Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 26 lipca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

East Side Story: (Nie) chcieć, (nie) żyć, (nie) kochać

Esensja.pl
Esensja.pl
Andriej Zwiagincew dostąpił zaszczytu należnego największym twórcom kina. Gdy na ekrany trafia jego nowy film, widzowie mówią, że wybierają się na „nowego Zwiagincewa”. Tak samo, jak niegdyś chodziło się na „nowego Tarkowskiego”, „nowego Bergmana” czy wciąż jeszcze chodzi się na „nowego Konczałowskiego” (Michałkow wypadł już z tej zaszczytnej listy). Jeśli więc tylko będziecie mieli taką okazję, idźcie na „Niemiłość”, bo to dzieło wybitne.

Andriej Zwiagincew
‹Niemiłość›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNiemiłość
Tytuł oryginalnyНелюбовь
Dystrybutor Against Gravity
ReżyseriaAndriej Zwiagincew
ZdjęciaMikhail Krichman
Scenariusz
ObsadaMarjana Spiwak, Yanina Hope, Aleksey Rozin, Aleksiej Fatiejew, Marina Wasiljewa, Andris Keiss, Warwara Szmykowa
MuzykaEvgueni Galperine, Sacha Galperine
Rok produkcji2017
Kraj produkcjiBelgia, Francja, Niemcy, Rosja
Czas trwania127 min
Gatunekdramat
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Uhonorowana na tegorocznym festiwalu w Cannes nagrodą jurorów (i przy okazji nominowana do Złotej Palmy) „Niemiłość” to piąty pełnometrażowy obraz pochodzącego z Nowosybirska Andrieja Piotrowicza Zwiagincewa (rocznik 1964) i zarazem jego piąty film, który posiada jednowyrazowy tytuł. Wcześniejsze, także obsypywane nagrodami na międzynarodowych przeglądach, to: „Powrót” (2003), oparte na powieści Williama Saroyana „Wygnanie” (2007), „Elena” (2011) oraz „Lewiatan” (2014). Jednocześnie jest to piąte dzieło Rosjanina zrealizowane z tym samym operatorem, Michaiłem Kriczmanem (znanym również z „Milczących dusz” i „Podróży zimowej”), oraz czwarte, którego scenariusz powstał we współpracy z prozaikiem Olegiem Nieginem. Jedyną nową osobą w ekipie okazał się, od wielu lat mieszkający i pracujący głównie we Francji kompozytor Jewgienij Galpierin („Sherlock Holmes i czarne ludziki”, „Bitwa o Sewastopol”).
Do pracy nad „Niemiłością” Zwiagincew zabrał się niemal od razu po tym, jak odpoczął trochę po „Lewiatanie”. Przez kilka miesięcy nosił w sobie pomysł fabuły, dla której punktem wyjścia miał być – i wcale tego nie ukrywał – słynny dramat psychologiczny Ingmara Bergmana sprzed czterdziestu czterech lat „Sceny z życia małżeńskiego” (z Liv Ullmann i Erlandem Josephsonem w rolach głównych). Jesienią 2015 roku ogólny zarys scenariusza był gotowy; w grudniu przeprowadzono casting. Zdjęcia ruszyły natomiast na początku września następnego roku i trwały trzy miesiące. Jak się jednak okazało, pogoda wywinęła twórcom niezłego psikusa. W październiku spadł bowiem śnieg, który już przed zimą nie stopniał. W efekcie sceny rozgrywające się w nieco cieplejszych miesiącach trzeba było odłożyć na później. Ale na kiedy? Tym bardziej że czas naglił, ponieważ „Niemiłość” zgłoszona została na festiwal w Cannes, który tradycyjnie odbywał się w połowie maja. Wszyscy czekali więc z niecierpliwością, kiedy wreszcie rozpocznie się w Rosji prawdziwa wiosna. A ta nadeszła dość późno.
Natura zlitowała się pod koniec marca. Wtedy też ekipa rzuciła się w wir pracy, aby w ciągu zaledwie tygodnia dokręcić wszystkie brakujące sceny, które następnie musiały zostać wmontowane w szykowaną już od grudnia 2016 roku festiwalową wersję filmu. Na szczęście wszystko udało się – zgodnie ze zweryfikowanym planem – dopiąć na ostatni guzik i 18 maja odbyła się światowa premiera „Niemiłości”; dwa tygodnie później obraz trafił do kin w czterech państwach poradzieckich: Rosji, Białorusi, Armenii i Kazachstanie. Reżyser i producenci (nie tylko z Rosji, ale też z Francji, Belgii i Niemiec) mogli odetchnąć z ulgą, choć pewnie ten wyścig z czasem kosztował ich sporo nerwów. Co – przynajmniej częściowo – zostało zrekompensowane nagrodą w Cannes. Można jednak podejrzewać, że to – podobnie jak w przypadku jego wcześniejszych dzieł – jedynie początek triumfalnego pochodu najnowszego filmu Andrieja Piotrowicza przez światowe festiwale.
Zasadnicza część fabuły, nie licząc epilogu, rozgrywa się jesienią 2012 roku; główną jej osią jest natomiast kryzys rodzinny, jaki przechodzi typowe rosyjskie małżeństwo z klasy średniej. Oboje są po trzydziestce. Ona, Żenia, kieruje salonem piękności; on, Boris, jest menedżerem sprzedaży w korporacji. Mają trzynastoletniego syna Alioszę. Kiedyś pewnie coś ich łączyło. Chyba nieprzypadkowo zdecydowali się na wspólne życie i dziecko. Teraz jednak nie ma już między nimi żadnych więzi. Od dłuższego czasu mają kochanków. Masza, dziewczyna Borisa, jest w zaawansowanej ciąży. Nic więc dziwnego, że planują wspólną przyszłość. Z kolei Anton, partner Żeni, coraz częściej namawia ją, aby przeniosła się do jego luksusowego apartamentowca. Jedynym istotnym problemem pozostaje sprzedaż mieszkania w wieżowcu na obrzeżach Moskwy. Chętnych nie brakuje, więc prawdopodobnie wkrótce uda się przeprowadzić transakcję i tym samym przerwać ostatnią nić łączącą małżonków. Ale zaraz, zaraz… przecież jest jeszcze Aliosza. Właśnie! Jest, a jakby go nie było. Żenia i Boris tak mocno angażują się w swoje nowe związki, że całkowicie zapominają o chłopcu.
Nastolatek, nie radząc sobie z sytuacją domową, alienuje się coraz bardziej; próbuje uciekać w swój wewnętrzny świat, ale rzeczywistość dogania go i burzy jego pozorny spokój. Pewnego wieczoru jest mimowolnym świadkiem kolejnej kłótni rodziców, którzy w gniewie przerzucają się kolejnymi pomysłami na to, co zrobić z Alioszą. Żadne z nich nie chce zabrać go ze sobą, bojąc się o to, jak zareaguje partner. Można by oddać chłopca pod opiekę matce Żeni, ale babcia – kobieta prosta i wulgarna – nie lubi wnuka. Wyjściem ostatecznym jawi się umieszczenie go w domu dziecka. Na ile myśl ta realnie zagnieździła się w głowach małżonków, a na ile podyktowana była złością na drugiego – okazuje się w sumie bez znaczenia, choć konsekwencje tych słów są dramatyczne. Następnego dnia Aliosza wychodzi rano do szkoły i już nie wraca. Matka zauważa jego nieobecność dopiero po kilkudziesięciu godzinach, a i tak jest jeszcze przekonana, że poszedł po lekcjach do ojca. Zniknięcie dziecka dopełnia jedynie grozy sytuacji; wojna między Żenią a Borisem wkracza tym samym w następny etap.
Gdyby film ten powstał po drugiej stronie Atlantyku, prawdopodobnie w finale doszłoby do szczęśliwego odnalezienia chłopca i pojednania jego rodziców. Ale „Niemiłość” nakręcono w Rosji; na dodatek zrobił to Zwiagincew, który słynie z niejednoznacznych zakończeń. Nie należy więc liczyć na prostą odpowiedź. Lepiej od razu przygotować się na intelektualny wysiłek i egzystencjalny ból, które towarzyszą widzowi od pierwszej do ostatniej minuty obrazu. Kiedy wydaje się, że reżyser nie jest już w stanie przesunąć granicy cierpienia, Andriej Piotrowicz udowadnia, że to wciąż jest możliwe. Żenia i Boris, szukając dla siebie (i tylko dla siebie!) nowego szczęścia, nie ustają bowiem we wzajemnym krzywdzeniu się. Trauma związana ze zniknięciem Alioszy nie koi ich gniewu, nie skłania do pojednania czy chociażby zawarcia chwilowego rozejmu. Chłopiec, nawet nieobecny, staje się w pewnym sensie narzędziem walki pomiędzy skonfliktowanymi rodzicami. A jeszcze przed chwilą znaczył dla nich tak niewiele.
Problemy rodzinne małżonków zostają przez Zwiagincewa umieszczone w szerszym kontekście społeczno-politycznym. Echa narastających konfliktów – zarówno wewnętrznego (z opozycją antyputinowską), jak i zewnętrznego (z Ukrainą o Donbas) – docierają z radia i ekranu telewizora. Podkreślają dramatyzm sytuacji, z której nie ma wyjścia. Tym samym stają się symbolicznym odzwierciedleniem tego, co łączy – a raczej dzieli – Borisa i Żenię. Takich symboli jest w filmie oczywiście znacznie więcej. To kolejna zasadnicza cecha twórczości autora „Lewiatana”. Niezwykle przejmująca jest już zresztą scena otwierająca „Niemiłość”, w której pokazany zostaje powrót Alioszy ze szkoły do domu. Widok samotnego chłopca idącego przez Park Tuszynski wzdłuż brzegu rzeki Schodniej nie tylko wprowadza w nastrój dzieła, ale i zapowiada wszystko, co czeka nas w dalszej części. Nie bez powodu też kamera Michaiła Kriczmana zatrzymuje się na dłużej przy potężnym drzewie o spróchniałym pniu. Zwiagincew już przy swoim poprzednim filmie dał potężnego pstryczka w nos państwowym cenzorom. Teraz zabawił się z nimi ponownie. Dość powiedzieć, że „Niemiłość” – wbrew tytułowi – niemal ocieka tępioną ostatnimi czasy w kinie rosyjskim nagością (i seksem). Nie służy ona jednak tylko wywołaniu potencjalnego skandalu; ma swoje głębokie uzasadnienie psychologiczne.
W roli Żeni reżyser obsadził trzydziestodwuletnią Marjanę Spiwak, absolwentkę szkoły działającej przy Moskiewskim Akademickim Teatrze Artystycznym (MChAT) sprzed jedenastu lat, obecnie aktorkę Teatru „Satiricon”. Co ciekawe, artystami byli także rodzice Marjany (Timofiej i Jekatierina) oraz jej dziadkowie, w tym babka ze strony matki, zmarła przed sześcioma laty Żanna Prochorienko. W Borisa wcielił się natomiast Aleksiej Rozin („Bączek”), którego Zwiagincew zatrudniał już wcześniej przy „Elenie” i „Lewiatanie”. Kochanka mężczyzny, Masza, ma twarz Mariny Wasiljewej („Jak mam na imię”), z kolei partner Żeni – Łotysza Andrisa Keišsa, który w swojej ojczyźnie jest bardzo cenionym i rozchwytywanym przez reżyserów aktorem. Drugoplanową, ale istotną postać policjanta kierującego poszukiwaniami Alioszy zagrał Aleksiej Fatiejew („Metro”). O ekipie realizatorskiej mowa była we wstępie, na koniec warto jednak podkreślić świetną pracę wykonaną przez operatora i kompozytora, bez których „Niemiłość” nie byłaby zapewne aż tak przejmującym dziełem. A osiągnęli oni pożądany efekt minimalistycznymi wręcz środkami. Co tylko potwierdza, że liczy się przede wszystkim pomysł. I konsekwencja.
koniec
25 czerwca 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

East Side Story: Aurora – dwie śpiące królewny
Sebastian Chosiński

23 VII 2017

Któż nie pamięta „Bikiniarzy”, jednego z najlepszych rosyjskich filmów ubiegłej dekady? Po ośmiu latach jego reżyser, Walerij Todorowski, postanowił po raz kolejny uczynić bohaterami swojego dzieła ludzi młodych, dopiero wkraczających w dorosłość, a już stających przed ważnymi życiowymi wyborami. Jako że fabuła wpisana została w świat uczniów szkoły baletowej, tytuł wydaje się jak najbardziej uzasadniony – „Bolszoj”.

więcej »

Transatlantyk 2017: Sery, wina, trufle i crème brûlée
Konrad Wągrowski

20 VII 2017

Jeśli szukacie dojrzałego i ambitnego dzieła filmowego, „Paryż może poczekać” raczej nie spełni waszych oczekiwań. Jeśli jednak frajda obcowania z pięknem francuskich pejzaży, urokami francuskiej kuchni i Diane Lane są dla was wystarczającymi powodami, by pójść do kina, istnieje duża szansa, że seans będzie przyjemnością.

więcej »

Transatlantyk 2017: Śmierć indiańskiej dziewczyny
Konrad Wągrowski

18 VII 2017

„Wind River” to znakomity kryminał o morderstwie w indiańskim rezerwacie z solidnie przepracowanym społecznym tłem. Jego twórca, Taylor Sheridan, okazał się być nie tylko aktorskim przystojniakiem, ciekawym scenarzystą, ale swój drugi film potrafi wyreżyserować jakby miał w tym 30 lat doświadczenia.

więcej »

Polecamy

Baby jest jakiś inny

Dobry i Niebrzydki:

Baby jest jakiś inny
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ove chce się zabić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Gdy zajrzy w oczy widmo korozji…
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pod skorupą
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Superheroina nie z „Playboya”
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oliver Twist i wybuchające siusiaki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Jessica Chastain lobbuje u króla ciepłokluchowego kina
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Denzel jak wino
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ksenomorfy pod prysznicem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Aurora – dwie śpiące królewny
— Sebastian Chosiński

Wojna, miłość i śmierć
— Sebastian Chosiński

Miłość wypowiedziana wierszem
— Sebastian Chosiński

Obcy w swoim kraju
— Sebastian Chosiński

Przejście przez ogień
— Sebastian Chosiński

Seks z syreną? Tylko nad Bałtykiem
— Sebastian Chosiński

Zanim zaczęła się wojna… zimna wojna
— Sebastian Chosiński

Nadzieja powraca ostatnia
— Sebastian Chosiński

Miasto w obliczu zarazy
— Sebastian Chosiński

„Nordic noir” rodem z Jakucji
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Na łeb, na szyję
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

W strugach deszczu
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Z Bratysławy do Budapesztu
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Lipiec 2017 (2)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz

Non omnis moriar: Lata mijają, świat wciąż pozostaje „dziwny”
— Sebastian Chosiński

Prostaczek na miarę swoich czasów
— Sebastian Chosiński

Bo zło powinno zostać ukarane…
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

Jazz w cieniu Holokaustu
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.