Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 26 lipca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

East Side Story: Obcy w swoim kraju

Esensja.pl
Esensja.pl
Paweł Czuchraj nie rozpieszczał ostatnio swoich wielbicieli. Od premiery jego poprzedniego dzieła minęło bowiem równe dziesięć lat. Tyle właśnie kazał czekać na oddanie pod osąd widzów swego kolejnego obrazu. „Zimne tango” to połączenie filmu wojennego z melodramatem. Jego akcja rozgrywa się w latach 40. XX wieku na terenie okupowanej – najpierw przez Niemców, a następnie Sowietów – Litwy i dotyczy odpowiedzialności Litwinów za współudział w eksterminacji Żydów.

Paweł Czuchraj
‹Zimne tango›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZimne tango
Tytuł oryginalnyХолодное танго
Data premiery22 czerwca 2017
ReżyseriaPaweł Czuchraj
ZdjęciaIgor Kliebanow
Scenariusz
ObsadaRinal Muchamietow, Julia Pieriesild, Jelisiej Nikandrow, Asia Gromowa, Siergiej Garmasz, Dainius Kazlauskas, Monica Santoro, Karina Kagramanian, Andrius Dariala, Anna Kotowa
MuzykaJurij Potiejenko
Rok produkcji2017
Kraj produkcjiLitwa, Rosja
Czas trwania107 minut
Gatunekmelodramat, wojenny
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Paweł Czuchraj (rocznik 1946) nie należy do szczególnie płodnych artystów. Mimo że w przemyśle kinematograficznym zadebiutował już na początku lat 70. ubiegłego wieku (jako operator, a wkrótce potem w roli reżysera), do dzisiaj nakręcił – wraz z tym najnowszym – zaledwie dziesięć filmów pełnometrażowych. Osiem z nich rozpowszechnianych było na dużych ekranach, dwa pokazywano jedynie w telewizji. Wejście do branży miał ułatwione; był przecież synem legendarnego reżysera Grigorija Czuchraja, który zapisał się trwale w historii kina „Czterdziestym pierwszym” (1956) oraz „Balladą o żołnierzu” (1959). Z drugiej strony musiał liczyć się z tym, że będzie porównywany do ojca i że jego obrazy będą oceniane przez pryzmat arcydzieł, jakie wyszły spod ręki Czuchraja seniora. W czasach Związku Radzieckiego nie wyróżniał się niczym szczególnym, dopiero po jego upadku zanotował zwyżkę formy, realizując filmy, które zelektryzowały nie tylko rosyjską, ale i światową publiczność – przede wszystkim dramat sensacyjny „Złodziej” (1997) i polityczny melodramat „Kierowca dla Wiery” (2004). Nieprzypadkowo oba zostały obsypane nagrodami, a pierwszy z nich nawet nominowany do Oscara.
Trzy lata po „Kierowcy…” Paweł Grigorjewicz przeniósł na ekran niedokończoną sztukę Nikołaja Gogola „Gracze”, która choć była całkiem udaną adaptacją rosyjskiej klasyki (na dodatek z rewelacyjną obsadą), nie do końca trafiła w gusta widowni. Od Czuchraja oczekiwano bowiem czegoś innego. Liczono, że teraz już wciąż będzie zabierał głos w sprawach ważnych, dotyczących istotnych tematów społecznych bądź historycznych. Widocznie z tego samego założenia wyszedł sam reżyser, skoro w 2010 roku napisał scenariusz „Próby” – filmu opowiadającego o działaniach stalinowskich naukowców zmierzających do stworzenia radzieckiej bomby termojądrowej. Finałem opowieści miała być próbna eksplozja przeprowadzona na poligonie pod Semipałatyńskiem w sierpniu 1953 roku. Czuchraj rozpoczął już nawet zdjęcia w Kazachstanie, ale wkrótce – z powodu braku pieniędzy – był zmuszony je przerwać. Producenci odkupili scenariusz i oddali go w ręce Aleksandra Kotta, który napisał jego nową wersję – i ostatecznie cały projekt doprowadził do szczęśliwego końca. Paweł Grigorjewicz z jakiegoś powodu nie wyraził jednak zgody na umieszczenie swojego nazwiska na liście płac całkiem zresztą udanej „Próby” (2014).
W 2015 roku postanowił zabrać się za pracę nad kolejnym filmem. Scenariusz, jaki napisał, nosił tytuł „Obcy”, ale ostatecznie przemianowano go na „Zimne tango”. Podobnie jak w przypadku „Kierowcy dla Wiery” Czuchraj zdecydował się opowiedzieć w nim historię niespełnionej miłości, którą umieścił na bardzo konkretnym historyczno-społecznym tle. Obraz otworzył tegoroczny Festiwal Filmowy „Kinotawr” w Soczi, a dwa tygodnie później – 22 czerwca (w rocznicę agresji hitlerowskiej na Związek Radziecki) – wszedł do szerokiej dystrybucji kinowej. Choć raczej nie należy oczekiwać, że będzie skutecznie rywalizował z tegorocznymi rosyjskimi blockbusterami. Fabuła „Zimnego tanga” rozgrywa się w dwóch płaszczyznach czasowych: w 1950 roku – u schyłku epoki stalinowskiej, gdy życie okrutnego gruzińskiego satrapy zbliża się już powoli ku końcowi, ale stworzony przez niego nieludzki system wciąż trzyma się mocno i miażdży niewinnych ludzi, oraz w latach poprzedzających ten moment (począwszy od czerwca 1941 roku). Ważne jest także miejsce akcji – to Litwa, której dzieje w pierwszej połowie XX wieku znaczone były wieloma tragicznymi wydarzeniami.
Przypomnijmy pokrótce: W wyniku działań niemieckich w ostatnich miesiącach pierwszej wojny światowej państwo litewskie wybiło się na niepodległość; szybko jednak popadło w konflikt z Polską, w wyniku którego utraciło swą historyczną stolicę – Wilno. Przez cały okres międzywojenny istniała więc Litwa kadłubowa, rządzona z prowincjonalnego Kowna. W wyniku postanowień paktu Ribbentrop-Mołotow dostała się w ręce Stalina, który najpierw zainstalował tam swoje bazy wojskowe, by w czerwcu 1940 roku zagarnąć całe państwo (razem z Estonią i Łotwą). Komunizacja Litwy trwała dokładnie dwanaście miesięcy. Po 22 czerwca 1941 roku republikę opanowały wojska Wehrmachtu. Wielu Litwinów – wrogo nastawionych zarówno do Polski, jak i Kraju Rad – widziało nadzieję na w miarę swobodne funkcjonowanie pod zarządem niemieckim (być może nawet w przyszłości z ograniczoną na wzór Słowacji suwerennością). Cena za to była jednak bardzo wysoka: pomoc militarna III Rzeszy oraz współudział w eksterminacji w pierwszej kolejności Żydów, a później również Polaków. Nazistom podporządkowano Saugumę (tajną policję litewską) oraz tak zwane „oddziały specjalne” (Ypatingasis būrys), które brały udział w pogromach (między innymi mordowały Żydów w Ponarach).
W takiej właśnie scenerii rozgrywa się „Zimne tango”. Pomijając tę część filmu, która ma miejsce w 1950 roku i która spina klamrą całość fabuły, akcja zaczyna się w dniu niemieckiego ataku na Związek Radziecki. Reżyser (i scenarzysta w jednym) nieprzypadkowo wybiera właśnie ten moment, jakby chcąc podkreślić, że całe zło zrodziło się właśnie tego dnia (co jest jednak tylko półprawdą). Głównym bohaterem obrazu jest Max – dwunasto-, a może trzynastoletni żydowski chłopiec, mieszkający w położonym nad brzegiem Bałtyku miasteczku (czy to Połąga?). Jego matka zarabia na życie jako krawcowa; on sam przejawia talent muzyczny, chętnie przy różnych okazjach grywa na akordeonie. Nie tylko w domu, ale także na ulicy bądź plaży. Tam też zwraca uwagę na śliczną dziewczynę, mniej więcej w tym samym wieku co on. Jej widok zapiera mu dech w piersiach, coś takiego czuje zapewne po raz pierwszy w życiu. Nie ma się więc co dziwić, że nie ma śmiałości, by podejść do niej, zagadnąć; jedynie odprowadza ją wzrokiem. A chwilę później… na nadbałtycką plażę nadlatują niemieckie myśliwce – to Hitler zaatakował Stalina. Armia Czerwona szybko wycofuje się na wschód – i długo jeszcze będzie się wycofywać, aż pod Moskwę, Leningrad i Stalingrad. Na tyle długo, by hitlerowcy zdążyli zrobić porządek z Żydami.
Na wezwanie niemieckiej administracji wszyscy miejscowi Żydzi zgłaszają się w starej fabryce. Tam zostają odebrane im dzieci, które następnie pakowane są na ciężarówkę. Ruta, matka Maxa, musi oddać nie tylko syna, ale także młodszą o kilka lat od niego córeczkę, Liję. Całą akcję, pod nadzorem żołnierzy Wehrmachtu, przeprowadzają Litwini; jednego z nich Ruta zna – to Antanas, sąsiad z ulicy. Błaga go, by wypuścił Maxa i Liję, ale stać ją na wykupienie tylko jednego dziecka – nie może zdecydować się, komu dać szansę na przeżycie, w efekcie tracą ją obydwoje. Na szczęście chłopcu udaje się uciec z transportu, lecz nie jest w stanie uratować siostrzyczki. Jeszcze tego samego dnia wraca do miasta i udaje się do rodzinnego domu. Tam są już nowi lokatorzy, litewskie małżeństwo Tučkusów z córką Laimą. Max rozpoznaje w niej dziewczynkę, którą widział na plaży. Jej ojciec, choć niechętnie, pozwala mu zostać na noc. Ale co będzie z nim dalej? Chciałby odszukać matkę. Laima pozbawia go jednak wszelkich złudzeń – słyszała bowiem od ojca, Vincasa, że wszystkich Żydów wywieziono za miasto i rozstrzelano. Nie mając dokąd pójść, chłopiec zostaje u litewskiej rodziny – i z tego też powodu staje się mimowolnym świadkiem kolejnej tragedii.
Na oczach młodego Żyda żołnierz niemiecki gwałci Laimę; on sam, sparaliżowany strachem, nie jest w stanie jej pomóc. To traumatyczne zdarzenie wpływa na los obojga dzieci, splatając je po wsze czasy nierozerwalną więzią. To jak zawarcie przymierza na śmierć i życie. Od tej pory postępowanie Maxa wobec Litwinki „napędzane” jest straszliwie niebezpieczną (zwłaszcza dla niego samego) mieszanką fascynacji erotycznej i wyrzutów sumienia. Dlatego po wojnie odnajduje ją, stara się pomóc, wyciągnąć z biedy. Proponuje pracę w nocnym klubie – ona zostaje piosenkarką, on przygrywa jej na akordeonie; jest jeszcze drugi akompaniator, skrzypek Jonas, któremu również będzie dane odegrać w tej historii istotną rolę. Z czasem Laima pozwala zbliżyć się Maxowi do siebie, ulega jego niesłabnącemu uczuciu, chociaż zdaje sobie sprawę, że ich związkowi nie jest pisane szczęście. Wciąż bowiem muszą żyć w cieniu dramatu, jaki rozegrał się przed laty. Dramatu, który ma swoje drugie dno, o jakim żydowski mężczyzna nie ma nawet pojęcia. Paweł Czuchraj bardzo umiejętnie skonstruował scenariusz; zbudował napięcie poprzez dodawanie coraz to nowych elementów, dzięki którym stopniowo wzbogaca także portrety psychologiczne głównych bohaterów.
Max chciałby wreszcie zacząć normalnie żyć, założyć rodzinę, spokojnie pracować, ale duchy pomordowanych członków rodziny – przede wszystkim matki i siostry – domagają się pomsty. Dlatego za namową miejscowego komendanta wojskowego, majora Taratuty, nocami przeistacza się w bezwzględnego mściciela, tropiącego zdrajców i kolaborantów, zaprzysięgłych wrogów władzy radzieckiej (w czym bardzo przypomina warszawskiego Żyda Martina Graya, autora wstrząsających wspomnień „Wszystkim, których kochałem”). Ma nadzieję, że w ten sposób ukoi ból duszy po stracie najbliższych. Ale to tylko pozory. Bo czyż możliwe jest odzyskanie równowagi psychicznej, jeśli świadomie budzi się w sobie bestię? To jak igranie z ogniem, zabawa odbezpieczonym granatem. Zaślepiony nienawiścią mężczyzna nie jest w stanie spojrzeć na nową sytuację polityczną, w jakiej znalazła się Litwa, z szerszej perspektywy. Daje się więc wciągnąć w grę, której reguły nie są dla niego do końca jasne, a kto ich nie zna – z góry skazany jest na porażkę. Wierzy za to gorąco w to, że nadejdzie taki moment, kiedy już wystawi i zapłaci wszystkie rachunki. Wtedy, jako moralny zwycięzca, wróci triumfalnie do domu. Do domu, w którym czekać będzie na niego rodzina.
Maxa i Laimę łączą bardzo skomplikowane relacje. Można odnieść wrażenie, że są na siebie skazani, że choćby chcieli pójść swoimi własnymi drogami, nie jest to możliwe. Dlaczego? Ponieważ – chociaż z odmiennych powodów – Historia (sic!) wydała na nich swój wyrok. Zostali przez nią wrzuceni do tego samego worka, który następnie obwiązany został węzłem, z jakim nie poradziłby sobie nawet Aleksander Macedoński. „Zimne tango” zdecydowanie na nastraja optymizmem. I dobrze. Happy end zabrzmiałby w tej opowieści wyjątkowo fałszywie. Takich cudów w filmach Czuchraja dotąd nie było i – miejmy nadzieje – nigdy nie będzie. Co jednak nie oznacza, że widz ma prawo czuć się w stu procentach usatysfakcjonowany. Razić może bowiem – zwłaszcza z perspektywy polskiego widza – finałowa scena (w pewnym stopniu stanowiące powielenie patentu zastosowanego wcześniej przez Pawła Grigorjewicza w „Kierowcy…”), która niepokojąco zmienia wydźwięk filmu. Choć całkiem możliwe, że to jedynie kwestia polskiego przewrażliwienia, nierzadko objawiającego się w ocenach dzieł, które dotykają tematyki Holokaustu.
W głównych rolach reżyser obsadził aktorów będących na fali wznoszącej. W Maxa wcielił się Rinal Muchametow („Przebaczenie”, „Trzej muszkieterowie”, „Przyciąganie”), natomiast w Laimę – Julia Pieriesild („Bitwa o Sewastopol”, „Bohater”, „Nauczyciel”). Drugi plan również „zaludniają” artyści cieszący się sporym uznaniem: majora Taratutę zagrał Siergiej Garmasz („Bikiniarze”, „Dom”, „Wędrowiec”), Jonasa – Litwin Dainius Kazlauskas („Tadas Blinda. Początek”), a Vincasa Tučkusa – jego rodak Andrius Bialobžeskis. Szukając odpowiedniego operatora, Czuchraj sięgnął po znanego już sobie dobrze z czasów pracy nad „Kierowcą dla Wiery” Igora Kliebanowa („Miraż”, „Solo na saksofonie”); z kolei zadanie stworzenia ścieżki dźwiękowej powierzono niezwykle doświadczonemu Jurijowi Potiejence („Batalion”, „Czas pionierów”).
koniec
2 lipca 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

East Side Story: Aurora – dwie śpiące królewny
Sebastian Chosiński

23 VII 2017

Któż nie pamięta „Bikiniarzy”, jednego z najlepszych rosyjskich filmów ubiegłej dekady? Po ośmiu latach jego reżyser, Walerij Todorowski, postanowił po raz kolejny uczynić bohaterami swojego dzieła ludzi młodych, dopiero wkraczających w dorosłość, a już stających przed ważnymi życiowymi wyborami. Jako że fabuła wpisana została w świat uczniów szkoły baletowej, tytuł wydaje się jak najbardziej uzasadniony – „Bolszoj”.

więcej »

Transatlantyk 2017: Sery, wina, trufle i crème brûlée
Konrad Wągrowski

20 VII 2017

Jeśli szukacie dojrzałego i ambitnego dzieła filmowego, „Paryż może poczekać” raczej nie spełni waszych oczekiwań. Jeśli jednak frajda obcowania z pięknem francuskich pejzaży, urokami francuskiej kuchni i Diane Lane są dla was wystarczającymi powodami, by pójść do kina, istnieje duża szansa, że seans będzie przyjemnością.

więcej »

Transatlantyk 2017: Śmierć indiańskiej dziewczyny
Konrad Wągrowski

18 VII 2017

„Wind River” to znakomity kryminał o morderstwie w indiańskim rezerwacie z solidnie przepracowanym społecznym tłem. Jego twórca, Taylor Sheridan, okazał się być nie tylko aktorskim przystojniakiem, ciekawym scenarzystą, ale swój drugi film potrafi wyreżyserować jakby miał w tym 30 lat doświadczenia.

więcej »

Polecamy

Baby jest jakiś inny

Dobry i Niebrzydki:

Baby jest jakiś inny
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ove chce się zabić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Gdy zajrzy w oczy widmo korozji…
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pod skorupą
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Superheroina nie z „Playboya”
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oliver Twist i wybuchające siusiaki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Jessica Chastain lobbuje u króla ciepłokluchowego kina
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Denzel jak wino
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ksenomorfy pod prysznicem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Aurora – dwie śpiące królewny
— Sebastian Chosiński

Wojna, miłość i śmierć
— Sebastian Chosiński

Miłość wypowiedziana wierszem
— Sebastian Chosiński

(Nie) chcieć, (nie) żyć, (nie) kochać
— Sebastian Chosiński

Przejście przez ogień
— Sebastian Chosiński

Seks z syreną? Tylko nad Bałtykiem
— Sebastian Chosiński

Zanim zaczęła się wojna… zimna wojna
— Sebastian Chosiński

Nadzieja powraca ostatnia
— Sebastian Chosiński

Miasto w obliczu zarazy
— Sebastian Chosiński

„Nordic noir” rodem z Jakucji
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Na łeb, na szyję
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

W strugach deszczu
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Z Bratysławy do Budapesztu
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Lipiec 2017 (2)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz

Non omnis moriar: Lata mijają, świat wciąż pozostaje „dziwny”
— Sebastian Chosiński

Prostaczek na miarę swoich czasów
— Sebastian Chosiński

Bo zło powinno zostać ukarane…
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

Jazz w cieniu Holokaustu
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.