Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 grudnia 2017
w Esensji w Esensjopedii

Muzyka stop!

Esensja.pl
Esensja.pl
Prawdopodobnie unikalna w skali wszechświata recenzja, która w żaden sposób nie nawiązuje do filmu Ridleya Scotta z 1982 roku. Dużo narzekań i dużo pochwał. Czy „Blade Runner 2049” jest romansem? I dlaczego głośniki piszczą?

Denis Villeneuve
‹Blade Runner 2049›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
90,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBlade Runner 2049
Dystrybutor UIP
Data premiery6 października 2017
ReżyseriaDenis Villeneuve
ZdjęciaRoger Deakins
Scenariusz
ObsadaAna de Armas, Ryan Gosling, Jared Leto, Mackenzie Davis, Harrison Ford, Robin Wright, Dave Bautista, Lennie James
MuzykaJóhann Jóhannsson
Rok produkcji2017
Kraj produkcjiUSA
CyklBlade Runner
WWW
GatunekSF
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Każdy wie, że odpowiednio dobrana muzyka w filmie potrafi „zrobić” nastrój w sposób wręcz niesamowity – na przykład większość klasycznych horrorów i thrillerów z wyłączonym dźwiękiem zmienia się w niezbyt mądre podchody. To jednak nie znaczy, że trzeba używać tego efektu w każdej możliwej scenie. Podkład dźwiękowy w nowym „Blade Runnerze” z nastrojowego staje się nieznośny, czasem wręcz rujnujący nastrój zamiast go tworzyć. Tak, tak, inspiracja Vangelisem, dźwięki industrialne i tak dalej, ale to nie była muzyka, raczej natrętne wycie i brzęczenie. Mogła to być wina głośników kinowych, ale nadal będę się upierać, że całe mnóstwo scen w filmie zyskałoby, gdyby odbywały się w ciszy. Zwłaszcza wchodzenie do budynków lub pomieszczeń: natarczywy, wibrujący dźwięk sugerował, że na bohatera zaraz coś wyskoczy, tymczasem zupełnie nie o to chodziło. Albo scena z odnajdywaniem… hm, żeby nie spojlerzyć – pewnego przedmiotu. To powinno być zagrane twarzą, oddechem, drżeniem rąk, a nie przesterowanym wyciem.
A nastrój filmu stworzony wizjami scenografa jest wystarczająco niezwykły. Wykorzystanie kolorów i światła zasługuje na najwyższe uznanie; graficzny kontrast scen w Korporacji Wallace’a sprawia, że wiele ujęć jest pięknymi obrazami, gotowymi do powieszenia na ścianie. Zapylone pustkowia – jedno konsekwentnie utrzymane w szarości, drugie w słonecznikowej niemal żółci – również robią ogromne wrażenie, szczególnie przez nieludzką skalę rzeźb oraz sterylnie kubistyczną architekturę budynków. Ciemne wąwozy Los Angeles, pomiędzy gigantycznymi blokami, gdzie tylko nieliczne neony, reklamy czy oświetlone okna dają znać o istnieniu ludzi, zapadną mi w pamięć na długo. Pierwsze ujęcie miasta skojarzyło mi się z obrazem Zdzisława Beksińskiego „Ogniska na kominach”, gdzie nieliczne światełka błyskają na ni to skałach ni to konstrukcjach wyłaniających się z wiecznego mroku.
Trzeba przy tym zwrócić uwagę, jak pokazywane jest to, że ten futurystyczny świat jest PUSTY. Miasto wygląda na wyludnione, duża część akcji dzieje się na jałowej pustyni lub w ruinach i poza niezbyt długim epizodem w dzielnicy rozrywki (i jeszcze krótszym w „sierocińcu”) w kadrze widzimy co najwyżej cztery osoby. Pustka siedziby Korporacji Wallace’a jest wręcz oniryczna. Nawet komenda policji pokazana została tak, jakby mało kto w niej przebywał poza głównym bohaterem, jego szefową, patologiem i jeszcze jakimś śledczym. Potęguje to uczucie osamotnienia postaci granej przez Ryana Goslinga: K (agent KD6-3.7) właściwie nie widuje ludzi poza nielicznymi kolegami z pracy, oraz tymi, których zabija.
Wokół K splatają się dwa wątki: jeden detektywistyczny (nie da się więcej powiedzieć bez zdradzania istotnych elementów fabuły) oraz drugi – uczuciowy? Osobisty? Każdy równie ciekawy: śledztwo, jak to śledztwo, trzyma w napięciu, natomiast wprowadzenie do akcji wirtualnej narzeczonej skłania do zastanowienia, a chwilami trzyma w napięciu bardziej niż fabuła stricte sensacyjna. Otóż bohaterowi w jego skromnym mieszkaniu dotrzymuje towarzystwa hologram uroczej dziewczyny. Od początku wiadomo, że jest to program komputerowy nastawiony na bycie miłym dla właściciela, taka żona ze Stepford, która – jak w amerykańskich poradnikach z lat 50. – ma za zadanie ładnie wyglądać i nadskakiwać mężowi. A jednak Joi stopniowo staje się coraz bardziej ludzka, coraz trudniej powiedzieć, które z jej zachowań są obliczone na zadowolenie „ukochanego”, a które wynikają z własnej radości, ciekawości czy odwagi. Zaś na koniec niczym cios w żołądek dostajemy przypomnienie, że to przecież tylko seryjnie produkowana sztuczna inteligencja, która „powie to, co chcesz usłyszeć”, jak głosi slogan reklamowy. Pytanie brzmi: czy sztuczna inteligencja była aż tak dobra, żeby zgadnąć uczucia i potrzeby bohatera w niestandardowych i zupełnie nieprzewidzianych sytuacjach, czy może, zyskawszy autonomiczną osobowość, sama się do niego przywiązała? Moim zdaniem króciutkie, łatwe do przeoczenia ujęcie przy zestrzelonym śmigaczu zdecydowanie sugeruje to drugie rozwiązanie.
„Blade Runner 2049” byłby według mnie filmem idealnym, gdyby nie wspominany już chybiony podkład dźwiękowy oraz zbytnie przeciąganie wielu ujęć i dialogów. Zarówno „granie pauzą” jak i długie, statyczne ujęcia twarzy, pleców czy profilu bohatera mogą działać świetnie, jeśli są właściwie użyte, ale to trochę tak jak z solą w potrawach – używać należy oszczędnie, bo popsujemy cały efekt.
Jednym słowem – muzyka stop, nożyce w ruch!
koniec
24 października 2017
dodajdo

Komentarze

25 X 2017   14:07:34

Film z 1982 jest dla mnie arcydziełem, oczywiście wiadomo, że nie wszyscy poddają się jego urokowi i nie czują tego klimatu. Natomiast dźwiękowa autorstwa Vangelisa jest znakomita, więc miałem trochę obaw przed premierą Blade Runnera 2049. Musze jednak przyznać, iż seans wszystkie je bardzo szybko rozwiał, film na pewno jest inny, ale to jego zaleta, usilne kopiowanie źle by się skończyło, natomiast z muzyką oswajałem się już przed premierą, z płyty... i kompletnie nie zgadzam się z stwierdzeniem "muzyka stop". Do świata wykreowanego na ekranie pasuje bardzo dobrze, brakuje jej ciut kolorytu i różnorodności oryginału, ale też nie mamy już na ekranie tego wielokulturowego tygla. Po seansie każdy o muzyce wypowiadał się jednak pochlebnie. Pozdrawiam

25 X 2017   19:43:32

A mi właśnie ta pustka zgrzytała. Na zdrowy rozsadek biorąc to w roku 2049 powinno być jeszcze więcej ludzi niż w 2019. Do tego tłum powinien być wielorasowy a biali wyjątkami. Co się właściwie stało z tymi wszystkimi ludźmi z 2019 roku? Wymarli bezpotomnie? Nie ma żadnej imigracji? I wszyscy główni bohaterowie rasy białej? W Los Angeles 2049 roku, zarówno tym filmowym z rzeczywistości alternatywnej, jak i tym naszym, realnym, biali będą tylko jedną z mniejszości. Mało realistyczne to wszystko. W imię swej wizji reżyser uczynił film kompletnie niewiarygodnym w kontekście pierwszego "Blade Runnera".

25 X 2017   22:11:03

Trzeba wziąść pod uwagę, że to nadal okolice LA... wystarczy zobaczyć co się stało z Detroit bez żadnej wojny itp... chyba o to chodziło scenarzystą,tu mamy dodatkowo skażenie, defekty genetyczne, ucieczka w kosmos... Chcieli uniknąć powtórki i kopiowania świata z 2019 roku i według mnie im się to udało :)

26 X 2017   01:10:09

A mojej osobie ta niepokojąca muzyka się podobała... Kwestia gustu. Inna sprawa, że u mnie w kinie też było trochę za głośno.

Film nie jest wybitny, ale bardzo dobry już tak. Świetny przykład jak robić sequel z szacunkiem dla oryginału i bez bezwstydnego odcinania kuponów. Innym wg mnie dobrym przykładem jest ostatni "Mad Max", który podzielił fanów tych starszych z Gibsonem. No ale tam był ten sam reżyser.
PONIŻEJ SPOILER
Ze smaczków które wyłapałem w nowym "Blade Runnerze":
1. K oczywiście nawiązuje do Józefa K. bohatera "Procesu" Kafki. I tak jak Józef K. replikant K nie wie o co w tym wszystkim biega. [SPOILER] K. tak jak Józef K. ginie od noża. W "Blade Runnerze 2049" jest to symbol ofiary za ludzkość
2. W świecie Blade Runnera wciąż istnieje ZSRR: na jednym z produktów pojawia się napis Made in CCCP

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Poczuć się jak dziesięciolatek
Konrad Wągrowski

14 XII 2017

„Ostatni Jedi” nie jest nowym „Imperium kontratakuje”, nie „wychodzi ze swojej strefy komfortu”, pozostając filmem raczej bezpiecznym, ale jest bardziej efektowny, bardziej złożony i po prostu zwyczajnie lepszy od „Przebudzenia Mocy”.

więcej »

East Side Story: Skandal?… Wiele hałasu o nic!
Sebastian Chosiński

10 XII 2017

Nazwisko reżysera Aleksieja Uczitiela i podjęty temat – czyli rzekomy romans cara Mikołaja II Romanowa i primabaleriny petersburskiego Teatru Maryjskiego Krzesińskiej – sprawiały, że po „Matyldzie” można było spodziewać się naprawdę dużo. Niestety, cały potencjał tkwiący w tej opowieści został zmarnowany, utopiony we łzach ckliwego melodramatu, na dodatek prawdopodobnie daleko odbiegającego od prawdy historycznej.

więcej »

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (1)
Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

4 XII 2017

W dzisiejszej edycji „Esensja ogląda” trzy tytuły – wydania DVD „Baby Drivera” i nowej „Mumii” oraz „Małi mężczyźni”.

więcej »

Polecamy

Chwała na wysokości?

Dobry i Niebrzydki:

Chwała na wysokości?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Podręczne z Kairu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Atak paniki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

W poszukiwaniu samego siebie
— Marcin Szałapski

Esensja ogląda: Październik 2017 (3)
— Jarosław Loretz

Tegoż twórcy

Niedojechanie
— Borys Jagielski

Dogadajcie się najpierw sami
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Czy kangur na pewno jest kangurem?
— Jarek Tokarski

Dotyk zła
— Jarosław Robak

Transatlantyk 2015: Dzień 6
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Wrzesień 2014 (1)
— Piotr Dobry, Jarosław Robak, Kamil Witek

14. T-Mobile Nowe Horyzonty: Chaos to porządek, którego jeszcze nie rozumiemy
— Kamil Witek

Esensja ogląda: Październik 2013 (1)
— Gabriel Krawczyk

Co nam w kinie gra: Pogorzelisko
— Artur Zaborski

Tegoż autora

Tu potrzebne są rozwiązania systemowe
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Asgard to nie miejsce…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kobieta kobiecie półwilkiem
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pejzaż z polem pszenicy i śledztwem
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Gazeciary
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Z pewnego punktu widzenia
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Dobra robota, robocie
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Niech drozd spoczywa w spokoju
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kosmiczne jaja
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Plaża Omaha, czyli żegnaj, baśni
— Adam Kordaś, Magdalena Kubasiewicz, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.