Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 25 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

East Side Story: Droga bez powrotu

Esensja.pl
Esensja.pl
Wielka Wojna Ojczyźniana to fundament tożsamości wielu państw postradzieckich. Nic więc dziwnego, że choć od jej zakończenia minęło już ponad siedemdziesiąt lat, wciąż powstają filmy nawiązujące do wydarzeń z lat 1941-1945. Dobrze, gdy ich twórcy sięgają po wartościową literaturę jako podstawę scenariusza. Gorzej, gdy za realizację biorą się reżyserzy, któym brakuje jeszcze umiejętności. Jak chociażby Jewgienij Epsztejn, autor „Lejtnanta”.

Jewgienij Epsztejn
‹Lejtnant›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLejtnant
Tytuł oryginalnyЛейтенант
ReżyseriaJewgienij Epsztejn
ZdjęciaAndriej Waliencow, Iwan Sawczenko
Scenariusz
ObsadaAnton Lewin, Stiepan Rumiancew, Wiktor Zabrowski, Siergiej Bojkow, Jewgienij Mendus, Wasilij Andriejew, Wiaczesław Dierkaczew, Władimir Riabis, Siergiej Ostapiuk, Aleksandr Musztukow, Nikołaj Diemin, Jarosław Łoziak, Boris Kosiulin, Władisław Ceriapkin, Wiktor Kozłow
MuzykaPeter Fink
Rok produkcji2016
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania85 min
Gatunekwojenny
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Białoruski pisarz Wasil Bykau, zmarły przed czternastoma laty, to jeden z najwybitniejszych radzieckich autorów opowiadań i powieści o Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, chętnie zresztą przenoszonych na duży i mały ekran – i to zarówno w czasach Kraju Rad (między innymi „Trzecia rakieta”, 1963; „Przeżyć do świtu”, 1975; „Wniebowstąpienie”, 1976; „Obelisk”, 1976; „Jego batalion”, 1989), jak i współcześnie („Zaginieni na wojnie”, 2008; „We mgle”, 2012). Dowodem na to ostatnie jest także, mający premierę pod koniec ubiegłego roku, „Lejtnant” Jewgienija Epsztejna. Reżyser urodził się w Moskwie połowie lat 70. Początkowo ukończył studia w stołecznym Instytucie Prawa Międzynarodowego i Ekonomii, ale na tym nie poprzestał edukacji. Na przełomie tysiącleci wyjechał do Niemiec, gdzie najpierw przez dwa lata był słuchaczem Wolnego Uniwersytetu Berlina, a następnie uczniem – działającej w Poczdamie-Babelsbergu (na terenie dawnej wytwórni DEFA) – Wyższej Szkoły Filmowej i Telewizyjnej imienia Konrada Wolfa (który był najbardziej cenionym enerdowskim reżyserem).
Ukończył ją w 2009 roku, a już rok później zadebiutował penometrażową fabułą (częściowo sfinansowaną przez producentów niemieckich) „Przesiedleniec”. Opowiedział w niej historię potomka Niemców z południowego Kaukazu, który przeprowadza się do Berlina, gdzie – nie bez problemów – próbuje ułożyć sobie życie od nowa. Na premierę kolejnego swego filmu musiał jednak czekać aż sześć lat. Pomocną dłoń wyciągnęła do Epsztejna działająca w Petrsburgu wytwórnia STW Siergieja Sieljanowa, z którą współpracowało bądź wciąż jeszcze współpracuje kilku cenionych twórców młodego i średniego pokolenia. Tym bardziej może dziwić fakt, że zainwestowała ona w dzieło, które na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie półamatorskiego. Dość powiedzieć, że niemal wszyscy aktorzy grający w „Lejtnancie” są… debiutantami. Podobnie jak jeden z dwóch operatorów (Andriej Waliencow). Niewielkie doświadczenie ma także autor ścieżki dźwiękowej (Niemiec Peter Fink). A i o samym Epsztejnie trudno przecież wygłosić pean. Od strony realizatorskiej film również nie zachwyca.
Scenariusz napisał sam Epsztejn, a pomógł mu w tym młodziutki odtwórca roli tytułowej – lejtnanta (porucznika) Iwana Gorczakowa – Anton Lewin. Oparli się oni na dwóch dziełach prozatorskich białoruskiego prozaika: nieprzetłumaczonym dotąd na język polski opowiadaniu „Frontowaja stranica” (1960) oraz powieści „Przeżyć do świtu” (1972). Akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych. W tej podstawowej, będącej punktem wyjścia, mamy grudzień 1941 roku. To trudny czas dla Armii Czerwonej, cofającej się na całej linii frontu. Niemcy podchodzą pod Moskwę i wszystko wskazuje na to, że niebawem może odbyć się defilada Wehrmachtu na Placu Czerwonym. Dlatego tak istotne są działania prowadzone przez krasnoarmiejców na tyłach wojsk hitlerowskich. Problem w tym, że większość oddziałów została doszczętnie rozbita, a te, które jakimś cudem przetrwały, nie stanowią poważnej siły bojowej.
Jednym z nich dowodzi dwudziestojednoletni lejtnant Gorczakow, który wiedzie swoich żołnierzy – a raczej: przypadkową zbieraninę mężczyzn przebranych w mundury – na straceńczą misję. Nie bacząc na mróz i śnieżne zaspy, muszą przejść na terenach opanowanych przez wroga kilkadziesiąt kilometrów, aby zaatakować i unieszkodliwić jednostkę artylerii, która w każdej chwili może zostać skierowana do walk o Moskwę. Widz może się dziwić, jakim cudem taki młokos stanął na czele oddziału. Na to pytanie odpowiadają retrospekcje (czyli druga płaszczyzna czasowa), w których przenosimy się kilka tygodni wstecz. W tych fragmentach Epsztejn przedstawia drogę bojową młodego Gorczakowa, którego przypadek i nieszczęście innych wynosi na stanowisko dowódcy. Brak mu doświadczenia, ale nie brakuje odwagi. Jest zdeterminowany i kocha swoją ojczyznę, gotów jest poświęcić dla niej życie. Dlatego przesłuchującemu go pułkownikowi, a następnie generałowi przedstawia plan ataku, który z góry zdaje się być skazany na niepowodzenie. Ale co innego, jak nie cud, mogło w końcu 1941 roku uratować Moskwę?
„Lejtnant” nie jest filmem o superbohaterach w mundurach krasnoarmiejców. Gdyby tak było, musiałby mieć za podstawę dzieła innego twórcy. Wasil Bykau sam był żołnierzem; ścigając hitlerowców, szedł przez Rumunię, Bułgarię, Węgry, Jugosławię, docierając ze swoją jednostką aż do Austrii. W swoich książkach opisywał prawdziwą wojnę, pozbawioną patetyzmu i wzniosłości, okrutną i wyzwalającą w ludziach najgorsze instyntky. Epsztejn, na szczęście, tego nie zmienił. Zabrakło mu jednak talentu, aby wydobyć z prozy Białorusina to, co najistotniejsze – żołnierską determinację i wiarę w ostateczne zwycięstwo, w triumf dobra. Mając do dyspozycji zdolniejszych aktorów, bardziej doświadczonych członków ekipy technicznej i – zwyczajnie – wyższy budżet, osiągnąłby zapewne więcej. W efekcie bowiem powstał film, którego siermiężność bije niemal z każdego kadru. Choć trzeba przyznać uczciwie, że reżyser (i jego współpracownicy) starał się kamuflować ją, jak tylko potrafił.
Poza wspomianym już Antonem Lewinem (lejtnant Gorczakow) na planie filmowym pojawili się jeszcze między innymi Stiepan Rumiancew (kapitan Rumiancew, pod którym początkowo służył Iwan), Siergiej Bojkow (stary sierżant Koch, któremu udało się wraz z Rumiancewem wyrwać z niemieckiego okrążenia) oraz Wiktor Zabrowski (szeregowy Potiechin, jedyny żołnierz Gorczakowa, który został u jego boku do samego końca misji). Drugim z operatorów – tym bardziej doświadczonym – był Iwan Sawczenko, pracujący głównie przy filmach dokumentalnych, fabuł mający na koncie zaledwie kilka: komedię Wiktora Diunina „Było nie było” (2006), wojenną opowieść Michaiła Bogina „Mój biedny Marat” (2008) czy dramat Eduarda Palmowa „Moskwa. Głosy nieodkrytych prawd” (2008).
koniec
19 lutego 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Wunderwaffe z nader skromnym wunder
Jarosław Loretz

21 VI 2017

W „Wonder Woman” próżno szukać cudowności. Na tle poprzednich porażek DC film ogląda się nieźle, ale to trochę za mało, żeby obwołać renesans uniwersum.

więcej »

Esensja ogląda: Czerwiec 2017 (3)
Kamil Witek

19 VI 2017

W trzecim czerwcowym zbiorze krótkich recenzji filmowych oceniamy gorące wakacyjne blockbustery: "Król Ritchie Artur. Legenda miecza", "Mumia" z Tomem Cruisem i "Baywatch. Słoneczny patrol".

więcej »

East Side Story: Przejście przez ogień
Sebastian Chosiński

18 VI 2017

„Moloch” to w zasadzie film… polski. Polskie były pieniądze, za jakie go zrealizowano, i ekipa, która tego dokonała. Dlaczego więc pojawia się w cyklu „East Side Story” – z definicji poświęconym kinematografiom dawnych krajów Związku Radzieckiego? Z prostej przyczyny: krótkometrażówka Szymona Kapeniaka powstała na Ukrainie i grają w niej aktorzy ukraińscy.

więcej »

Polecamy

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce

Dobry i Niebrzydki:

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Superheroina nie z „Playboya”
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oliver Twist i wybuchające siusiaki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Jessica Chastain lobbuje u króla ciepłokluchowego kina
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Denzel jak wino
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ksenomorfy pod prysznicem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

W Galaktyce jak w Opolu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Uciec, ale dokąd?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Co ludzie powiedzą?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

One woman show
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.