Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 grudnia 2017
w Esensji w Esensjopedii

East Side Story: „Woschod 2” jak „Apollo 13”

Esensja.pl
Esensja.pl
[1] 2 »
Rosjanie nie mogą ustępować Amerykanom. W niczym. Nie tylko w sferze polityki. Także kinematografii. A zwłaszcza tej jej części, która dotyczy podboju kosmosu. Przecież to Rosjanin był pierwszym człowiekiem, który poleciał w otwartą przestrzeń. To Rosjanin jako pierwszy odbył w niej kilkuminutowy spacer. I o tym właśnie wydarzeniu opowiada oparty na faktach „Czas pionierów” Dmitrija Kisieliowa (i Jurija Bykowa).

Dmitrij Kisieliow, Jurij Bykow
‹Czas pionierów›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCzas pionierów
Tytuł oryginalnyВремя первых
ReżyseriaDmitrij Kisieliow, Jurij Bykow
ZdjęciaWładimir Baszta
Scenariusz
ObsadaJewgienij Mironow, Konstantin Chabienski, Władimir Iljin, Anatolij Kotieniow, Aleksandra Ursuliak, Aleksandr Nowin, Jelena Panowa, Jurij Ickow, Aleksandr Iljin, Aleksiej Morozow, Artiom Bystrow, Władimir Maliugin, Siergiej Batałow, Walerij Griszko
MuzykaJurij Potiejenko
Rok produkcji2017
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania140 min
Gatunekdramat
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Temat podboju kosmosu wraca co jakiś czas w rosyjskiej kinematografii. I nic dziwnego. Pierwszymi kosmonautami chwalono się w Związku Radzieckim (i przy okazji na całym świecie) na potęgę, ale tak naprawdę o perturbacjach związanych z ich podróżami wiedziały tylko najwyższe władze (z sekretarzem generalnym KC KPZR na czele) oraz grono najważniejszych naukowców pracujących przy programie kosmicznym. Nie przenikały one do kontrolowanych w stu procentach przez państwo mediów. A nawet gdyby jakimś cudem przeniknęły, bez zgody Kremla nawet jedno słowo nie trafiłoby na łamy gazet ani nie zostałoby wyemitowane w eter. Prawdziwy, choć często i tak mocno podrasowany i ideologizowany obraz wyścigu toczonego z Amerykanami pokazano w filmie dopiero po upadku Związku Radzieckiego. Ale dzieła takie, jak „Kosmos jak przeczucie” (2005) Aleksieja Uczitiela czy poświęcone „ojcu” radzieckiej kosmonautyki, konstruktorowi rakiet i statków kosmicznych „Korolow” (2007) i „Główny” (2015) Jurija Kary, nie różniły się zbyt wiele od pamiętnego „Poskromienia ognia” (1972) Daniiła Chrabrowickiego. Dopiero Aleksiej German młodszy odszedł od tej patriotyczno-romantycznej poetyki w dramatycznym „Papierowym żołnierzu” (2008). Powrócił za to do niej kilka lat później Paweł Parchomienko, kręcąc „Gagarina” (2013).
Jak na tym tle prezentuje się „Czas pionierów” (i nie chodzi tu oczywiście o członków komunistycznej młodzieżówki)? Przede wszystkim, przy zachowaniu radzieckiej i rosyjskiej tradycji, jest filmem zrobionym na modłę amerykańską. Mimo wszystko bliżej mu do „Apollo 13” (1995) Rona Howarda, aniżeli wspomnianych „Poskromienia ognia” czy „Gagarina”. Na co wpływ miał zapewne, robiący karierę w Hollywood, Timur Bekmambetow (tutaj w roli producenta). Pomysłodawcą filmu był jednak kto inny – aktor Jewgienij Mironow, który nie tylko zagrał w nim główną rolę, ale został też jego współproducentem. To właśnie jemu udało się pozyskać do współpracy nie byle kogo, bo kosmonautę Aleksieja Leonowa. Przeszedł on do historii jako pierwszy człowiek, któremu dane było odbyć spacer w przestrzeni kosmicznej. Leonow został głównym konsultantem „Czasu pionierów” nie bez powodu – dzieło miało bowiem opowiadać właśnie o nim. A mówiąc precyzyjniej – o locie, jaki odbył w towarzystwie Pawła Bielajewa w marcu 1965 roku na statku „Woschod 2”. Scenariusz powstawał przez kilka lat, a kiedy był już gotowy Bekmambetow zarządził, by do pracy wzięli się spece od efektów specjalnych.
Ich zadaniem było jak najbardziej realne odwzorowanie warunków lotu. Co na pewno nie udało się w stu procentach. I wcale nie dlatego, że zabrakło im talentu czy pieniędzy – wszak budżet całego filmu wyniósł około 400 milionów rubli! – ale z powodu wciąż obowiązującej… tajemnicy państwowej. Powołując się na nią, wojsko pozwoliło filmowcom odwzorować jedynie zewnętrzny wygląd rakiet, znajdująca się w środku technika pozostała przed nimi ukryta. Od samego początku było oczywiste, że w Aleksieja Leonowa wcieli się Jewgienij Mironow („Kalkulator”, „Norweg”), natomiast rolę dowódcy lotu Pawła Bielajewa od samego początku pisano „pod” Konstantina Chabienskiego („Admirał”, „Geograf przepił globus”, „Windykator”). Z istotnych funkcji do obsadzenia pozostał jeszcze jedynie stołek reżyserski. Początkowo funkcję tę zdecydowano się powierzyć cenionemu na Zachodzie Siergiejowi Bodrowowi („Nomad”, „Czyngis-chan”, „Córka yakuzy”, „Siódmy syn”), ale ten zrezygnował z powodu innych zobowiązań.
Wówczas „wynajęto” Jurija Bykowa, co biorąc pod uwagę jego wcześniejsze dokonania („Żyć”, „Major”, „Dureń”), wydawało się dość abstrakcyjne. Mimo to pod jego nadzorem – od lata 2015 roku – nakręcono dwie trzecie zdjęć, które następnie wykorzystano w filmie. W ostatniej fazie prac Bykowa odsunięto jednak od projektu, zastępując go Dmitrijem Kisieliowem, który pod okiem Bekmambetowa nakręcił między innymi „Czarną Błyskawicę” (2009), komedię sensacyjną „Panowie, powodzenia!” (2012) oraz kilka nowel z cyklu „Choinki” (2010-2014). Kisieliow zajął się przede wszystkim scenami „akcji”, w których Bykow zapewne nie czuł się najlepiej i pewnie dlatego stracił stanowisko. Zdjęcia kręcono przede wszystkim w Moskwie, w ogromnym hangarze po dawnej fabryce ZiŁ-a, dopiero na koniec przeniesiono się do tajgi, do Kraju Permskiego, w miejsce, w którym 1965 roku wylądował „Woschod 2”. Z uwagi na zabójcze warunki atmosferyczne – minus 35 stopni Celsjusza – nie zabrano tam ani Mironowa, ani Chabienskiego; wykorzystano – i to, jak widać, dosłownie – dublerów. Co ciekawe, odtwórcy głównych ról mieli również swoich dublerów „cyfrowych”, którzy zastępowali ich w scenach realizowanych w stanie nieważkości.
Nie oznacza to jednak wcale, że dla gwiazdorów kina rosyjskiego udział w „Czasie pionierów” był jedynie przyjemnością. Wręcz przeciwnie, aby właściwie przygotować się do zdjęć przez ponad rok byli poddawani morderczemu treningowi w hali sportowej; podobno w tym czasie spędzili w niej około czterech tysięcy godzin. Niemal jak, znając oczywiście proporcje, prawdziwi kosmonauci. Premiera gotowego już filmu miała miejsce 6 kwietnia. Producenci liczyli na prawdziwe „wejście smoka”. I ponoć troszkę przeliczyli się – w pierwszy weekend ich dzieło zarobiło bowiem „zaledwie” 150 milionów rubli (wskakując od razu na pierwsze miejsce box-office’u). W efekcie, obawiając się, że lada chwila zostanie zdetronizowane przez wchodzącą na ekrany kin rosyjskich ósmą część „Szybkich i wściekłych”, próbowali nawet przesunąć datę premiery amerykańskiego superhitu. Na to z kolei nie zgodzili się właściciele multipleksów i zaproponowali producentom „Czasu…” układ, na mocy którego przez trzy kolejne weekendy ich obraz ma być preferowany w ich sieciach. Bez wątpienia powinno to poprawić wynik finansowy filmu.
Jak to często w superhitach bywa, producenci chcąc zminimalizować ryzyko niepowodzenia, zatrudnili do pracy nad scenariuszem cały zespół autorów. Prym wiedli doświadczeni Oleg Pogodin („Jesteśmy z przyszłości 2”, „Dom”) oraz Jurij Korotkow („Bikiniarze”, „Stalowy motyl”, „Czysta sztuka”), których wspomagał tandem Irina Piwowarowa i Siergiej Kałużanow (odpowiedzialni między innymi za „Pięć narzeczonych”); skład uzupełnił jeszcze debiutujący w tym fachu Dmitrij Pinczukow. Takie kolektywne tworzenie fabuły rzadko kiedy przynosi oczekiwane efekty; tym razem jednak na szczęście udało się zachować wewnętrzną spójność opowieści. Akcja filmu rozgrywa się w pierwszej połowie lat 60. XX wieku; czas ten można dość precyzyjnie określić na lata 1963-1965. To okres zimnej wojny, tuż po wysłaniu na orbitę okołoziemską Jurija Gagarina, co miało miejsce w kwietniu 1961 roku i zapoczątkowało radziecko-amerykański wyścig kosmiczny. Od tego momentu na czoło wysforowali się Rosjanie, choć Amerykanie przez cały czas deptali im po piętach. Nikita Chruszczow nie chcąc dopuścić do tego, aby śmiertelni wrogowie wyszli na prowadzenie, nakazał w 1963 roku zakończenie prac nad misją statku „Woschod 2” w ciągu kolejnych dwóch lat (choć początkowo miały trwać jeszcze cztery).
To oznaczało ogromne obciążenie dla kierującego pracami tajnego Biura Konstrukcyjnego numer 1 Siergieja Korolowa, jego prawej ręki Borisa Czertoka oraz blisko współpracującego z nimi generała Nikołaja Kamanina, w tamtym czasie zastępcy szefa Sztabu Głównego Wojsk Lotniczych do spraw przestrzeni kosmicznej. Ale przecież wola sekretarza generalnego była rozkazem, od którego nie było odwołania – zwłaszcza w tak drażliwej i prestiżowej kwestii, jak panowanie w kosmosie (czy też we Wszechświecie). Korolow intensyfikuje więc prace nad nowym statkiem, z kolei Kamanin wybiera do misji dwóch spośród kilkunastu najlepszych pilotów – Pawła Bielajewa oraz Aleksieja Leonowa. Obaj mają chłopskie, a więc jak najbardziej właściwe (podobnie zresztą jak Gagarin), pochodzenie; obaj są też wyróżniającymi się oblatywaczami. Przyjmując wyróżnienie, godzą się na morderczy trening, jak również na ryzyko utraty życia, które – chcąc nie chcąc – było wpisane w ich zawód. Ale to wcale nie oznacza, że podchodzą do tego lekceważąco; obaj mają już przecież rodziny – piękne i młode żony. Co im po nieżywych bohaterach, którzy najpierw będą czczeni przez władze, a później pójdą, jak wielu innych, w zapomnienie.
[1] 2 »
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Poczuć się jak dziesięciolatek
Konrad Wągrowski

14 XII 2017

„Ostatni Jedi” nie jest nowym „Imperium kontratakuje”, nie „wychodzi ze swojej strefy komfortu”, pozostając filmem raczej bezpiecznym, ale jest bardziej efektowny, bardziej złożony i po prostu zwyczajnie lepszy od „Przebudzenia Mocy”.

więcej »

East Side Story: Skandal?… Wiele hałasu o nic!
Sebastian Chosiński

10 XII 2017

Nazwisko reżysera Aleksieja Uczitiela i podjęty temat – czyli rzekomy romans cara Mikołaja II Romanowa i primabaleriny petersburskiego Teatru Maryjskiego Krzesińskiej – sprawiały, że po „Matyldzie” można było spodziewać się naprawdę dużo. Niestety, cały potencjał tkwiący w tej opowieści został zmarnowany, utopiony we łzach ckliwego melodramatu, na dodatek prawdopodobnie daleko odbiegającego od prawdy historycznej.

więcej »

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (1)
Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

4 XII 2017

W dzisiejszej edycji „Esensja ogląda” trzy tytuły – wydania DVD „Baby Drivera” i nowej „Mumii” oraz „Małi mężczyźni”.

więcej »

Polecamy

Chwała na wysokości?

Dobry i Niebrzydki:

Chwała na wysokości?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Podręczne z Kairu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Atak paniki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Skandal?… Wiele hałasu o nic!
— Sebastian Chosiński

Zdążyć przed Amerykanami
— Sebastian Chosiński

Półwysep zbuntowany
— Sebastian Chosiński

Schemat goni schemat
— Sebastian Chosiński

Wiedźmy kontra kapitalizm
— Sebastian Chosiński

Gogol kontra Czarny Jeździec
— Sebastian Chosiński

Film jednorazowego użytku
— Sebastian Chosiński

Cztery kobiety w (prawie) średnim wieku
— Sebastian Chosiński

Gdy nie chce się nic, a sens życia ucieka…
— Sebastian Chosiński

Ciężkie jest życie rockmana
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Co nam w kinie gra: Dureń
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Non omnis moriar: Gdy trudno się zdecydować…
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Bohater każdych czasów
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Na wojennym szlaku
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (2)
— Sebastian Chosiński

Gdzie diabeł nie może, tam Durango pośle…
— Sebastian Chosiński

Przekorna apokalipsa
— Sebastian Chosiński

Radzę ci dobrze: Nie wkurzaj Kurdy’ego!
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Free w granicach rozsądku
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Różne oblicza Joachima Kühna
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Starcie tytanów
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.