Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 grudnia 2017
w Esensji w Esensjopedii

Esensja ogląda: Listopad 2017 (3)

Esensja.pl
Esensja.pl
Dziś w naszym cyklu trzy recenzje: „HHhH”, „Obcy: Przymierze” i „Hel”.
Kino
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Kryptonim HHhH
(2017, reż. Cédric Jimenez)
Kamil Witek [50%]
„Kryptonim HHhH” otwiera sekwencja przejazdu Reinharda Heydricha przez okupowaną Pragę wraz z próbą zamachu na jego życie przez czechosłowacki ruch oporu. To zresztą jeden z najczęściej ekranizowanych momentów II wojny światowej (filmy o akcji powstawały już nawet rok po zdarzeniu), stąd finał operacji dla nikogo nie powinien zaskoczeniem. Ten jednakże w filmie Cedrica Jimeneza stanowi kilkukrotną kulminację. Mamy tu bowiem próbę zrealizowania filmu według kilku, często wykluczających się schematów. Z jednej strony zamach to punkt zwrotny opowiadanej historii – zanim jeden z dzielnych walczaków podrzuci ładunek wybuchowy – cofamy się do czasów, kiedy późniejszy zbrodniarz jest jeszcze oficerem niemieckiej marynarki. Otrzymujemy przyspieszone streszczenie błyskotliwej kariery i pobieżny rys człowieka bezwzględnego – kobieciarza i skutecznego wykonawcy nazistowskiej ideologii. Do braku układu nerwowego i chłodnego jak lód spojrzenia Protektora Czech i Moraw (Jason Clarke), scenarzyści nie dopisują żadnych dodatkowych cech. Taki zabieg jest w pewnym sensie zrozumiały – wojenna historia potrzebuje postaci złej do szpiku kości. Oryginalny tytuł(„Człowiek o żelaznym sercu”) zawiera jednak sugestię, iż twórcom zależało na wniknięciu mocniej pod skórę zbrodniarza i pochyleniu się nad motywacjami nazistowskiej szarej eminencji. Niestety, w szukaniu sposobów na odkrycie prawdziwego Heydricha działają cokolwiek banalnie. Okrutne akty nazisty zmiękczają bowiem sceny z życia rodzinnego: raz Heydrich przytuli noworodka, kiedy indziej pomoże synowi z nauką gry na fortepianie. Nie są to zarazem największe ciosy, jakie w „Kryptonimie HHhH” musi przyjąć konstrukcja filmu. Wraz dotarciem do ww. kulminacji, wskazówki filmowego zegara cofają się nieoczekiwanie w tył. Właściwa akcja przenosi się na drugą stronę barykady, do środowiska dzielnych wykonawców osławionej operacji „Anthropoid”. Jimenez tym samym może i podjął się ambitnego celu – zbliżenia do bohaterów, w gruncie rzeczy zbudowania filmu wokół ich emocji. Szkoda jednak, że w tej misji nie zaryzykował również rozmycia ostrości kreowanego tła. Dlatego nawet jeśli w „Kryptonimie HHhH” jest dużo historycznej dokładności, to brakuje filmowego mięsa. Odpowiedź na pytanie „kim był człowiek kryjący się pod nazistowskim mundurem?” należy poszukać gdzie indziej.
DVD / BD
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Obcy: Przymierze
(2017, reż. Ridley Scott)
Jarosław Loretz [40%]
Uczta dla oczu, interesująca przekąska dla ducha, a dla umysłu horror. Film po prostu chłonie się całym sobą – ma cudowne zdjęcia (Dariusz Wolski!), bajkowe plenery, doskonałe efekty specjalne (jeden z lepszych statków kosmicznych ostatnich lat) i mroczną scenografię, z której największe wrażenie robi plac zasłany zmumifikowanymi, powykręcanymi truchłami humanoidalnych istot. Ciekawie też została pokazana geneza ksenomorfa, jego stadia rozwojowe i warianty. Dobrą robotę wykonał również Jed Kurzel, wplatając w ścieżkę dźwiękową sporo fraz z oryginalnego „Obcego”. I tyle z pozytywów. Reszta rozczarowuje w mniejszym bądź większym stopniu, począwszy od niezbyt oryginalnej, pełnej klisz fabuły, przez ślamazarną akcję, irytujące drapowanie całości na kino ambitne i marną psychologię postaci (może poza Davidem), aż po zatrzęsienie wątpliwości natury logicznej. Z tych ostatnich najmocniej w oczy rzuca się eksploracja obcego globu bez skafandrów (tlen może i jest, ale mikroby nie muszą być przyjazne), mocowanie zwykłych, łatwych do rozbicia szyb w pancernych drzwiach i w oknach pojazdów zdolnych do lotów orbitalnych (naturalnie mimo to lata się nimi bez skafandra), powierzanie ultradrogiego, niesłychanie delikatnego statku z niezwykle cennym, wrażliwym ładunkiem niezgranej, niewyszkolonej załodze składającej się z samych indywidualistów, używanie androida wyłącznie jako kompana do dyskusji oraz założenie, że jeśli android wystarczająco długo będzie żył, to włosy same z siebie zaczną mu rosnąć. Dodatkową bolączką jest zbyt pobieżne naszkicowanie paru elementów fabuły, przez co intryga pozostaje lekko mętna do samych napisów końcowych. Wolę nie myśleć, jak będzie wygląda część trzecia nowej sagi…
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Hel
(2015, reż. Paweł Tarasiewicz, Katarzyna Priwieziencew)
Jarosław Loretz [30%]
Marniutka krajowa podróbka kina Davida Lyncha. Technicznie realizacja wypadła całkiem nieźle. Scenografia jest przyzwoita, zdjęcia nie są może wybitne, ale też stoją na zadowalającym poziomie, aktorstwo jakoś specjalnie mocno nie uwiera, a udźwiękowienie daje szansę zrozumieć każdą wypowiedzianą kwestię. To całkiem sporo jak na polski film. Niestety, gorzej jest ze scenariuszem. Owszem, początkowo wszystko z grubsza jakoś się klei i w miarę sensownie udaje lekko odrealniony kryminał, w którym splatają się losy kilkorga dziwaków i życiowych wykolejeńców. Jest tajemnicze morderstwo, jest specyficzny klimat, są postępujące według nieznanych motywacji postaci. Z biegiem czasu dostajemy więcej detali dotyczących dramatis personae, możemy też pozwolić sobie na drobne domysły, ale wszystko wskazuje na to, że wyjaśnienie zaplątanej intrygi znajdzie się w samym finale. No i faktycznie – kilka elementów dostaje wówczas wytłumaczenie. Tyle że główny trzon fabuły, okręcony wokół postaci amerykańskiego pisarza, kończy zawieszony w próżni. Niby wiemy, kto i jak, ale po co – już niekoniecznie. Nie za bardzo łączą się wątki kilku zaplątanych w sprawę osób, a jak się już łączą, to w zupełnie niezrozumiały sposób. Kto pociągał za sznurki? Co było skutkiem, a co przyczyną? Ciachnięty byle jak finał niweczy praktycznie cały wysiłek włożony w nakręcenie tego filmu, zostawiając widza z bezużyteczną plątaniną sznurków, tak pracowicie zbieranych podczas seansu…
koniec
16 listopada 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Poczuć się jak dziesięciolatek
Konrad Wągrowski

14 XII 2017

„Ostatni Jedi” nie jest nowym „Imperium kontratakuje”, nie „wychodzi ze swojej strefy komfortu”, pozostając filmem raczej bezpiecznym, ale jest bardziej efektowny, bardziej złożony i po prostu zwyczajnie lepszy od „Przebudzenia Mocy”.

więcej »

East Side Story: Skandal?… Wiele hałasu o nic!
Sebastian Chosiński

10 XII 2017

Nazwisko reżysera Aleksieja Uczitiela i podjęty temat – czyli rzekomy romans cara Mikołaja II Romanowa i primabaleriny petersburskiego Teatru Maryjskiego Krzesińskiej – sprawiały, że po „Matyldzie” można było spodziewać się naprawdę dużo. Niestety, cały potencjał tkwiący w tej opowieści został zmarnowany, utopiony we łzach ckliwego melodramatu, na dodatek prawdopodobnie daleko odbiegającego od prawdy historycznej.

więcej »

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (1)
Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

4 XII 2017

W dzisiejszej edycji „Esensja ogląda” trzy tytuły – wydania DVD „Baby Drivera” i nowej „Mumii” oraz „Małi mężczyźni”.

więcej »

Polecamy

Chwała na wysokości?

Dobry i Niebrzydki:

Chwała na wysokości?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Podręczne z Kairu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Atak paniki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (2)
— Sebastian Chosiński

Bo najlepszy sposób na kobietę, znaleźć sobie skażoną planetę
— Przemysław Ciura

Z tego cyklu

Grudzień 2017 (2)
— Sebastian Chosiński

Grudzień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Listopad 2017 (2)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Listopad 2017 (1)
— Jarosław Loretz, Anna Nieznaj

Październik 2017 (3)
— Jarosław Loretz

Październik 2017 (2)
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Październik 2017 (1)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Wrzesień 2017 (3)
— Jarosław Loretz

Wrzesień 2017 (2)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Wrzesień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Tegoż twórcy

Bo najlepszy sposób na kobietę, znaleźć sobie skażoną planetę
— Przemysław Ciura

Verne XXI wieku
— Gabriel Krawczyk

Mafia w rytmie disco
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Nawiązując do klasyków science fiction
— Jakub Gałka

O lwie zabitym przez mrówkę i nie tylko…
— Marcin T.P. Łuczyński

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (16)
— Jakub Gałka

Dlaczego Robin Hood?
— Agnieszka Szady

Co nam w kinie gra: Robin Hood, Samotny mężczyzna
— Piotr Dobry, Urszula Lipińska, Konrad Wągrowski

W sidłach propagandy
— Piotr Czerkawski

Anglik w Nowym Jorku
— Urszula Lipińska

Tegoż autora

Wielka stopa i wtopa
— Jarosław Loretz

Z filmu wyjęte: Nasi u nas
— Jarosław Loretz

Wężogator voodoo
— Jarosław Loretz

Z filmu wyjęte: Nasi w Azji
— Jarosław Loretz

Z filmu wyjęte: Nasi w Ameryce
— Jarosław Loretz

Doroczna rozrywka w tanim stylu
— Jarosław Loretz

Z filmu wyjęte: Mózgi, świeże mózgi
— Jarosław Loretz

Rezydencjonalna duchota
— Jarosław Loretz

Z filmu wyjęte: Przenośny karmnik
— Jarosław Loretz

NajAmerican Film Festival 2017
— Jarosław Robak, Kamil Witek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.