest już prawie dorosła. Wciąż mieszka z matką, która – jak mityczna Penelopa – oczekuje na powrót męża. Ciągle jeszcze ma nadzieję, w przeciwieństwie do córki. Dziewczyna prowadzi monotonne życie; ciekawsze od rzeczywistości są jej sny, w których pojawiają się przedziwne podszyte ogniem monstra (wyglądają jak latające wieloryby). Wszystko to zmienia się jednego dnia w wyniku wydarzenia, które ma miejsce w centrum Moskwy. Przy wielkiej choince Pietrowa staje się świadkiem pojedynku, w którym zastęp młodych magów-łuczników odpiera atak – znanych jej ze snów – potworów.
Dzieje się to pod niewiedzę mieszkańców. W momencie ataku czas bowiem staje w miejscu – zatrzymują się ludzie, samochody. Ale nie Masza. Jak widać, jest jedną z wybranych, choć dotąd nie zdawała sobie z tego sprawy. Jako że widzi ona owe monstra i nie potrafi się przed nimi obronić (czytaj: nie posiada lodowego łuku), zostaje przez nie zaatakowana. Z opresji wybawia ją Nikita, jeden z magów. Spotyka go za to wdzięczność dziewczyny, ale jednocześnie bura (i będąca jej następstwem kara) od dowódcy oddziału. Chłopak niewiele sobie jednak z tego robi; bardziej zainteresowany jest Maszą, którą wprowadza do tajnej organizacji. Przewodzi jej… Dziadek Mróz. Kim są natomiast potwory atakujące Moskwę (zresztą nie tylko stolicę Rosji, walka z nimi odbywa się także na innych planetach)? To stwory, które wykorzystuje do swoich celów wyrodny brat Dziadka Mroza, zły czarownik Karaczun. Pragnie on nade wszystko władzy i jest niezwykle zdeterminowany, aby ją zdobyć. Udaje mu się nawet podstępem przeciągnąć na swoją stronę Nikitę. I nie wiadomo, jak by to się dla chłopaka skończyła, gdyby nie determinacja Maszy w odzyskaniu go i przywróceniu Dobru.
Więcej o fabule powiedzieć się nie da. Reszta filmu to już tylko efekty specjalne – owszem, miejscami całkiem niezłe, ale powtarzane w nieskończoność, więc tym samym szybko nużące. Ileż bowiem razy można strzelać we wroga magią? Która zresztą zbyt wielkiej krzywdy nie robi, skoro wystarczy chwilę później podnieść się, otrzepać i można walczyć dalej. Superprodukcji Wojtinskiego nie ratuje nawet obsada. Mimo że na planie pojawili się naprawdę świetni aktorzy. Tytułowego Dziadka Mroza zagrał Fiodor Bondarczuk („Przenicowany świat”, „Szpieg”, „Stalingrad”), a Karaczuna – Aleksiej Krawczenko („Idź i patrz”, „Jarosław. Tysiąc lat temu”, „Ślad tygrysa”). W Maszę wcieliła się Taisija Wiłkowa (znana głównie z seriali i produkcji telewizyjnych), natomiast w Nikitę – Nikita Wołkow („Chagall – Malewicz”). Poza nimi w rolach drugo- i trzecioplanowych zobaczyć można między innymi Władimira Gostiuchina („1812. Ballada ułańska”, „Snajper. Ostatni strzał”), Jegora Bierojewa („Sierpień. Ósmego”, „Terytorium”) oraz Jana Capnika („Cztery oczy”, „Zielona kareta”). Autorem zdjęć był doświadczony w podobnych produkcjach Anton Zienkowicz („Mafia: Gra o przeżycie”, „Trasa wybrana”), zaś twórcą ścieżki dźwiękowej – Dmitrij Sielipanow („Windykator”), który dostarczył producentom idealną muzyczną watę, wypadającą z pamięci minutę po zakończeniu seansu.
koniec
12 lutego 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Esensja ogląda: Czerwiec 2017 (4)
Marcin Mroziuk, Kamil Witek

26 VI 2017

Patronką czwartego czerwcowego odcinka krótkich recenzji filmowych została Scarlett Johansson. Nie może być inaczej, skoro za jednym zamachem oceniamy jej wszystkie tegoroczne produkcje. W ramach dodatku najnowszy Bruce Willis, choć to wisienka raczej średniej jakości...

więcej »

East Side Story: (Nie) chcieć, (nie) żyć, (nie) kochać
Sebastian Chosiński

25 VI 2017

Andriej Zwiagincew dostąpił zaszczytu należnego największym twórcom kina. Gdy na ekrany trafia jego nowy film, widzowie mówią, że wybierają się na „nowego Zwiagincewa”. Tak samo, jak niegdyś chodziło się na „nowego Tarkowskiego”, „nowego Bergmana” czy wciąż jeszcze chodzi się na „nowego Konczałowskiego” (Michałkow wypadł już z tej zaszczytnej listy). Jeśli więc tylko będziecie mieli taką okazję, idźcie na „Niemiłość”, bo to dzieło wybitne.

więcej »

Wunderwaffe z nader skromnym wunder
Jarosław Loretz

21 VI 2017

W „Wonder Woman” próżno szukać cudowności. Na tle poprzednich porażek DC film ogląda się nieźle, ale to trochę za mało, żeby obwołać renesans uniwersum.

więcej »

Polecamy

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce

Dobry i Niebrzydki:

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Superheroina nie z „Playboya”
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oliver Twist i wybuchające siusiaki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Jessica Chastain lobbuje u króla ciepłokluchowego kina
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Denzel jak wino
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ksenomorfy pod prysznicem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

W Galaktyce jak w Opolu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Uciec, ale dokąd?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Co ludzie powiedzą?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

One woman show
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.